Krótki zryw Dubienieckich. Im głośniej o Dubienieckim, tym ciszej o Kaczyńskiej

Redakcja
Im głośniej o Marcinie Dubienieckim, tym bardziej z życia publicznego wycofuje się jego żona Marta, córka zmarłej tragicznie prezydenckiej pary Marii i Lecha Kaczyńskich - pisze Anita Czupryn.

Trudno nie zauważyć, że Marta Kaczyńska, córka zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego, od dłuższego już czasu nie jest tak aktywna publicznie, jak miało to miejsce w ubiegłym roku. Niezbyt mocno zaznaczyła swoją obecność w ostatniej kampanii wyborczej do parlamentu. Zupełnie inaczej niż rok temu, podczas kampanii prezydenckiej, kiedy aktywnie wspierała swojego stryja Jarosława, wraz z mężem i córeczkami biorąc udział w licznych sesjach zdjęciowych dla tabloidów i kolorowych magazynów, udzielając przy tym licznych wywiadów. Zresztą oboje z mężem dopiero po katastrofie smoleńskiej zaistnieli publicznie. Przed 10 kwietnia 2010 r. chronili swoje życie prywatne.

Czytaj także: Gdańsk: Sprawa dyscyplinarna Dubienieckiego odroczona do listopada

Po przegranej kampanii prezydenckiej stryja Marta nic nie straciła jednak ze swojego publicznego zaangażowania. W grudniu ubiegłego roku wystąpiła w Brukseli, w Parlamencie Europejskim, gdzie prosiła o międzynarodową pomoc w śledztwie smoleńskiej katastrofy. Dwa miesiące później na prawicowym portalu www.niezalezna.pl zaczęła prowadzić blog. Ale od końca lutego do początku marca napisała tylko kilka notek i zarzuciła tę twórczość. Wygląda na to, że Marcie Kaczyńskiej znów odpowiada życie z boku polityki.

W ostatnim czasie udzieliła jedynie krótkiego wywiadu serwisowi W sieci opinii, ale w rozmowie unikała kwestii politycznych. Skupiła się na wspominaniu swoich rodziców, których przedstawiała jako kochającą się parę przyjaciół. - Upłynęło już półtora roku od ich tragicznej śmierci, ale ja wciąż nie mogę przywyknąć do ich odejścia - mówiła. Opowiedziała o ich pasjach: wnuczkach, książkach, muzyce, a zwłaszcza klasycznej, w której była zakochana jej mama.

Czytaj także: Zaginęły akta sprawy ułaskawienia wspólnika Dubienieckiego. Jest zawiadomienie o przestępstwie

Bo też media wprost pisały, że w ostatniej kampanii wyborczej do parlamentu Marta nie wsparła swojego stryja Jarosława. Więcej nawet: nie pojawiła się na wieczorze wyborczym w sztabie PiS, gdy ogłaszano sondażowe wyniki wyborów. A podobno, o czym z lubością donosiły tabloidy i plotkarskie portale internetowe, a powtarzały za nimi poważne dzienniki, miała już przygotowaną na ten wieczór sukienkę: czarną, koronkową, z kolekcji Laury Guidi. Podobno w ostatniej chwili zdecydowała, że jednak do Warszawy nie przyjedzie i w sztabie PiS nie pojawi się u boku prezesa.

Czytaj także: Kancelaria Prezydenta zawiadomi prokuraturę w sprawie ułaskawienia Adama S.

Powodem miała być książka Jarosława Kaczyńskiego "Polska naszych marzeń", która trafiła do księgarń w trakcie trwania kampanii. Bliska znajoma Marty Kaczyńskiej zwierzała się tabloidom, że Marta poczuła się zraniona słowami stryja, który miał ją przedstawić w książce w nie najlepszym świetle. Jarosław Kaczyński wytknął bowiem, że w rodzinie zaskoczeniem było szybkie zamążpójście Marty. "Nie musiała chwytać pierwszej możliwej okazji" - napisał. Wspomniał też jej rozwód, który miałby być powodem do drugiego, bardzo szybkiego małżeństwa - podkreślał Jarosław Kaczyński w "Polsce naszych marzeń". Dostało się i jej mężowi Marcinowi Dubienieckiemu, który - zdaniem prezesa PiS - bywa agresywny, gdy inne kobiety zaczepiają córkę pary prezydenckiej.
Jarosław Kaczyński, zamiast więc w otoczeniu rodziny, pokazywał się w tej kampanii w otoczeniu "aniołków z PiS". Marta wsparła jedynie polityków, którzy byli współpracownikami jej ojca. Wystąpiła w króciutkich spotach Jacka Sasina, byłego ministra z Kancelarii Prezydenta, Adama Kwiatkowskiego i Jakuba Opary. Jej dyskretna obecność w tej kampanii budziła więc zdziwienie wśród obserwatorów sceny politycznej. Jednak w PiS większości polityków to nie dziwiło.

Czytaj także: Gdańsk: Sprawa dyscyplinarna Dubienieckiego odroczona do listopada

- Im głośniej o jej mężu Marcinie Dubienieckim, tym bardziej Marta woli pozostawać w cieniu - mówi nam jeden z nich. Marcin Dubieniecki sprawiał wrażenie człowieka, który ma wielki polityczny potencjał. Po raz pierwszy ogłosił swoje wejście do polityki w wywiadzie dla "Polski", niecały miesiąc po katastrofie smoleńskiej. Aktywnie włączył się w kampanię Jarosława Kaczyńskiego. Jego związki z SLD nikomu w PiS wtedy nie przeszkadzały. Politycy go zaakceptowali, bo też dla partii Jarosława Kaczyńskiego takie wydarzenie mogło być szansą na zmianę wizerunku z ultraprawicowego na bardziej otwarty.

Cały tekst przeczytasz w weekendowym wydaniu "Polski" lub na stronie prasa24.pl.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

W
W5

Rzeczywiscie, artykul powalajacy z nog. No ale w tym przypadku, bohater wart dziennikarstwa.

d
dyzma to nie ja

przed tam ambitnym dziennikarstwem.
Czy Pani Anita wie, co Kaczynska załozy na 11 listopada. Umieram z ciekawosc i, prosze napisać! Koniecznie!!!!

Dodaj ogłoszenie