Kreml niszczy zachodnich inwestorów

mec. Robert Amsterdam, specjalista ds. Rosji
W ostatnich dniach nasilił się kryzys wokół działającej w Rosji rosyjsko-brytyjskiej firmy naftowej TNK-BP. Spór toczy się między angielskim gigantem BP, właścicielem 50 proc. udziałów, a rosyjskimi milionerami, którzy kontrolują pozostałą część akcji. Oficjalnie osią konfliktu ma być kwestia zatrudnienia w firmie zbyt drogich (zdaniem Rosjan) zagranicznych specjalistów i inne pomysły na zagospodarowanie zysków.

Spółka ma też poważne kłopoty z rosyjskimi władzami. Moskiewskie biura firmy padły ofiarą policyjnych nalotów, jej pracownicy zaczęli nagle mieć problemy wizowe, a jej szef Robert Dudley musiał się kilka dni temu tłumaczyć w prokuraturze z zarzucanych firmie nieprawidłowości podatkowych. Rosjanie twierdzą oczywiście, że nagromadzenie wszystkich tych problemów w jednym momencie to czysty przypadek.

Kto zyska na upadku TNK-BP? Odpowiedź na to pytanie wydaje się jednoznaczna - zyska państwo rosyjskie, a konkretnie kontrolowane przez Kreml firmy Rosnieft i Gazprom, które chcą przejąć kontrolę nad spółką. Moskwa usunie w ten sposób z własnego rynku zagranicznego konkurenta i jeszcze bardziej rozszerzy władzę nad sektorem energetycznym.

Oczywiście wszystkie zainteresowane strony zaprzeczają podobnym sugestiom i wskazują na różnice nie do pogodzenia między rosyjskimi milionerami a koncernem BP. Jednak owe "różnice" dotyczą w rzeczywistości tylko tego, kto powinien oddać państwu swoją część akcji. Kiedy Kreml o coś prosi, najwyraźniej nie można powiedzieć nie. By docenić skalę ewolucji stosunków BP z Rosją, wystarczy przypomnieć "współudział" brytyjskiej firmy w łamaniu przez Kreml prawa.

W 2006 r. firma została zmuszona do zainwestowania ogromnych pieniędzy w Rosnieft. BP wydało wtedy miliard dolarów na zakup akcji państwowego giganta, by uzyskać zgodę na prowadzenie dalszych interesów w Rosji. Rosnieft bardzo potrzebował wyraźnego poparcia ze strony któregoś ze światowych potentatów naftowych, by zatuszować nielegalne przejęcie części Jukosu - rozkradzionej firmy uwięzionego biznesmena Michaiła Chodorkowskiego.

Od tamtych sielankowych czasów wiele się zmieniło. Oczywiście w awanturze o TNK-BP mamy do czynienia z autentycznymi pretensjami akcjonariuszy. Jednak kluczowe dla całej sprawy wydaje się wykorzystanie Gazpromu i Rosnieftu w charakterze środka nacisku i nadużycie narzędzi biurokratycznych w walce z prywatną firmą. Morał tej historii jest prosty: współudział w przestępstwie się nie opłaca, a szkody, jakie poczyniła w systemie prawnym afera Jukosu, mogą się obrócić przeciw każdemu, kto prowadzi interesy w Rosji.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie