Ks. Jacek Stryczek: „Szlachetna Paczka” to nie tylko rzeczy [WYWIAD]

Anita CzuprynZaktualizowano 
Ksiądz Jacek Stryczek to duszpasterz akademick i duszpasterz ludzi biznesu. Pomysłodawca, współzałożyciel i prezes Stowarzyszenia WIOSNA. Znany z nowatorskich pomysłów ewangelizacyjnych, PR-owiec, promotor CSR.Od lat wychowuje i uczy mądrze pomagać innym kolejne pokolenia młodych duchem ludzi. Obecnie jego wychowankowie kształtują swoją duchowość i rozwijają się pod jego opieką we Wspólnocie Indywidualności Otwartych Andrzej Banaś
Moim zdaniem przyszłość społeczeństwa obywatelskiego jest w rozwoju organizacji pozarządowych; one będą się profesjonalizowały, a ludzie będą pomagali przez nie - mówi ks. Jacek Stryczek, twórca projektu „Szlachetna Paczka”.

Projekt „Szlachetnej Paczki” realizuje Ksiądz już 16 lat. Jak zmieniała się ta akcja, jak działała „Szlachetna Paczka”, kiedy Ksiądz rozpoczynał, a czym ona jest dzisiaj?
2001 rok to był taki czas w Polsce, kiedy po recesji w latach 90. bardzo wiele osób zubożało. Cztery miliony Polaków żyło wówczas w skrajnym ubóstwie. Ludzie mieli problemy z kupnem jedzenia, środków czystości, nie mieli pieniędzy na ogrzewanie mieszkań, a i same mieszkania pełne wilgoci czy pleśni wymagały remontów. Ponieważ nie nie zaspokajam swojej potrzeby pomagania, kiedy pomagam tylko jednej osobie, ale wszystkie osoby potrzebujące są dla mnie ważne, to pomyślałem, że z pewnością jest w Polsce parę milionów osób, które już się dorobiły, więc może wystarczyłoby wymienić się rzeczami, nawet używanymi i biedy w kraju by nie było. Pomysł wydawał się prosty, ale z jego realizacją na początku były spore trudności. Syndrom dorobkiewiczostwa, jaki pokutował w Polsce nie oznacza sam w sobie, że dorabianie jest złe, ale złe jest to, że przy tym dorobkiewiczostwie myśli się tylko o sobie i o swoim. Spotkałem się wtedy z ogromną niechęcią do pomagania. Trudno było też znaleźć ludzi do tak ogromnego wysiłku. A ci, którzy jednak zainteresowali się ideą, uważali, że wystarczy wrzucić do paczki kilka pomarańczy, jeden baton i to już będzie pomoc na święta. Masakra.

W którym momencie nastąpił przełom?
Dał się zauważyć po tym, jak Polska weszła do Unii Europejskiej. To był ten moment - wielu Polaków zaczęło wtedy wyjeżdżać za granicę, zobaczyli, że można zupełnie inaczej myśleć, inaczej żyć. Kiedy zaczęli wracać, to można było już pełniej oddychać, bo było z kim pracować. W tym roku ogłosiliśmy koniec ery dorobkiewiczów i dziś trend, jaki się daje zauważyć, jest globalny: są ludzie, dla których zwykłe zarabianie przestało być aż tak istotne. Oni już zarabiają pieniądze, więc teraz chcą żyć i smakować życie. Rozmawiałem ostatnio z przyjaciółmi, parą która przygotowuje się do ślubu. Pytam ich: „A co po ślubie?” Słyszę: „Minimalizujemy. Nie chodzi o to, żeby mieć, ale żeby się dziać”. I tak właśnie się dzieje. Coraz więcej ludzi chce delektować się życiem, a nie kupować i gromadzić rzeczy. I teraz dla idei „Szlachetnej Paczki” to jest najlepszy moment. Przychodzą do nas ludzie z biznesu, którzy gdzie indziej mogą zarabiać pieniądze, ale chcą pracować z sensem. Chcą pracować z nami.

