reklama

Krzysztof Łapiński: Nie ma polityków teflonowych

Agaton KozińskiZaktualizowano 
Łapiński: Walka o prezydenturę to starcie osobowości
Łapiński: Walka o prezydenturę to starcie osobowości Bartek Syta/Polska Press
Samo poparcie PiS nie wystarczy Andrzejowi Dudzie do reelekcji. Ale to jest baza, na której może budować swoje poparcie. Bez tego w ogóle prezydent nie miałby czego szukać w tych wyborach - mówi Krzysztof Łapiński, były rzecznik prezydenta Andrzeja Dudy.

Jaka data 11 listopada jest ważna dla prezydenta?
Każda rocznica Święta Niepodległości jest bardzo ważna dla prezydenta. Dodatkowo w tym roku mija pięć lat od dnia, kiedy Andrzej Duda został ogłoszony kandydatem na prezydenta. Zawsze przy tego typu uroczystościach prezydent znajduje się w centrum uwagi.

Akurat 11 listopada w centrum uwagi jest marsz niepodległości. Rok temu Andrzej Duda do niego dołączył - ale w tym roku odpuścił. I znów pozostanie w cieniu marszu.
Bez przesady, media dużo uwagi poświęcają oficjalnym uroczystościom. Poza tym rolą prezydenta jest realizacja własnej agendy, a nie wpisywanie się w zachowania innych.

Teraz w agendzie prezydenta jest kampania wyborcza. Jakie Andrzej Duda ma atuty po swojej stronie?
Na pewno zbliżającej się kampanii nie da się porównać z tą z 2015 r. Dziś Andrzej Duda to polityk rozpoznawalny przez właściwie 100 proc. Polaków - podczas gdy pięć lat temu rozpoznawalność dopiero musiał budować, a potem zabiegać o poparcie. Dziś rozpoznawalność ma bardzo wysoką, a poparcie na poziomie stabilnym, przekraczającym 50 proc. Jego zadaniem jest utrzymać to.

Bronisław Komorowski pół roku przed wyborami był na wyższym poziomie niż Andrzej Duda.
Ale tego poparcia utrzymać mu się nie udało. Pytanie jak Andrzej Duda wykorzysta atut, jakim jest sprawowanie funkcji prezydenta.

Andrzej Duda jest bardzo dobrym mówcą. Świetnie by sobie poradził w debacie przed pierwszą turą wyborów prezydenckich

To rzeczywiście atut czy raczej obciążenie?
Moim zdaniem atut. Choć na pewno kontrkandydaci będą w czasie kampanii atakować prezydenta ubiegającego się o reelekcję. Pytanie, jak się ułoży kampania - czy w jej trakcie prezydent będzie realizował swoją agendę, czy raczej pozwoli sobie narzucić agendę rywali i będzie odpowiadać na szturchnięcia z ich strony.

W sporcie mówi się, że łatwiej wejść na szczyt, niż się na nim utrzymać. Czy też tak nie jest w przypadku prezydentury? Bo na szczycie utrzymał się tylko Aleksander Kwaśniewski.
Bo też atuty, jakie daje prezydentura, trzeba jeszcze umieć wykorzystać. Prezydent zwykle ma wysoką rozpoznawalność i poparcie. Dodatkowo Andrzej Duda utrzymuje stały, dobry kontakt z Polakami, ciągle się z nimi spotyka w czasie kolejnych podróży. Choć na pewno w czasie kampanii zaczną się ataki na niego, bo każdy z jego kontrkandydatów będzie chciał dla siebie uszczknąć choć część jego poparcia.

Prezydenta tym łatwiej atakować, bo nie za bardzo widać, za czym mógłby się schować - nie zbudował sobie przez tę kadencję tarczy z sukcesów, która by go chroniła. Nie obudował się teflonem.
Historia wyraźnie pokazała, że nie ma polityków teflonowych, nawet najgrubsza jego warstwa w końcu się ściera. Ale też nie wiem, czy prezydent go potrzebuje. Prezydent nie musi być kochany przez wszystkich Polaków, on musi w wyborach zdobyć 50 proc. głosów plus jeden. To prosta matematyka.

Z prostej matematyki wynika, że PO, Lewica i PSL zdobyły w wyborach do Sejmu więcej głosów niż PiS.
Tak - i dlatego wybory prezydenckie, zwłaszcza druga tura, będą bardzo wyrównane. Już dziś wiadomo, że to będą wybory w formule Andrzej Duda kontra reszta świata, może z małymi wyjątkami. Trudno zakładać, żeby kandydaci partii opozycyjnych, którzy nie wejdą do drugiej tury poparli urzędującego prezydenta. Pytanie, jak się zachowa Konfederacja i jej kandydat, a w szczególności elektorat.

Czyli kluczowa okaże się mobilizacja własnych elektoratów. Myśli Pan, że wyborcy Andrzeja Dudy z 2015 r. są z niego zadowoleni jako prezydenta?
Wszelkie sondaże pokazują, że ponad połowa Polaków dobrze ocenia jego prezydenturę, ufa mu. Ale oczywiście sondaże o wyborach nie rozstrzygną. Dlatego istotna będzie mobilizacja zwolenników, tak by nie uznali, że wybory są już rozstrzygnięte i można je odpuścić.

Te wybory to będzie plebiscyt. Opozycja zacznie mówić, że PiS ma Sejm i potrzebny jest hamulec - i tylko prezydent związany z opozycją może sprawić, że nie będą się w Sejmie powtarzać takie sytuacje, jakie miały miejsce w poprzedniej kadencji.
Nie wiem, czy Polacy rzeczywiście tego typu argumentacji będą chcieli słuchać - bo przecież PiS nie ma większości konstytucyjnej, ani nawet takiej, która daje mu możliwość odrzucenia weta prezydenckiego. Nie udało mu się zdobyć też większości bezwzględnej w Senacie. Widać więc, że już po wyborach parlamentarnych pojawiły się naturalne hamulce.

Nie zmienia to faktu, że Andrzej Duda dopuścił do tego, żeby przykleił się do niego termin „długoPiS”. To mu wyborów nie ułatwi.
Wielu wyborców ceni prezydenta właśnie za to, że dobrze współpracuje z rządem. W sytuacji, gdy Polacy są mocno spolaryzowani, to może być atut dla dużej części z nich. Oczywiście to sprawia, że druga tura wyborów będzie bardzo wyrównana. Ale tak też było w 2015 r.

Andrzej Duda zdobył wtedy 51,5 proc. głosów, Bronisław Komorowski 48,5 proc.
Teraz różnica między rywalami w drugiej turze będzie podobna, a może nawet jeszcze mniejsza. Trudno sobie wyobrazić, żeby osoby o antypisowskim nastawieniu zaczęły nagle głosować na prezydent Andrzeja Dudę. O wyniku przesądzą wyborcy o mniej ustabilizowanych poglądach politycznych plus mobilizacja własnego elektoratu.

W kampanii 2015 r. Duda robił wrażenie swoim dużym luzem, otwartością, tym, że nie było dla niego tematów tabu. Odkąd jest prezydentem, tego luzu już nie ma, właściwie w każdym jego wystąpieniu czuć, że jego funkcja mocno mu ciąży. Czy to nie będzie mu przeszkadzać w kampanii?
2015 r. pokazał, że Andrzej Duda „umie w kampanię i umie w internety”. Teraz prezydent znów będzie musiał zjechać Polskę wzdłuż i wszerz, odbyć setki, jeśli nie tysiące spotkań. Choć tego ostatniego nie zaniedbuje. Widać, że zależy mu przede wszystkim na tym, żeby móc porozmawiać z Polakami, usłyszeć to, co mają mu do powiedzenia.

Prezydent imponuje tym, jak objeżdża Polskę. Ale według Pana te spotkania dają realne punkty wyborcze? Czy to raczej spotkania z celebrytą, panem znanym z telewizji, które na decyzje przy urnie wpływu mieć nie będą?
Nie, na pewno to nie jest tak, że jakby przyjechał znany celebryta, to zrobiłby podobne wrażenie. To są dwa całkowicie różne światy, nie da się ich w ogóle porównać.

Te spotkania to właściwie jedyny autorki pomysł Dudy w tej kampanii. Generalnie tę kadencję przejechał na jałowym biegu. Dziś trudno powiedzieć, czym on właściwie się zajmował w jej trakcie.
Przecież prezydent był bardzo aktywny i w polityce wewnętrznej, i międzynarodowej, w kwestiach bezpieczeństwa, naszej pozycji w NATO, umacnianiu relacji Polski z USA, polityce społecznej czy historycznej. Tych obszarów można wymienić więcej. To m.in. stąd bierze się stabilne poparcie. A kolejne wizyty w miastach powiatowych na pewno są dobrą podstawą do obecnej kampanii. Oczywiście jej nie zastąpią - ale to fundament, na którym można teraz budować. Poza tym pan już teraz chciałby oceniać, czy pomysły z tej kadencji przyniosą efekt w kampanii, czy nie. Poczekajmy. Przecież kampania się nawet jeszcze nie zaczęła, nawet nie wiadomo, kto będzie w niej brał udział.

Prezydent w kampanii musi się bronić przede wszystkim swoimi wynikami. Co on ma po stronie atutów? Jedno weto, szczyt NATO, teraz zniesienie wiz do USA. Nie za dużo jak na cztery lata.
Tylko czego właściwie miarą miałaby być liczba zawetowanych ustaw?

Niczego. Ale dziś nie za bardzo widać, do czego tak naprawdę jest potrzebny prezydent.
W istniejącym ładzie ustrojowym w Polsce prezydent jest częścią władzy wykonawczej, ale bieżące rządzenie należy do rządu. Rolą prezydenta jest stabilizowanie sytuacji, łagodzenie napięć. Oczywiście prezydent też jest bardzo aktywny na arenie międzynarodowej, bardzo dba o dobre stosunki polsko-amerykańskie - choć też mam świadomość, że to być może nie są tematy dla wyborców najważniejsze.

Są zbyt hermetyczne, wyborów się dzięki nim nie wygra.
Tak, walka o prezydenturę to przede wszystkim walka na wizerunki, to starcie osobowości. Ale też nie jest tak, że Andrzej Duda po czterech lata ma pustą agendę. Przecież on ma pełne prawo podkreślać, że jego świetna współpraca z większością sejmową sprawiły, że zostało wprowadzone „500 plus”, został obniżony wiek emerytalny, pojawiła się trzynasta emerytura, i wiele innych ważnych ustaw. To są także jego sukcesy, ma pełne prawo chwalić się nimi w czasie kampanii.

Z drugiej strony w czasie tej kadencji nie pojawił się ani jeden temat, który byłby autorskim pomysłem Dudy. To będzie mu ciążyć w kampanii?
Pan tak uważa, ale jednocześnie dziś miliony Polaków uważają, że Andrzej Duda jest ich prezydentem i zamierzają na niego głosować. Prezydent nie musi co chwila wrzucać własnych tematów, bo wyborcy tego od niego nie oczekują. Dla nich ważniejsza jest zgodna współpraca głowy państwa z rządem.

Wiadomo, że prezydent nie jest od tego, żeby rzucać co chwila pomysłami - ale z drugiej strony powinien mieć jeden-dwa mocne tematy z nim związane. W przypadku Andrzeja Dudy tego nie ma.
Naprawdę to nie jest tak, że Polacy będą głosować na prezydenta, bo on zrealizował ten jeden wielki temat. Dla nich ważniejsze może być to, że wspólnie z większością sejmową doprowadził do wprowadzenia w życie programu „500 plus”, obniżenia wieku emerytalnego. Świadomość, że prezydent cały czas potrafi współpracować z większością rządową przy wprowadzaniu ważnych reform.

W ten sposób Andrzej Duda równa się PiS. Tymczasem takie poparcie nie wystarczy mu w wyborach.
Ale to jest baza, na której może budować swoje poparcie. Oczywiście ono nie wystarczy do reelekcji, ale bez tego w ogóle prezydent nie miałby czego szukać w tych wyborach.

Uda się mu tę bazę rozszerzyć? O kogo?
To już pytanie do sztabowców, którzy będą odpowiadać za kampanię. Trzeba zrobić dokładnie badania, zrozumieć, czego tak naprawdę wyborcy oczekują od prezydenta. Dużo też będzie zależeć od frekwencji, zwłaszcza w rejonach, które tradycyjnie wspierają prawicę. Duży wpływ też będzie miała sama kampania, to, czy będzie ciekawa czy nie. Na pewno prezydent jest faworytem tych wyborów - ale o końcowym wyniku przesądzi kampania, to jak zostanie przygotowana i poprowadzona. I trzeba pamiętać, że zawsze się może zdarzyć jakaś niespodzianka - tak jak to miało miejsce pięć lat temu.

Jakim obciążeniem dla Andrzeja Dudy będzie przyjęcie przysięgi od sędziów Trybunału Konstytucyjnego: Krystyny Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza?
To są kandydatury przyjęte przez większość parlamentarną. W obecnym stanie prawnym trudno sobie wyobrazić sytuację, w której prezydent to blokuje - zwłaszcza jeśli nie doszło przy wyborze do złamania prawa. Zgodnie z konstytucją prezydent po prostu przyjmuje od nich przysięgę.

Cztery lata temu tej przysięgi nie przyjął.
Poprzednio wkroczył Sejm z uchwałami, które stwierdzały, że ich wybór był niezgodny z konstytucją. Dziś taka sytuacja nie ma miejsca.

Powinien prezydent stanąć do debaty prezydenckiej przed pierwszą turą?
Taka debata by oznaczała, że wszyscy byliby przeciwko Andrzejowi Dudzie, także tego typu sytuacja jest dla niego ryzykowna. Z drugiej strony pamiętamy, że w poprzedniej kampanii Bronisław Komorowski takiej debaty uniknął - i był za to atakowany, potraktowano to jako przejaw braku szacunku do innych kandydatów. Andrzej Duda jest bardzo dobrym mówcą. Nie mam wątpliwości, że dobrze przygotowany świetnie by sobie w takiej debacie poradził.

POLECAMY W SERWISIE POLSKATIMES.PL:

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

dzisiejsza rządząca hahaha rządząca, hołota- zdradliwa, sprzedajna- jedyne czym się zajmuje to swoimi wyborami stołkami i majątkami. rozdali kraj w swoim teoretycznym patriotyzmie bandytom i okupantom , bo komu skoro to ich najemnicy i mają czas na swoje gry wojenne. a suweren haruje i funduje im i ich panom bandziorom rajskie życie.

Dodaj ogłoszenie