Krzemiński: Prawica po ofensywie jest w trochę lepszej sytuacji. Jednak nie są twórcami narracji...

Barbara Dziedzic
Fot. Wojciech Gadomski / POLSKAPRESSE
Udostępnij:
- Z pewnych względów polska prawica jest w troszkę lepszej sytuacji niż wcześniej. Nie doszukiwałbym się jednak różnic zasadniczych. Prawu i Sprawiedliwości udało się narzucić pewien język, problemy i opis rzeczywistości, na które strona rządowa i krytycy starają się reagować, ale nie są głównymi twórcami narracji - mówi prof. Ireneusz Krzemiński, socjolog, w rozmowie z Barbarą Dziedzic.

Po marszu "Obudź się, Polsko" i debacie ekonomicznej "Alternatywa" PiS stał się najbardziej widoczną partią na scenie politycznej. Polska prawica jest dziś w lepszej sytuacji niż miesiąc temu?
Z pewnych względów być może w troszkę lepszej. Nie doszukiwałbym się jednak różnic zasadniczych. Prawu i Sprawiedliwości udało się narzucić pewien język, problemy i opis rzeczywistości, na które strona rządowa i krytycy starają się reagować, ale nie są głównymi twórcami narracji. Strategia, którą partia Jarosława Kaczyńskiego rozwija przy znaczącym poparciu ojca Tadeusza Rydzyka, to dalszy ciąg znanej od dawna linii politycznej, do której zdążyliśmy się już chyba przyzwyczaić.

Partia rządząca nie narzuca tonu dyskusji, ale też raczej unika polemiki i staje gdzieś z boku. To dobra strategia wobec ofensywy?
To błąd. Przy okazji afery Amber Gold mieliśmy do czynienia nie tylko z osobistym atakiem na premiera, ale także jego rodzinę, dlatego można było zrozumieć, że nadmierne komentarze były dla niego szczególnie dotkliwe. Był poruszony i bezradny, ze względu na medialną nadinterpretację. Nie bardzo jednak rozumiem obecny brak inicjatywy wobec Prawa i Sprawiedliwości. Nawet jeśli lekceważenie płynie z przekonania, że to, co się mówi na tych manifestacjach, chwilami wydaje się bardzo niemądre, to jednak mobilizuje sporą rzeszę ludzi i wymaga jakiejś odpowiedzi, nawet nie wprost. Platforma Obywatelska ma w Senacie wielu sprawdzonych naukowców czy intelektualistów. Mimo to trudno oprzeć się wrażeniu, że żaden z nich nie rozwija takiej inicjatywy, która wspomagałaby rząd, wyjaśniała rozsądnie przedsięwzięcia opozycji czy rozbijała absurdalne obrazy rzeczywistości, które docierają co najmniej do jednej czwartej Polaków. To zadziwiające.

Jakie mogą być konsekwencje tej bierności?
Gdy brakuje kontrobrazu rzeczywistości, wszystko staje się rozmyte. Ludzie zaczynają myśleć: A może to tamci mają rację? I czują się jakby opuszczeni przez rząd i władze. A wszystko jest wybudowane na wielkim kłamstwie mitu smoleńskiego i jest dalej rozwijane.

Specjaliści od wizerunku oceniali, że PiS chce się odciąć od wizerunku partii smoleńskiej, np. po debacie ekonomicznej.
Smoleński mit wciąż odgrywa zasadniczą rolę w partyjnej retoryce bez względu na to, ile się o nim obecnie mówi. Zbudował on bazę dla dążenia PiS do odebrania prawa rządzącym, świeżo wybranym w demokratycznych wyborach władzom Polski. Strategia głównej partii opozycyjnej jest od wielu miesięcy bardzo koherentna: to wielki propagandowy atak.

Czyj atak?
W roli jednego z propagandzistów występuje ojciec Tadeusz Rydzyk, który ma XX-wieczne wzorce do wykorzystania. Chodzi o to, żeby zakwestionować legalność wybranych władz. Odebrać im mandat społeczny. Bazą tej strategii jest jednak podstawowe oskarżenie o spisek, który prowadził do katastrofy. Oni nie są nasi, bo zdradzili, nie dopilnowali, źli Polacy albo zgoła nie-Polacy! Nie zapominajmy przecież, że według tych ludzi Tusk porozumiał się z Putinem. Mamy też obraz Polski, która się rozpada. Państwa, które nic nie może. Znajduje się ono, jakby tego było mało, nawet w gospodarczej zapaści!

Po co taka wizja?
Katastroficzny obraz rzeczywistości ma znaczenie psychologiczne. Może też działać jak samospełniające się proroctwo. Skoro ma być tak okropnie, lepiej już teraz się do tego przygotujmy.

Jest w Polsce kryzys?
Przedsiębiorcy wolą nie inwestować, bo lepiej zachować rezerwy na moment, w którym przyjdzie prawdziwy kryzys. Siedzieć cicho, żeby przetrwać. A potem się zobaczy. Jest to oczywiście wizja nieprawdziwa, a jednak znajduje posłuch. Mam nadzieję, że nastąpi zdecydowany odzew ze strony PO.
Szacunki GUS są jednak coraz bardziej niepokojące, a ceny mają wzrosnąć o 1-5 proc. tej jesieni. To chyba nie jest dobra sytuacja?
Rząd rzeczywiście przewiduje pogorszenie sytuacji gospodarczej. Odbije się ono na wszystkich ludziach, bo kryzys w Europie nie został zażegnany. To, co się dzieje tam, będzie miało istotny wpływ na działanie krajowej gospodarki, a to będzie się z kolei przekładało na sytuację pojedynczych ludzi.

Co jeszcze?
Do tego dochodzą inne obawy, o których mówił premier. A jednak w działaniach czysto informacyjnych rządu zapomina się o tym, że Polska jest w wyjątkowej sytuacji w porównaniu do większości krajów europejskich, jeśli chodzi o sytuację gospodarczą.

Robert Krasowski niedawno analizował na łamach "Polityki" prawicowy umysł. Napisał, że "kiedyś prawica wznosiła sztandary, na których były polityczne hasła, a dziś widnieją na nich ludowe brednie. Kiedyś wygrywała wybory z poparciem młodzieży i miast, dziś jest liderem smoleńskiej gawiedzi. Pełen rezerwy jest też stosunek do Jarosława Kaczyńskiego". Pan Profesor zgadza się z taką wizją?
Pokolenie młodej polskiej prawicy, którą nazwałbym konserwatywną, ma nowoczesny europejski charakter. To ludzie, którzy zawsze mieli wątpliwości, zwłaszcza jeżeli chodzi o nurt nacjonalistyczny, narodowo-katolicki. Należy podkreślić, że nie jest to wcale pokolenie nieliczne. Mimo to niewiele zrobiło, aby stworzyć własne środowisko polityczne, albo i ugrupowanie.

Stworzyli PJN.
Wydawało się, że to będzie partia, która chce zmierzać w kierunku nowoczesnego europejskiego konserwatyzmu i być jego przedstawicielką na rodzimej scenie politycznej. Jednak już start był fatalny, szefowa Joanna Kluzik-Rostkowska odeszła do innego ugrupowania. Teraz mają się kiepsko. PJN jest, ale właściwie jakby go nie było. Notowania PJN są drastycznie niskie.

Za mało jest tych nowoczesnych konserwatystów, żeby stworzyć poważną, prawicową konkurencję?
To środowisko jest liczne i powinno też być prężne. A jednak utonęło i nie ma żadnej mocy działania. Chodzi o siłę przebicia, która pozwoliłaby nawiązać kontakt z opinią publiczną. Wydaje mi się też, że mogłoby zdobyć uznanie szerszych kręgów społecznych.

Może to był po prostu zły moment na secesję z Prawa i Sprawiedliwości, może trzeba było na taki ruch jeszcze poczekać?
Być może. Musieliby jednak mieć większą siłę przebicia. Wszyscy mówili jeszcze rok temu o zabetonowanej scenie politycznej. Ruch Palikota pokazał, że to nieprawda.

Janusz Palikot też nie cieszy się obecnie zbyt dużym poparciem w sondażach. Co więcej, politolodzy nie wróżą mu sukcesu.
Ale stworzył partię, która znalazła się w Sejmie. PJN zabrakło determinacji, może trochę wyobraźni i odwagi. Okazało się, że młode pokolenie polityków, którym nie podobała się linia PiS, nie potrafiło przemówić do swoich zwolenników, jawnych i ukrytych. Nie potrafili ich porwać, stworzyć przekonującego obrazu w opinii publicznej.
Czy to mogłoby się udać konserwatystom z Platformy Obywatelskiej? Frakcja konserwatystów Gowina ma potencjał na nową partię?
Nie wiem, jak to jest z ich potencjałem. Jeśli natomiast weźmiemy pod uwagę niepowodzenie PJN, widać, że może to środowisko nie jest wcale ani tak liczne, ani skłonne do działania. PiS nigdy nie miałby takiej siły bez specyficznego nośnika i poparcia, jakiego udziela mu ojciec Rydzyk. Bycie słuchaczem Radia Maryja to oddzielna tożsamość społeczna.

Gdyby Polska Jest Najważniejsza zdołała stworzyć nową, silną partię, o której Pan mówi, na ile nowoczesna prawica potrafiłaby rozwiązać problemy, które dziś w politycznej retoryce są chętnie nazywane słabością państwa?
Część dotkliwych problemów, zwłaszcza tych odczuwalnych społecznie, wymaga współdziałania wszystkich aktorów i sił politycznych. Należą do nich chociażby usprawnienie działań instytucji państwowych, nowy ład zarządzania instytucjami publicznymi, przeciwdziałania patologiom, od których państwo nie jest wolne, niezależnie od tego, jaka partia jest u władzy.

Jaka opozycja mogłaby naprawdę coś zmienić, naprawić?
Wymarzona byłaby oczywiście taka opozycja, która konstruktywnie walczy o swoje i jest skłonna osiągać sukcesy poprzez cząstkowe działania przynoszące wszystkim pożytek. Kiedy polityczni partnerzy nie traktują się poważnie, a jedynie wrogo i nienawistnie, niemożliwa jest rozsądna debata.

180 tys. uczestników marszu "Obudź się, Polsko" to duża czy mała liczba?
Ile?!

Szacunki wahają się między 50 a 180 tys. Tę pierwszą liczbę podały służby porządkowe, jednak podobno samych związkowców było 30 tys. Pan Profesor skłania się ku 50 tys.?
Powiedzmy. Mówienie, że na marszu pojawiło się 180 tys. osób, jest czystą demagogią.

50 tys. to dużo?
Można powiedzieć, że ta liczba ma znaczenie. Jeśli natomiast prześledzimy, w jaki sposób był organizowany marsz, kto tych ludzi zbierał i ile im zapłacił za uczestnictwo, zarys wydarzenia się zmienia. Wydaje mi się, że efekt tych działań nie jest porażający. Jestem niezmiernie ciekawy, jak długo zajmie polskim dziennikarzom ustalenie, kto organizował wyjazdy oraz czy i w jaki sposób zachęcano związkowców NSZZ "Solidarność", by na taki wyjazd się zgodzili. Doszły mnie słuchy, że opłacano im dobre noclegi i posiłki, a nawet oferowano drobne opłaty. Nie jest trudno w taki sposób zmobilizować 50 tys. osób.

Możemy porównywać marsz do innych historycznych wieców? Takie porównania się pojawiły. W mediach pojawiły się komentarze, że obserwowaliśmy największą od lat 90. manifestację.
To nie była manifestacja, z jakimi mieliśmy do czynienia na początku lat 90. Wtedy zdarzały się tłumy, ale były to manifestacje spowodowane chęcią wypowiedzi, brakiem debaty publicznej. W niedzielę obserwowaliśmy dokładnie zaplanowane działanie pozbawione wszelkiej spontaniczności.

A gdyby się okazało, że to było jednak 180 tys. - jak mówią najwyższe szacunki - czy to byłby sukces?
Nie rozważajmy nawet takiego scenariusza, bo jest on zupełnie nierealny. Jeśli mówimy o tym, że państwo jest w zupełnym rozpadzie i nie potrafi nad nim zapanować, gospodarka się sypie, zaraz będzie bieda, chleb będzie kosztował 100 zł, jeszcze chwila, a okaże się, że nie będzie w kraju wody. To nonsens, który trzeba przeciąć.

W jaki sposób?
Należy powiedzieć, jak Polska jest widziana na świecie. Jak stabilna jest u nas sytuacja gospodarcza w porównaniu do innych, lepiej rozwiniętych niż nasz. Ten rząd bez względu na potknięcia i niedoróbki ma się czym pochwalić. W dodatku wybiega w przyszłość, przygotowuje się i nas, ludzi, do możliwego pogorszenia się polskiej sytuacji.
Na niedogodności obecnej sytuacji składa się działalność wszystkich rządów. Można zapytać choćby Jarosława Kaczyńskiego, co takiego zrobił, żeby zwiększyć sprawność administracji państwowej.

Rozmawiała Barbara Dziedzic

Wideo

Komentarze 16

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Prof. Krzemiński to właśnie taki "autorytet" lewactwa.
a
anal (ups) fabeta
Są profesorowie:
zwyczajny, nadzwyczajny, akademicki
i są
platformiany, na kniec Krzemiński.
p
polo
Ostatni, często przemilczany sondaż TNS Polska, daje PiS aż 6 proc. przewagi nad PO.
To wywołało panikę i strach POstkomunistów.

Profesor Jan Hartman, komuch i ulubieniec salonowo-mainstreamowych mediów nawołuje:
-- Tusku, k..a, zrób coś! Obiecaj ludziom lody albo co …..
Towarzysz Waldemar Kuczyński z g…a wyborczego krzyczy:
-- PO, alarm! Naród zaczyna tęsknić za paranoją! Robi się ciekawie Jak się na wojnie śpi Platformo to się ma wroga w okopach.

Warto zauważyć, że ten sondaż TNS, jest często przemilczany w reżimowych przekaziorach.
G
GAMA
Typowy przedstawiciel ziejący nienawiścią do polkości i Polaków. Niechaj bredzi, co chce.
A
ALA
A ZYCIE TO ZYCIE A NIE PIE.RZENIE BEZ SENSU
F
Fran
Za komuny w porządku a teraz zmiana. Wołek, Celiński, Kuczyński nawet Niesiołowski.
l
leon
Kto jest większą świnią ? czerwona czy różowa ?
31 węzłowy Burke
dał głos. POszczekał a karawana idzie dalej.
.
.
b
buaahhhahahha!!
tolerować tego pana jest trudno a ty o symaptii do tego karła obiektywizmu nawołujesz?
V
Violetta
Krzemiński to nie taki kmiot, bo ma kilka zagranicznych doktoratów honoris causa i nalezy do grona jednego z najwyblitniejszych socjologów europejskich. W czasie komuny narażał się władzy, za co nawet został ciężko pobity. Radze uważać z epitetami.I więcej sympatii do ludzi.
G
Gość
Stąd ten stek bzdur wychodzących spod pióra tego pana. Lid wystarczy, droga redakcjo. Bzdury Krzemińskiego słusznie zakluczykowane.
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Krzemiński: Prawica po ofensywie jest w trochę lepszej sytuacji. Jednak nie są twórcami narracji...
P
PAP
To taki czerwony kmiot ten Krzemiński
P
Polak
Kto tego jełopa komuszego jeszcze czyta
Dodaj ogłoszenie