Żartuję, że jeśli masz już druga pralkę, czy lodówkę w domu, to może teraz czas na to, abyś miał też dzieło sztuki

Co dziś niesie ze sobą „Szlachetna Paczka”? Jakie wartości sobą przedstawia?
Aby odpowiedzieć na to pytanie, wrócę znów do początków, do tego 2001 roku, kiedy moją ideą było łączyć biednych i bogatych. Uważam, że to nie państwo, ale ludzie nawzajem powinni sobie pomagać. Jestem zwolennikiem społeczeństwa obywatelskiego i „Szlachetną Paczką” chciałem przywrócić podstawowe zwyczaje w naszym kraju. Jak ten, że się pomaga rodzinie, pomaga sąsiadowi. PRL, a potem czasy post PRL-u oduczyły nas tego. Ale też stowarzyszenie Wiosna w ramach którego realizujemy projekt, wyspecjalizowało się w tym, jak pomagać ludziom w rozwoju. Częścią projektu „Szlachetna Paczka” jest Akademia Przyszłości, w której przeprowadzamy dzieci od porażki w szkole do sukcesu w życiu. 90 proc. naszych wolontariuszy uważa, że praca przy tym projekcie to najważniejsze wydarzenie w ich życiu. Dzięki działaniu u nas ich kompetencje tak wzrosły, że każdy z nich, wpisując w CV wolontariat w „Szlachetnej Paczce” bez problemu dostanie pracę. Potrafimy pomagać ludziom w tym, żeby się rozwijali, czy też, jak ja to określam, by stali się indywidualnościami.

Pamiętam, jak opowiadał mi Ksiądz o początkach stowarzyszenia, którego nazwa najpierw wzięła się z trzech słów: „Wspólnota”, „Indywidualność”, „Otwartość”. Czyli WIO.
No właśnie. Indywidualnością dla mnie jest ten człowiek, który wpływa na bieg losów świata, a nie świat na jego los. Jeżeli ktoś nieustannie narzeka, wciąż mu źle, o swoje złe samopoczucie oskarża innych ludzi, to nie jest indywidualnością, bo wszystko na niego wpływa. A jeżeli sam podejmuje decyzje, kreuje się jak mówi święty Grzegorz z Nazjanzu, przez swoje decyzje, niejako staje się rodzicem samego siebie. Możemy więc kształtować swoje życie i wtedy stajemy się indywidualnością. I my z ludzi czynimy indywidualności, pomagamy w nich obudzić wewnętrznego rodzica, tę świadomość, że ich życie od nich zależy. To część wartości, jakie reprezentujemy.

Szymon Starnawski

A jeśli chodzi o to, co obdarowani mają w tej paczce znaleźć? Na czym księdzu najbardziej zależy?
Paczka nie oznacza tylko rzeczy. To są prezenty. Pomoc zaczyna się w momencie, w którym wolontariusz dociera do konkretnej rodziny. Przy okazji tegorocznego startu „Szlachetnej Paczki” siedziała koło mnie kobieta. Była ofiarą małżeńskiej przemocy, w końcu rozstała się ze swoim mężem, sama kończyła budowę domu, niestety w domu wybuchł pożar. Jedna z pierwszych pomocy, jaka do niej dotarła, była właśnie od nas. Ten fakt tak zmobilizował ją i jej synów, że się podźwignęli z nieszczęść i w ciągu kilku miesięcy mogli zamieszkać w swoim domu. Mówiąc o tym chcę pokazać, że to nie ona musiała szukać pomocy, prosić o nią, mówić, jaka jest biedna, ale to my ją znaleźliśmy i tę pomoc ofiarowaliśmy. Ten sposób traktowania człowieka w potrzebie, w biedzie, sprawia, że on czuje się lepiej.

Można powiedzieć więc, że w dużej mierze „Szlachetna Paczka” jest impulsem, który dodaje ludziom w biedzie siłę, aby potrafili się z tą biedą zmierzyć?
To nie jest takie proste przełożenie. Mamy teraz przypadek 19-letniej matki, która kiedy sama była dzieckiem rodzice wyrzucili ją przez okno. Dzieciństwo i młodość spędziła w domu dziecka, teraz ma dziecko, partnera i jest chora. Na pytanie wolontariusza, o czym marzą, jej chłopak powiedział: „Chciałbym mieć dużo kości, aby móc dla wszystkich ugotować zupę”. Pomoc zaczyna się już w tym momencie, że takich ludzi odnajdujemy, że wysłuchujemy ich historii. Ci ludzie czują, że są dla kogoś ważni. Zaczynają patrzeć na siebie innymi oczami, dostrzegają w sobie wartość. A kiedy otrzymują więcej niż te wymarzone kości na zupę - pojawiają się prezenty, uruchamia się w nich myśl, że może na tym świecie są dobrzy ludzie, którzy pomogą mi stanąć na nogi, abym mógł, mogła normalnie funkcjonować. Tak naprawdę więc to oddziaływanie jest bardzo różnorodne i wiele jest w nim szczegółów.

Idea „szlachetnej paczki” polega też na tym, że ludzie, którzy chcą pomagać innym, mogą zebrać grupę znajomych i działać wspólnie. Na tej współpracy też Księdzu szczególnie zależy.
Cała ta „paczka” fachowo nazywa się projektowanym doświadczeniem. Już tłumaczę o co chodzi. Kiedyś szkolenia odbywały się w ten sposób, że jedna osoba mówiła, a reszta słuchała. Dziś na przykład top management na szkolenia będzie wysyłany do dżungli, żeby przeżyć przygodę pod okiem trenera, czyli jest to projektowane doświadczenie. My, wymyślając paczkę, projektujemy doświadczenia: jak będzie wyglądało spotkanie wolontariusza z rodziną w potrzebie, ale też jak wygląda ofiarowanie pomocy, by dawało jak najwięcej satysfakcji. Systematycznie przekonywaliśmy naszych darczyńców do tego, aby nie robili paczki samodzielnie, powiedziałbym - samotnie. W ubiegłym roku średnio pomoc dla jednej rodziny przygotowywały 42 osoby. Jej wartość pieniężna kształtowała się w okolicach kwoty 2400 zł. Wychodziło więc po około 50 złotych od jednej osoby, która się do tej pomocy dokładała. To nie jest już dużo, prawda? Natomiast samo przedsięwzięcie, to, że przy tej okazji ludzie się spotykają, rozmawiają o ideałach, pokazują swoją wrażliwość, współpracują ze sobą, to jest dodatkowy element satysfakcji z pomagania. Dlatego tak bardzo to stymulujemy i wspieramy.

Chciałabym się jeszcze zatrzymać przy ludziach, którzy pomoc dostają. Powiedział Ksiądz, jak wyglądała polska bieda w 2001 roku. A jak ona wygląda w 2016? Kto dziś potrzebuje „Szlachetnej Paczki”?
W poprzednim roku na 16 tysięcy rodzin, które otrzymały paczkę, to były rodziny wielodzietne. W tym roku rządowy program 500+ odpowiedział na te potrzeby. Ale nową kategorią biedy jest np. historia startu w dorosłość, jak tej 19-letniej matki z domu dziecka. Na pewno przerażającą sprawą w naszym kraju jest starość. Jedna trzecia starszych osób które są włączane do naszego projektu ma do wydania na dzień 7 złotych. Kolejną kategorią biedy jest choroba w rodzinie. W 15 procentach rodzin, jakie włączamy do projektu z chorobą w rodzinie, na członka rodziny dziennie przypada zaledwie 1,60 zł. Aż trudno sobie wyobrazić, że ktoś może żyć w takiej biedzie. Choroba nadal jest czymś, co może zdegradować całą rodzinę.

Kiedy rozmawialiśmy rok temu i pojawił się temat pieniędzy, to mówił Ksiądz, że to dla Polaków jeden z bolesnych tematów, ponieważ nienawidzimy bogatych i nienawidzimy ludzi sukcesu. Czy w tej kwestii daje się zauważyć jakąś pozytywną zmianę?
Gdy nakręciliśmy pierwszy filmik do telewizji publicznej o sportowcu, który wygrywa, jako przykładzie dla rodzin w potrzebie, to usłyszeliśmy, że w Polsce nie sprzedaje się to, że ktoś osiągnął sukces. A my takie filmiki nagrywaliśmy systematycznie i teraz okazało się, że wypada już w Polsce osiągać sukcesy. Kiedy w tamtym roku broniłem polskich przedsiębiorców, to odczułem wokół siebie sporo agresji, ale od kilku miesięcy, jak obserwuję w mediach, przedsiębiorcy to dziś pozytywni bohaterowie, opowiadają historie swojego życia, mówią o tym, jak wygrywają. A jeszcze pół roku temu gazety mówiły: „Pozytywne historie się nie sprzedają. Sprzedają się skandale w życiu przedsiębiorców”. Kiedy bywałem w Stanach Zjednoczonych, to widziałem, że tam ludzie mają zwyczajne podejście do pieniędzy. W Polsce pieniądzom towarzyszy jakaś filozofia i każdy ma swoją. To okropne. Myślę, że im więcej ktoś ma filozofii dotyczącej pieniędzy, tym trudniej mu je zarabiać. Zmiana więc postępuje i to bardzo dobrze, że tak się dzieje. Ale jest też zmiana w samym projekcie „Szlachetnej Paczki”, rozwijamy teraz drugie skrzydło. Nie może być tak, że im więcej pomocy, tym więcej potrzebujących. Trzeba dbać o to, aby ludzie sami radzili sobie w życiu.

Andrzej Banaś

Ta druga odsłona „Szlachetnej Paczki” to uczenie zarabianie pieniędzy. Jak je zarabiać?
Chcemy uczyć najpierw wolontariuszy, a następnie rodziny w potrzebie, jak zarabiać pieniądze. Daję sobie 10 lat, w czasie którym „przeoramy” Polskę, ucząc ludzi, jak zarabiać pieniądze (śmiech). Podstawową zasadą jest to, że jeśli ktoś chce zarabiać, to nikogo to nie obchodzi. Ludzie natomiast zapłacą za to, co będzie dla nich wartościowe. Czyli tak naprawdę zarabianie zaczyna się od tego, że mam coś takiego, za co ktoś inny chce zapłacić. Żeby zarabiać, trzeba umieć myśleć o potrzebach innych. Sama ta zmiana w podejściu sprawia, że już jest przyczynek do zarabiania. To jest o tyle fajne, bo miłość też przecież na tym polega: też staramy się odkryć potrzeby drugiej osoby. Inną sprawą są kontakty. Kiedy ogłoszono mnie duszpasterzem ludzi biznesu, to przez dwa lata nieustannie ktoś do mnie przychodził z prośbą o kontakty. A tu ważne jest, aby pracować na nie całym swoim życiem, nie zrażać do siebie ludzi, ale ich przyciągać.

Kilka dni temu rozmawiałam z polskim ekspertem od finansów, któremu zadałam proste pytanie: „Jak być bogatym?” Odpowiedział: „Są trzy elementy. Po pierwsze trzeba mieć pomysł, po drugie kapitał, a po trzecie - kontakty”. Ksiądz zaczynał nie mając kapitału, prócz kapitału ludzkiego, takich samych zapaleńców.
Nie miałem kapitału, nie miałem kontaktów, ale miałem ludzi. Przez pierwsze lata byłem duszpasterzem akademickim. Znalem wyłącznie młodych ludzi, z nimi spędzałem najwięcej czasu i nie miałem za dużo innych znajomych. Ale kiedy startowaliśmy, nie mając biura, telefonu, komputerów, już wtedy staraliśmy się dbać o każdy kontakt. Przez pierwsze lata nie przynosiło to prawie żadnych efektów. Ludzie brali to, co im dawaliśmy i odchodzili. Dziś mogę powiedzieć, że pracują z nami najfajniejsi ludzie w tym kraju. Po latach takie podejście przyniosło więc efekty.

Można dać bezdomnemu kanapkę na ulicy, ale to jest żadna pomoc, on potrzebuje specjalistów

„Byłem księdzem, byłem coachem, zajmowałem się reklamą, marketingiem, zarządzaniem, w końcu zacząłem pisać książki” - mówił mi ksiądz rok temu. Ciekawa jestem, co teraz doszło w Księdza życiu.
Wszystko to nadal robię, ale ostatnio usiłuję zrozumieć media społecznościowe. Mam dużo kontaktów na co dzień, w realu, ale w tym aspekcie o jakim wspomniałem, pracuję nad sobą (śmiech). I mam nadzieję, że pracuję na przyszły sukces również w mediach społecznościowych.

Jeśli jesteśmy przy pracy, to zapytam, jak ksiądz pracuje z zaufaniem? Wszystkie badania od lat pokazują, że jesteśmy narodem, który sobie nie ufa.
Zaufanie jest procesem. Ono się buduje. Kolejne wydarzenia pokazują, czy mogę na kimś polegać, czy nie. Mam zasadę, że pracuję tylko z fajnymi ludźmi (śmiech).

Nie zawsze widać po człowieku, że jest „fajny”.
Rzeczywiście czasem potrzeba na to czasu, ale bywa, że bardzo szybko można się o tym przekonać. Kiedy dziś mówię o końcu ery dorobkiewiczów, to chcę też powiedzieć, że dla mnie, jako idealisty, życie w naszym kraju nie było łatwe. Źle znoszę ludzi, którzy są zakręceni jedynie na swoim własnym punkcie. Stąd też przez długi czas mówiliśmy, że „Szlachetna Paczka” jest alternatywną Polską. Gromadziliśmy ludzi fajnych w kraju, w którym, najdelikatniej mówiąc, wiele osób fajnych nie było. Cały czas pracuję, aby przyciągać właśnie tych fajnych, tych, którzy stosują w życiu zasady, jakie uznaję i takich ludzi jest dużo, a nawet powiedziałbym, że coraz więcej. Ale rozumiem, że inni temu się przyglądają. A jeśli chodzi o „Paczkę”, to wciąż jest dla mnie niesamowitym projektem, który dokonuje się na oczach milionów ludzi. Wystarczy wejść na naszą stronę internetową i wszystko widać. Wszystko jest transparentne. To metodologia, jaką przyjęliśmy. Dla obdarowanych mogą to być trudne chwile, ale pomaganie jest prawdziwe. Kolejnym projektem jest „Sztuka teraz” - zgłosiły się rzesze artystów ze swoimi pracami, Muzeum Narodowe w Krakowie wybrało 144 prace, które zostaną zlicytowane na rzecz potrzebujących rodzin. Żartobliwie mówię, że jeśli masz już druga pralkę, czy lodówkę w domu, to może czas, abyś miał też dzieło sztuki. To znowu dowód na to, że już nie tylko jesteśmy dorobkiewiczami, kiedy już czas na dzieło sztuki.

Stowarzyszenie Wiosna i jej projekt „Szlachetna Paczka” narodził się obok systemu: nie miał dofinansowania z samorządów, z rządu. To się zmieniło?
Nie zmieniło się. „Paczka” cały czas musi walczyć o przetrwanie sama.

Zapewne Ksiądz obserwując życie społeczne w Polsce zauważył, że ostatnio nie ma dobrego klimatu dla organizacji pozarządowych. Zrobiło się o nich głośno, wytyka się im, za co dostawały granty czy dotacje za poprzedniego rządu, wytyka się, kto w tych organizacjach działa, kto nimi kieruje.
Boże. Nic nie wiem na ten temat, może z tego powodu, że nie za bardzo interesuję się polityką. Ale z tego co wiem, i z tego, co sobie wyobrażam, odpowiem: kiedyś uczestniczyliśmy w panelu, było nas wielu z różnych organizacji. Była Anna Dymna, Janina Ochojska, a prowadzący ten panel powiedział: „Jest was tak dużo, nie wiem, kogo tu wybrać”. Odpowiedziałem: „Ma być nas dużo”. Uważam, że im więcej organizacji, tym lepiej. Ale obserwuję też ich rozwój. Jeszcze 7-8 lat temu były one na niskim poziomie, dziś wiele z nich się sprofesjonalizowało. Moim zdaniem przyszłość społeczeństwa obywatelskiego jest w rozwoju organizacji pozarządowych, że one będą się profesjonalizowały, a ludzie będą pomagali za pomocą organizacji. Mówiąc inaczej: można nadal pozostać znachorem, ale w XXI wieku mamy już sale operacyjne. Można dać bezdomnemu kanapkę na ulicy, ale to jest żadna pomoc, on potrzebuje specjalistów, którzy przeprowadzą go od bezdomności do normalnego życia i będą wiedzieli, jak to zrobić najlepiej. Dlatego też, wbrew temu, co Pani mówi, uważam, że klimat jest bardzo sprzyjający. Nigdy nie było tak dobrze, jak teraz.

A Księdza Stowarzyszenie ubiega się o środki publiczne?
Walczymy o przetrwanie, to jasne. Ale jako organizacja pozarządowa staramy się z każdym rządem współpracować. Jestem społecznikiem, moją rolą jest koncentrować się na tym, aby ludziom pomagać, a nie uprawiać politykę.

Grzegorz Olkowski

Ale państwo ma nadzór nad Księdza Stowarzyszeniem. Musi Ksiądz składać raporty, wyniki finansowe?
Tak. Wiele kontroli już przeszedłem. To ten element pracy, którego nie brałem pod uwagę. Myślałem, że będę tylko pomagał (śmiech).

Jako organizacja pozarządowa staramy się współpracować z każdym rządem. Nie uprawiam polityki

Regulacja, jaką zapowiedziała pani premier Beata Szydo, czyli powołanie nowej instytucji - Narodowego Centrum Społeczeństwa Obywatelskiego jest księdza zdaniem potrzebna?
Jeszcze raz powiem, że pierwszy raz słyszę o tym i nie potrafię się odnieść do tego, czym to by miało być. Z natury rzeczy w społeczeństwie obywatelskim organizacje pozarządowe, czyli fundacje i stowarzyszenia są działalnością oddolną, a nie odgórną. Ale jak mówiłem, ja z zasady nie komentuję polityki. Jeżeli już, to jestem z poziomu meta politycznego, staram się walczyć o to, jaki ten kraj powinien być. Ostatnio bywając na konferencjach, kongresach panelach, prezentacjach coraz częściej spotykam się z tym, jak różni uczestnicy, przedsiębiorcy mówią: „Moja firma jest zbudowana na Bogu”. Albo, na tym samym kongresie: „Ja również żyję z Bogiem”. Wcześniej o tym nie słyszałem. Myślę, że to przesilenie polega na tym, że wcześniej byli w naszym kraju ludzie, którzy żyli zgodnie z wartościami, ze swoją wiarą, ale o tym się nie mówiło, to było poukrywane. Teraz nie tylko, że mówi się o tym publicznie, ale też ludzie tego szukają.

Kiedy był Ksiądz na początku tej swojej drogi związanej z pomaganiem i zdarzyło się, że minął żebraka, któremu nie dal jałmużny, to miał nieprzespaną noc. Nadal ma Ksiądz te nieprzespane noce?
Żebracy już nie robią na mnie takiego wrażenia, ponieważ wiem, że to są profesjonaliści, żyją z tego, że wyglądają na biednych. Ale wciąż są rzeczy, które mnie wkurzają albo zasmucają. Gdy jadę rano na dworzec, widzę ludzi, którzy na skwerkach, ławeczkach dzień zaczynają od alkoholu. Nie rozumiem, dlaczego tak się musi dziać. Widzę też innych ludzi - tych, którzy grzebią w koszach, szukając puszek. Ile można zarobić na takich puszkach? Ale ci ludzie nie udają się na żebry, nie krzyczą, że są biedni. Walczą o przetrwanie, starając się utrzymać. Dla nich mam wiele szacunku. Wciąż zdarza się, że kiedy wracają z wywiadów wolontariusze i opowiadają o ludzkich historiach, wszyscy płaczemy. Na ludzką biedę i nieszczęście nie jestem w stanie się uodpornić.

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 6

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

D
Dobry

Ksiądz ostatnio rozmysla kto biedny i komu pomagac bo wobec niego nie pomaga się rodzina gdzie się piję i tzw rodzina biedy pokoleniowej i rodziną roszczeniowym wiec rozumiem ze zacznie dawac teraz bogatym już mu nie wierzę i nie popieram tego co mówi i sytacil w moich oczach ;wiadomo klech; zmusił mnie ta wypowiedzią bym go tak nazwala.wstyd!!!!

a
ann

Wszystko fajnie, tylko jesteśmy z każdej strony bombardowani prośbami o pomoc. Gdzie jest w tym wszystkim państwo??? Daję kasę na sprzęt do szpitali, na bezdomne zwierzęta, na leczenie chorych, na hospicjum, na renowację zabytkowych nagrobków na cmentarzu, na biedne dzieci, itp. itd. Nie jesteśmy krezusami, żeby związać koniec z końcem zachrzaniamy z mężem od rana do wieczora. Jak poczytałam o rodzinach czekających na te paczkę, to zdecydowana większość jest bezrobotna, pełna rodzina to rzadkość (najczęściej konkubinat lub samotny rodzic) , no dochodzi lista chorób, ale często takich przy których my pracujemy, bo ne możemy sobie pozwolić na bezrobocie. Mam wątpliwość czy taka paczka to dobre rozwiązanie. Ok, poryw serca, ale to ryba, nie wędka. A jak przeczytałam, że jakaś rodzina nie ma firanek na zmianę, to przepraszam, ale gdzie my jesteśmy? Czasem są to ludzie, na których spadło niespodziewane nieszczęście, ciężka choroba, ale głównie są ludzie, dziedziczący niezaradność życiową i biedę, a czasem i patologię. Czy kupno im nowej lodówki, czy jednorazowo nawet jedzenia coś zmieni? Im potrzebna jest pomoc systemowa, przede wszystkim praca. Może choćby talony na jedzenie tak jak w USA? Po cą MOPS-y?

c
czytelnik

Szlachetna idea,ale Szanowny ksieże jak można nosić nazwisko STRYCZEK i zajmować się dobroczynnością?????.

B
Ballada dziada

Przeżyłam 60 lat nie potkałam się ze szlachetnością księży,a wręcz odwrotnie.Jakoś trudno mi uwierzyć.

S
S

Szlachetna paczka poprawia samopoczucie organizujących ją, jest kupowaniem sobie zadowolenia i tzwn szlachetności, by móc się z tym obnosić. Zawsze ożywia się w okolicach świąt, zasypia na resztę roku.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3