KSAP: Historia szkoły, która jest trampoliną do kariery w...

    KSAP: Historia szkoły, która jest trampoliną do kariery w administracji publicznej

    Anita Czupryn

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Elżbieta Bieńkowska, zdaniem byłych absolwentów KSAP, zrobiła największą karierę, bo nie dość, że jest ministrem, to została wicepremierem. Wymieniają
    1/4
    przejdź do galerii

    Elżbieta Bieńkowska, zdaniem byłych absolwentów KSAP, zrobiła największą karierę, bo nie dość, że jest ministrem, to została wicepremierem. Wymieniają też Władysława Stasiaka, ambasadorów, Grażynę Piotrowską-Oliwę, która zrobiła karierę biznesową, bo była szefem Centertela i Orlenu, a także poprzedniego szefa służby cywilnej Jana Pastwę. Dziś Pastwa jest dyrektorem KSAP i - zdaniem absolwentów - dobrze się stało, że kieruje szkołą, którą sam ukończył. Dzięki temu lepiej rozumie specyfikę tej uczelni i, co ważne, ma do niej emocjonalny stosunek. A to daje szansę na przywrócenie szkole świetności ©Bartek Syta/Polskapresse

    W ubiegłym tygodniu do Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju dołączył Zbigniew Klepacki - został podsekretarzem stanu. Ma pokierować sprawami związanymi z kolejnictwem. "Mimo że nie jest kolejarzem, to jestem pewna, że dla kolei zrobi więcej niż niejeden kolejarz" - zarekomendowała go Elżbieta Bieńkowska w rozmowie z PAP. Jej pewność wynika z tego, że zna go od lat i pokłada ufność w jego zdolności zarządzania i radzenia sobie z trudnymi tematami. Klepacki ma za sobą doświadczenie w pracy w takich instytucjach jak Bank Gospodarstwa Krajowego, NBP, firmach konsultingowych, teleinformatycznych i przemyśle lekkim. Ale z wicepremier i minister Elżbietą Bieńkowską łączy go coś jeszcze - podobnie jak ona Klepacki jest absolwentem Krajowej Szkoły Administracji Publicznej (KSAP).


    - Czy trzymamy się razem? - uśmiecha się Waldemar Dubaniowski, były szef gabinetu prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, który niedawno wrócił po pięciu latach z placówki dyplomatycznej z Singapuru, gdzie był ambasadorem. - Z pewnością łatwiej znajdujemy wspólny język. Ale nie ma tu tajnych struktur i nie znajdzie się niejasnych powiązań. Jest za to świadomość, że ukończenie KSAP mówi troszkę o człowieku. Łatwiej znajduje się nić porozumienia z kimś, kto jest KSAP-owcem.

    Powstanie Krajowej Szkoły Administracji Publicznej zainicjował rząd Tadeusza Mazowieckiego. Powstała w 1991 r. na wzór francuskiej École nationale d'administration (ENA) z myślą o kształceniu elity elit w korpusie służby cywilnej przygotowanej do zarządzenia państwem w momencie ustrojowych przemian. To było motto, dla którego tę szkołę stworzono: zmienić stare, komunistyczne kadry w profesjonalną, niezależną i apartyjną administrację. Pierwszą dyrektorką szkoły, znaną frankofilką, która starała się mocno czerpać z tych francuskich wzorów, była Maria Gintowt-Jankowicz. Sprawowała tę funkcję przez 15 lat. Absolwenci wspominają ją jako osobę szalenie oddaną szkole, z każdym kolejnym rządem o tę szkołę walczyła. Inni widzą ją jako kontrowersyjną postać - nie wszystkie jej pomysły podobały się uczestnikom.

    W 1993 r. mury szkoły przy ul. Wawelskiej opuścili pierwsi absolwenci. Wśród nich absolwent tzw. Pierwszej Promocji, a zarazem starosta roku Waldemar Dubaniowski. - Szkoła miała wielkie ambicje. Budynek przy ul. Wawelskiej wyremontowano: nowoczesne sala, laboratoria, wyglądało to jak z epoki przyszłości. Nowatorskim pomysłem jak na owe czasy w naszej edukacji było takie rozwiązanie, że w szkole, poza stałymi wykładowcami, było całe mnóstwo zapraszanych gości - byli to nie tylko teoretycy, profesorowie, ale też tacy, którzy mieli kolosalne doświadczenia w sprawowaniu władzy administracyjnej. W KSAP bywał Wojciech Misiąg, jeden z absolutnie lepszych specjalistów od budżetu, jego wykłady były fascynujące. Było chyba z trzech sędziów Trybunału Konstytucyjnego, przychodzili również dyplomaci, aktualni bądź byli ambasadorowie, były prowadzone - nowy pomysł - symulacje poważnych negocjacji, przyjeżdżali nietypowi goście z dziedziny finansów, gospodarki.

    Tam po raz pierwszy miałem styczność z Wojciechem Kostrzewą i do dziś pamiętam jego wykład o niezależności centralnego banku niemieckiego. To było unikalne połączenie wiedzy teoretycznej z praktyką - opowiada Dubaniowski. Wówczas szkoła, ogłaszając nabór, szukała głównie ludzi ideowych, państwowców. Był limit wiekowy - do 32. roku życia. O jedno miejsce ubiegało się 10 osób. Szczęściarze, którzy przeszli zaawansowany egzamin językowy i rozmowę kwalifikacyjną przed szeroką komisją, nie stali się studentami, ale od razu zalążkiem korpusu urzędniczego. Skutkowało to m.in. tym, że otrzymywali stypendium, które było traktowane jak wynagrodzenie - dzięki niemu mogli się utrzymać. Ale jeśli się było nieobecnym na zajęciach, należało przynieść obowiązkowo zwolnienie lekarskie L4. - Ze stypendium dało się przeżyć, ale my byliśmy już ludźmi pracującymi. Niektórzy mieli już rodziny, a mimo to rezygnowali z pracy dobrze płatnej, rzucali ją albo brali bezpłatne urlopy, aby tylko dostać się do KSAP. Niektórzy mieszkali w skromnym hotelu KSAP przy ul. Orlej. Hotel funkcjonuje do dziś.
    1 »

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo