Kryzys zawędrował pod błękitne niebo Italii. I wzbudza panikę

Barbara Dziedzic
Barbara Dziedzic
Barbara Dziedzic Fot. Polskapresse
Włochy stoją u progu katastrofy, a ekonomiści przestrzegają: na upadek nas nie stać! - pisze z Toskanii Barbara Dziedzic.

Epoka »Pieśni słonecznej« ustąpiła epoce danse macabre" - tak podsumował recesję ekonomiczną z XIV wieku włoski historyk ekonomii Carlo M. Cipolla. Kryzys wybuchł we Florencji, gdy tamtejszy dług publiczny zaczęto spłacać fikcyjnymi pożyczkami spekulacyjnymi. Kryzys zaufania w latach 1341-1346 zrujnował wielkie rodziny bankierskie: Acciaiuolich, Bonaccorsich czy Cocchich. Dziś ten sam brak zaufania powrócił nad Arno.

Jeśli zapomnieć na chwilę o gazetach i telewizji, we Florencji życie wygląda dokładnie tak, jak sobie wyobrażamy życie w Italii. Włoszki szykowne i zadbane, Włosi w garniturach od Armaniego, muzea i sklepy z pamiątkami pełne turystów - mimo że minął już sezon. To niemało, bo gra toczy się teraz przede wszystkim o wizerunek. - Naiwnością jest zakładać, iż z chwilą odejścia Berlusconiego Włochy od razu odzyskają zaufanie rynków, ale zmiana politycznego przywództwa we Włoszech jest konieczna w interesie samych Włoch i Europy - pisał "Financial Times" po listopadowym szczycie G20. Wtedy po 17 latach dokonywała się we włoskiej polityce historyczna zmiana warty. W chwilę po głosowaniu o wotum nieufności dla rządu Il Cavaliere europejskie giełdy rzeczywiście zareagowały wzrostem o 2-3 proc., a oprocentowanie 10-letnich włoskich obligacji spadło z 7 do 6,68 proc. Jednak szybko ponownie pękła rekordowa bariera 7 proc., co dowodzi, że pomimo licznych obietnic i rewolucyjnych zmian w rządzie zagraniczni inwestorzy nie wierzą we włoską gospodarkę tak chętnie, jak beztroscy turyści.

Włochy są trzecim co do wielkości rynkiem obligacji na świecie i ósmą światową gospodarką. Ich ewentualny krach pesymiści ekonomiczni przyrównują do gospodarczej apokalipsy

W odbudowie wizerunku nie pomaga Italii dług rzędu 1,8 bln euro ani wzrost gospodarczy na poziomie 0,75 proc., a pechowa obligacyjna siódemka kojarzy się dziś przede wszystkim z historią innych krajów w kłopotach. W zeszłym roku, kiedy greckie obligacje osiągnęły podobną wartość, miesiąc później ich rentowność poszybowała do 12 proc. Od 7 proc. gwałtownie pogarszało się także położenie Irlandii. W związku z tym zasadna wydaje się prośba o pomoc ze strony Unii Europejskiej, tak jak działo się to w przypadku sytuacji kryzysowych innych europejskich krajów. Jednak na realne wsparcie dla Włochów Wspólnoty nie stać, a recepta na problemy ma się znaleźć przede wszystkim na własnym podwórku. Symbolem wielkich przemian, gruntownych reform i nowego wizerunku Italii ma się dziś stać nowy premier wraz ze swoim gabinetem technokratów.

Kiedy Mario Monti używa słowa "reformy", pośpiesznie dodaje przymiotnik "częściowe". 68-letni ekonomista i były komisarz unijny (Super-Mario, jak mówią o nowym szefie rządu włoscy komentatorzy) wraz z fotelem premiera odziedziczył po Silvio Berlusconim wielkie obietnice, jakie były szef rządu przedstawił w liście do europejskich przywódców. Podwyżka VAT z 20 do 21 proc., podwyższenie wieku emerytalnego do 67 lat w 2026 r., bardziej skuteczne egzekwowanie podatków oraz znaczne cięcia w administracji to niektóre spośród rozwiązań, jakie według byłego premiera mają przynieść Italii 58 mld euro oszczędności.
Początkowo Monti o planach wypowiadał się nadzwyczaj ostrożnie. Mówił o tym, że system emerytalny należy zmienić na bardziej sprawiedliwy, potwierdzał konieczność zmian w wydatkach instytucji publicznych oraz ponownego wprowadzenia zniesionego przez Berlusconiego podatku od pierwszej posiadanej nieruchomości. Ku rozczarowaniu komentatorów powściągliwy premier nie śpieszył się jednak z precyzowaniem, w jaki sposób zamierza zmiany wcielić w życie. Łagodny ton doświadczonego ekonomisty z czasem stopniowo cierpnie. - Uzyskamy większe dochody fiskalne, ale to będzie bolało - zakomunikował w exposé.

Radości z włoskich zmian personalnych nie kryje Bruksela. - Cieszymy się z decyzji prezydenta Włoch o powierzeniu senatorowi Mario Montiemu misji utworzenia rządu jedności narodowej. Uważamy, że to kolejny zachęcający sygnał - po szybkim przyjęciu ustawy stabilizacyjnej na rok 2012 - determinacji władz włoskich do przezwyciężenia obecnego kryzysu - oświadczyli przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van Rompuy i Komisji Europejskiej José Manuel Barroso. Jednak to nie w Belgii sytuuje się barometr nastrojów. W listopadowym sondażu włoskiego ośrodka badania opinii publicznej Demopolis dziewięciu na 10 ankietowanych zadeklarowało, że odczuwa niepokój w związku z kryzysem oraz wysiłkami, którym Italia będzie musiała w niedalekiej przyszłości stawić czoła. 61 proc. Włochów uważa natomiast, że kraj może podzielić losy Grecji. Beztroskie dolce far niente mącą dziś także wskaźniki makroekonomiczne - bezrobocia, które w 2010 r. urosło do 8,3 proc., to znaczy wynosi o 0,3 proc. więcej niż rok wcześniej, czy inflacji, która we wrześniu osiągnęła 3,6 proc. (1,6 proc. za 2010 r.).

Niechlubny rekord obwieścił z kolei we wrześniu urząd statystyczny Istat. Według jego najnowszych szacunków bezrobocie wśród włoskiej młodzieży od 15. do 24. roku życia osiągnęło 29,3 proc. Niedawno rozżaleni młodzi Włosi dali upust swojemu niezadowoleniu w głośnych demonstracjach. Pod transparentami oburzonych w samym Rzymie zebrało się ponad 150 tys. manifestantów. I choć rzymska pikieta zamieniła się w krwawe zamieszki z policją, które kosztowały stolicę Włoch kilka milionów euro, dziś oburzeni starają się odciąć od przemocy, za którą winią chuligańskie grupy Black Block i zapewniają, że niezależnie od nich demonstrowali swoją bezradność.

Napięcie młodych we Włoszech to nie tylko międzynarodowy ruch oburzonych, który wywołał gorące dyskusje w wielu europejskich krajach. W Italii poczucie braku życiowych perspektyw czuć na każdym kroku. Na dziedzińcu jednego z wydziałów Uniwersytetu Florenckiego zawisło niedawno wielkie prześcieradło z napisem "Nie będziemy płacić za wasz kryzys". Chociaż uszyli je działacze studenckich środowisk lewicowych, z przesłaniem hasła utożsamia się wielu zwykłych przechodniów. - To wszystko, co mamy do powiedzenia rządowi - lakonicznie komentują studenci.

Barbara Dziedzic

Więcej przeczytasz w weekendowym wydaniu dziennika "Polska" lub w serwisie prasa24.pl

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

e
eva

ich kryzys to nie tylko wina byłych rządów ale i samych Włochów ich mentalności i podejścia do pracy niech się nie łudzą że nowy rząd im coś pomoże jak oni sami się nie zmienią.

K
Kazik

To chyba nie warto się tak z wozić z tym bankructwem? Niech ogłoszą niewypłacalność, potem jeszcze Francja i pewnie Belgia. A za 5 lat UE będzie miała finanse na 5+ i najlepszy sektor finansowy na świecie.

Dodaj ogłoszenie