Krótkie zjazdowe przemówienie

Tomasz Jaroński
Tomasz Jaroński
Tomasz Jaroński Fot. archiwum
Czas już prawie zimowy, w kolarstwie zastój, choć w sobotę zjazd sprawozdawczo-wyborczy PZKol. Wybieram się do Pruszkowa, porzucając nawet biatlonową transmisję z Hochfilzen z naszymi paniami, mam nadzieję, w roli głównej. Nie dostałem zaproszenia (są takie?), ale mam nadzieję, że mnie wpuszczą.

Co bym radził delegatom? Potrzebę integracji środowiska, by związek nie przypominał tonącego "Titanica", na którym orkiestra rżnie aż miło. Wykorzystanie młodych działaczy, którzy mają chęci i pomysły, a nie oglądają się na pieniądze. Niezapominanie o tych, którzy dla kolarstwa zrobili i robią dużo. Zaskoczony byłem bowiem słowami Czesława Langa, że nikt nie chce wykorzystać jego doświadczenia, wiedzy i - co najważniejsze - nazwiska! Nie bójmy się słów - Czesław Lang i Tour de Pologne to już pomniki w kolarstwie. Postawienie na młodzież i na kolarstwo szosowe, które ze wszystkich specjalności jest najważniejsze. Cieszę się, że nasze zawodowe grupy (BDC, BGŻ, Wibatech) zatrudniają młodych zawodników, którzy kilka lat temu, gdy kończyli wiek juniora, stawali się "bezprizornymi". Polecam także poprawę komunikacji w związku. Bo co z tego, kiedy coś dobrego się dzieje, skoro nikt o tym nie wie.

To tak w skrócie, bo przemawiać raczej nie będę.

Chętnych na fotel prezesa jest czterech. Nie będę omawiał kandydatur, bo nie znam programów. Nie chcę też angażować się po którejś ze stron, bo nie taka moja rola. Wprawdzie czterej panowie zobowiązali się z inicjatywy poczytnego portalu Naszosie.pl przedstawić pomysły na przyszłość, ale na razie żaden z nich się z planem działań nie objawił, a zjazd już za tydzień. W PZKol kampania ogranicza się do spraw personalnych - kto kogo popiera i kto na tym skorzysta. Tak było dawniej i tak jest teraz, o czym świadczą telefony od znajomych mi osób z całej Polski. Nie słyszałem, poza wyjątkami, o czymś w rodzaju giełdy pomysłów.
Rola społecznego prezesa i zarządu to teraz przeżytek. Za dużo pseudodemokracji w sportowych związkach też raczej szkodzi, niż pomaga. Związki powinny być prężnymi agendami zatrudniającymi menedżerów. Wówczas odpowiedzialność jest jasna - stawiamy zadania i za to płacimy. Nie sprawdzasz się - dziękujemy, bo tak przewiduje kontrakt, a nie "społeczne" poparcie czy prawo pracy. Za czasów realnego socjalizmu związki były często oazą demokracji, teraz są raczej siedzibą nieco przedpotopowych metod zarządzania. Nie sądzę, by "kolarze" dokonali rewolucji, ale podpowiedzieć nie zaszkodzi.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie