Krwawa zbrodnia w Nowej Soli z bezcennym jajkiem Faberge w tle. Znaleziono zmasakrowane zwłoki Waldemara Huczki, wójta miejscowych Cyganów

Dariusz Chajewski
Dariusz Chajewski
Jaja Fabergé – dzieła sztuki złotniczej z czasów Aleksandra III Romanowa i Mikołaja II. Nazwa dzieł pochodzi od nazwiska ich twórcy, złotnika Petera Carla Fabergé. 123RF
Zmasakrowane zwłoki Waldemara Huczki, wójta miejscowych Cyganów znaleziono w jego willi na Zatorzu w Nowej Soli. Obok martwi leżeli: jego 18-letni syn i narzeczona. Wszyscy mieli rany kłute, ciała nosiły ślady tortur. Z domu zginęły bezcenne kosztowności.

Okazała, biała willa na Zatorzu w Nowej Soli stała się 19 czerwca 1991 roku sceną krwawego dramatu. Kilka dni później znaleziono zmasakrowane zwłoki Waldemara Huczki, wójta miejscowych Romów. Obok martwi leżeli: jego 18-letni syn i narzeczona. Wszyscy mieli rany kłute ciała, ślady tortur... Dawne dzieje? Gdy kilka lat temu przypomnieliśmy tę krwawą zbrodnię w internecie rozgorzała dyskusja, pełna mocnych słów i obelg. Brali w niej udział krewni bohaterów tamtej historii. Widać było, że zbrodnia sprzed blisko ćwierć wieku budzi emocje. Rodzin ofiar, bliskich skazanych za jej popełnienie i ludzi prowadzących wówczas śledztwo.

NAJGŁOŚNIEJSZE AKCJE LUBUSKIEJ POLICJI

Jajo Faberge

Huczko (pseudonim„Lalek”) uchodził, nie tylko w swoim środowisku, za człowieka bardzo majętnego, jednego z najbogatszych Romów w Polsce. Handlował walutami, złotem, ale także dziełami sztuki w całej Europie, a w jego domu znajdowały się prawdziwe skarby. Jak chcą świadkowie, wśród nich nawet co najmniej jedno ze słynnych jaj Faberge z kolekcji cara Mikołaja II. Nawiasem mówiąc, już kilka miesięcy po zabójstwie, prawdopodobnie to właśnie cacko zostało sprzedane na aukcji w Nowym Jorku. Za ponad 3 mln dol.

Skąd ten skarb w nowosolskiej willi? Rodzina mówiła, że Huczko zajmował się poszukiwaniem ukrytych przez Niemców skarbów, jajo miało pochodzić z jednej z sudeckich skrytek..

Po czterech dniach ciała wójta oraz jego bliskich, znalazła rodzina i powiadomiła o tym policję. Śledczy nie musieli głowić się nad motywem zbrodni. W domu zabitego panował totalny bałagan. Otwarto i opróżniono sejf, powyrywano z szaf szuflady, porozrzucano na podłodze złote precjoza, przygotowane do wyniesienia obrazy. To wszystko jednoznacznie wskazywało na rabunkowy motyw morderstwa. Próbowano odtworzyć listę skradzionych przedmiotów. Mowa była o kilkuset tysiącach dolarów, dziełach sztuki, złocie, różnych wyrobach artystycznych i jubilerskich. Policyjny grafik na podstawie opisów rodziny sporządził rysunki utraconych przedmiotów.

Podejrzani z ekranu

Już miesiąc po morderstwie zostały one pokazane w programie telewizyjnym. I wówczas zaczęły napływać pierwsze informacje, rozpoznano „fanty”.

Szybko zatrzymano dwóch z pięciu podejrzanych o udział w zbrodni. Szymona G. Polaka narodowości romskiej o pseudonimie „Cygan” i Jacka D., czyli „Dombasa”. W ich domach znaleziono przedmioty pochodzące z domu Huczki.

Krewni zamordowanych rozpoznali przedmioty znalezione w domach podejrzanych, jako należące do zamordowanego. Wkrótce zatrzymany został trzeci uczestnik zbrodni, a w listopadzie policja dowiaduje się, że dwaj pozostali znajdują się w Niemczech. Potem były schody ze zwolnieniem jednego z zatrzymanych. Szybko udało się ustalić, że miejscowy Cygan wskazał willę Huczków pięciu obcym mężczyznom. Już kilka dni po zbrodni, w niemieckim Essen i w Inowrocławiu, ktoś usiłował sprzedać część zrabowanych przedmiotów. A na początku sierpnia na przejściu granicznym w Świecku niemiecki podróżny miał charakterystyczny sygnet z dedykacją ojca zamordowanego mężczyzny.

Pod ciśnieniem

- To była naprawdę trudna sprawa wspominał kilka lat temu ZbigniewFąfera, jeden z kilku prokuratorów zajmujących się tym zabójstwem. –Potrójna zbrodnia dokonana w tak brutalny sposób należała do rzadkości. Pamiętamy, że obowiązywał wówczas stary kodeks karny i...postępowania karnego, które regulowały m.in. to, że areszt tymczasowy stosował prokurator. Z oczywistych powodów było „ciśnienie” zarówno u nas – prokuratorów jak i u policjantów. To powodowało, że już na wstępnym etapie śledztwa dochodziło do... rozbieżności interesów pomiędzy prokuratorami, a policją. Policjanci całkiem otwarcie narzekali na prokuratorów, padały zarzuty o torpedowanie wysiłków stróżów prawa, później pojawiły się nawet zdania o korupcji. Jak tłumaczy Fąfera w tej wstępnej fazie śledztwa, prokuratorzy znacząco różnili się z policjantami w ocenie dowodów. I zastosowany areszt uchylali, bo spodziewane i zapowiadane dowody nie pojawiały się.
–Zdecydowanie brakowało mocnych dowodów – mówił prokurator.

Pamiętajmy, że w tym czasie w naszym kraju badania profilu DNA dopiero raczkowały i wykonywane były na zasadzie prób i błędów. Koszt zlecenia takich badań za granicą przekraczał połowę naszego rocznego budżetu.

My w tym czasie mogliśmy wykonać jedynie tzw. badania identyfikacji grupowej, które pod względem mocy dowodowej niewiele wnosiły do sprawy. Jedno z wykonanych przez zakład medycyny sądowej badań zabezpieczonych na miejscu zbrodni włosów spowodowało zniszczenie tego dowodu. We wrześniu 1992 roku prokuratura w Zielonej Górze kieruje sprawę do sądu. Proces, który toczył się w lipcu 1994, satysfakcjonował tylko oskarżonych. Społeczność cygańska, a przede wszystkim rodzina ofiar, uznała werdykt za skandaliczny. W dniu ogłoszenia wyroku doszło nawet do zamieszek na Sali sądowej. Zresztą sam proces był bardzo nerwowy. Zjeżdżali Romowie z całej Polski, a budynek sądu był chroniony. Obawiano się, że dojdzie do linczu. Wyrok rozsierdził publikę. Trzej główni oskarżeni zostali uniewinnieni od zarzucanych im zbrodni, kwalifikowanego napadu rabunkowego i potrójnego zabójstwa. Jak to możliwe? Sąd uzasadniał wyrok m.in. tym, że sprawcy, po dokonaniu morderstwa w nocy 15 czerwca 1991, nie zdążyliby w półtorej godziny dotrzeć do hotelu pod Bydgoszczą, w którym zameldowali się o 3.50. Mimo że eksperymenty potwierdzały, że było to realne...

Śledztwo sięgnęło DNA

Do tego co i rusz zmieniali się prokuratorzy prowadzący sprawę. Dobrze rozpoczęte i prowadzone śledztwo prokuratorów z Nowej Soli po przejęciu przez ówczesną Prokuraturę Wojewódzką uległo spowolnieniu. Pierwszy z prokuratorów po kilku miesiącach prowadzenia odszedł do adwokatury. Dwaj kolejni rozchorowali się. Z. Fąfera był piątym lub szóstym prokuratorem, który otrzymał to kukułcze jajo i wdrażał się w śledztwo, gdy sprawa znajdowała się w sądzie wraz z aktem oskarżenia. To wówczas zapadły wyroki uniewinniające. Prokuratura wniosła apelację. W styczniu 1996, po jej rozpatrzeniu, sąd uchylił wyrok. Jak uzasadnił, materiał dowodowy wskazywał, że trzej oskarżeni jednak popełnili zarzucane im przestępstwa. Przy okazji wyszły niedociągnięcia śledztwa i procesu. Ale zapowiadało się, że dla tej sprawy jest już za późno, bo zielonogórska prokuratura zawiesiła śledztwo. Na dwa lata. I tak pewnie skończyłaby się ta cała historia, gdyby nie przypadek. Zwolnieni z aresztu podejrzani popełnili kolejne przestępstwa. Śledztwo zostało podjęte w listopadzie 1999.

-Po kilku latach w naszej prokuraturze utworzono wydział do walki z przestępczością zorganizowaną wspominał kilka lat temu Fąfera. – Postanowiliśmy wrócić do tej sprawy uznając, że jest szansa na skuteczne doprowadzenie jej do końca, zwłaszcza że nauka poszła do przodu i mogliśmy już skorzystać na szerszą skalę z badań DNA.

Tropem ruszyli dwaj prokuratorzy. Dokonali remanentu zabezpieczonych kilka lat wcześniej śladów biologicznych. Nawiązali osobisty kontakt z biegłymi z Bydgoszczy. Po wielu latach od zbrodni mieli w reszcie określony profil genetyczny DNA śladów znalezionych na miejscu zbrodni.

Teraz należało jedynie dokonać badań porównawczych. Pojawiły się też nowe dowody. M.in. zeznanie świadka incognito, któremu „Dombas” chwalił się, jak brutalnie mordował Huczkę.

- Najpierw dostał stary, a potem baba. Pojawił się syn i też dostał kosą od ucha do ucha – tak relacjonował świadek.
To również ci prokuratorzy sprawili, że występujący w śledztwie do tej pory w charakterze świadka-Sandryno L. stanął przed sądem i rozliczony został ze swojego udziału w zbrodni. Zostało to poprzedzone jego ekstradycją z Wielkiej Brytanii.

Koniec wieńczy dzieło

W marcu 2003 prokurator okręgowy w Zielonej Górze skierował do sądu akt oskarżenia przeciwko sześciu podejrzanym, w tym głównemu organizatorowi mordu z 1991 roku. Dokument ten liczył około 160 stron. I tu było sporo zamieszania, emocji i nerwów. Na przykład okazało się, że ten sam obrońca reprezentuje trzech głównych oskarżonych i...świadka, który ich obciążał. Ogłoszenie wyroku i znów niebiesko od policyjnych mundurów. Gdy sędzia stwierdził: „Winni”, na Sali było słychać płacze i krzyki. Łzami zalewała się rodzina Huczki, uznając, że sprawiedliwości wreszcie stało się zadość. Krzyczał „Dombas”, jeden z głównych oskarżonych. Wraz ze wspólnikiem usłyszał wyrok: 25 lat więzienia. Dwaj inni powędrowali na 15 lat za kratki. Kolejna dwójka usłyszała wyroki za pomoc w napadzie... Sprawa została okrzyknięta „cygańską”.

I już na początku śledztwa miano nadzieję, że tzw. sąd cygański wskaże winnych i postawienie ich przed sądem powszechnym stanie się formalnością. I rzeczywiście śledztwo, a później proces zdawały się toczyć jakby na dwóch poziomach – romskim i polskim. Na pierwszym sprawcy zostali ustaleni wcześniej.

Ojcowie przyznali, że zabójcami są ich synowie. Oficjalna sprawiedliwość męczyła się lat 14. I to w atmosferze skandalu. - Myślę, że ogrom tej zbrodni przerósł romskich „sędziów” – mówi Fąfera. Przedstawiciele rodzin cygańskich z oczywistych powodów zgłaszali chęć niesienia pomocy procesowej, ale pod względem dowodowym efekty nie były takie na jakie liczyliśmy. Przydatna okazała się natomiast współpraca z jednym z bliskich zamordowanego wójta, który naprowadził nas na rodziny romskie na terenie Niemiec, gdzie rozpoznano biżuterię skradzioną podczas zbrodni w Nowej Soli.

Część zrabowanych rzeczy dało się odzyskać. Jednak po największym skarbie, jaju Faberge, nie ma śladu. A przecież brat „Lalka” i jego przyjaciel podobno je widzieli. Miało mieć w środku miniaturowy staroświecki pojazd. A w Inowrocławiu pojawiła się informacja, że w lokalu Europa „Dombas” kulał po stoliku złote jajko zrobione za cara Mikołaja II…

Polecamy też:

Zobacz wideo: Bezcenne dzieła Faberge

Wideo

Materiał oryginalny: Krwawa zbrodnia w Nowej Soli z bezcennym jajkiem Faberge w tle. Znaleziono zmasakrowane zwłoki Waldemara Huczki, wójta miejscowych Cyganów - Gazeta Lubuska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie