reklama

Kowal: Nie ma powrotu do tego, co było istotą III RP. Wygrają ci, którzy przewidzą, jaka będzie V RP

Dorota KowalskaZaktualizowano 
Paweł Kowal, historyk, były poseł i europoseł PiS. W latach 2006-2007 był wiceministrem spraw zagranicznych. Tworzył ugrupowanie Polska Jest Najważniejsza, był szefem tej partii. W ostatnich wyborach do parlamentu nie kandydował
Paweł Kowal, historyk, były poseł i europoseł PiS. W latach 2006-2007 był wiceministrem spraw zagranicznych. Tworzył ugrupowanie Polska Jest Najważniejsza, był szefem tej partii. W ostatnich wyborach do parlamentu nie kandydował Fot. Bartek Syta
O zmianach proponowanych przez rząd Beaty Szydło, naszej sytuacji na arenie międzynarodowej, nowej komisji smoleńskiej i on tym, jak powinniśmy naciskać na Rosję w sprawie zwrotu wraku - mówi Paweł Kowal.

Jak Pan ocenia cztery pierwsze miesiące rządów Prawa i Sprawiedliwości?
Mamy tendencję do postrzegania rzeczy, które dzieją się w Polsce, jako szczególnych w skali świata. Tak było w latach 30., to co działo się w II Rzeczpospolitej odpowiadało podobnym tendencjom w regionie. Tak było w latach 90. Słyszę, jak ludzie mówią o 1989 roku: „My zmieniliśmy Polskę, my zmieniliśmy Europę”. Sporo w tym prawdy, szczególnie w odniesieniu do 1980 roku, ale kilka lat później było to też trochę powszechnych trendów. 25 lat temu rozpadało się największe imperium w historii świata i nawet takie narody, które nie kiwnęły palcem dostawały suwerenność, kończyła się zimna wojna. Po 2007 roku Tusk był trochę polską wersją Blaira. Minęło 25 lat i dzisiaj też obserwujemy pewien trend, w który da się wpisać to, co dzieje się w Polsce. To nie jest tak, że w naszym kraju wszystko się zmienia tylko dlatego, że Platforma źle rządziła, choć, jak pani wie, byłem bardzo krytyczny w stosunku do tych rządów. Taśmy z Sowy i przyjaciół były tylko katalizatorem procesu społecznego, który i tak by się wydarzył. Proszę spojrzeć na to, co się dzieje we Francji, w Niemczech. Kiedy patrzę na wyniki prawyborów w Stanach Zjednoczonych i widzę jak mącony jest spokój elit politycznych w Stanach, to dochodzę do wniosku, że to, co się dzieje u nas, jest częścią dominującego na Zachodzie trendu. Ludzie mówią elitom „nie”. Wygrywają ci z elit, którym uda się przedstawić opinii publicznej jako nie-elita. Nagle Sanders, senator od wielu lat czy bogacz Trump przekonują opinię publiczną, że nie są elitą. Na to nakładają się procesy społeczne, takie jak dłuższe życie na Zachodzie. Miejsca pracy są dłużej trzymane przez „starych”, młodzi nie wytrzymują napięć. Paradoksalnie o naszej przynależności do Zachodu świadczy także fakt, że te huragany historii nas nie omijają.

Muszę przerwać, przepraszam, ale chyba nie rozumiem. Uważa Pan, że to, co się dzieje z Trybunałem Konstytucyjnym, z mediami publicznymi, z prokuraturą, to trend obejmujący także cały zachód?
Podłożem tego jest zapotrzebowanie społeczne na to, aby głęboko zakwestionować dotychczasowy porządek, który uformował się na Zachodzie po upadku komunizmu, czyli gwiezdny czas liberalnej demokracji, w naszym przypadku oznacza to odcięcie się od III RP. Nie powstanie IV Rzeczpospolita, bo będzie z nią jak z XIII piętrem w Stanach Zjednoczonych, po prostu omija się ten numer. Nikt nie nazwie nowej formuły ustrojowej w państwie IV Rzeczpospolitą, bo wszyscy są uprzedzeni do tej nazwy. Ale jestem pewien, że po okresie przejściowym powstanie V Rzeczpospolita i czy w tej V Rzeczpospolitej premierem będzie Beata Szydło, czy Grzegorz Schetyna czy Ryszard Petru, nikt nie zrezygnuje z koncentrowania władzy. Jeśli do władzy dojdzie dzisiejsza opozycja, to na zasadzie symbolu, na przykład w sprawie TK odwróci zmiany PiS, ale we wszystkich innych zatrzyma przy sobie te kompetencje, które w III RP były faktycznie trochę za bardzo rozproszone i rozlazłe, co widać gołym okiem. Nikt już nie zrezygnuje z koncentracji władzy - nie ma powrotu do tego, co było istotą III RP. Wygrają ci, którzy przewidzą, jaka będzie V RP, a nie ci, którzy chcą zawracać Wisłę kijem i przywrócić III RP.

Prezydent ciągle nie zrobił niczego takiego, co by mu definitywnie zamykało drogę do kolejnego wyboru

To czemu Unia Europejska tak nas się czepia, skoro to trend ogólnoeuropejski?
A Unia Europejska nas się czepia? Nie zauważyłem.

Jak to Pan nie zauważył? A jak nazwać dyskusję na forum Unii Europejskiej o Polsce albo przyjazd do nas Komisji Weneckiej? Widać nie wszystko, co dzieje się w naszym kraju Unii Europejskiej się podoba.
Zaraz, zaraz. Po pierwsze - uważam, że zbyt dużo Polacy pracowali, za dużo włożyli siły i energii w budowanie swojej pozycji międzynarodowej, aby dzisiaj mówić o sporze Polski z Unią Europejską. Jesteśmy w Unii i w jej ramach rząd polski ma spór o kwestie ustrojowe dotyczące wykonywania konstytucji z Komisją Europejską, jedną z instytucji Unii. Gdyby Donald Tusk był bardziej zdecydowany, to wręcz, jako szef Rady Europejskiej miałby podstawy, aby wywołać awanturę między Radą Europejską a Komisją, ponieważ nawet ci, którzy wspierają komisarza Fransa Timmermansa, przyznają, że w oparciu o polski przypadek Komisja Europejska rozpycha się kosztem innych unijnych instytucji. Tyle. Nie mamy sporu Polska-Unia, mamy spór rząd-Komisja Europejska. I dla Polski niekorzystne jest przedstawianie tego, jako sporu całej Polski z całą Unią Europejską. Jestem pewien, że każdy czujący się pewniej na fotelu „prezydenta Europy” niż Donald Tusk, jako szef Rady Europejskiej powiedziałby do Komisji: „Hola, hola! Wy jednak przekraczacie swoje uprawnienia, nie macie do tego tytułu w Traktacie”. A wtedy niektóre państwa unijne by go poprały, a może nawet poparłby go niektóre instytucje unijne. Trzeba podchodzić do tego bardzo pragmatycznie - sprowadzić sprawę do sporu prawnego, który oczywiście nie wiadomo jeszcze jak się skończy, także Komisja może na nim stracić. Nie przedstawiałbym tej sytuacji, jako sporu wszystkich Polaków z całą Unią Europejską.

Inna sprawa: Mamy kryzys elit politycznych w Polsce. Może nie być żadnych regulacji, może nie być konstytucji, jak jest chociażby w Wielkiej Brytanii. Nie da się wszystkiego uregulować. Pewne rzeczy w demokracji są regulowane zwyczajami politycznymi, kulturą polityczną. Dojrzałe demokracje, to nie tylko litera prawa, nie da się zapisać każdej czynności w prawie, dlatego tak ważne są zwyczaje. Gdy PO powołuje sędziów do TK na zaś, to łamie zwyczaj, następcy się na to powołują i rozkręca się spirala. Choć oczywiście nie ma sensu też tłumaczyć każdego błędu prawicy, tym, że PO wcześniej coś zrobiła, bo popełniła prawie wszystkie błędy. Na tej zasadzie nie zrobilibyśmy niczego dobrego, bo PO już wcześniej robiła źle, to „i my mamy prawo”.
Nasze demokracja jest młodziutka i słaba.
I podatna, jak młoda roślina na różne choroby i zimno. A wmawiano nam, że po 25 latach wolnej Polski mamy demokrację, jak dąb Bartek.

Wielu ekspertów podkreśla, że pozycja międzynarodowa Polski spada, o czym świadczą chociażby obniżenie ratingu Polski. Pan tego tak nie widzi?
To przedwczesne opinie. Widzę, co się zmienia w odbiorze Polski, parę rzeczy mi się nie podoba. Nie zgadzam się także z taką filozofią, jaką niektórzy prezentują, że trzeba odwlekać w czasie spór z Komisją Europejską. Uważam, że ten spór może być potencjalnie bardzo dla Polski groźny, dlatego, że istnieje ryzyko, iż włączą się w niego inni komisarze i będą poddawane podobnemu badaniu kolejne elementy rzeczywistości w Polsce. A wtedy, sądzę, włączą się w ten spór inne kraje, które zażądają, aby nie traktować prawa selektywnie, wyłącznie w stosunku do Polski i Komisja zacznie podobne badanie w innych krajach.

Z tego może powstać cała biurokratyczna machina zajmująca się wyłącznie badaniem praworządności i poszanowania demokracji w krajach członkowskich. Komisja wpadnie na przykład na pomysł, aby podobne kontrole przeprowadzić na Węgrzech czy w Słowacji. Największe ryzyko tej sytuacji polega na tym, iż nagle może się okazać, że kraje w Europie Środkowej wracają do politycznego przedszkola. Znajdziemy się znowu sytuacji, jakbyśmy kandydowali do Unii Europejskiej.

Nie sądzę jednak, żeby Czechy czy Słowacja były w wiecznym przedszkolu. To my próbujemy dorównać do Węgier, przynajmniej prezes Kaczyński stawiał je wielokrotnie za wzór, do którego trzeba dążyć.
Nie sądzę, że celem PiS jest „być jak Węgry”. Jeśli ktoś zastanowi i porówna to, co dzieje się na Węgrzech z tym, co mamy w Polsce, to zobaczy dwie różne rzeczywistości. Przypadek Węgier jest podobny do Polski na tyle, na ile motyl jest podobny do ptaka, bo tu i tu są skrzydła, ogólnie i u nich i u nas ludzie chcą jakiejś zmiany. Na tym się kończą podobieństwa. Proszę zwrócić uwagę, Fidesz, to taka koalicja PO-PiS z 2005 roku, oczywiście gdyby powstała, miała jednego lidera i walczyła z resztką postkomunistów. U nas obecnie wszystkie siły polityczne mają solidarnościowy rodowód, postkomunistów ani lewicy nie ma. To są różne historie.

Ale w tym stwierdzeniu chodziło mi bardziej o cel, o pomysł Jarosława Kaczyńskiego na państwo.
Jarosław Kaczyński realizuje to, co zapowiedział w ostatnich latach, ścisły okres kampanii wyborczej był pewną taktyką, wtedy pewne tematy wyciszono. Ale jakby obserwować szerzej drogę PiS do władzy, to w gruncie rzeczy nic nie powinno zaskakiwać. Inna różnica jest taka, że PiS ma słabszy mandat niż Fidesz. Znajomy Brytyjczyk, który lubi polską prawicę powiedział mi tak: „Gdyby u nas ktoś dostał 37 proc. poparcia, to w systemie większościowym miałby lekką większość, ale tylko taką do zwykłych zmian, nie do generalnej przebudowy ogólnych zasad, musiałby jeszcze raz zapytać o mandat społeczny.” Pytanie, na ile zmiany PiS mieszczą się w tej zwykłej zmianie polityki po wyborach, a co wymaga zmiany konstytucji. Natomiast różnica z Węgrami polega na tym, że Jarosław Kaczyński mało ideologizuje. Mam wrażenie, że w polityce PiS jest więcej pragmatyzmu niż ideologii.

Ale cel taki sam!
No, ale jaki jest ten cel?

Przecież wszyscy widzimy!
Nie wiem, jaki jest ostateczny cel Orbana, oprócz tego, że trudno sobie dzisiaj wyobrazić system polityczny Węgier bez niego. Nie widzę też tak jednoznacznie celu Prawa i Sprawiedliwości. Na pewno celem PiS jest stworzenie oferty dla tych, którzy nie załapali się na transformację, nie zyskali na niej i jak każdej normalnej partii pod słońcem utrzymanie władzy. Więc PiS chce teraz poszerzenia kręgu odbiorców dóbr transformacji. Na pewno celem PiS jest koncentracja władzy. Na pewno - większa obecność państwa w gospodarce. I jest to skumulowane w czasie. Ale te wszystkie rzeczy działy się już za czasów Platformy. Tak naprawdę, nie widzimy dzisiaj niczego takiego, czego Platforma w sensie kierunku myślenia by nie zaczęła. I nie mówię tylko o incydentach, jak z TK. Teraz na przykład mówi się o propozycjach Morawieckiego, który ma być drugim Kwiatkowskim, ale przecież te państwowe inwestycje, to był pomysł poprzedniego rządu, tylko one w jego wykonaniu okazały się kamieni kupą. Znowu widać przede wszystkim trend, który tylko pewne fakty przyspieszają.
Ale nie ma Pan wrażenia, że za te wszystkie zmiany, reformy, jakie proponuje PiS zapłacimy my wszyscy? Tak za projekt „500 plus”, jak za podatki nałożone na hipermarkety czy banki.
Myślę, że każdą z tych rzeczy trzeba widzieć trochę oddzielnie. Projekt „500 plus”, co do zasady, że polityka społeczna państwa to nie jest tylko pomaganie najbiedniejszym - to dla mnie wejście w krąg nowoczesnej polityki społecznej w Europie. Szanuję dorobek Jacka Kuronia, ale niektórzy zachowują się tak, jakby od jego czasu nic się nie zmieniło w Europie ani na świecie i chcieliby robić politykę społeczną chochlą gorącej zupy. Jeśli w dwudziestu paru państwach w Europie jest różnego rodzaju bezpośrednie wsparcie finansowe dla rodzin, które decydują się mieć i wychowywać dzieci, to chyba nie będziemy stali na straży poglądu, że jesteśmy najmądrzejsi na świecie i że tak pomagać rodzinom nie trzeba.

W kwestiach standardów polityki społecznej coś się jednak zmieniło przez ostatnie ćwierć wieku, tylko że poprzedni rząd tego nie pojął. Tak naprawdę to PJN zaproponowało bezpośredni transfer środków do rodzin, to było 400 złotych na dziecko - pomysł z 2011 roku. Kiedy o tym kiedyś myślałem, zakładałem, że jego realizacja będzie równoznaczna z reformą wszystkich świadczeń społecznych w taki sposób, aby je uprościć, idealnie skierować strumień pieniędzy do najbiedniejszych, oddzielić od polityki demograficznej. Projekt „500 plus” jest także osobistym sukcesem Beaty Szydło, pewnie wejdzie do historii jako, szydłowe, tak jak były kuroniówki. W jednym aspekcie można go było ulepszyć.

W jakim?
Otóż, ten projekt nie został wpisany w konieczny kontekst reformy wszystkich świadczeń społecznych. W Polsce istnieje 40 różnych zasiłków, niektórzy mówią, że więcej. Rząd nie skorzystał z okazji, aby to uporządkować. Swoją drogą - dziwiłem się tym, którzy proponowali, aby dołożyć do projektu „500 plus” jakieś kryterium dochodowe. Ten mechanizm, jako prodemograficzny, musi być skierowany do klasy średniej, bo to właśnie klasa średnia ma dzisiaj największy problem w Europie. Ludzie z tej grupy społecznej w Polsce mają poczucie, że nie zarabiają wystarczająco dużo, żeby płacić podatki na Kajmanach, uczciwie płacą podatki u siebie, ale jakiekolwiek świadczenia państwa ich omijają. Więc nie ma co udawać, że to jest projekt dla najbiedniejszych, bo to powinien być przede wszystkim projekt dla tych, którzy decydują się mieć dzieci i je lepiej wykształcić. A nawet dla tych, którzy mają już dzieci, bo się na nie zdecydowali wcześniej, ale dostaną pomoc, żeby je posłać do lepszych szkół.

I jeszcze jedno: liczyłem na to, że jednak zaiskrzy miedzy rządem i opozycją, i że uchwalenie „500 plus” skończy się na przykład uroczystym podpisaniem na Zamku Królewskim np. w obecności przedstawicieli Kościoła paktu społecznego tak, by Polacy uznali, że mają gwarancję tej pomocy. W tym projekcie zabrakło właśnie gwarancji, że to pomoc stała.

To nie jest tak,że w naszym kraju wszystko się zmienia tylko dlatego, że Platforma źle rządziła

Ludzie nie mają poczucia, że niezależnie od tego, kto będzie rządził, to przez symboliczne 18 lat i 9 miesięcy, od urodzenia pierwszego Polaka w ramach tego programu mają zagwarantowane te pieniądze. No i dodatkowo, ten projekt powinien być obudowany jeszcze dwoma, trzema innymi elementami - koniecznie elementem wsparcia matki przy powrocie do pracy na przykład w postaci prawa do podjęcia pracy w dowolnym wymiarze czasu.

Ale pytam, czy nie uważa Pan, że zapłacimy za to my wszyscy?
Istnieje takie ryzyko. Wiadomo, że ostatecznie wszystkie podatki rozkładają się na wszystkich, więc jeśli to 500 złotych nie powstanie z oszczędności, z rachunku, na co nas stać, tylko z nałożonych podatków, to faktycznie może się zdarzyć tak, że w ostatecznym rachunku wyjdziemy na zero. Jeżeli do tego doszłaby jeszcze cztero, czy pięcio procentowa inflacja, to istnieje ryzyko, że korzyść z tych 500 złotych będzie iluzoryczna.

I zapłacimy za to wszyscy.
O tym mówię. Nie będzie zysku w rodzinach. Ale obawy nie mogą przekreślać sensu tego projektu.

Wielu ekonomistów podnosi, że na reformy proponowane przez PiS po prostu nas nie stać.
Mówię o „500 plus”. Jeżeli na dwadzieścia osiem krajów UE, ponad dwadzieścia prowadzi podobny typ polityki społecznej i w mniejszym czy większym stopniu przynosi to efekty, to trudno, żeby nasz kraj takiej polityki społecznej nie wprowadził. Mamy zbyt duża tendencję do eksperymentowania czasami.
Ale zgadzam się z Panem! Niech kobiety dostają pieniądze na dzieci, mówię o innych zmianach, które proponuje PiS.
Mam wątpliwości. Wydaje mi się, że nałożenie tylu podatków i danin jednocześnie, także ukrytych, może być za kilka miesięcy widoczne w portfelach. Brak uporządkowania ich i uszczelnienia wydatków społecznych w całości, bo nie jest tajemnicą, że część pieniędzy przecieka przez place przy wypłacaniu różnych świadczeń na przykład, jest zagrożeniem dla powodzenia rządu.

Jak Pan ocenia prezydenta Andrzeja Dudę? Od swoich politycznych przeciwników zbiera krytyczne oceny.
Nie mam jeszcze wyrobionego zdania.

Naprawdę?
Tak.

Niektórzy podnoszą, że przez te pierwsze miesiące został sprowadzony do roli odpisywacza ustaw, a na tym, co się dzieje najbardziej traci właśnie prezydent Duda.
...

Cisza.
Na pytanie, o czyjś plan polityczny, trzeba spojrzeć z jego perspektywy. Pewnie prezydent Duda zastanawia się, co będzie robił za pięć, dziesięć lat. Jest postawiony przed arcytrudnym dla niego wyborem, bo albo musi postępować w taki sposób, żeby zjednać sobie wyborców spoza swojego obozu politycznego, albo musi pamiętać i pokazywać w swoich decyzjach, dzięki komu został prezydentem, a bez PiS prezydentem by nie został. Często trudno to pogodzić. Wydaje mi się jednak, że prezydent ciągle nie zrobił niczego takiego, co by mu definitywnie zamykało drogę do kolejnego wyboru.

Wielu prawników uważa, że prezydent Duda złamał konstytucję, a ma stać na jej straży. Więc nie wiem, czy to dobry początek.
To, że prezydent został skonfrontowany ze sprawą TK, było bardzo trudne na początek prezydentury. Natomiast, czy politycznie przesądza to o losach prezydentury Andrzeja Dudy w pierwszej kadencji i o tym, jak będzie wyglądała jego sytuacja za osiem, dziesięć lat - mam wątpliwości.

Pana zdaniem nowa komisja smoleńska jest potrzebna?
Ona jest konsekwencją zapowiedzi Prawa i Sprawiedliwości czynionych od wielu lat. Byłby zaskoczony, gdyby PiS nie wykonało kroku w tym kierunku zaraz po wyborach. Dla mnie nie jest jednak jasne, w jakim trybie komisja będzie pracowała. Ale ta komisja nie zrobiła na razie niczego, co by pozwalało ją negatywnie albo pozytywnie oceniać. Dajmy jej działać, a potem ją oceniajmy. Uważam też, że równolegle Polska powinna występować na forum Unii, jak to już było kilka lat temu za czasu pani Ashton, chociaż rząd Tuska nie pociągnął tej próby, żeby sprawę katastrofy i wraku włączyć do normalnych rozmów na linii UE - Rosja. Nie wiem, czy są warunki do prowadzenia międzynarodowego śledztwa, bo nie wiadomo, co by to miało w praktyce znaczyć. Jeśli to jest możliwe, to powinno się iść w tym kierunku. Ale na pewno jest możliwe, aby kwestie katastrofy powołując się na precedens samolotu holenderskiego, włączyć do rozmów na najwyższym szczeblu między UE a Rosją, to mi się wydaje oczywiste.

Pan myśli, że Rosja się w końcu zdecyduje na oddanie nam wraku?
To zabrzmi strasznie, odpowiedź jest prosta: zdecyduje się albo nie zdecyduje. To dzisiaj zależy wyłącznie od politycznych kalkulacji Kremla. I nie wchodzą tu w grę żadne dowodowe czy prawne racje. Nie mamy żadnego instrumentu, który mógłby bezpośrednio wywołać oczekiwaną reakcję Rosji. Natomiast mamy szereg instrumentów, które pośrednio mogą wpływać na politykę tego kraju. I dlatego dziwię się, że ta sprawa nie jest włączona do rozmów na szczeblu UE-Rosja, jako jeden z tematów trudnych.

Może dlatego, że Unia Europejska ma teraz sporo kłopotów na głowie, choćby z emigrantami, i sprawa wraku nie jest dla niej najważniejsza.
Każdy może mieć swój punkt widzenia i dla każdego kraju jakieś sprawy są ważniejsze, jakieś mniej ważne. Myślę, że dla Polski to, co się dzieje w Europie, kryzys migracyjny jest niesłychanie ważny i tu mi także brakuje całościowej wizji Polski w tej sprawie. Co nie zmienia faktu, że Polska ma prawo oczekiwać, aby wśród różnych spraw omawianych między Unią Europejską a Rosją znalazła się także sprawa katastrofy smoleńskiej i wraku.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 11

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

k
kazimierz

Niewiele zrozumiałem z wywodów tego Pana - niby wszystko jest ok. ale przecież nie jest...
prezydent ok, a przecież to co robi to totalny obciach... wrak nam mieli zwrócić gdy pis będzie rządził a nie zwrócą, dobra zmiana to w opinii wielu zła zmiana... A co do programu 500 to może by najpierw zebrać potrzebne środki, zapewnić mu finansowanie na kolejne lata i dopiero wtedy go wprowadzić...

G
Gość

Dzięki rosnącym wpływom STRONNICTWA AMERYKAŃSKO-ŻYDOWSKIEGO jest uznanie dla procesu od ZYDOBOLSZEWIZMU,który przejął w działaniu rosyjski rasizm,do ŻYDOBANDERYZMU,który też odwołuje się do antypolskich bandyckich korzeni.PRZEWROTNOŚĆ jest wpisana w wartości CYWILIZACJI ŻYDOWSKIEJ,którą opisał Feliks Koneczny i nazwał ją CYWILIZACJA PODWÓJNEJ MORALNOŚCI.
ANTYROSYJSKOŚĆ w Polsce została wykreowana przez ŻYDOWSKĄ EWOLUCYJNIE UKSZTAŁTOWANA STRATEGIĘ GRUPOWĄ opisaną przez Kevin'a MacDonald'a w KULTURA KRYTYKI.
Dziś Żydzi leją łzy w mankiet Putina,że w Europie dzieje się im krzywda.

W
Wtedy

gdy zniknie kapitalizm !

K
Krasi

Panie Pawle niby OK ale .. ciągnie Pana do PiS.
Dlaczego ale? Wszystko zależy od Prezesa a Pan chce się Prezesowi przypodobać więc,
nikt mnie nie przekona że białe jest białe a czarne, czarne

s
spokojny

no widzisz, powtarzasz tylko w kółko jak PiS "Rosja musi"
a Rosja się z tego musu śmieje i co jej zrobisz?
Nic.
Bo żeby coś załatwić to trzeba się z innymi dogadywać a nie obrażać się na cały świat i obnosić z krzywą gębą.

g
gość

Ten "wrak" JEST NASZĄ WŁASNOŚCIĄ! Co to znaczy: "Rosja odda, czy nie odda"?

MUSI ODDAĆ, ale my musimy być zdecydowani, a przyczyny ROZSYPANIA SIĘ NASZEGO SAMOLOTU MUSZĄ BYĆ WYJAŚNIONE, czy to się komuś podoba, czy nie, bo NIKT nie ma prawa UWŁACZAĆ ani Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej, jakimiś WYSSANYMI Z PALCA oskarżeniami, ani żadnemu SZANOWANEMU POLSKIEMU generałowi!

PiS nic nie mówi to rejwach robią klakierzy, a ty im wtórujesz!

T
TNS

Takie jest poparcie dla opozycji

r
rymera

Ten facet wymyslil Wawel i najlepiej , zeby juz wiecej nie myslal . Sprawe TK uwaza za incydentalna , lamanie konstytucji za cos normalnego - PiS robi wszystko co zapowiadal , ale mondry ten chlopina.Wszyjscy sie nas "trzepiaja" , Europa , U.S.A. poza tym , kto posiada jakas wiedze i wmiare nie zuzyty autorytet w kraju czyni to rowniez , a oni ( PiS ) jak i ten p.Kowal wyjasnia nam " idiota " , ze nic sie nie dzieje , ze wszyjscy sie myla i sa zle poinformowani.To jest Matrix i oby nie trzeba bylo sie obudzic - dyplomatolki do szkoly i najlepiej do zerowki

x
x

z tymi dobrymi radami Jedź do swoich pobratymców i nie wracaj.

A
Anka

Kowal ty banderowski śmieciu spadaj na majdan.

s
spokojny

Polska nie jest małym słoniem ale dużą myszą. Zapominamy o tym i stąd nasze problemy.
Nie jesteśmy „trochę mniejszą” Anglią, Niemcami, Ameryką, Francją czy Rosją. Jesteśmy trochę większymi Węgrami czy Słowacją. Potrafimy tylko pokrzykiwać, że „jesteśmy silni, zwarci, gotowi i nie oddamy ani guzika” a realnie nie mamy na to papierów – czytaj: kasy.
Rosja odda nam wrak jak będzie chciała.
Jak nie będzie chciała nie odda.
Kropka.

Na Rosję mogłaby wywrzeć nacisk Unia czy Ameryka ale skoro my się wypinamy na Zachód to oni mówią: niech wam teraz imperium węgierskie pomoże. A Orban się śmieje z naszej naiwności i sam robi energetyczno-atomowe interesy z Rosją. A my jak często w historii znowu sami i do końca będziemy powtarzać, że „jesteśmy tacy wspaniali tylko ten zły świat się nas uwziął”.

Dodaj ogłoszenie