Krystian Bielik: Kontuzje rujnują wszystkie plany

Kaja Krasnodębska
Kaja Krasnodębska
Za 17-letniego Krystiana Bielika Arsenal zapłacił Legii ponad 2 miliony euro
Za 17-letniego Krystiana Bielika Arsenal zapłacił Legii ponad 2 miliony euro EastNews
Z Lecha trafił do Legii, a zaledwie pół roku później Arsenal zapłacił za niego ponad dwa miliony euro. Kontuzje sprawiły, że chciał rzucić piłkę już w wieku 14 lat, później uniemożliwiły regularne występy w Anglii. Teraz Krystian Bielik jest już zdrowy i gotowy, by zawalczyć o debiut w Premier League.

Kontuzja sprawiła, że ominął pan ostatnie spotkania Charltonu. Jak po wyleczeniu urazu wygląda pana sytuacja ?

Teraz jestem na zgrupowaniu reprezentacji i na tym się skupiam. Jeśli chodzi o klub, to przegraliśmy ostatni mecz 1:2. Już prawie wszedłem na boisko, ale straciliśmy bramkę na 1:1 i trener zdecydował się mnie nie wpuszczać. Po powrocie ze zgrupowania reprezentacji chciałbym te kilka minut pograć. Mam nadzieję, że zacznę regularnie pojawiać się w wyjściowym składzie, a przede wszystkim będę więcej grał. To dla mnie najważniejsze, po to poszedłem na wypożyczenie do trzeciej ligi. Dla mnie to nisko, niżej na pewno bym już nie zszedł. Myślę, że nie zdecydowałbym się też na gorszy klub niż Charlton.

Gdzie widzi się pan na boisku?

Chciałbym szybko wywalczyć sobie podstawowe miejsce: na stoperze bądź na środku pomocy. To już decyzja trenera, który lubi mnie i na jednej i na drugiej pozycji. Ja wolę środek obrony, ale najważniejsze, żeby w ogóle grać.

Turniej eliminacyjny do MME trwa już przeszło rok. Łatwo teraz wejść do składu ?

Widać, że trener Michniewicz ma swój pomysł na tę reprezentację i na nim się skupia. Moim zdaniem to dobrze, że ma upatrzoną tę pierwszą jedenastkę. Chłopaki są świadomi, jaka grupa wyjdzie na boisko i w jakim składzie będziemy walczyć o zwycięstwo. Trener nie pomija jednak tych, którzy są na ławce czy trybunach. Prowadzi indywidualne rozmowy, daje nam do zrozumienia, że każdy na nas liczy i zawsze musimy być gotowi do wejścia na boisko. Obojętnie kiedy dostanę szansę, czy jaki wynik zastanę, zawsze chcę dać z siebie wszystko.

To pana pierwsze zgrupowanie po Euro 2017.

Tak, ale trener chciał mnie powoływać już wcześniej. Na drodze stawały kontuzje. Zawsze kiedy dzwonił i pytał o zdrowie, musiałem mówić, że niestety, ale coś mi dolega. Było to coś nowego, albo po prostu nie doleczyłem wcześniejszej kontuzji. Przez ostatni rok na obozie reprezentacji byłem tylko raz, w Opalenicy. Akurat zostałem w Polsce po operacji barku, więc przyjechałem poznać chłopaków, zbić piątki. W tym stanie mogłem jedynie życzyć im wszystkiego dobrego. Żałuję, bo straciłem cały rok. I nie mówię tego tylko ze względu na kadrę, choć i jej mi brakowało. Straciłem też mocną pozycję w klubie. Byłem wypożyczony do Birmingham, tam zagrałem dziesięć meczów na dobrym poziomie. Poznałem Tomka Kuszczaka, z którym nadal mam świetny kontakt. Bardzo mi wtedy pomógł, za co jestem mu wdzięczny. Po powrocie, latem, zacząłem przygotowania do sezonu z Arsenalem i mogłem wręcz przebierać w klubach Championship. Uraz zrujnował wszystkie plany.

Przez prawie rok nie pojawiał się pan w ogóle na murawie.

Zagrałem cztery mecze w zespole do lat 23. Dwa przed kontuzją i dwa już po. Podczas meczu z Manchesterem City wypadł mi bark i konieczna była operacja. To był stracony rok. Zawodnicy w moim wieku cały czas robią postęp, a z urazem ciężko o progres. Nie miałem się czym obronić, bo moją najmocniejszą bronią nie są wywiady, a dobre występy.

Były myśli o wypożyczeniu poza Anglię? W pana kontekście mówiono też o Legii.

Rzeczywiście, była taka propozycja. W Legii przeżyłem najlepsze sześć miesięcy mojego życia, poznałem super ludzi i trochę grałem, z czego jestem bardzo zadowolony. Warszawa zrobiła na mnie wielkie wrażenie, ale mimo to nie chciałem wracać do Polski. Wolałem zostać w Anglii, bo dzięki temu wciąż jestem pod okiem tamtejszych skautów. Jeżeli będę dobrze grał, to prędzej czy później znowu zostanę dostrzeżony i pójdę poziom wyżej. Nie ukrywam, nie jestem zadowolony z gry w League One. Czuję, że to nie mój poziom, wymagam od siebie więcej. Gdyby nie kontuzja, oraz niefart, nie byłoby mnie tutaj.

W Legii zagrał pan tylko pięć meczów w lidze. Nie był pan rozczarowany, że tak mało?

Miałem wtedy szesnaście lat, dla mnie było to wystarczająco. Od razu po transferze zacząłem trenować z zespołem, pracowałem i pokazywałem, że mogę pomóc chłopakom. Tak wyszło, że akurat Ivica Vrdoljak miał problem z kolanem, a Tomasz Jodłowiec musiał odpocząć. Wtedy zagrałem po raz pierwszy - obok Helio Pinto na środku pomocy. Wybrali mnie zawodnikiem spotkania, cała moja kariera poszła do przodu. Potem kolejne mecze, debiut w Lidze Europy… Jestem zadowolony z okresu spędzonego przy Łazienkowskiej. Również ze względu na ludzi, których poznałem.

Utrzymujecie kontakt?

Najwięcej czasu spędzałem wtedy z Mateuszem Hołownią i jego bratem, z którymi dzieliłem mieszkanie. Razem z Grzegorzem Aftyką i Mateuszem Darą zajęli się mną w Warszawie. Zawsze będę im życzył jak najlepiej i mam nadzieję, że kiedyś spotkamy się na zgrupowaniu reprezentacji. Z Hołownią na pewno, bo już w tym roku był powoływany do kadry U-21. Myślę, że szybko tutaj wróci.

A kto ze starszych piłkarzy zrobił na panu wrażenie?

Wtedy bardzo dobrze radził sobie Kuba Rzeźniczak. Był naszym kapitanem, zawodnikiem, który krzyczy i podpowiada na boisku. Gdy nie wracałem z piłką, on i Miroslav Radović potrafili zwrócić mi uwagę. Teraz jestem im za to wdzięczny, bo mieli wpływ na ukształtowanie mnie jako piłkarza. Stałem się mądrzejszy na boisku.

Trudno było się rozstać z Warszawą?

Wyjazd do Londynu to był dla mnie taki lekki szok. Miałem siedemnaście lat, pierwszy wyjazd za granicę. Na początku przez barierę językową ciężko było mi złapać lepszy kontakt z chłopakami z zespołu. Jak już zacząłem lepiej mówić po angielsku, aklimatyzacja poszła o wiele szybciej. Na pewno nie żałuję wyjazdu, to był dobry krok w mojej karierze. A z chłopakami do teraz mam dobry kontakt. Przecież wciąż jestem zawodnikiem Arsenalu.

Jak było z nauką języka?

Skoncentrowałem się na niej po przyjeździe do Londynu. Również klub bardzo mi w tym pomógł: zorganizował mi lekcje z panią, która w ogóle nie mówiła po polsku. Uczyła angielskiego, niemieckiego i rosyjskiego. Przez to, że znała ten ostatni, łatwiej jej było mi pomóc, jak zaczynałem się gubić, nie wiedziałem, o co jej chodzi. Miałem sześć godzin tygodniowo, nauczycielka przychodziła do mnie do domu, albo spotykaliśmy się gdzieś na mieście. Było bardzo przyjemnie, choć czasem, po ciężkim treningu, nieco ciężej się zmobilizować.

Musiał pan szybko dorosnąć.

Z Konina, z którego pochodzę, do Poznania wyjechałem w wieku 13 lat. Początki nie były łatwe, zwłaszcza że już rok później miałem kontuzję. Przez to, że szybko rosłem i mięśnie nie nadążały za kośćmi, pojawił się wielki ból w kolanach. Miałem pełno myśli w głowie, żeby przestać grać w piłkę i wrócić do domu. Przez siedem miesięcy jedynie chodziłem do szkoły, uczyłem się i patrzyłem jak koledzy grają w piłkę. Żaden z lekarzy nie chciał mi pomóc. Wszyscy mówili to samo: że rosnę, potrzeba czasu. Nie mogłem się w tym odnaleźć, byłem sto kilometrów od swojego miasta. Nie widziałem rodziców, znajomych, nie mogłem być szczęśliwy. Miałem już takie momenty, że chciałem się poddać. Jednak jednego dnia wstałem, ból odszedł kompletnie. Problemów z kolanami nie mam do teraz.

Po transferze do Charltonu rozegrał pan cztery mecze i znowu przyszła kontuzja. Zbyt intensywny start?

Tak. Uraz pojawił się najprawdopodobniej przez to, że moje ciało nie było przygotowane do takiego wysiłku po roku przerwy. Grałem sobota, sobota, wtorek, sobota. Na meczu było wszystko w porządku, dopiero na następny dzień poczułem ból w łydce. Poszedłem do klubu, zrobiliśmy skan po jednym dniu przerwy i wyszło, że jest naderwany mięsień płaszczkowaty w łydce. I kolejna pauza…

Jak porównałby pan League One do Premier League U-23?

Jest o wiele bardziej fizyczna. Przede wszystkim grasz z seniorami, z ludźmi, którzy mają już jakieś doświadczenie w futbolu. Są to zazwyczaj zawodnicy, którzy już kiedyś występowali wyżej. Schodzą trochę ze swoją formą w dół, podpisują kontrakty z klubami z League One, ale nadal trzymają swój poziom. To nie są łatwe rozgrywki, nikt tutaj nie odpuszcza. Piłkarze walczą o każdy punkt, bo każdy zwykle oznacza jakąś premię, dodatkowe pieniądze. Tutaj nie ma już wielkich kontraktów, kolejne spotkania to walka o życie. Wszyscy dają z siebie sto procent. Biegają, walczą o każdy metr boiska.

A do Championship, w której grał pan wcześniej?

Jeszcze bardziej fizyczna, ale przede wszystkim tam trochę więcej klubów gra już piłką. Wydaje mi się, że tutaj zawodnicy nie wierzą może w swoje umiejętności i szukają dłuższych podań, żeby było bezpiecznie z tyłu. U nas w Charlton wygląda to nieco inaczej. Mamy trenera, który chce grać od tyłu i stara się to robić. Przed meczem, w przerwie, po ostatnim gwizdku mówi nam, żebyśmy wierzyli w siebie i swoim kolegom na boisku. Mamy takie momenty w meczu, gdzie gramy dobrze piłką. Później jednak coś się dzieje, jest pressing rywala i wybijamy tę piłkę. Staramy się, pracujemy nad tym, a do końca sezonu mamy jeszcze pełno czasu na poprawę naszej postawy. Głównym celem jest awans. Jeśli nie bezpośrednio, to po barażach.

Taki jest też pana plan? Zostać w Charlton do czerwca?

Plan jest taki, żeby grać jak najlepiej. Jeżeli zimą pojawi się jakaś drużyna z Championship i powie, że chce Krystiana do gry, to najprawdopodobniej zmienię klub. Jeżeli nie znajdziemy żadnego zespołu, który powie: tak chcemy i będzie w stanie zapewnić regularne występy, to wtedy zostanie Charlton. Zobaczymy, najważniejsze to być zdrowym i grać. Nie obiecam, że zadebiutuję w Premier League i będę w pierwszej drużynie Arsenalu.

Kontaktował się pan już z Unai’em Emery’m?

Jeszcze nie. Trener Emery na razie poznaje zawodników, których prowadzi w meczach. Zaczął z nimi ligę i z tego, co wiem, jest z nich zadowolony. Arsenal bardzo dobrze zaczął ten sezon. Rozmawiałem jednak z człowiekiem, który zajmuje się tam kontraktami i transferami. Nie chcę wybiegać w przyszłość. Teraz skupiam się na tym, co jest, na kadrze. Po powrocie najważniejsze będą mecze Charltonu.

UEFA przygotowała ściągę dla komentatorów

Wideo

Materiał oryginalny: Krystian Bielik: Kontuzje rujnują wszystkie plany - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie