Kryzys bankowy bliżej Polski, Niemcy liczą straty

Paweł Rożyński, Joanna Pieńczykowska, Henryk Sadowski
W Paryżu radzono nad planem ratunkowym dla instytucji finansowych
W Paryżu radzono nad planem ratunkowym dla instytucji finansowych REUTERS
Wydawało się, że po przyjęciu w piątek przez Kongres USA planu Paulsona, który zakłada ratowanie Wall Street potężnym zastrzykiem 700 mld dol., w weekend świat wreszcie odetchnie.

Jednak giełdy amerykańskie nie uwierzyły w skuteczność planu i zamknęły się na minusie, a już w sobotę fatalne informacje zaczęły napływać z Europy.

Zbankrutować może duże niemieckie konsorcjum bankowe Hypo Real Estate specjalizujące się w kredytach hipotecznych. Powodem kłopotów są inwestycje w Irlandii.

Banki i towarzystwa ubezpieczeniowe po nerwowych negocjacjach wycofały się z największego w historii Niemiec planu ratunkowego o wartości 35 mld euro. Uznały, że sytuacja Hypo jest gorsza, niż przewidywały, a gwarancje rządowe są niewystarczające. W ciągu ostatnich kilku dni państwa europejskie i prywatni inwestorzy musieli ratować pięć banków, m.in. Fortis czy Dexię.

Główne polskie banki i PZU mają gotówkę i mogą wykorzystać kłopoty europejskich rywali

Europa jest wobec kryzysu bezradna. Unijną odpowiedź mieli wypracować na sobotnim szczycie przywódcy Francji, Włoch, Wielkiej Brytanii i Niemiec. W Paryżu spotkali się z prezesem Europejskiego Banku Centralnego i szefem Komisji Europejskiej.

Prezydent Francji Nicolas Sarkozy chciał powołania europejskiego funduszu gwarancyjnego w wysokości 300 mld euro na wzór planu Paulsona. Niemcy nie chcą nawet o tym słyszeć. Kanclerz Angela Merkel nie zgadza się na wydawanie publicznych pieniędzy na ratowanie upadających instytucji finansowych.

Przywódcy czterech najbogatszych krajów Unii nie wyszli poza mgliste deklaracje. Uznali, że rządy poszczególnych krajów, choć w sposób skoordynowany, to będą walczyły z kryzysem własnymi metodami.

Chcą też szybkiego zwołania szczytu międzynarodowego, który dotyczyłby zmiany systemu światowych finansów. - Chcemy kapitalizmu przedsiębiorców, a nie spekulantów - grzmiał prezydent Francji Nicolas Sarkozy.

Już w najbliższy czwartek prezydent Francji, który jest szczególnie aktywny na polu kryzysu, spotka się z premierem Donaldem Tuskiem. Nie wiadomo, do czego będzie go namawiał. Sytuacja polskich instytucji finansowych jest bardzo dobra. Nasze banki nie prowadziły ryzykownych inwestycji na rynku hipotecznym.

Dla takich tuzów jak PKO BP czy PZU kryzys to wręcz okazja do zakupów. Mają szansę przejmować istniejące w Polsce filie amerykańskich i europejskich banków. W grę wchodzi też ekspansja na rynku brytyjskim i irlandzkim, gdzie mieszka wielu Polaków.

Amerykański kryzys rozlewa się po Europie

Weekend przyniósł złą wiadomość: załamał się plan ratowania drugiego co do wielkości niemieckiego banku hipotecznego, Hypo Real Estate. Późnym wieczorem w sobotę banki prywatne i towarzystwa ubezpieczeniowe nieoczekiwanie wycofały swoją ofertę zakładającą udzielenie mu 35 mld euro gwarancji.

Okazało się, że sytuacja Hypo jest znacznie poważniejsza, niż wcześniej się wydawało. Według nieoficjalnych informacji bank może potrzebować aż 50 mld euro do końca 2008 r. i ponad 100 mld euro do końca 2009 r. Głównym powodem kłopotów banku stała się irlandzka spółka-córka Depfa, która została dotknięta skutkami spadku wartości wierzytelności powiązanych z kredytami hipotecznymi.

Wczoraj późnym wieczorem trwała narada kryzysowa niemieckiego rządu w sprawie nowego planu ratowania zagrożonego banku. Hypo to pierwszy koncern notowany w indeksie giełdowym DAX, który popadł w poważne tarapaty w związku z kryzysem.

Przykład Hypo i kilku innych banków, które trzeba było ratować w ciągu kilku ostatnich dni, pokazuje, że sytuacja w Europie jest poważna. Wspólne rozwiązania miał wypracować sobotni szczyt przywódców Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii i Włoch - czterech państw Unii Europejskiej wchodzących w skład grupy G8, największych potęg gospodarczych świata.

Niemiecki bank Hypo zagrożony bankructwem. Kraje bałtyckie tracą kredytową wiarygodność

Ale przywódcy nie zdołali uzgodnić żadnego konkretnego wspólnego planu ratunkowego dla Europy. Dalej są podzieleni co do sposobu pomocy bankom. Angela Merkel jest przeciwna nacjonalizacji instytucji bankowych. Jej zdaniem zagrożonym bankom w pierwszej kolejności pomocy powinny udzielić inne instytucje prywatne, a pomoc państwa powinna być ostatecznością.

Z kolei Silvio Berlusconi zapowiedział: - Żaden klient włoskiego banku nie straci ani centa. W podobnym tonie wypowiada się prezydent Francji. Francja w ubiegłym tygodniu wspólnie z rządami Belgii i Luksemburga zobowiązała się wesprzeć bank Dexia kwotą ok. 6,4 mld euro. Wcześniej Holandia, Belgia i Luksemburg znacjonalizowały Fortis, dokapitalizowując go kwotą 11 mld euro.

Zdaniem analityków w nadchodzących tygodniach bardzo prawdopodobne są informacje o kolejnych zagrożonych bankach. - Widmo ciągle krąży po Europie, wiele banków nie zdaje sobie jeszcze sprawy, w jakiej są sytuacji - mówi Paweł Majtkowski z Expandera.

Analitycy uspokajają jednak, że polskie banki stoją na solidnych fundamentach. - Nie mają tak dużo złych kredytów, za to dobre wyniki finansowe - uspokaja Ryszard Petru, główny ekonomista BPH. - Jedynym wrogiem polskich banków może być psychika klientów. Analitycy dodają , że źle byłoby, gdyby klienci pod wpływem emocji, obrazków z telewizji zaczęli likwidować konta.

Paradoksalnie wiele banków i instytucji działających w Polsce może zyskać na kryzysie. - Nasze instytucje finansowe, takie jak PZU czy PKO BP, które są w dobrej kondycji, mogą wykorzystać sytuację, przejmując filie zachodnich instytucji zagrożonych upadłością - uważa Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu.

PKO BP i PZU wymieniane są wśród zainteresowanych przejęciem schedy w Polsce po amerykańskim gigancie AIG, który ma w naszym kraju m.in. bank, fundusze inwestycyjne oraz towarzystwa emerytalne i ubezpieczeń na życie. Natomiast jeśli amerykański Citibank zechce sprzedać City Handlowy w Polsce, to wśród zainteresowanych wymienia się PKO BP, ING BSK oraz BZ WBK.

Spokojnie mogą spać też klienci Fortis Banku i Dominet Banku, kontrolowanych przez belgijski Fortis. Kupnem jego aktywów zainteresowany jest hiszpański Santander, też obecny w Polsce.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

i
irek

Uważam, że kolejne doniesienia o spektakularnych upadkach banków na świecie powinny uświadomić nam, że nic nie jest dane raz na zawsze. Rynek finansowy musi się zreformować i lepiej zabezpieczyć - w trosce o bezpieczną przyszłość nas wszystkich. Wtedy będziemy mogli spać spokojnie...

Dodaj ogłoszenie