Kraków. Koronawirus obnażył niedostatki szpitali. Personalne i sprzętowe - mówi dr Jerzy Friediger, dyrektor Szpitala Żeromskiego

Katarzyna Kachel
Od ponad dwóch tygodni w szpitalach trwa walka z epidemią Fot. Malgorzata Genca / Polska Press
- Koronawirus pokazał wiele rzeczy, obnażył niedostatki szpitali, zarówno sprzętowe, jak i personelu. I pokazał, jak szpitale są ważne - mówi dr Jerzy Friediger, dyrektor Szpitala Specjalistycznego im. S. Żeromskiego. Oddajemy mu głos. To jego niezwykła opowieść o ostatnich tygodniach, to jego dzienniki z pierwszej linii frontu.

FLESZ - Koronawirus - kwarantanna w całej Polsce

Pandemia nie zmieniła mojego życia, ale przesunęła akcenty. Musiałem zacząć inaczej myśleć o szpitalu, o naszej pracy. Nie wizyjnie, co będzie za miesiąc, dwa, ale jutro za dwa dni, co nam jest potrzebne, niezbędne już dziś. Organizujemy tu wszyscy pomoc różnymi kanałami, każdy swoimi; ten ma kogoś w Niemczech, ten gdzie indziej, ten może załatwić maseczki, ktoś inny środki czystości. Ludzie dzwonią i pytają, czego potrzeba, ale nie szpitalowi, nie nam, ale pacjentom.

Tym, którzy tu trafiają. I ja to też muszę przewidzieć. Nie wiem, co wydarzy się jutro, ale muszę mieć plan, jak funkcjonować każdą kolejną godzinę. To ja odpowiadam za to, by personel, ludzie, którzy tu pracują, czuli się bezpiecznie, by się nie bali, że będą musieli wybierać między swoim zdrowiem a zdrowiem chorego.

Koronawirus pokazał wiele rzeczy, obnażył niedostatki szpitali, zarówno sprzętowe, jak i personelu. I pokazał, jak szpitale są ważne. Jeszcze rok temu zamykano oddziały zakaźne, bo były puste, więc po co je utrzymywać. Użyję wyświechtanego porównania: Nie zwalnia się strażaków, tylko dlatego, że przez rok nie było pożaru.

My wiemy, co mamy robić; funkcjonować i leczyć ludzi. Ale musimy mieć do tego narzędzia. Dziś biją nam brawo, a mnie nie wypada mówić, że sytuacja finansowa, która była ciężka, wcale nagle się nie poprawiła. Jest jeszcze gorzej, bo muszę zapłacić ludziom za nadgodziny. Łatwo nas krytykować, oceniać w internecie, pisać niesprawiedliwe komentarze. Ludzie ulegają emocjom, ale my też nie jesteśmy nieprzemakalni. Ten czas to trudna lekcja dla całego kraju, ważne, co z niej wyciągniemy.

Czytaj także

Ludzie się boją

Denerwuję się, gdy słyszę informacje, które mają wzbudzić sensację. Że w Lombardii nie nadążają z grzebaniem zwłok. Czy nie można tego napisać inaczej, podać liczby bez wzbudzania strachu? Normalnie, rzetelnie. Ludzie się boją. Pielęgniarki naszego szpitala nie chciano wpuścić do bloku. A przecież to jedna z tych osób, które walczą na pierwszej linii frontu, ratują życie. Oczywiście są tacy, którzy wzięli L4, niektórzy, bo mają małe dzieci, inni nie wytrzymali może presji. To pytanie o podstawy, o to, kto i z czym idzie do tego zawodu.

Koronawirus obnaża i obnaży jeszcze wiele rzeczy. Pytam się, czy to ja mam kupować sprzęt, maski, kombinezony czy płyny do dezynfekcji, czy ministerstwo. Wolałbym mieć to załatwione odgórnie. Tak, by ciężarówki podjeżdżały do nas, a my tylko byśmy korzystali. Ale tak nie jest. Na razie zabezpieczeń wystarczy na dwie doby. Nie jest źle, było tak, że wieczorem nie byliśmy pewni, czy starczy na rano. Jak wtedy spokojnie zasnąć?

Chciałbym, żeby ludzie w obliczu koronawirusa byli lepsi. I są, niestety nie wszyscy. Poszedłem odebrać dziś list polecony na pocztę, była godzina 14.30. Na zewnątrz stało kilka osób w kolejce, jak należy - odległości były zachowane. O godz. 15 pani zamknęła drzwi i wypuściła ostatnią osobę tylnymi drzwiami. Co by było gdybyśmy to my tak pracowali w szpitalu?! To było wyjątkowe barbarzyństwo, bo w kolejce stała starsza pani. Przyszła tu kolejny dzień, bo w piątek z powodu awarii prądu poczta była nieczynna.

Chciała odebrać rentę, bo nie miała ani grosza. Proszę mi to wytłumaczyć!? Poczta skróciła czas pracy do sześciu godzin, a przecież większość z nas pracuje do 18! To pytanie o empatię. Czy te panie nie mogły zostać chwili dłużej, by obsłużyć jeszcze starszą panią? Gdzie ta solidarność? Przecież nie pracują ciężko, nie są narażone, bo są odgrodzone szybą. Zrodziła się we mnie złość. Żyjemy w trudnych, uciążliwych czasach. Powinniśmy sobie ułatwiać życie, wyjść z tego wszystkiego zdrowi, a nie skłóceni. Nie możemy tracić człowieczeństwa.

Koronawirus w Krakowie. Dzienniki z pierwszej linii frontu. ...

Na razie przetrwaliśmy i funkcjonujemy

Kiedy pytają mnie, jak funkcjonuje szpital, odpowiadam, że to stan równowagi - ale chwiejny. Utrzymywany dzięki nadludzkim wysiłkom. Czasami cudom, kiedy szef szpitalnej apteki zdobywa skądś kolejne maseczki. W ciągu dnia zużywamy ich około stu. Jeśli wierzyć ministrowi, a w tej sprawie nie mam powodu, by mu nie wierzyć, w następnych tygodniach liczba zarażonych się zwiększy. Będziemy więc potrzebować tysiąc masek tygodniowo, może więcej. Nie mamy ich. Mamy obiecane - z różnych źródeł, znajomi znajomych i tak dalej.

Dzięki temu żyjemy, ale przecież nie tak to powinno wyglądać. Mówią; to sprawa dyrektora. Tak, ale nie do końca, bo nie pracujemy w sytuacji zwyczajnej, ale nadzwyczajnej. Nie mam kontaktów międzynarodowych, z przedsiębiorcami, gdzie mógłbym te maski w liczbie odpowiedniej zamówić. Ministerstwo powinno robić coś więcej niż tylko konferencje prasowe. Mówi minister, że będzie gorzej i co za tym idzie?

Nic. Nikogo to nie obchodzi, jak sobie poradzimy. Słyszę, że rząd, władza wyraża ogromną wdzięczność, ale tą wdzięcznością ja nie wypłacę pensji czy zapewnię pracownikom bezpieczną pracę. Mówią, że jesteśmy wspaniali, a my czujemy się osamotnieni. Zapyta prezydent, zapyta wojewoda, czego potrzebujemy, ale poza tym nikt. A my przecież nie mamy pieniędzy na następny miesiąc. Jesteśmy dużym ośrodkiem w dużym mieście - my sobie poradzimy, ale jak poradzą sobie te małe szpitale?

Niestety, to wciąż nie pora i czas na podsumowania i nabranie dystansu. Na razie przetrwaliśmy i funkcjonujemy. Robimy wszystko, aby szpital był przygotowany do przyjęcia kolejnych chorych i stał się elastyczny. Mam nadzieję, że nam się to uda. Staramy się ze wszystkich sił nie zawieść tych, którzy do nas trafiają. I mam nadzieję, że wszyscy będą się chcieli w to włączyć. Tak, byśmy mogli w miarę normalnie leczyć i opiekować się chorymi.

Selfie z placu boju. Poruszające zdjęcia medyków walczących ...

Czytaj także

Wideo

Materiał oryginalny: Kraków. Koronawirus obnażył niedostatki szpitali. Personalne i sprzętowe - mówi dr Jerzy Friediger, dyrektor Szpitala Żeromskiego - Gazeta Krakowska

Komentarze 8

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Makerspace Kraków

tu Makerspace Kraków

Razem z rzeszą wolontariuszy tworzymy charytatywnie przyłbice dla służb. Większość przyłbic oddajemy oficjalnymi kanałami, ale mamy pewien zapas, który jest przeznaczony właśnie dla placówek poza większymi miastami.

Jeśli Wasza placówka jest w potrzebie, dajcie nam znać na FB. Nie możemy tu podać linka, ale znajdziecie nas bez problemu.

C
Cecio koperta

Podobna sytuacja jest w szpitalach amerykańskich i włoskich, wiem bo mam tam znajomych.

G
Gość

Jeden z bardziej zjadliwych artykułów jakie czytałem ostatnimi dniami. Kilka uwag panie Dyrektorze: wy, jako lekarze, jako środowisko niezdolne do samoreformy, jesteście winni temu, jak wygląda służba zdrowia. Czy lekarze są zainteresowani etatami w wymiarze finansowym, jak reszta społeczeństwa? (czyli powiedzmy dwie średnie krajowe?) I zakazem pracy na kontraktach? Czy są zainteresowani tym, żeby pracować w jednym miejscu? Czy dysproporcja wynagrodzeń pielęgniarka-lekarz nie jest dla was zatrważająca?

Od czasu, gdy pojawił się pierwszy pacjent lekarze "biją na alarm", że nie ma maseczek, środków ochrony itp... przy czym zawsze wnioskiem końcowym są pieniądze na "służbę zdrowia" - czytaj kasa dla lekarza. A jeszcze prawdziwa epidemia się nie zaczęła...

Środowisko lekarskie ma przed sobą wiele do zrobienia, jeśli chodzi o swój wizerunek społeczny i jego uleczenie w oczach obywateli.

t
trutty
29 marca, 0:46, Gość:

Co do personelu, to może by przywrócili dawny tryb kształcenia pielęgniarek - licea medyczne (może przedłużone do 6 lat). Tamte pielęgniarki o wiele lepiej potrafiły pobrać krew do analiz, niż obecne panie magister, które w ogóle tego nie potrafią zrobić. Pielęgniarki po studiach to nieporozumienie, podobnie jak możliwość wystawiania recept przez pielęgniarki. Może byłby dobry "złoty środek", czyli te podstawowe pielęgniarki po liceach medycznych a specjalistyczne - po studiach, na które (te studia specjalizacyjne) powinny iść po liceum medycznym (a nie ogólnokształcącym), czyli studia byłyby specjalizacją.

W USA popularne sa zawody "Nurse Practicioner" i "Physician Assistant" czyli Pielegniarki Praktykujacej i Felczera. To na nich opiera sie system sluzby zdrowia w USA bo wlasnie ter zawody zajmuja sie ludzmi chronicznie chorymni i mniej skomplikowanymi przypadkami. Zawody te moga zamawiac wszelkiego rodzaju testy, wykonywac badania i wystawiac recepty. Efektem jest to ze osoby potrzebujace nie stoja w poczekalniach tygodniami lub miesiacami jak w Polsce a do specjalisty lekarza mozna sie dostac w ciagu trzech dni. Ale w Polsce lobby lekarskie che miec wszechwladze bo przeklada sie to na pieniadze.

A
Adam

Miałem okazję, w lipcu 2019 roku korzystać z SOR właśnie w szpitalu Żeromskiego w Krakowie.

Czekałem z dzieckiem na przyjecie 7 godzin, w zaduchu, ukropie siedząc jak wiele innych osób pokotem na posadzce pod ścianami korytarzy i hallu.

Wyjące ze strachu i bólu dzieci noszone przez rodziców, przez kilka godzina na rękach i słabnące starsze panie. Tak wygląda codzienność polskiej służby zdrowia.

I nic się nie zmieni dopóki będziemy wyrzucać 40 mld złotych rocznie w postaci zasiłku 500 .

Każdy kto umie liczyć wie, że TYLKO dwa tygodnie z tego zasiłku to prawie 1,5 mld złotych . Za 1,5 mld złotych mamy wybudowane nowe i w pełni wyposażone wszystkie SOR-y.

Czy na prawdę Polacy są tak głupi, i nie mogą tego zrozumieć?

R
Rhw

PO 1 - NIKT NA ŚWIECIE NIE BYŁ I NIE JEST PRZYGOTOWANY DO TAKIEJ EPIDEMII !!!

PO 2 - LEKARZE MAJĄ WYŻSZE STUDIA OK TO JEST WŁAŚCIWE ALE PO CHOLERĘ PIELĘGNIARKI STUDIUJĄ JAK BYŁY KIEDYŚ LICEA CZY 2-LETNIE POMATURALNE SZKOŁY I TO WYSTARCZY- MIT ŻE WSZYSCY MUSZĄ MIEĆ WYŻSZE STUDIA CZAS OBALIĆ BO TO MARNOWANIE CZASU ŻYCIA LUDZI!

PO 3 - W GOSPODARCE WOLNO RYNKOWEJ MUSZĄ BYĆ WYJĄTKI TAKIE JAK: EDUKACJA, OBRONNOŚĆ I BEZPIECZEŃSTWO I OCZYWIŚCIE SŁUŻBA ZDROWIA !!! A TO OZNACZA ŻE NIEKIEDY TRZEBA COŚ DROŻEJ ALE U SIEBIE W KRAJU PRODUKOWAĆ BY BYĆ NIEZALEŻNYM OD DOSTAWCÓW Z ZEWNĄTRZ !!!

A
AdamKrakowski

Tu nie chodzi o wykształcenie - lekarze i pielęgniarki są odpowiednio do poziomu szkolnictwa w Polsce - wykształceni . Chodzi o organizację służby zdrowia i finansowanie . Rząd powinienem zabezpieczyć środki na wypadek kryzysu w ramach zapasów strategicznych . U nas rząd w ramach zapasów zakupił miliony ton miału węglowego żeby kupić glosy wyborcze wśród górników .

G
Gość

Co do personelu, to może by przywrócili dawny tryb kształcenia pielęgniarek - licea medyczne (może przedłużone do 6 lat). Tamte pielęgniarki o wiele lepiej potrafiły pobrać krew do analiz, niż obecne panie magister, które w ogóle tego nie potrafią zrobić. Pielęgniarki po studiach to nieporozumienie, podobnie jak możliwość wystawiania recept przez pielęgniarki. Może byłby dobry "złoty środek", czyli te podstawowe pielęgniarki po liceach medycznych a specjalistyczne - po studiach, na które (te studia specjalizacyjne) powinny iść po liceum medycznym (a nie ogólnokształcącym), czyli studia byłyby specjalizacją.

Dodaj ogłoszenie