Kowalczyk: Czuć smrodek przed ogłoszeniem kadry na Euro

Redakcja
Wojciech Kowalczyk
Wojciech Kowalczyk Fot. Paweł Łechta
- W okolicach grudnia powiedziałem sobie, że nieco odpuszczę (krytykowanie Smudy - red.), bo trzeba jednak tworzyć tę dobrą atmosferę. Ale nie da się, skoro ciągle czuć jakiś smrodek - mówi Wojciech Kowalczyk - były piłkarz reprezentacji, Legii, Betisu Sewilla - w rozmowie z Cezarym Kowalskim.

Podobno trafnie wytypował Pan następcę trenera Barcelony Pepa Guardioli. Mówił Pan, że idzie o zakład, że zastąpi go właśnie Tito Vilanova?
Moja córka może poświadczyć. To było do przewidzenia, patrząc na to, co ten klub osiągnął przez ostatnie cztery lata. Pod wodzą Pepa i właśnie Vilanovy, który był tym drugim. On to wszystko przeżył, on przy tym pomagał. Linia polityki klubu, która polega na kreowaniu własnych wychowanków, jak Busquets, Pedro, Tello, Cuenca i wielu innych, zostanie zachowana. Jeśli szefowie klubu chcieli kontynuacji, to musieli postawić na kogoś z domu. Tej gwarancji nie dawał żaden z kandydatów, którzy byli przymierzani przez dziennikarzy. Cztery lata temu też się wszyscy zastanawiali, dlaczego Guar-diola, skoro nic poważnego wcześniej nie prowadził.

Skoro wszystko ma być po staremu, to dlaczego Guardiola odchodzi?
Tito może dać drużynie swoją radość prowadzenia zespołu, czego nie mógł już dać Guardiola. Cztery lata w tak wielkim klubie męczą psychicznie. Co chwilę konferencje prasowe, mecze, ściganie się o wszystkie możliwe tytuły. Jeśli spojrzymy na zdjęcia z momentu, w którym Pep obejmował Barcelonę i te ostatnie, to widać, że nie postarzał się o cztery lata, ale o dziesięć.

Nie lepiej było, aby odszedł po poprzednim sezonie, w glorii chwały, a nie teraz, jak już poprzegrywał praktycznie wszystko?
Można się zgodzić z tym, że przegrał zasłużenie ligę hiszpańską, ale przecież zdobył Superpuchar Hiszpanii, Superpuchar Europy, klubowe mistrzostwo świata, doszedł do półfinału Ligi Mistrzów, ma szanse na Puchar Króla. To mało? On jednak powtarza, że nie czuje już radości. I ja mu wierzę.

Pan jako kibic Barcelony cieszy się z wybrania Vilanovy?
Oczywiście.

Ale Guardiola to była jednak charyzmatyczna postać, wielki piłkarz. A kto to jest Vilanova?
Ale przypomnijmy sobie, jak zdołowany był Guardiola, kiedy Vilanova się rozchorował i nie mógł korzystać z jego pomocy. On naprawdę miał wiele do powiedzenia, sukcesy Barcy to także Vilanova. Zresztą mogę już zdradzić, kto będzie jego następcą. To Xavi. Oni myślą po katalońsku i wiedzą, że nikt z zewnątrz nie będzie im w stanie tego zagwarantować. Nawet Marcelo Bielsa, który jest wybitnym trenerem i na którym wzoruje się Guardiola. Bielsa z hiszpańskiego średniaka Athletic Bilbao stworzył drużynę, która fascynuje pół świata.

Wydawało się, że będą dwa hiszpańskie finały, w Lidze Mistrzów i Lidze Europy. Skończyło się na tym drugim...
W Hiszpanii nikt nie jest w stanie dorównać Realowi i Barcelonie, a zatem gdzieś o te trofea trzeba powalczyć. W Lidze Europy jest o to w miarę łatwo. No, na pewno łatwiej wygrać w tych rozgrywkach niż na krajowym podwórku. Dlatego nastawiają się na to i nie odpuszczają. Pierwszą Ligę Europy wygrało Atletico Madryt, w poprzednim sezonie Villarreal doszedł do półfinału, teraz mamy Athletic i Atletico, w półfinale odpadła Valencia. Inaczej podchodzą do tych rozgrywek drużyny, które odpadły z Ligi Mistrzów, takie jak Manchester United czy City. One wolą koncentrować się na walce o mistrzostwo kraju niż na grze w Europie w niewygodne czwartki.

Jak na tym tle można ocenić polskie drużyny?
W poprzednim sezonie Lech odpadł z drużyną, z którą wcale nie musiał, czyli z Bragą. W tym analogicznie - Wisła ze Standardem Liege, a Legia ze Sportingiem Lizbona. W żadnym z tych wypadków rywale nie byli zdecydowanie lepsi. Dobrej gry we wcześniejszych etapach nie potrafimy jednak przenieść na następne mecze, iść za ciosem. Zadowalamy się tym, że się cokolwiek udało. "I tak już przecież zaszliśmy daleko" - można usłyszeć. OK, ta Braga po wyeliminowaniu Lecha przeszła Liverpool, a Sporting po Legii Manchester City. No, ale co z tego? My też mogliśmy to zrobić, gdyby była odpowiednia determinacja. Ja mam niedosyt po tym sezonie, ale z drugiej strony chciałbym, żeby co roku nasze drużyny istniały jeszcze w europejskich pucharach wiosną. To by oznaczało, że jest postęp, że gdzieś w poważnym futbolu się ogrywają. Widać to było choćby po ostatnim meczu Legii w finale Pucharu Polski. Widać było, która drużyna grała już w tym sezonie poważne mecze, a która rywalizowała tylko na krajowym podwórku.

Czytaj także:
* Wojciech Kowalczyk: Skorża nie uniósł się honorem, postanowił zepsuć coś raz jeszcze
* Kowalczyk: Chyba nie ma w Polsce piłkarza, który nie grałby w ustawionym meczu
* Jak Wojciech Kowalczyk z piłkarza nagle przeistoczył się w pisarza

Przed sezonem na naszych łamach zapowiedział Pan, że Legia kolejny raz ma słabą drużynę i będzie rywalizowała o miejsca pięć, sześć. Tymczasem drużyna Macieja Skorży ma szanse na dublet, dobrze grała w Lidze Europy. Bolesna pomyłka?
Każdy się myli. Przyznaję, że teraz przydarzyło się to mnie. Nie spodziewałem się, że w Legii szybko wyciągną wnioski z poprzedniego sezonu, który był beznadziejny. Tragiczny. Nie spodziewałem się, że trener Skorża, który był już na wylocie, będzie w stanie to wszystko ogarnąć. Myślę, że dużo pomógł Marek Jóźwiak tym ściągnięciem Michała Żewłakowa. Jak Legia wyglądała bez niego, to widzieliśmy choćby w meczu z Lechem. Nie było drużyny, nie było obrony. No i Danijel Ljuboja, który idealnie pasuje do tego systemu. Maciek wiosną zmienił taktykę. W większości spotkań grał trzema defensywnymi pomocnikami. W sumie zawsze miał na boisku aż siedmiu defensywnych zawodników. Od razu widać w związku z tym poprawę, jeśli chodzi o liczbę traconych bramek. To było do naprawienia i to się naprawiło. Do tego rewelacyjne rundy w wykonaniu Rybusa i Radovica plus doświadczenie Ljuboi i Żewłakowa, plus przebłyski młodych, takich jak Wolski czy Żyro. To sprawia, że jest szansa na dublet. Tyle że to też nie jest tak, że wszyscy możemy być zachwyceni. Mistrz zdobędzie góra 58 punktów. Gdyby to była naprawdę świetna drużyna, którą pamiętamy z niektórych meczów europejskich pucharów, to dziś, zaraz po zdobyciu Pucharu Polski wszyscy mogliby pojechać na wczasy, a Skorża testować dublerów w ostatnich kolejkach. Patrząc na to, jak się rozwija nasza ekstraklasa na wiosnę, to ten mistrz przy Łazienkowskiej powinien być już zapewniony dawno. Ale w sumie OK, przyznaję jeszcze raz, że się pomyliłem. Może częściej powinienem rysować takie czarne scenariusze Legii. (śmiech)

Pana koledzy i rówieśnicy, jak Hajto czy Świerczewski, prowadzą drużyny ligowe. Też ich Pan surowo ocenia?
No, nie idzie chłopakom najlepiej. Świerczewskiemu w ŁKS już coś tam nawet Łobodziński podskakuje. Zastanawiam się też, jak długo Hajto będzie czekał na pierwsze wyjazdowe zwycięstwo Jagiellonii. Na razie to oni są początkującymi niby-trenerami. Albo inaczej, pełniącymi obowiązki trenerów. Piotrek to w ogóle jest chyba menedżerem. Miał utrzymać ŁKS w ekstraklasie, a Tomek zrobić mocną drużynę w Białymstoku. Nie idzie, ale nie jest to łatwy kawałek chleba.

Pozazdrościł Pan wyraźnie...
Nieprawda. Wiem, że to nie dla mnie, bo musiałbym się zderzyć z taką rzeczywistością, z jaką zderzył się Tomek Hajto. Też przez ostatnie lata powiedziałem wiele ostrych słów. Musiałbym w wielu tematach zmienić front o 180 stopni. Zna mnie pan, do mnie by to nie pasowało. Nie dałbym rady, źle bym się czuł. Pewnie wyszedłbym na konferencję i jednak powiedział, że mam w drużynie czterech koślawych i pięciu takich, co nie potrafią w piłkę kopnąć. No, ile z takim Kowalczykiem wytrzymaliby ci piłkarze albo prezes, który go zatrudnił?

A nie mógłby się Pan powstrzymać albo zwyczajnie ich uczyć?
Uczyć starych koni po 27 lat, którzy zarabiają mnóstwo pieniędzy? Jak patrzę na naszą ligę, to widzę, jak wielu jest bardzo słabych zawodników, którzy nie potrafią prosto kopnąć piłki. Naprawdę nie interesuje mnie trenowanie takich egzemplarzy. Kilka razy miałem propozycje pracy w szkółkach piłkarskich jako były piłkarz. Ale zawsze zadawałem pytanie: czy będę mógł sam zrobić selekcję. Czy mogę wyrzucić tych, którzy ważą za dużo i nadają się ewentualnie do sekcji zapasów? Nie. Decyduje tylko, który rodzic więcej zapłaci. Podziękowałem. Nie interesuje mnie męczenie chłopaków i wyciąganie pieniędzy od ich rodziców. Fikcję to możemy sobie tworzyć w parlamencie. Nigdy nie będę trenerem, ani juniorów, ani ligowym.

Woli się Pan skupić na waleniu we Franciszka Smudę jak w bęben...
W okolicach grudnia powiedziałem sobie, że nieco odpuszczę, bo trzeba jednak tworzyć tę dobrą atmosferę. Ale nie da się, skoro ciągle czuć jakiś smrodek. Teraz czuję go wokół tej listy powołań na Euro, która ma być niebawem ogłoszona. Mam swoje przemyślenia i spodziewam się powołania dla kilku rodzynków, którzy nie potrafią jednak dobrze piłki kopać. Czekam na tę listę. Spodziewam się tam nazwisk, o których nie myśli ani pan, ani Mateusz Borek, ani nawet Roman Kołtoń, który wie, co selekcjonerowi po głowie chodzi.

Czytaj także:
* Wojciech Kowalczyk: Skorża nie uniósł się honorem, postanowił zepsuć coś raz jeszcze
* Kowalczyk: Chyba nie ma w Polsce piłkarza, który nie grałby w ustawionym meczu
* Jak Wojciech Kowalczyk z piłkarza nagle przeistoczył się w pisarza

O kogo Panu chodzi?
Pamiętajmy, że wartość piłkarza, który nawet nie zagra na Euro, ale będzie uczestnikiem imprezy, radykalnie rośnie. Dlatego bardzo ciekawe będą te nazwiska dublerów. Zawodników, którzy tak naprawdę nie mają szans na występ.

Sugeruje Pan jakiś przekręt finansowy? Promocję?
Spodziewam się.

Jakieś nazwiska?
Szymon Pawłowski z Zagłębia Lubin i Łukasz Mierzejewski z Podbeskidzia. Mam jednak cichą nadzieję, że po ujawnieniu genezy tych planów selekcjoner się z nich wycofa. Nie mówię, że takiego Mierzejewskiego trener pilotuje, ale tak się składa, że na stadionie Podbeskidzia bywa systematycznie.

Bo ma blisko z Krakowa...
Tak, tak. I jeździ do Bielska, bo mają tam świetne włoskie restauracje... Żeby była jasność: jak wyrzucili Beenhakkera, to byłem pierwszy, który krzyczał, że Smuda ma być trenerem. Przecież on zawsze chciał najlepszych zawodników. Czy w Widzewie, czy w Wiśle, później w Legii, Lechu Poznań. Byłem przekonany, że jak będzie selekcjonerem, to będzie działał podobnie. Jednak on działa podobnie jak jego poprzednicy. Jaja sobie robi. Jak choćby to ostatnie zgrupowanie zimowe i mecz z Bośnią, w którym chodziło tylko o to, aby niektórzy zawodnicy mieli już w swoim CV występy w kadrze A. Jaki był cel sportowy, który z tych zawodników ma szansę zagrać na Euro? Najlepiej wtedy wypadł Mila. Myśli Pan, że on ma będzie w kadrze? Proszę mnie nie rozśmieszać. A już to bajdurzenie, że musi każdego gracza dotknąć, powąchać, pomacać, aby potwierdzić jego przydatność, to śmiech na sali... Nie po to wziął do drużyny tylu farbowanych lisów z zagranicy, aby teraz macać tych z polskiej ligi. Irytujące było to pożegnanie Żewłakowa w Grecji. Trzeba mu było zrobić pożegnanie we Wrocławiu podczas Euro albo w Warszawie podczas ewentualnego ćwierćfinału. To nie, lepiej ściągać jakiego Perquisa itd. Miało nie być powtórki z Janasa czy Beenhakkera, a jest.

Ale jednak kadra ma swoje atuty, a sam Smuda wyjątkowo szczęśliwą rękę. Choćby w losowaniu grupy...
No tak, ale z drugiej strony to niebezpieczne. Jak przegra, to zostanie uznany za najbardziej nieudanego trenera w historii polskiej reprezentacji. Bo przecież miał wszystko. Trzy lata na zbudowanie zespołu bez stresu i eliminacji, najłatwiejszą grupę z możliwych i turniej u siebie. Liczę na kolejny cud na Wisłą, ale jednak w niego nie wierzę. Nawet mając solidnego bramkarza i trzech mistrzów Bundesligi w składzie, czterech meczów się nie wygra.

Czytaj także:
* Wojciech Kowalczyk: Skorża nie uniósł się honorem, postanowił zepsuć coś raz jeszcze
* Kowalczyk: Chyba nie ma w Polsce piłkarza, który nie grałby w ustawionym meczu
* Jak Wojciech Kowalczyk z piłkarza nagle przeistoczył się w pisarza

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Ja-nek
Ogladam i słucham" ekspertyz tego pana" w Polsacie!Jego konikem jest nieustanna krytyka obcokrajowców grających i trenujacych w polskiej Ekstraklasie!Klania się......'polska myśl trenerska"!W sumie raczej....,załosny asolwent szkoły podstawowej.....
b
były kibic
Pomijając sprawę naszej beznadziejnej reprezentacji ("nie pomogą dobre chęci...") kto uważa tego Kowalczyka za eksperta ? Kto to w ogóle jest ? Jego osiągi skończyy się na reprezentacji młodzieżowej i olimpijskiej. Potem było to typowy kopacz polskiej ligi, znany z grania po kościach. W sumie przeciętniak. I co on ma do powiedzenia ?
G
Gość
Po trzech meczach w grupie - kiedy drużyna PZPN będzie miała max 1 punkt ( m o ż e ! ) Barcelona zatrudniłaby najlepszego trenera na świecie niejakiego Smudę i to za 15 milionów euro rocznie + Biedronka dopłaciłaby dalsze 15 milionów za promowanie ich wyrobów. Trener Smuda przez te 10 lat zatrudnienia w Barcelonie wygrałby wszystko ( pod warunkiem że przemądrzały Szczęsny stał by w bramce ) a po tym na ostatnie 5 lat przed emeryturą - Smuda poprowadziłby reprezentacje Hiszpanii - wygrałby też wszystko w tym 2 mistrzostwa świata. TAK a nikt nie wierzy - że jest on najlepszy.
i
ios
moze tak pogadamy o dlugach panie ekspercie? 300mln. euro dlugow ma Barcelona,500mln. euro Madrid, a cala Liga Hiszpanska ma wiecej niz 2mld. euro dlugow.co z tego wynika?
Dodaj ogłoszenie