Krzysztof Urbanowicz: Stary internet właśnie umiera

Rozmowia Marek Pielach
Urbanowicz: W wirtualnych gazetach ludzie będą mówić, a psy warczeć
Urbanowicz: W wirtualnych gazetach ludzie będą mówić, a psy warczeć Bartek Syta/POLSKA
Rewolucja technologiczna nie skończyła się, ale nabiera tempa. Za kilka lat sieć ogarnie całą planetę i wszystkie maszyny będą się ze sobą komunikować - prognozuje Krzysztof Urbanowicz, ekspert ds. nowych mediów w rozmowie z Markiem Pielachem.

Łatwo było się z Panem umówić na wywiad do papierowej gazety. Czy to znaczy, że prasa ma przyszłość?
Prasa ma przyszłość, ale musi się zmienić. Nie wierzę w to, że papier zniknie definitywnie, ale niedługo stanie się luksusem, swoistym szpanem. Dzienniki będą się ukazywały dwa, trzy razy w tygodniu i będą kosztowały 10-15 zł. Dlatego ktoś czytający taką gazetę będzie mógł liczyć na podziw innych pasażerów metra patrzących tylko w swoje e-booki, które za kilkanaście lat będą tak banalne jak dziś papierowe gazety. Oni będą mieli elektroniczną i aktualną wersję, ale bez dotykania papieru.

Co zobaczą w tych e-bookach?
Nie tyle w e-bookach co prawdziwych terminalach internetowych. Będzie można na nich surfować po sieci, oglądać wideo w czasie rzeczywistym, słuchać muzyki. To sprawi, że lektura witryn internetowych gazet będzie o wiele ciekawsza. To będzie niczym gazeta z "Harry'ego Pottera" - wszystko się będzie ruszać, postacie będą krzyczeć, psy warczeć, będą odgrywane prawdziwe sceny. Takie e-booki "gazetowe" już istnieją w USA, Francji, Belgii i we Włoszech. Największa księgarnia internetowa świata - Amazon - też ma swojego e-booka - Kindle.

Może jednak przesadzamy ze znaczeniem internetu? Co da ludzkości to, że każdy w drodze do pracy będzie mógł wpisać: seks, MP3 albo Britney Spears. Takie są przecież najpopularniejsze słowa w wyszukiwarkach.
Zgadza się, ale to nie powód, aby przekreślać całą tę rewolucję. Nasze cyfrowe życie, nasza cyfrowa tożsamość są coraz ważniejsze. Nie oceniam tego w kategoriach dobre czy złe, to po prostu dynamiczna tendencja. Mimo swoich wad internet pozwolił nam odkryć nowe horyzonty i wzbogacił nas nieprawdopodobnie.

W jaki sposób?
Przede wszystkim otworzył wielu osobom możliwość wyrażania swoich opinii. Wczoraj, żeby dotrzeć do 10 tys. ludzi, musiał pan przejść przez tradycyjne media. Dziś nie ma tego ograniczenia. Można powiedzieć wszystkim, że jest się najlepszym, najpiękniejszym i ma na jakiś temat najlepszą opinię na świecie, otwierając w ciągu 15 min swój blog, czyli małe, ale własne medium. Internet daje możliwość ekspresji. Po drugie, daje możliwość poznawania nowych ludzi. Z badań wynika, że internet tylko pobudza relacje międzyludzkie. Największym podwórkiem w Warszawie nie jest dziś pana podwórko, tylko serwis Nasza-klasa. Ludzie poznają się teraz w serwisach randkowych albo społecznościowych, jak MySpace i Facebook, lub w grach, jak np. "World of Warcraft", w którą gra ponad 16 mln ludzi na świecie. Po trzecie, daje nam niespotykane dotąd możliwości rozwoju zawodowego: pracę można znaleźć w Golden Line, klientów biznesowych lub kolegów po fachu w Linkedin, swoimi prezentacjami można pochwalić się w Slideshare albo Scribd, a filmami na YouTube.
Niektórzy nawet prowadzą w internecie drugie życie. Temu służy trójwymiarowa symulacja nazwana Second Life. Czy to nie zaszło za daleko?
I tak, i nie. Wirtualny świat Second Life może być niebezpieczny dla osób, które tak źle czują się w pierwszym życiu - w First Life - że przechodzą do drugiego, lepszego, i spędzają tam mnóstwo czasu. Z drugiej strony, w Second Life można poderwać dziewczynę, całować się z nią, a nawet się zakochać. Można zmienić wygląd, płeć albo podróżować, i to nie jakimś tam zwykłym autobusem, lecz dzięki teleportacji. Second Life ma też wartość terapeutyczną, pozwala poprawiać zdolności towarzyskie nieśmiałych ludzi.

Nie ludzi, lecz awatarów - postaci narysowanych w komputerze.
Tak. Ale tymi awatarami sterują przecież żywi ludzie. Co więcej, moim zdaniem tak może wyglądać cały internet przyszłości - Web 3.0. Będziemy się w nim poruszali pod postacią awatara wyposażonego w tożsamość elektroniczną - jakiś dowód albo podpis elektroniczny. Będziemy w ten sposób wymieniać filmy i zdjęcia, spotykać znajomych albo np. spacerować uliczkami Wenecji. Wierzę, że za kilka lat pojawi się sieć, która będzie myśleć. Nie myśleć za nas, ale z nami. Maszyny, jak komputery, samochody czy lodówka, będą mogły komunikować się ze sobą, bo będą mówiły wspólnym językiem, takim maszynowym esperanto.

Internet dąży do tego, żeby cały rzeczywisty świat wchłonąć i przedstawić na ekranie?
Nie tyle wchłonąć, ile wiernie odwzorować. Zresztą przestaje on być jedynie obecny na ekranach komputerów. Internet wychodzi na ulice. Kiedy będzie pan przechodził obok reklamy, to ona się zmieni, dostosuje do pana, bo wyczyta z siatkówki oka, kim pan jest. Tak jak w "Raporcie mniejszości". Już istnieją drukarki trójwymiarowe. Można sobie na ekranie komputera narysować np. sandały, a potem je wydrukować z plastiku w trzech wymiarach i włożyć na nogi.

Co zatem pozostanie rzeczywiste, a co wirtualne?
Na całkiem sporo rzeczy monopol będzie miała rzeczywistość. Prawdziwego seksu nie da się przełożyć na język cyfrowy, jedzenia też. Tak samo sportu. Łatwo za to wirtualnie korzystać z mediów, robić zakupy, bo tu nie tracimy tyle wrażeń i oszczędzamy czas.
Zatem nie wyobrażajmy sobie ludzi niczym z "Matriksa", podłączonych do superkomputera, który realizuje wszystko, co im się przyśni?
Kocham science fiction, a "Matrix" jest moim ulubionym filmem, ale nie wierzę w zwycięstwo maszyn, w przejęcie przez nie kontroli nad człowiekiem. Maszyny będą wszechobecne, ale będą nam pomocne.

Niekoniecznie. Czytałem ostatnio o szpiegowskich lodówkach. Jeśli nie pójdę na siłownię, to lodówka będzie o tym wiedzieć, nie wyda mi wieczorem deseru, powiadomi mojego pracodawcę, że nie korzystam z opłaconego karnetu i w dodatku mojego ubezpieczyciela, że nie dbam o zdrowie i trzeba podwyższyć mi składkę.
Gdyby lodówka mnie zakablowała, to oczywiście bym ją wyrzucił albo odłączył od prądu (śmiech). Ale mówiąc poważnie, to nie zajdzie aż tak daleko. Ludzie będą kupować bardziej przyjazne urządzenia - lodówki, które łączą się ze sklepem i zamawiają brakujące jedzenie, ale nie wtrącają się w nasze życie. Sam bym takie urządzenie kupił, bo widzę konkretną korzyść - oszczędność czasu.
Co jeszcze zmieni się w codziennym życiu?
Pojawią się na przykład czipy w skórze, które na bieżąco będą informować o stanie pańskiego zdrowia. W razie czego powiadomią lekarza. Mój syn, który mieszka w Paryżu i kończył studia informatyczne, miał już taki przedmiot, na którym uczył się programowania czipów dla ludzi. Przyznaję, byłem tym lekko przerażony, ale zakładam, że te czipy będą dobrowolne.

A komputery będziemy nadal obsługiwać myszką i klawiaturą czy jak Tom Cruise w "Raporcie mniejszości" rękami będziemy jeździć po holograficznym ekranie?
Nawet lepiej niż Cruise, bo bez rękawic. Dziennikarze CNN czy CNBC już mają tego typu ekrany, na których dowolnie przesuwają rękami różne elementy. Ta technologia już działa i pewnie będzie coraz popularniejsza.

Może wraz ze zniknięciem klawiatury z sieci znikną też wszystkie głębsze treści. Już teraz nie możemy się skupić na czymś, co ma powyżej czterech zdań. "Dawniej byliśmy płetwonurkami w morzu słów, dziś ślizgamy się po powierzchni jak faceci na skuterach wodnych" - napisał ostatnio "The Atlantic".
Obawiam się, że to będzie największy problem. Rzeczywiście, jesteśmy coraz bardziej powierzchowni. Czas koncentracji osoby dorosłej zdecydowanie zmniejszył się w internecie. Sieć potęguje tyranię chwili. Wszystko musi być natychmiastowe, nie ma żadnej hierarchii, a co za tym idzie - nic tak naprawdę nie jest ważne.

Wszystko, o czym mówimy, dotyczy tylko bogatego świata - 1,4 mld ludzi podłączonych do internetu, a nie całej reszty?
Użytkowników internetu bardzo szybko przybywa, on się rozszerza na całą planetę. Najpóźniej upowszechni się w Afryce, w niektórych krajach azjatyckich.

Czyli jak się komuś cały ten postęp nie podoba, to pozostaje mu Azja albo Afryka?
Teoretycznie tak. Ale nawet w czarnej Afryce pan spotka ludzi z laptopami w buszu. Projektuje się teraz laptopy na korbkę za 100 dol. Od internetu nie będzie już chyba ucieczki. Zresztą czy warto uciekać od tak wspaniałego okna na świat?

* Krzysztof Urbanowicz, właściciel firmy konsultingowej Mediapolis, dyrektor na Europę Wschodnią 5W Mignon-Media, autor bloga o technologiach, były dziennikarz mediów francuskich i polskich

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie