Kronikarze z getta. Emmanuel Ringelblum, Oneg Szabat i tajemnica trzeciego zbioru [ARCHIWUM RINGELBLUMA]

Wojciech Rodak
Wojciech Rodak
Ulica Nowolipki 68 w Warszawie. Michał Borowicz i Hersz Wasser wydobywają pierwszą z odnalezionych części archiwum Oneg Szabat ŻIH
Bezcenne Archiwum Ringelbluma tworzono w pełnej konspiracji, w piekle warszawskiego getta. Gdyby nie pojedynczy człowiek, który przeżył Zagładę, nigdy nie udałoby się go odnaleźć.

Grossaktion in Warschau, czyli operacja likwidacji zamieszkanego przez około 370 tys. ludzi warszawskiego getta, rozpoczęła się 22 lipca 1942 r. Codziennie przez następne osiem tygodni po 6-8 tys. Żydów trafiało na Umschlagplatz. Tam ładowano ich do pociągów, którymi jakoby mieli być „przesiedlani na wschód”. W rzeczywistości stacją końcową tych składów kolejowych był obóz zagłady w Treblince.

Wielka Akcja w Warszawie. Załadunek do pociągów na Umschlagplatzu
Wielka Akcja w Warszawie. Załadunek do pociągów na Umschlagplatzu Wikipedia/Domena publiczna

W pierwszych dniach sierpnia mieszkańcy getta nie wiedzieli jeszcze dokładnie, jaki los zgotowali im Niemcy. Mimo to przeczuwali, że nadchodzi koniec. Niepokój mas podzielali także konspiratorzy z organizacji Oneg Szabat. W związku z tragicznymi wydarzeniami jej przywódcy, tj. Emanuel Ringelblum i Hersz Wasser, zdecydowali o niezwłocznym ukryciu większej części drogocennego dorobku ich grupy - liczącego dziesiątki tysięcy stron archiwum dokumentującego życie Żydów w okupowanej Polsce. To odpowiedzialne zadanie powierzyli współpracującemu z nimi Izraelowi Lichtensztajnowi, dyrektorowi szkoły im. Bera Borochowa mieszczącej się przy ulicy Nowolipki 68.

Upalną noc z 2 na 3 sierpnia pedagog spędził w kierowanej przez siebie placówce. Wraz z dwoma swoimi byłymi uczniami, 19-letnim Dawidem Graberem i 18-letnim Nachumem Grzywaczem, pośpiesznie pakowali materiały archiwum. Najpierw wkładali je do metalowych skrzynek o wymiarach 50 x 30 x 15 centymetrów (w sumie było ich dziesięć). Potem obwiązywali sznurkiem i zakopywali pod podłogą piwnicy. Następnego dnia do ostatniego pojemnika dorzucili jeszcze swoje przejmujące testamenty. Izrael
Lichtensztajn pisał:

Materiał jest dobrze schowany. Oby się tylko zachował, a wtedy będzie to najpiękniejsze i najlepsze, czego dokonaliśmy w obecnych, okrutnych czasach. (...) Nie chcę podziękowań, żadnych pomników, żadnych pieśni pochwalnych, chcę jedynie, by wspomniano o mnie, by moi bracia i siostry w Izraelu wiedzieli, gdzie się podziały moje szczątki. Chcę, by wspomniano o mojej żonie, Geli Seksztajn, zdolnej artystce malarce, której dziesiątki prac nie zostały wystawione, nie ujrzały światła dziennego. W ciągu trzech lat wojny przygotowywała kostiumy na dziecięce przedstawienia. Teraz razem przygotowujemy się na przyjęcie śmierci. Chcę, by wspomniano o mojej córeczce. Margolit; ma dzisiaj 20 miesięcy. Opanowała doskonale żydowską mowę, mówi czystym jidysz. Już mając 9 miesięcy, sprawnie mówiła w tym języku. Jej inteligencję można porównać z inteligencją trzy- lub czteroletnich dzieci. (...) Nie żal mi mego życia ani życia mojej żony. Szkoda mi tylko tej małej, zdolnej dziewczynki. Ona też jest warta wspomnienia.

Równie poruszający był testament Grabera:

To, czego nie można było wykrzyczeć przed światem, zakopaliśmy w ziemi (...). Chciałbym dożyć momentu, kiedy będzie można wykopać ten wielki skarb i poznać. Niech świat się dowie, niech się cieszą ci, którzy nie musieli przez to przechodzić. My jak weterani. Nie chcemy medali na piersi. Bylibyśmy dziadkami, jak z Mickiewicza, którzy opowiadają dzieciom i wnukom historie zwycięstw. Raczej jednak nie dożyjemy tego momentu (...). Niech ten skarb dostanie się w dobre ręce, niech dożyje lepszych czasów, niech zaalarmuje świat o tym, co się stało w XX wieku (...). Teraz możemy umrzeć. Wykonaliśmy naszą misję.... Niech oceni nas historia.

CZYTAJ TAKŻE: WOJSKOWY] Bohaterowie z Placu Muranowskiego. Wokół Żydowskiego Związku Wojskowego

Nachum Grzywacz chciał przypomnieć potomnym, że nie mógł ukończyć swej edukacji, bo jego rodzina była zbyt uboga. Kiedy tworzył swój testament, usłyszał, iż Niemcy otoczyli budynek, w którym mieszkali jego najbliżsi. Pisał:

Nie znam losu moich rodziców. Czekam, aż będę mógł pobiec i zobaczyć co się z nimi (…) Nie znam mego losu. Nie wiem, czy będę mógł wam opowiedzieć, co się stało dalej. Pamiętajcie, nazywam się Nachum Grzywacz” (w oryginale ostatnie zdanie jest podkreślone).

W przeciągu następnych tygodni obaj młodzieńcy zginęli w Treblince. Izrael Lichtensztajn został zamordowany w czasie powstania w getcie w kwietniu 1943 r. Trójka strażników pamięci zabrała wiedzę o miejscu ukrycia archiwum do grobu. To cud, że gehennę Holokaustu przetrwała jedyna osoba, która oprócz nich wiedziała, gdzie należy szukać. Oto historia powstania i poszukiwań bezcennych dokumentów z Archiwum Ringelbluma.

Emmanuel Ringelblum

Ani Oneg Szabat, ani Archiwum Getta nie powstałyby, gdyby nie Emanuel Ringelblum. Była to postać nietuzinkowa. Urodził się 21 listopada 1900 r. w galicyjskim Buczaczu. Jego ojciec, jak większość żydowskich kupców, był religijny, ale nie chciał posyłać dzieci jedynie do chederu. Dlatego też Ringelblum uczył się równolegle w państwowym gimnazjum. Maturę zdał w 1920 r. w Nowym Sączu, do którego, w zawierusze I wojny światowej, trafiła jego rodzina. Naukę kontynuował na Uniwersytecie Warszawskim.
Studiował na wydziale historycznym, gdzie zetknął się m.in. z dwoma wybitnymi naukowcami Marcelim Handelsmanem i Ignacym Schiperem. Wpływ na młodego Ringelbluma miał szczególnie ten drugi. To z jego inspiracji przyszły kronikarz getta wybrał karierę uniwersytecką. W 1927 r. obronił pracę doktorską pt. „Żydzi w Warszawie od czasów najdawniejszych do ostatniego wygania w 1527 r.”. W następnych latach napisał przeszło 120 artykułów, wiele studiów i monografii na temat historii Żydów. Współpracował ponadto z powstałym w Wilnie YIVO, czyli Żydowskim Instytutem Historycznym, którego głównym zadaniem było badanie wszelkich dziedzin funkcjonowania ludności wyznania mojżeszowego - historii, ekonomii, kultury, ale również na przykład psychologii. Zresztą metodologię naukową stosowaną w owej placówce Ringelblum wykorzystał później, tworząc Archiwum Getta (chodzi np. o schematy ankiet).

Emmanuel Ringelblum
Emmanuel Ringelblum Wikipedia/Domena publiczna

Jako badacza interesowała go przede wszystkim historia społeczna Żydów - dzieje mas posługujących się jidysz, z całym ich folklorem i obyczajami. Szczególnie dużą wagę przykładał do zbierania i analizy podań, pamiętników i relacji średnich i najniższych warstw tej społeczności. Jednocześnie sprzeciwiał się „zamykaniu historii Żydów w getcie”, wyrywaniu jej z kontekstu historii powszechnej. Uważał, że jest ona integralnym składnikiem historii Polski. Był daleki od idealizacji setek lat relacji pomiędzy Polakami a wyznawcami judaizmu, jednak nie rozpatrywał ich jedynie przez pryzmat antysemityzmu. Był zdania, iż konflikty i uprzedzenia wynikają jedynie z ignorancji i obopólnego braku zainteresowania.

Poza światem nauki Galicjanin mocno angażował się politycznie. Jeszcze w Buczaczu działał w ruchu syjonistycznym. Potem zapisał się do partii Poalej Syjon-Lewica, której pozostał wierny do końca życia. Ugrupowanie to opowiadało się m.in. za zacieśnieniem współpracy lewicy żydowskiej ze światowym ruchem robotniczym animowanym przez Moskwę, a także budową społeczeństwa socjalistycznego zarówno w Polsce, jak i w Palestynie (którą zalecano jako cel emigracji). Marek Edelman - zagorzały bundowiec, jak nikt inny przeczulony na punkcie zróżnicowania lewicy - określał Ringelbluma mianem „zapalonego komunistycznego działacza na żydowskim terenie”.

CZYTAJ TAKŻE: WOJSKOWY] Bohaterowie z Placu Muranowskiego. Wokół Żydowskiego Związku Wojskowego

Od czasu studiów aż do 1938 r. przyszły twórca Oneg Szabat utrzymywał się z pracy nauczyciela w stołecznych żydowskich szkołach średnich. Potem, do wybuchu wojny, pracował w Joincie, czyli organizacji dobroczynnej finansowanej głównie przez starozakonnych z USA. Niósł pomoc m.in. Żydom, którzy wypędzeni z III Rzeszy przebywali w obozach pod Zbąszyniem.

Wiadomość o sowiecko-niemieckim pakcie o nieagresji zastała Ringelbluma w Szwajcarii. Uczestniczył wtedy w XXI Kongresie Syjonistycznym. Przeczuwając wybuch wojny, postanowił jak najszybciej przedostać się do Warszawy - do ukochanej żony Judyty i synka Uriego. W pierwszych dniach września udaje mu się przedrzeć do bombardowanej stolicy.

16 listopada 1940 r. wraz z czterystoma tysiącami swoich pobratymców zostaje zamknięty w granicach getta.

Oneg Szabat

Od początku okupacji Ringelblum kontynuował swą przedwojenną działalność, aktywnie angażując się w Żydowską Samopomoc Społeczną (ŻSS). Miał dużo pracy przy koordynacji pomocy dla tysięcy żydowskich ubogich i przesiedleńców, którzy trafiali do Warszawy z różnych stron Polski i nie tylko.

Jednocześnie prowadził dziennik, w którym starał się odnotowywać najważniejsze wydarzenia z życia dzielnicy żydowskiej. Kolejne akty niemieckiego barbarzyństwa, nastroje ludzi, podsłuchane na ulicy rozmowy. Spostrzegł, iż sam nie podoła wysiłkowi udokumentowania wszystkich wymiarów życia społeczności mojżeszowej pod niemieckim jarzmem. Postanowił zarazić tą ideą innych.

22 listopada 1940 r. w mieszkaniu Ringelbluma na ul. Leszno 18 m. 31 odbyło się spotkanie założycielskie tajnej organizacji, która przeszła do historii jako Oneg Szabat (po hebrajsku: radość soboty”; najczęściej w ten dzień odbywały się ich zebrania). Jej kadry tworzyli ludzie różnych zawodów: nauczyciele, pisarze naukowcy, rabini. Opierały się na kilkudziesięciu stałych współpracownikach ŻSS, głównie „inteligentach wywodzących się z ludu, przeważnie członkach partii proletariackich”. Należeli do nich m.in. Hersz Wasser (ekonomista z Łodzi), Eliasz Gutkowski (nauczyciel z Łodzi) czy Rachela Auerbach (publicystka i społeczniczka). Zdarzali się także ludzie o całkowicie innych poglądach i życiorysach. Na przykład ważną funkcję w kierownictwie Oneg Szabat pełnił również Szmuel Winter - przedwojenny bogacz i filantrop, pośrednik w kontaktach konspiratorów z Judenratem. Warto wspomnieć, iż miejscem spotkań grupy był Gmach Główny Biblioteki Judaistycznej na Tłomackiem, który dziś jest siedzibą Żydowskiego Instytutu Historycznego.

Rahcela Auerbach
Rahcela Auerbach Wikipedia/Domena publiczna

Celem organizacji była jak najpełniejsza dokumentacja życia polskich Żydów pod niemiecką okupacją. Dlatego też do archiwum trafiały zarówno ważne dokumenty oficjalne, jak i te najbardziej błahe. Zbierano dokumenty urzędowe, relacje, fotografie, ale też bilety tramwajowe, menu restauracji czy utwory literackie. Członkowie Oneg Szabat przygotowywali odpisy i kopie materiałów w wielu egzemplarzach. Dla bezpieczeństwa, aby żaden nie wpadł w ręce wroga, chowano kopie w kilku różnych miejscach.
Ponadto konspiracyjni redaktorzy przygotowywali różnego typu raporty i biuletyny informacyjne. Czasem, by zebrać dane, posługiwali się specjalnie przygotowanymi kwestionariuszami. Tak było np. przy tworzeniu opracowania na temat sytuacji na ziemiach okupowanych przez Sowietów, z których wielu Żydów trafiło do getta.

Oneg Szabat sporządził kilka tego typu dokumentów. Pierwszym był raport o obozie zagłady w Chełmnie. Drugi, dotyczący także mordowania Żydów na Kresach, trafił na aryjską stronę, do Delegatury Rządu na Kraj. Stamtąd dotarł do Londynu. W efekcie BBC nadało 26 czerwca 1942 r. audycję informującą o straszliwym losie starozakonnych w „Słonimiu, Wilnie, Lwowie i Chełmnie”. „Nasza grupa wypełniła swoje wielkie historyczne posłannictwo, zaalarmowała przecież o naszym losie i może uratowała setki tysięcy polskich Żydów od zagłady” - notował na gorąco Ringelblum. Niestety mylił się. Zachód nie kiwnął palcem, by ochronić jego lud. Nie pomógł nawet kolejny raport - znacznie bardziej dramatyczny, bo dotyczący likwidacji warszawskiego getta - który dotarł wraz z Janem Karskim do Waszyngtonu.

Pomimo terroru i wszechobecnej śmierci na ulicach getta praca wykonywana przez konspiratorów z Oneg Szabat była stosunkowo bezpieczna. Oddajmy głos Emanuelowi Ringelblumowi:

Niemców nie obchodziło co Żyd robi u siebie w domu. Więc Żyd wziął się do pisania. Pisali wszyscy: dziennikarze, literaci, nauczyciele, działacze społeczni, młodzież, a nawet dzieci. (…) Utworzenie getta, zamkniecie Żydów za murami, stworzyło bardziej sprzyjające warunki dla pracy archiwalnej. (…) Gestapowcy żydowscy byli zajęci wynajdywaniem bogatych Żydów, składów z towarami, węszeniem za szmuglem itp. Polityka nie interesowała ich. Doszło do tego, że nielegalne wydawnictwa wszystkich kierunków ukazywały się niemal jawnie. Czytano je otwarcie w kawiarniach, zbierano fundusze prasowe, polemizowano z wydawnictwami przeciwników. Jednym słowem, postępowano niemal jak przed wojną. Nic dziwnego, że w warunkach takiej »wolności«, panującej wśród niewolników getta, Oneg Szabat miał sprzyjające warunki rozwoju. W tym czasie też rozwinęło działalność.

Wielka deportacja z lata 1942 r. właściwie zakończyła okres wzmożonej aktywności organizacji. Wielu jej redaktorów podzieliło los 300 tys. mieszkańców getta i zginęło w komorach gazowych Treblinki. Nieliczni ocalali zbierali jeszcze relacje z owych tragicznych wydarzeń. Ostatecznie, w lutym 1943 r., spoczęły one w dwóch zalutowanych bańkach po mleku pod podłogą szkoły na ul. Nowolipki 68. Tuż obok wcześniej zakopanych skrzynek. Prawdopodobnie umieścił je tam Izrael Lichtensztajn, który niedługo potem zginął w czasie powstania w getcie. Emanuel Ringelblum nie miał więcej szczęścia. W lutym 1943 r. wraz żoną i synkiem przedostał się na „aryjską stronę”. Schronili się w bunkrze „Krysia” przy Grójeckiej 81, pod opieką rodziny Wolskich. Niestety 7 marca 1944 r. kryjówka została wykryta przez gestapo, prawdopodobnie na skutek zdrady przyjaciela organizatorów bunkra. Dwóch Polaków zastrzelono na miejscu. Żydów przewieziono na Pawiak. Tam Ringelblum został poddany bestialskim torturom. W końcu został rozstrzelany ze swoimi towarzyszami niedoli na terenie getta.

CZYTAJ TAKŻE: WOJSKOWY] Bohaterowie z Placu Muranowskiego. Wokół Żydowskiego Związku Wojskowego

Ze wszystkich pracowników Oneg Szabat wojnę przeżyły tylko trzy osoby: Rachela Auerbach, która ukrywała się m.in. u państwa Żabińskich w zoo, a także Bluma i Hersz Wasserowie. Ten ostatni cudem wyrwał się śmierci. Ocalał, wyskakując z pociągu do Treblinki w 1943 r. Prawdopodobnie tylko dzięki temu odnaleziono Archiwum Getta - ze względów bezpieczeństwa jedynie Wasser wiedział, gdzie Lichtensztajn ukrył dokumenty.

Tajemnica trzeciego zbioru

Odnalezienie materiałów Oneg Szabat, dziś nazywanych Archiwum Ringelbluma, nie było jednak łatwe. Teren getta był przecież zrównany z ziemią. Pod zwałami cegieł zburzonych domów zatarły się linie ulic. Rozmyły się zarysy fundamentów. Auerbach i Wasser byli zdeterminowani, by odnaleźć drogocenny skarb. „Nawet jeśli tam jest pięć pięter ruin, musimy znaleźć to archiwum” - krzyczała publicystka na obchodach trzeciej rocznicy powstania w getcie.

Pojemniki, w których ukryto dokumenty Oneg Szabat
Pojemniki, w których ukryto dokumenty Oneg Szabat Wikipedia/Domena publiczna

Do końca lata 1946 r. Wasserowi udało się zdobyć środki na poszukiwania. 18 września, z pomocą inż. Pliszczyńskiego, udało się ustalić miejsce zasypanej gruzem piwnicy szkoły im. Ber Borochowa. Po odwaleniu warstwy cegieł robotnicy, kierując się wskazówkami Wassera, weszli do podziemi i... wydobyli skrzynki. Niestety, do niezalutowanych w pośpiechu pojemników dostała się woda. Część tekstów, napisana piórem bądź ołówkiem, rozmyła się. Nie udało się uratować także wielu fotografii.

Druga część archiwum, mimo iż ukryto ją tuż obok pierwszej, odnalazła się przypadkiem dopiero w 1950 r. Na dwie zalutowane bańki po mleku natrafili robotnicy przy budowie nawierzchni Nowolipek. Znajdowały się w nich, w idealnym stanie, głównie dokumenty opisujące wywózki do Treblinki, relacja ocalałych i ulotki nawołujące do ruchu oporu.

Jednak nie wszystkie części ze zbiorów Ringelbluma zostały odnalezione. Trzecia część zbiorów, według relacji Marka Edelmana, miała być ukryta też przed wybuchem powstania w getcie, na terenie jednej z posesji przy ul. Świętojerskiej. Zawierała ona dokumenty zgromadzone przez Oneg Szabat od lutego do kwietnia 1943 r., a także archiwum Bundu (którego członkowie stanowili trzon Żydowskiej Organizacji Bojowej). Papiery miały znajdować się w „metalowym pojemniku o kształcie walca”. Szeroko zakrojone poszukiwania bezcennych materiałów prowadzono już trzykrotnie, w roku 1949, 2003 i 2014. Przekopano m.in. ogród Ambasady Chin, a także Park Krasińskich. Niestety, nawet zastosowanie najnowszych technologii nie przyniosło efektu. Tajemnica trzeciej części archiwum Ringelbluma wciąż pozostaje nierozwiązana.

Cały zbiór został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Znajduje się w zbiorach Żydowskiego Instytutu Historycznego. Ocalone i zakonserwowane dokumenty od lat służą historykom - są bezcennym źródłem wiedzy o Holokauście.

FLESZ: Kiedy będzie wiosna? Zwierzęta dają sygnały.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie