Kryzys trzeba zaatakować z bazooki

David Wighton
Polsapresse/Archiwum
Ponure prognozy dla europejskiej gospodarki, jakie pojawiły się w tym tygodniu, są ponure. Jednak to jeszcze nie najgorsza wiadomość. Jeśli kryzys strefy euro nie zostanie szybko powstrzymany, będzie gorzej. Znacznie gorzej.

Zagrożeniem, które czai się już w progu, nie jest rozpad strefy euro, choć to również może się zdarzyć. Jednak jeszcze szybciej może dojść do powtórki zastoju kredytowego, który wyrządził tak wiele zniszczeń w gospodarce w 2008 r. Już wtedy sytuacja była paskudna. Ale powtórka tego dzisiaj okazałaby się prawdziwym horrorem, biorąc pod uwagę kruchość gospodarek i finansów publicznych głównych krajów europejskich.

Czytaj też:Euro liczy na zastrzyk gotówki. Kto jest potencjalnym wybawcą?

Najgorsze, co Europę może spotkać, oprócz rozpadu strefy euro, to zamrożenie akcji kredytowych, które są krwiobiegiem gospodarki

Akcja banków centralnych podjęta w minioną środę miała zmniejszyć ryzyko wystąpienia tego zagrożenia. To świadczy o tym, jak bardzo banki boją się kryzysu, i to nie tylko w Europie, ale na całym świecie.

Gdyby jednak przywódcy krajów strefy euro podjęli konieczne kroki, które rozproszyłyby obawy inwestorów o wypłacalność państw, banki centralne nie musiałyby interweniować. Jednak postęp w działaniach rządów jest dramatycznie wolny. Zbyt wolny, aby skutecznie rozproszyć obawy o zadłużenie takich krajów jak Grecja, Hiszpania i Włochy oraz obawy o los banków, które udzieliły pożyczek tym krajom. A to wszystko grozi zdławieniem systemu pożyczkowego dla gospodarstw domowych i dla biznesu, które stanowią krwiobieg gospodarki.

Czytaj też:Tusk: Polska chce ratować strefę euro. Żarty się skończyły, nie ma czasu na zwlekanie

Większość banków żyje dzięki pieniądzom uzyskanym częściowo z depozytów osób indywidualnych i firm, a częściowo z pieniędzy pożyczonych - często na bardzo krótki termin - z innych banków oraz funduszy inwestycyjnych. Jeśli ci wszyscy pożyczkodawcy zaczną się nagle niepokoić, że być może nie odzyskają pożyczonych bankowi pieniędzy, instytucje te mogą nagle znaleźć się w sytuacji niedoboru pieniędzy. A co za tym idzie, będą zmuszone zaciągać nowe pożyczki.

To dlatego świat oczekuje dziś, że Europa zaatakuje własny kryzys wystrzałem z bazooki, a nie z pistoletu na kapiszony. Sama interwencja banków centralnych nie jest bazooką. Aby się nią stała, potrzebne jest działanie przywódców europejskich.

Rynki co prawda zareagowały pozytywnie na ruch banków centralnych, jednak nie złamało to ich ogólnego pesymistycznego nastawienia. Tym bardziej że banki centralne nie spodziewają się wystrzału z rządowej bazooki w jakimś przewidywalnym i bliskim czasie.

Czytaj też:"Stany Zjednoczone Europy"? Sikorski postuluje wzmocnienie centralnych organów Unii Europejskiej

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

t
tomaszkovi

Że niby co rządy mają zrobić?? Wszystko zależy od zewnętrznego kapitału i tyle.

c
cezar

Europa podobno mówi Sikorskim, twierdzi Gazeta Wyborcza, ale dziwnym zrządzeniem losu nasz kontynent mówi jego głosem tylko na łamach tejże gazety. W mediach światowych Europa wypowiada się Sikorskim bardzo powściągliwie. Najwyżej jakieś mało znaczące wzmianki na dalszych stronach. To dość powściągliwy sposób prezentowania zachwytu nad berlińskim wystąpieniem mistrza nadwiślańskiej dyplomacji.

Co jeszcze ciekawsze, Europa mówi ostatnio coś dokładnie odwrotnego niż nasz minister. Ledwie co Sikorski dzisiaj zadeklarował gotowość Polski wejścia do strefy euro jeszcze w tej kadencji, a już „The Economist” napisał, że koniec euro jest bliski. Gdzie zatem będzie wstępował Sikorski? Być może miał on na myśli przyjęcie jakiejś innej europejskiej waluty, inaczej trudno tę rozbieżność wytłumaczyć. Nawet niezawodnemu zwykle Grasiowi popaprało się wszystko i sam już nie wiedział, czy to Sikorski mówi w imieniu Tuska, czy Tusk mówi Sikorskim.

Dodaj ogłoszenie