KSW dla polskiej kultury

Marian Kmita
Marian Kmita
Marian Kmita Fot. archiwum
Nie uwierzycie Państwo, co było najbardziej poszukiwanym towarem w ostatnich tygodniach w Warszawie. Marzeniem tysięcy było pozyskanie biletu na 21. Galę MMA Federacji KSW. Nie bilet na premierę wybitnego filmu czy sztuki teatralnej. Nie koncert sław światowej czy polskiej muzyki. Pociągała możliwość obejrzenia na żywo jak to czeczeński Polak Mamed Khalidov rozbija nos niejakiemu Kendallowi Grove'owi z USA. I trzeba było nie lada wysiłków, aby organizatorzy Gali - duet przebiegłych biznesmenów Martin Lewandowski i Maciej Kawulski - wydali kartonik z wejściówką.

Ponieważ wychowałem się w głębokiej komunie, gdzie reglamentowane było niemal wszystko, to i w tej sytuacji nie uległem panice i miejscówkę od wspomnianych panów w końcu wyrwałem. Wybrałem się na warszawski Torwar, aby sprawdzić co też takiego federacja KSW czyni, że warszawiacy nie mogą bez tego żyć. Ciekaw byłem przekroju tych szczęśliwców, co mogli w niewielkiej hali Torwaru usiąść i walki z bliska pooglądać. Ze wspomnień wiedziałem, że publiczność KSW to przekrój społeczeństwa. Od karków ze złotymi łańcuchami w towarzystwie naładowanych botoksem piękności, przez celebrytów, po fanatyków sztuk walki. No i co się okazało? KSW zmienia się. W ringu i na wielkich telebimach wszystko jest po staremu. Oprawa na światowym poziomie, a sportowcy niczego nie udają.

KSW zmienia się jednak na trybunach. Co prawda ludzi z szerokim torsem jest tylu co dawniej, ale obwieszonych złotem nie było. Widziałem za to znanych polityków, ludzi kultury, sztuki i wielkich pieniędzy. A kiedy w kuluarach po gali spotkałem menedżera Kayah, Brodki i Zakopowera, sympatycznego kolegę Tomika, to już całkiem zbaraniałem i pytam: - Tomiku, co Ty tu robisz, bracie? To chyba nie jest Twoja estetyka? A Tomik, co już niejedno widowisko i gwiazdę muzyczną wypromował, tak rzecze: - Po pierwsze: w tym świecie pełnym udawania wszystko, co dzieje się między linami ringu KSW, jest prawdziwe. Sędziowie nie mogą niczego tu wydrukować, bo po prostu nie da się. Po drugie: to dla mnie ciekawe doświadczenie zawodowe, bo pomiędzy widowiskiem sportowym i muzycznym jest wiele wspólnego. I tu, i tu próbujemy obudzić w ludziach emocje. Po trzecie: w każdy sobotni wieczór nie da się chodzić do teatru, kina czy na koncert. Czyż nie?

Pomyślałem: Pewnie się da, ale z wciąż niezrozumiałych dla mnie powodów coraz więcej Polaków nie może żyć bez KSW. Dziwne, ale prawdziwe.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie