Ks.prof. Adam Świeżyński: abp Głódź powinien wyrazić żal i skruchę. Wtedy można mówić o zakończeniu sprawy

Agnieszka Kamińska
Agnieszka Kamińska
Arcybiskup Głódź powinien przeprosić? archiwum Polska Press
Czymś ważniejszym od samej decyzji Stolicy Apostolskiej byłoby uznanie przez abp. Głódzia swojej winy i odpowiedzialności za swoje działania – mówi ks. prof. Adam Świeżyński z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, były prorektor gdańskiego seminarium.

Czy decyzja Stolicy Apostolskiej w sposób odpowiedni kończy kościelne postępowanie w sprawie abp. Sławoja Leszka Głódzia? Czy poznaliśmy w jego sprawie prawdę?

Zarzuty, przynajmniej niektóre, zostały przez Stolicę Apostolską uznane za prawdziwe. Natomiast wiemy tylko ogólnikowo, jakie to były zarzuty. Dowiedzieliśmy się, że dotyczą one niewłaściwego reagowania na sprawy związane z seksualnym wykorzystywaniem osób małoletnich przez księży oraz że dotyczą niewłaściwego zarządzenie diecezją. Nie dowiedzieliśmy się, które dokładnie zarzuty zostały uznane i w jakim zakresie.

Kilkunastu księży oskarżało arcybiskupa Głódzia o mobbing i psychiczne znęcanie, czy dla tych duchownych decyzja papieża jest satysfakcjonująca? Czy papież przyznał, że arcybiskup źle traktował księży?

Księża mogą czuć połowiczną satysfakcję. Ich zgłoszenie w końcu zostało potraktowane przez Stolicę Apostolską serio i, co wynika z komunikatu nuncjatury, zostało rozpatrzone w oficjalnym postępowaniu, a o to ci księża apelowali. Ale chodzi tu jeszcze o coś innego. Czymś ważniejszym od samej kary czy decyzji administracyjnej Stolicy Apostolskiej byłoby uznanie przez abp. Głódzia swojej winy i odpowiedzialności za swoje działania. A w związku z tym, wyrażenie przez arcybiskupa żalu i skruchy, które byłby punktem wyjścia dla przebaczenia i pojednania.

Arcybiskup powinien przeprosić i w jakiś sposób zadośćuczynić za wyrządzone krzywdy?

Tak. Dopiero wtedy ci, którzy są pokrzywdzeni wskutek jego działań, mogliby poczuć się w pełni usatysfakcjonowani i wtedy moglibyśmy mówić o zakończeniu tej sprawy.

Czy powinien przeprosić tylko arcybiskup? Księża, którzy oskarżyli go m.in. o mobbing, zostali przez część gdańskiego duchowieństwa uznani za kłamców i za osoby, które rozbijają Kościół. Duchowni, którzy stanęli po stronie arcybiskupa, prawdopodobnie wiedzieli, jaka jest prawda. A jeśli wiedzieli, to oni też skrzywdzili wspomnianych księży. Pod listem w obronie abp. Głódzia podpisały się konkretne osoby, m.in. biskupi pomocniczy. Może oni też powinni przeprosić?

Pytanie, ilu duchownych rzeczywiście się podpisało, a za ilu zrobił to ktoś inny. Ale jeśli nawet ktoś inny podpisał się za nich, to ci duchowni powinni zareagować i zaprotestować. Trudno usprawiedliwić ich postawę.

Całkowicie zgadzam się z tym, że osoby, których nazwiska znalazły się pod kurialnym pismem w obronie arcybiskupa, powinny przeprosić. Tylko taka postawa, również tych osób, daje podstawy do przebaczenia i pojednania w środowisku gdańskich księży.

A to jest punkt wyjścia do tego, żeby to środowisko właściwie funkcjonowało. W tym względzie dużą rolę do odegrania ma nowy arcybiskup gdański Tadeusz Wojda. Mam nadzieję, że jest on świadomy tej sytuacji albo że wkrótce stanie się jej świadomy i że będzie w kierunku tego pojednania działał, bo to leży w jego gestii.

Abp Sławoj Leszek Głódź ukarany przez Nuncjaturę Apostolską....

Podczas swojego ingresu nowy arcybiskup gdański dziękował abp. Głódziowi za posługę. Stwierdził, że jego poprzednik „nie szczędził wysiłków i starań, aby głosić słowo Boże”. Czy nie jest tak, że wierni otrzymują sprzeczne komunikaty? Jednego dnia abp. Głódź otrzymuje podziękowania, drugiego dnia jest karany. Czy nowy arcybiskup Wojda nie powinien wytłumaczyć tej sytuacji wiernym być może w formie jakieś odezwy czy listu? Słyszałam, że niektórzy wierni gdańskiej archidiecezji mówią o nagonce na abp. Głódzia. Twierdzą, że zmanipulowano papieża, który wydał decyzję o karach.

To prawda, wierni rzeczywiście otrzymują sprzeczne komunikaty. Mogą nie wiedzieć, czy rację ma ten, kto dziękuje arcybiskupowi Głódziowi, czy też prawda jest w komunikacie nuncjatury i stwierdzeniu, że arcybiskup w sposób znaczący zawinił. Taka kolejność, że najpierw odbył się ingres, a następnego dnia nuncjatura wydała komunikat o decyzji Stolicy Apostolskiej, była bardzo nieszczęśliwa. Pytanie, czy nowy arcybiskup wiedział, że taki komunikat nuncjatura wyda. Mogę tylko przypuszczać, że tak. Zakładając jednak, że w czasie ingresu arcybiskup nie miał informacji o komunikacie, to w sytuacji sporu i przy założeniu, że toczy się powstępowanie w sprawie arcybiskupa Głódzia, składanie mu podziękowania było niefortunne.

Z kolei w Wielki Czwartek odbyła się msza krzyżma świętego, którą prowadził arcybiskup Wojda. Dla kapłanów to ważna uroczystość, jedyna taka w roku, podczas której może się spotkać aż tylu duchownych i wspólnie celebrować mszę świętą. Byłem zaskoczony, że ani w homilii, ani w słowach kończących liturgię nowy arcybiskup nie odniósł się do sytuacji w archidiecezji i do decyzji, które zapadły wobec poprzedniego arcybiskupa. Być może nowy arcybiskup nie ma jeszcze pełnego rozeznania, może będzie chciał się najpierw czegoś dowiedzieć od zainteresowanych i potem zająć stanowisko.

Nawet jeśli tak, to jednak jakieś słowa nawiązania powinny paść podczas tej mszy. Słuchając nowego arcybiskupa miałem wrażenie, jakby nie było tematu, jakby nic się nie wydarzyło. Jakby cała ta historia została potraktowana jako zamknięta i w pełni rozliczona przeszłość, do której nie ma sensu wracać. To błędna droga, która będzie pogarszać sytuację w środowisku gdańskich duchownych i mieć negatywny wpływ na funkcjonowanie całej archidiecezji, w tym świeckich. Oni przecież też przedstawiali swoje zarzuty. Niezbędny jest tu jasny komunikat abp. Wojdy, powinien on być skierowany i do świeckich, i do duchownych.

Czy tylko komunikat? Co z biskupami i innymi księżmi, którzy zawzięcie bronili arcybiskupa Głódzia?

Abp Wojda powinien zdecydowanie powiedzieć, że nie ma tolerancji dla takich zachowań jak te, których dopuścił się abp Głodź. Osoby, które broniły abp. Głódzia, były najbliższymi jego współpracownikami i musiały wiedzieć o nieprawidłowościach. Oburzające jest to, że jawnie zaprzeczały tym, którzy o tych nieprawidłowościach głośno mówili. Te osoby powinny uznać fakt, że kłamały i oczerniały księży chcących rozwiązać problem. Oczywiście żadnym dekretem nie można nikogo zmusić do wyrażenia żalu, skruchy, przeproszenia i zadośćuczynienia. Ale można i trzeba do tego zachęcać. Nowy arcybiskup powinien to zrobić. Nie chodzi o to, żeby teraz kogokolwiek piętnować. Istotne i niezbędne jest, aby całe środowisko gdańskich duchownych stanęło w prawdzie. Aby ci, którzy zawinili, tę winę uznali. Żeby padły słowa prawdy, zgodnie z tym co wiemy z Ewangelii: prawda jest drogą do oczyszczenia i do wyzwolenia człowieka. Powinniśmy oczekiwać od nowego arcybiskupa, aby w kierunku tej prawdy i pojednania prowadził działania i aby zechciał zapoznać się z wiedzą na temat sytuacji. Zadziwiające jest dla mnie także to, co zostało opublikowane na stronie archidiecezji gdańskiej po ogłoszeniu komunikatu nuncjatury.

Mówimy tu o dwóch zdaniach, w których napisano, że archidiecezja przyjmuje do wiadomości komunikat nuncjatury.

Być może dokonuję nadinterpretacji, ale wyczuwam w tym komunikacie wręcz obrażony ton. Nie ma tu słów, że jest nam przykro, żal, wstyd. A to są przecież słowa, które w naturalny sposób padają w takich sytuacjach. Chodzi o działającego przez 12 lat arcybiskupa archidiecezji, który dopiero co przeszedł na emeryturę. Nie rozumiem, jak można nie odnieść się do tego w sposób uczciwy i nie wyrazić choćby ubolewania z powodu tej sytuacji.

Świeccy katolicy mówią, że nowy arcybiskup powinien spotkać się ze wszystkimi poszkodowanymi wskutek działań arcybiskupa Głódzia.

Oczywiście. Abp Wojda może dowiedzieć się od osób poszkodowanych, jaka była prawda. Nowy arcybiskup nie może bazować wyłączeni na doniesieniach medialnych czy na ogólnikowych informacjach. Pożądane byłoby spotkanie z księżmi, którzy o zarzutach stawianych abp. Głódziowi napisali do nuncjusza, a także ze świeckimi, którzy swego czasu protestowali przed kurią, a potem ze swojej strony zgłosili sprawę nuncjuszowi. Arcybiskup może się też spotkać z księżmi, którzy abp. Głódzia bronili i ich również wysłuchać.

Państwowa komisja ds. pedofilii złożyła zawiadomienie do prokuratury w sprawie abp. Głódzia, pojawiają się głosy, że arcybiskupa należy pozbawić stopnia generalskiego i innych honorów np. Krzyża Orderu Odrodzenia Polski. Może zamknięcie postępowania kościelnego w sprawie hierarchy otwiera świeckie?

Jeśli żyjemy, jak się twierdzi, w państwie prawa, to zgodnie z obowiązującymi normami ktoś, kto popełnia przestępstwo, powinien podlegać odpowiednim sankcjom. Komunikat nuncjatury zapadł w ramach instytucji kościelnej, jest zgodny z przepisami kościelnymi, ale nie zamyka możliwości przeprowadzenia dochodzenia świeckiego, i to dochodzenie staje się faktem, bo sprawa trafiła do prokuratury. Zobaczymy, jaki będzie jego skutek. Natomiast odbieranie medali i tytułów osobie, która jest ich niegodna, powinno być decyzją gremiów, które te honory nadały. Te gremia, jak słyszymy, zapowiadają, że będą to rozważać.

Czy arcybiskup powinien zostać wydalony ze stanu duchownego? Takie głosy też słyszymy.

To kara najwyższa, jaką może otrzymać duchowny w prawie kościelnym. Jest ona zastrzeżona dla duchownych, którzy byli bezpośrednio sprawcami m.in. przestępstwa wykorzystywania seksualnego nieletnich. Nie można taką samą karą karać kogoś, kto dokonał tego przestępstwa i kogoś, kto niewłaściwie zareagował wobec sprawcy tego przestępstwa.

Musi tu być gradacja. Choć oczywiście to nie umniejsza winy w tym drugim przypadku. Wobec abp. Głódzia nie padły oskarżenia o przestępstwa seksualne, tylko o niewłaściwe postępowanie wobec sprawców tych przestępstw.

Co właściwie decyzja papieska w sprawie abp. Głódzia oznacza dla Kościoła w Polsce? Ona jest przełomowa? A może niewiele znaczy dla polskich hierarchów? Może dla nich jest ona fasadowa, machną na nią ręką? Mam wrażenie, że wypowiedzi przedstawicieli episkopatu po ogłoszeniu komunikatu nuncjatury były bardzo zachowawcze.

Nawet gdybyśmy uznali, jak twierdzą niektórzy i zapewne słusznie, że kary w przypadku abp. Głódzia i bp. Janiaka są nie w pełni adekwatne do zarzutów, a decyzje papieża raczej symboliczne, to są one przełomowe. I to właśnie dlatego, że są symboliczne. Wcześniej mieliśmy jedynie sprawę abp. Juliusza Paetza, która została fatalnie załatwiona, a podjętych wobec niego decyzji nawet nie egzekwowano. Niedawno rozstrzygnięto też sprawę kardynała Henryka Gulbinowicza, który usłyszał decyzję papieską właściwie na łożu śmierci. Decyzje dotyczące abp. Głódzia i bp. Janiaka są w tym sensie przełomowe, że należy je odczytywać jako stwierdzenie zaniedbań i odpowiedzialności tych osób. Jeśli nawet nie zgadzamy się z zakresem sankcji, które zostały nałożone, to jednak dwaj biskupi zostali obłożeni pewnego rodzaju infamią i ostracyzmem. To jest znaczące wydarzenie, biorąc pod uwagę całkowity brak reakcji i gotowości rozpatrywania tych spraw w przeszłości przez instytucje kościelne, chowania ich pod dywan. Przypomnijmy o ginących dokumentach i listach, o braku przekazu, o niedocierających informacjach do Watykanu. Biorąc to wszystko pod uwagę, jednak coś ważnego się wydarzyło.

Dlaczego teraz się wydarzyło? Bo ludzie protestowali przeciw duchownym, bo były naciski dziennikarzy i opinii publicznej? Papież uderzył pięścią w stół, bo pojawiło się zbyt dużo informacji o przewinach hierarchów?

Skala nacisku ze strony duchowieństwa i świeckich, ale też dziennikarzy była duża. Myślę tu o materiałach informacyjnych, ale też tych o charakterze dochodzeniowym. Do Watykanu kierowano dużo zgłoszeń o nieprawidłowościach, były one też ponawiane. To wszystko spowodowało, że w Watykanie stwierdzono, że należy wszcząć postępowania wyjaśniające i w ich wyniku ustalono, że hierarchowie są winni. To pokazuje, że jeśli sprawy są do Watykanu kierowane i jeśli towarzyszy temu upór i konsekwencja, jeśli działa się zgodnie z prawem kościelnym, to można uzyskać efekt, choć dzieje się to nie bez oporów. To zasługa wielu ludzi, którzy nie byli bierni wobec nieprawidłowości i nie odpuścili tych spraw.

Jak długo trwała walka o sprawiedliwość w sprawie abp. Głódzia? Przecież już wiele lat temu formułowano wobec niego zarzuty. Kolejne apele o reakcję wnoszone do nuncjatury nie przynosiły żadnego skutku.

Decyzja papieska jest mocno spóźniona, spóźniona o lata. Sprawy były zgłaszane, nic się wobec nich nie działo, potem pojawiały się nowe fakty i znów kierowano skargi na arcybiskupa i znów nie było reakcji. To trwało co najmniej 8 lat. Szkoda, że aż tyle.

Czy wkrótce będzie cieplej?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie