Krzysztof Varga – Dziennik hipopotama. Od Fryderyków do koronawirusa

Jerzy Doroszkiewicz
Jerzy Doroszkiewicz
Krzysztof Varga – Dziennik hipopotama
Krzysztof Varga – Dziennik hipopotama Wydawnictwo Iskry
Krzysztof Varga, felietonista, pisarz, autor tekstów piosenek rockowych i wielbiciel wszelkich przejawów pop kultury i kultury wysokiej zdecydował się na napisanie i opublikowanie dziennika. Kto lubi jego wyjątkowy styl dobierania słów w zdania i zaczyna lekturę „Dużego Formatu” od ostatniej strony – będzie zachwycony.

Krzysztof Varga mieszka w Warszawie, centrum życia kulturalnego w Polsce i nie ma co ukrywać – świat ogląda z perspektywy stolicy. Ale z dystansem i krytycznie. Jakże się tłumaczy ze swojej obecności na wręczaniu nagród Fryderyków. Był tam tylko ze względu na Arkadiusza Jakubika, nominowanego do nagrody jako Dr Misio. I przy okazji nie zostawia suchej nitki zarówno na rodzimych paparazzi jak i gwiazdach popu – niejakiej Hyży i Skarbek. I to w jakim stylu.

Śledząc jego zapiski, przypominam sobie czym żyli konsumenci pop kultury kilkanaście miesięcy temu, kiedy jeszcze wszystko było normalne. A na przykład – nienormalnym zainteresowaniem największych poważnych pism fenomenem disco polo. „Nie lud powinien przepraszać za to ,że słucha „Ona tańczy dla mnie”…, ale wyobcowane z ludu elity kajać się winny za domaganie się słuchania Bacha z Haendlem i Brahmsa z Schubertem”. Przypomina mu to chłopomanię młodopolską, ale też nie odpuszcza Kwaśniewskiemu, który „szokujące wygibasy na scenie do discopolowego przeboju wykonywał”. Cały Varga. W jednym z wpisów przypomina post Jakuba Ćwieka i ripostę Marcina Wrońskiego (pisarze kryminałów) dotyczącą pisarstwa Remigiusza Mroza. Ten ostatni oskarża bestsellerowego autora, że uprości polszczyznę do 150 słów. A Varga ma używanie. Zwraca też uwagę na Szczepana Twardocha – innego kolegę po piórze, który wozi się luksusowym autem i wystąpił w reklamie banku. Ale życzliwie, bo jego kunszt pisarski ceni.

Tak, książki, i to nie byle jakie, wypełniają znaczną część refleksji pisarza – ot choćby intrygujący „Robinson w Bolechowie” Macieja Płazy. Ale jest też Varga zaprzysięgłym kinomanem, który wzrusza się nie tylko przy amerykańskich serialach, ale też potrafi docenić przejmujący film „Jak pies z kotem”. I to jak. Bo zdaje sobie sprawę, że wszyscy będziemy starzy, a niektórzy również po udarze – zniedołężniali i zdani na pomoc innych. Wspomina chorą na raka znajomą i biczuje, że nie miał czasu jej odwiedzić, bo „miotał się w ścisłym zwarciu z samym sobą”. Jakież to ludzkie i prawdziwe. Przy okazji też dowiadujemy się, że w aucie wozi pluszowego hipopotama.

„Dziennik hipopotama” kończy się w marcu 2020 roku, tuż po wybuchu pandemii koronawirusa. Krzysztof Varga z miejsca współczuje przyjaciołom muzykom, którzy uwięzieni w domach przymierają głodem, przewiduje traumy związane z lockdownem, wyśmiewa pisarzy czytających swoje książki do internetowych kamerek. Jest sobą, chociaż wie, że trudno cokolwiek przewidzieć. „Jeśli nie umrę, to będę żył, jeśli zaś umrę, to będę martwy”. Cały Varga. Na razie żyje i świetnie pisze.

Jacek Kurski o organizacji Eurowizji Junior 2020 przez TVP

Wideo

Materiał oryginalny: Krzysztof Varga – Dziennik hipopotama. Od Fryderyków do koronawirusa - Kurier Poranny

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie