Krzysztof Skiba: "Słoiki" nikogo nie obrażają. Niestety ironię wychwytuje tylko 1/3 obiorców

Anna J. DudekZaktualizowano 
Krzysztof Skiba
Krzysztof Skiba PAWEL RELIKOWSKI / GAZETA WROCLAWSKA..
- Niestety, wciąż jest tak, że konwencję ironiczną piosenek Big Cyc wychwytuje 1/3 odbiorców, a pozostali potrafią się obrazić. Widać to zwłaszcza w internecie - mówi Krzysztof Skiba, lider zespołu Big Cyc, w rozmowie z Anną J. Dudek.

Minęło 25 lat, od kiedy powstał zespół Big Cyc. Pora na podsumowania?
Każdy okrągły jubileusz to dobra pora na refleksję. My robimy to na kilka sposobów: ukazuje się płyta "Big Cyc wiecznie żywy", jak wiecznie żywy był Lenin. Wracamy też do pewnego motywu plastycznego z naszej pierwszej płyty ("Z partyjnym pozdrowieniem"), z 1990 r., na okładce był tam wódz rewolucji z irokezem. Podobny motyw pojawi się na najnowszej składance. To będą największe hity zespołu i premierowy utwór…

"Słoiki".
Tak jest. To prezent dla fanów Big Cyca. W środku będzie dużo zdjęć, głównie archiwalnych, kiedy to byliśmy młodzi, piękni i szczupli - gratka dla fanów. Oprócz tego będzie dużo urodzinowych koncertów. Trasa już trwa, w całym kraju zagramy kilkadziesiąt koncertów do końca września. Kilka koncertów jest szczególnych, m.in. ten 12 maja w Ostrowie. To miasto, z którego wywodzą się muzycy zespołu. W mieście wiszą nasze duże zdjęcia, którymi staramy się promować Ostrów. Ważnym koncertem będzie ten 7 czerwca w Sopocie w Operze Leśnej w pierwszym dniu festiwalu Top Trendy telewizji Polsat. Wiele nie zdradzę, ale będzie wielu gości, niektórzy na pewno, w kontekście zespołu Big Cyc, zaskoczą. Pojawimy się też na Przystanku Woodstock.

"Tragedia ma tu stężenie przekraczające wszelkie dopuszczalne normy. Tu rozpacz jest w modzie i wściekłość" - czytam o Polsce i nastrojach Polaków w materiałach, które dostałam od Pańskiej menedżerki. Zastanawiam się, czy w ciągu 25 lat grania, trochę pod ogólny trend, widzi Pan w Polakach zmianę, czy nabrali dystansu do siebie?
Oczywiście publiczność się zmienia i Polacy się zmieniają. Jeszcze do niedawna żyliśmy w świecie bez Facebooka, telefonów komórkowych etc. Te zmiany powodują też zmiany w świadomości ludzi. Pamiętam, jak na początku lat 80. czy 90. wyglądały koncerty. Często nie było zadaszenia nad sceną, bo nikt nie wpadł na to, że może być potrzebne. Sprzęt był często ledwo grający. Dziś to nabrało wszelkich znamion profesjonalizmu. Dziś wszystko ma charakter, powiedziałbym, wyrafinowany, nie ma już tak, że gra się na przyczepie od ciągnika - a tak bywało. Też publiczność się ucywilizowała, nie ma bójek na koncertach, ludzie nauczyli się bawić, oswoili się z sytuacją, że piwa nie zabraknie. Teraz wszystkie festiwale są profesjonalne, nikt nie wpadnie na to, żeby wprowadzać prohibicję, jak to było przez dekadę w Jarocinie. Bramkarze też się nauczyli pracować. Dziś ochrona nie jest agresywna, to i ludzie nie są agresywni. To wszystko - dobre nagłośnienie, wyedukowana ochrona, dobra organizacja - powoduje, że publiczność nie ma powodu do agresji. Nie ma już też rywalizacji i bójek między fanami, jak to bywało w starym Jarocinie. Gorzej z poczuciem humoru i dystansem do siebie. Powoli uczymy się tego, ale trudno nam się śmiać z samych siebie. Fajnie się pośmiać z kogoś innego, ale kiedy to zaczyna dotykać nas, obruszamy się. W Polsce najgłupsze sprawy traktuje się śmiertelnie poważnie. Powoli też zaczynamy już rozumieć, że nie jesteśmy jako kraj pępkiem świata.

Nie boi się Pan, że za singiel "Słoiki" połowa Warszawy obrazi się na Pana?
(śmiech) Wie pani co, Big Cyc zawsze opisywał to, co się dzieje wokół. Autorem tekstu jest akurat Jacek Jędrzejak, ale ja i tak się podpisuję pod tym przesłaniem. Pojawiła się nowa grupa społeczna, którą ktoś nazwał "słoikami". Uważam, że w tej nazwie nie ma nic obraźliwego. My jako społeczeństwo mamy tendencję do obrażania się. Parę lat temu była nasza piosenka "Moherowe berety", gdzie nie było nic obraźliwego, bo te berety nawiązywały do formacji wojskowych - niebieskich beretów, czerwonych beretów… Ja bym tu dostrzegł nawet pozytywny wydźwięk - nikt nie nazwie czerwonych beretów rozlazłymi ciamajdami. Więc skoro nazywamy kogoś moherowymi beretami, to znaczy, że tam panuje dyscyplina, zwartość oddziałów itd. Uprawiamy muzyczną publicystykę. To jest ironiczne. Może trochę złośliwe. Polacy mają problem z rozróżnianiem, co jest ironią, a co nie. My nigdy nie staraliśmy się robić takiego prymitywnego zabiegu, że mrugaliśmy okiem i dawaliśmy sygnały: "O, teraz będziemy mówili dla żartu, a ta druga piosenka to jest bardziej serio". Liczyliśmy, że nasz odbiorca jest inteligentny i sam odróżni, co jest żartem, a co nie. Niestety, wciąż jest tak, że konwencję ironiczną wychwytuje 1/3 odbiorców, a pozostali potrafią się obrazić. Widać to zwłaszcza w internecie. To smutne, bo poczucie humoru jest cechą człowieka inteligentnego. "Słoiki" to muzyczny reportaż o wielkomiejskim tyglu w dzisiejszej Polsce.
W stylu Jacka Kleyffa?
Ha! Big Cyc robi to nieco inaczej i po swojemu, ale Jacek Kleyff to mój wielki mistrz z czasów, gdy chodziłem jeszcze do liceum.

Powiedział Pan wcześniej o publicystyce, muszę zapytać o odejście z "Wprost". Będzie Pan publikował gdzieś poza blogiem?
Ja nie jestem klasycznym blogerem, który opisuje, że rano wstał i kawy się napił. Od siedmiu lat mam blog na wirtualnej Polsce "Skibą w łeb", dużo komentarzy, miliony wejść. Tam umieszczam felietony. To znak czasu, prasa papierowa jest w trudnej sytuacji, bo zmienia się obieg informacji. Kiedyś chodziliśmy do kiosku i kupowaliśmy gazety - ja jeszcze mam taki nawyk, że kupuję drukowane - ale myślę, że powoli staję się mniejszością. Bo większość czytelników szuka wszystkiego w internecie. Papier pada. Co do "Wprost", to nowy naczelny ma inny pomysł na pismo i nie widzi w nim miejsca ani dla satyry, ani dla felietonistów. Ja byłem najdłużej piszącym autorem, jeśli chodzi o ten tygodnik, przeżyłem tam sześciu naczelnych. Zawsze uważano, że Skiba z felietonem powinien zostać. Felieton jest szlachetną formą, felietonista może pisać, o czym się mu żywnie podoba, na temat zupełnie abstrakcyjny. To składa się na sztukę felietonu, a teraz niektórzy widocznie dochodzą do wniosku, że taka inteligencka zabawa nie jest już potrzebna. Dzisiaj potrzebna jest maczuga, którą czytelnika wali się w łeb tak, żeby krew pojawiła się na pierwszej stronie.

Media schodzą na psy?
Jest prymat sensacji nad refleksją. Dawniej tygodniki kupowano dla autorów, dostawałem wiele sygnałów, że także "Wprost" kupowano m.in. dla Skiby. Niektórzy zaczynali od ostatniej strony, gdzie przez lata był mój felieton, inni zostawiali go sobie na deser. Na temat moich felietonów powstały trzy prace magisterskie. To miłe, że moja pisanina ułatwiła komuś zostanie magistrem. (śmiech) Wybór moich felietonów z "Wprost" ukazał się w formie książkowej: "Skibą w Mur" oraz "Opowiadania podwodne".

A tak po ludzku - szkoda Panu "Wprost"?
Szkoda mi kontaktu czytelnikami. Ale z drugiej strony ten kontakt będzie podtrzymany, bo można mnie znaleźć na łamach WP. Mogę powiedzieć, że będę miał teraz więcej czasu na pisanie piosenek dla zespołu.

Od Pańskiej koleżanki ze studiów wiem, że zawsze lubił Pan na sobie skupiać uwagę i być w centrum zainteresowania.
Każdy, kto wchodzi na scenę, obojętnie, czy jest tancerzem, aktorem czy piosenkarzem, musi mieć w sobie element potrzeby zwracania na siebie uwagi. Na tym to polega - wchodzimy na scenę i musimy tę publiczność zaczarować. Taki miałem temperament, odkryłem to wcześniej niż na studiach, to było gdzieś w szkole podstawowej, byłem typowym dowcipnisiem klasowym, zjadłem kiedyś kredę na lekcji matematyki, żeby nauczyciel nie mógł prowadzić zajęć. To była biedna szkoła czasów PRL, a tu Skiba zjadł zapas kredy. Tłumaczyłem się wtedy, że mam niedobory wapnia w organizmie. Wezwano rodziców, był skandal. Takie happeningi robiłem już jako berbeć w szkole. Sprawiało mi przyjemność, że miałem klasową widownię. Ja zresztą szybko zacząłem zawodowo występować. Trudno w to uwierzyć ze względu na moją figurę, ale debiutowałem jako model. Prezentowałem nowe mundurki szkolne i tornistry. Dostawaliśmy za to pieniądze jak zawodowi modele.

Często jest tak, że komicy, kabareciarze, osoby żyjące z rozbawiania innych poza sceną są skryci i nie tryskają dobrym humorem. Jak to jest u Pana?
Mam nadzieję, że nie za bardzo różnię się na scenie od tego, jaki jestem poza sceną. Chociaż to prawda, oczywiście, że artysta udaje, wciela się w role. Trudno być też cały czas wesołym, dowcipnym i podrygującym np. zmywając talerze. Nadchodzi moment, kiedy klaun w cyrku ściąga perukę, zdejmuje te o trzy numery za wielkie buciory i idzie do banku, na pocztę, do domu. W końcu jest normalnym człowiekiem. Ja jestem raczej optymistą, ekstrawertykiem, niektórzy nawet twierdzą, że mam ADHD - taką diagnozę postawił jakiś lekarz na podstawie analizy moich wystąpień telewizyjnych. Raczej spotykam się z opiniami, że na co dzień jestem taki jak na scenie. Oczywiście na scenie energii trzeba mieć troszkę więcej. Stojąc w kolejce do kasy w supermarkecie nie zacznę tańczyć ani nie zjem masła po to, by pokazać, że Skiba to beczka śmiechu jest.
Nie ciągnie Pana do celebryckiego światka, ścianek, ustawek i pozowania z nowymi modelami butów?
W Polsce myli się te pojęcia. Kto jest celebrytą, a kto artystą? Ja z niechęcią przyjmuję, kiedy określa się mnie mianem "celebryty". Istnieje poważna różnica między artystą a celebrytą. Celebryta jest znany z tego, że jest znany - wystąpił w jakimś durnym tokszole albo programie w telewizji, ale nie stoi za nim dorobek artystyczny. A dorobek artystyczny to realizacja filmu, nagrane płyty, wydane książki etc. Clebryta takiego dorobku nie ma, jego dorobkiem jest liczba pojawień się na bankiecie w kusym stroju. Niestety takie "występy" podobają się mediom, zwłaszcza tym o charakterze plotkarskim. Ostatnio ktoś z przejęciem mi opowiadał o jakiejś osobie, która niby robi teraz karierę na "salonach", bo jest synem kogoś znanego. Żywot takich ludzi jest do przewidzenia. My ich nazywamy hamburgerami. Hamburger jest dobry świeżo podany, gorący - próba zjedzenia go później, za godzinę czy następnego dnia, jest skazana na porażkę. Tak samo jest z takimi ludźmi. Gdzie jest dzisiaj Jola Rutowicz czy gwiazdy z Big Brothera? W pamięci widzów zostaną ludzie, którzy mają coś do powiedzenia przez swoje książki, muzykę.

Pana to bardziej śmieszy czy może zasmuca?
Mnie to nawet bawi. Daleki jestem od postaw bardzo pryncypialnych, polskiego stawiania wszystkiego na ostrzu noża. Na podwórku showbiznesowym mówi się, że ten jest sprzedawczykiem, a tamtem szmatą. Ja bym tego w takich kategoriach nie rozpatrywał. Ja bym nie chciał być nazywanym celebrytą, ale setki osób są dumne, kiedy się je tak nazywa. Są dumni, zachwyceni i uznają to za ogromne osiągnięcie. Ja dorobek artystyczny mam, celebrytą więc nie jestem. W końcu nie chodzę na premiery filmowe ubrany w prześwitujący biustonosz. Nie pojawiam się z cycatymi narzeczonymi na bankietach, bo mam żonę i normalną rodzinę. Nie jest to dla mnie droga do robienia sobie nazwiska. Drogą do tego jest fajny koncert, napisanie fajnej książki - właśnie kończę książkę o Pomarańczowej Alternatywie. Daleko posunięta ironia, tak bym nazwał mój stosunek do całego tego celebryckiego piekiełka.

Wideo

polecane: Flesz: Koniec gorszego jedzenia - żywność w Polsce, jak na zachodzie.

Materiał oryginalny: Krzysztof Skiba: "Słoiki" nikogo nie obrażają. Niestety ironię wychwytuje tylko 1/3 obiorców - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 6

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
z
z3miasta

Eee tam, ja i kilku moich znajomych przestaliśmy słuchać Radia Gdańsk w dniach, kiedy ten człowiek ma dyżur, "robi za prezentera". Jego ciężki ochrypły sznapsbaryton i cienki dowcip są niestrawialne dla uszu. A treść i jakość piosenek ? Niech to pozostanie kwestią gustu ...

zgłoś
M
Maciek

"Dopóki nie zobaczyłem internetu nie wiedziałem, że tylu idiotów jest na świecie." Stanisław Lem.

Ludzie... skończcie z tą żółcią i zajmijcie się czymś pożytecznym.

Trzymam kciuki za dalsze felietony p. Skiby!

zgłoś
j
jwz

nie pamiętając o skibowych moherowych beretach

zgłoś
p
polo

słuchaczy "wychwytuje konwencję ironiczną piosenek Big Cyc".
Pnie Skiba.
Jakie dowcipy i tFórczość, tacy i słuchacze.
Widać są jeszcze mniej rozgarnięci niż wykonawca.

zgłoś
A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Krzysztof Skiba: "Słoiki" nikogo nie obrażają. Niestety ironię wychwytuje tylko 1/3 obiorców

zgłoś
P
PO

Ty PO-owski dupowłazie. Nie mogę patrzyć na twój zakłamany ,obłudny ryj.
Myślisz ,ze jesteś zabawny otyły draniu??? Bardzo sie mylisz kmiotku tuskowy.

zgłoś
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3