Kradzież stulecia, czyli jak przebiegał skok na 8 milionów złotych w Swarzędzu pod Poznaniem? To było prawie przestępstwo doskonałe

Norbert Kowalski
Norbert Kowalski
Grzegorz Ł. nie przyznaje się do winy i udziału w skoku stulecia, czyli kradzieży 8 mln zł przez fałszywego konwojenta w Swarzędzu archiwium
To była kradzież stulecia godna najlepszego kina akcji. Doskonale zaplanowana krok po kroku, do której przygotowywano się miesiącami. I niewykluczone, że złodzieje do dziś cieszyliby się z 8 mln zł, które ukradli, gdyby nie błąd jednego z głównych pomysłodawców akcji. Rozpoczynamy cykl "Kryminalna Wielkopolska", w którym będzie przypominać najgłośniejsze, najbardziej tajemnicze i mrożące krew w żyłach sprawy kryminalne w Wielkopolsce - od początków XX wieku aż do dziś.

10 lipca 2015 roku miał być kolejnym zwykłym dniem w pracy trzech konwojentów firmy ochroniarskiej Servo. Wydawało się, że mężczyźni przewiozą pieniądze do banku, wykonają swoją pracę i rozejdą się do domów. Kierowcą furgonetki, w której były przewożone pieniądze, tego dnia miał być Jan M. Z kolei Krzysztof W., fałszywy konwojent, został wyznaczony dowódcą konwoju.

Trwa głosowanie...

Jak sądzisz, co stało się z pieniędzmi z napadu?

Głos Wielkopolski

Sprawdź też:

Niespodziewanie mężczyzna poprosił Jana M. o zamianę i możliwość prowadzenia pojazdu. Od kilku dni narzekał, że boli go noga i ciężko byłoby mu chodzić z torbami pełnymi pieniędzy do banku. Nieświadomy niczego Jan M. poinformował o tym dowódcę i zgodził się na zamianę.

Kiedy bankowóz podjechał przed bank PKO BP w Swarzędzu, dwóch konwojentów wyszło z pojazdu z pieniędzmi. Po ich powrocie auta już nie było. Początkowo myśleli, że Krzysztof W. po prostu zaparkował w innym miejscu lub pojechał do apteki po lekarstwo na rzekomo bolącą go nogę. W rzeczywistości Krzysztof W. uciekał już z wozem wypełnionym łącznie 8 mln zł.

Doskonała organizacja i wielka metamorfoza

Kradzież pieniędzy była świetnie przemyślana i zaplanowana, co przyznawali później sami śledczy. Pomysł pojawił się jeszcze w 2014 roku w rozmowie między Grzegorzem Ł. a Adamem K. Ten pierwszy był wtedy wiceprezesem zarządu firmy ochroniarskiej Servo.

Zobacz także:

Głośne zabójstwa, niewyjaśnione zbrodnie i tajemnicze znikni...

Z kolei drugi z mężczyzn był jego bliskim przyjacielem. Obaj znali się od lat. W 1993 roku razem wstępowali do policji, a w latach 1994-1997 służyli w tym samym komisariacie w Łodzi. Później ich drogi zawodowe się rozeszły, choć prywatnie nadal pozostawali w kontakcie. W trakcie jednego ze spotkań w 2014 roku Grzegorz Ł. miał powiedzieć Adamowi K., że istnieje możliwość zdobycia dużej sumy pieniędzy bez użycia broni.

- Chodziło o to, by w prosty sposób przejąć pieniądze ładowane do bankomatów. Mówił, że potrzebny jest do tego jakiś człowiek zatrudniony w Servo na podstawie fikcyjnych dokumentów, który w ramach swojej pracy przewoziłby pieniądze z banku do bankomatów, a w pewnym momencie odjechałby z nimi samochodem

– zeznawał potem w prokuraturze Adam K.

Temat jednak na długi czas ucichł, bo mężczyźni wciąż nie mieli kogoś, kto wykonałby „brudną robotę” i wcielił się w rolę fałszywego konwojenta. Wszystko zmieniło się na przełomie 2014 i 2015 roku. Wtedy do akcji wkroczył Marek K., znajomy Adama K. z pracy w firmie kurierskiej. Od jakiegoś czasu Marek K. znał również Grzegorza Ł., z którym wcześniej poznał go właśnie Adam K.

To właśnie Marek K. wciągnął do akcji Krzysztofa W., który później został fałszywym konwojentem i przedstawiał się jako Mirosław Duda. Krzysztof W. nie ukrywał potem, zeznając w prokuraturze, że zgodził się na udział w kradzieży z powodu swoich długów i problemów finansowych.

Zobacz także:

Najgłośniejsze sprawy kryminalne w Wielkopolsce. Nie tylko ś...

W styczniu 2015 roku Krzysztof W. zwolnił się ze swojej dotychczasowej pracy i rozpoczął swoją metamorfozę. Co miesiąc otrzymywał od Adama K. 1500 zł na przeżycie. Chociaż pochodził z Łodzi, to przeprowadził się do Poznania. Przez kolejne tygodnie diametralnie zmienił swój wygląd. Ogolił się na łyso, zapuścił brodę, którą przefarbował na czarno, zaczął nosić okulary przeciwsłoneczne, a do tego przyjmował lek sterydowy Encorton, dzięki któremu przytył.

To wszystko pozwoliło mu stać się Mirosławem Dudą. W maju 2015 roku Krzysztof W. (jako Mirosław Duda) został zatrudniony w poznańskim oddziale firmy ochroniarskiej Servo. Mniej więcej w tym samym czasie Marek K. namówił do akcji piątego ze złodziei, czyli Dariusza D., który miał pomagać w późniejszym przeładowaniu pieniędzy.

Sprawdź też:

W końcu nadszedł 10 lipca 2015 roku... Po odjechaniu spod siedziby banku w Swarzędzu, Krzysztof W. kierował się do wcześniej umówionego miejsca, gdzie wraz z Dariuszem D. przełożyli pieniądze z bankowozu do auta, którym następnie pojechali do Adama K. do Lutomierska. Tam spotkali się też z Grzegorzem Łuczakiem.

Mężczyźni podzielili między sobą pieniądze i rozjechali się w swoje strony. Adam K. i Grzegorz Ł. wzięli dla siebie od razu po 250 tys. zł, a resztę pieniędzy wrzucili do worków i... zakopali na opuszczonej działce sąsiada. Później Grzegorz Ł. bez wiedzy Adama K. miał wykopać pieniądze i prawdopodobnie z nimi uciekł.

Prokuratura stała w miejscu

Cała grupa doskonale zadbała o to, by nie zostawić za sobą żadnych śladów. Krzysztof W. przed porzuceniem bankowozu oblał go chlorem. Był także wyposażony w system do zagłuszania sygnału GPS, by podczas ucieczki nikt nie zlokalizował samochodu. Wcześniej usunął też ślady ze swojej szafki w firmie ochroniarskiej Servo. Kiedy policja chciała zabezpieczyć odciski palców, okazało się, że zostały dokładnie wyczyszczone. Koledzy z pracy przypomnieli sobie także, że ich kolega często używał rękawiczek.

Od początku stawiono pytania, jak to możliwe, że osobę o fikcyjnym nazwisku i sfałszowanych dokumentach, przyjęto do pracy w ochronie. Nurtowało to policję, która zamierzała przesłuchać Grzegorza Ł. Szybko okazało się, że nie można go namierzyć i w praktyce zapadł się pod ziemię. Wtedy śledczy zaczęli podejrzewać, że też mógł mieć związek ze sprawą.

Sprawdź też:

Przez kolejne miesiące śledztwo praktycznie stało w miejscu, a prokuratura nie była w stanie znaleźć żadnego punktu zaczepienia. I kto wie, czy śledczy w ogóle byliby w stanie rozwiązać tę zagadkę, gdyby nie błąd Artura K., czyli jednego z głównych pomysłodawców akcji. To on polecił swojej żonie Agnieszce, by wraz z ojcem (Wojciechem M.) udała się do banku i wpłaciła 250 tys. zł na swoje konto. Oficjalnie miała to być darowizna od jej ojca. Tak wysoka kwota na koncie mężczyzny była zastanawiająca.

To był pierwszy moment przełomowy. Policja dotarła do Artura K. i jego bliskich. Mężczyzna długo nie przyznawał się do winy, aż w końcu w styczniu 2016 roku przyznał się do stawianych mu zarzutów i postanowił złożyć obszerne wyjaśnienia. To był drugi moment przełomowy, gdyż dzięki temu w kolejnych miesiącach śledczy dotarli odpowiednio do Krzysztofa W., Dariusza D. i Marka K.

Czytaj też: Śmierć w galerii Avenida w Poznaniu. Mężczyzna zasłabł w sklepie. Mimo reanimacji nie udało się go uratować

W sierpniu 2016 roku poznańska Prokuratura Okręgowa oskarżyła Adama K., Krzysztofa W., Dariusza D. i Marka K. o działalność w zorganizowanej grupie przestępczej oraz przywłaszczenie znacznej wartości pieniędzy. Ich toczył się przed Sądem Okręgowym w Łodzi i zakończył się w lipcu 2017. Wtedy to sąd uznał czterech oskarżonych mężczyzn za winnych zarzucanych im czynów i skazał ich na kary więzienia.

Mózg skoku stulecia zatrzymany!

Na wolności nadal pozostawał za to Grzegorz Ł., za którym został wystawiony list gończy. Niespodziewanie mężczyzna został zatrzymany w listopadzie 2017 roku na Ukrainie, gdzie miał się ukrywać. W ręce polskiej policji został przekazany dopiero w październiku 2018 roku. Poznańscy śledczy bardzo szybko, bo jeszcze w grudniu 2018 roku, oskarżyli także jego o udział w zorganizowanej grupie przestępczej i przywłaszczenie prawie 8 mln zł.

Zobacz też:

Zanim rozpoczął się proces Grzegorza Ł., w czerwcu 2019 roku Sąd Apelacyjny w Łodzi wydał prawomocny wyrok wobec pozostałych oskarżonych, całkowicie podtrzymując wcześniejszy wyrok Sądu Okręgowego. Ostatecznie Krzysztof W. został skazany na 8 lat i 2 miesiące więzienia, Adam K. na 6 lat i 2 miesiące więzienia, Marek K. na 7 lat więzienia a Dariusz D. na 6 lat więzienia.

Niedługo później, bo w październiku 2019 roku ruszył proces samego Grzegorza Ł. Domniemany mózg skoku stulecia nie przyznał się do winy. Jeszcze w prokuraturze mówił zaś, że po skoku stulecia nie ukrywał się za granicą, lecz wyjechał do Truskawca na Ukrainie, słynnego kurortu w granicach II RP, bo miał zostać zaproszony przez tamtejsze władze samorządowe. Prawie 8 mln zł do dzisiaj nie udało się odzyskać.

Śmiertelne wypadki w Wielkopolsce. W pierwszym półroczu 2020...

Poznań: Najgłośniejsze wypadki drogowe w ostatnich latach. J...

Będzie najazd traktorów na stolicę?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Jotgie

Nawet jak wyjdą z więzienia to będą mieli po ok. 1,5 bańki. 6 lat odsiadki... gdzie się tyle zarobi przez 6/7 lat?!...