Koszykarze Los Angeles Lakers pierwszymi finalistami NBA

Krzysztof Srogosz
Kobe Bryant udowodnił, że jest najlepszy w NBA. San Antonio Spurs nie obronią tytułu mistrzów.

To co jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się tylko nierealnym marzeniem kibiców i szefów Los Angles Lakers może stać się już za kilka tygodni faktem. Drużyna z Miasta Aniołów w wywalczyła mistrzostwo Konferencji Zachodniej i zagra w wielkim finale NBA. A tam zmierzy się ze zwycięzcą pary Boston Celtics - Detroit Pistons.

Podopieczni Phila Jacksona w decydującym, jak się okazało, piątym meczu finału konferencji z San Antonio Spurs wygrali po pasjonującej grze 100:92. W całej rywalizacji pewnie zwyciężyli broniące tytułu Ostrogi 4:1.

Już po czterech spotkaniach było praktycznie pewne, że Lakersi awansują do wielkiego finału. W historii NBA tylko osiem zespołów wygrało rywalizację w fazie play-off, gdy wcześniej przegrywało 1:3.

Na niekorzyść graczy z San Antonio przemawiało jeszcze coś innego. Lakers w tegorocznych play-off nie przegrali żadnego z poprzednich siedmiu spotkań. Spurs w czwartek starali się z całych sił, by przedłużyć szansę na awans do wielkiego finału, ale nie byli w stanie odczarować hali Staples.

Faktycznie, po ostatnim meczu w tej parze śmiało można powiedzieć, że obiekt w LA ma w sobie coś czarodziejskiego. Być może dlategom, że na jego trybunach często można zobaczyć gwiazdy światowego filmu i estrady. Nie inaczej było w czwartek. Tym razem w pierwszych rzędach mogliśmy dojrzeć wiernego od wielu lat fana Lakers Jacka Nicholsona, Denzela Washingtona i Cameron Diaz.
Spurs powinni wygrać. W drugiej kwarcie prowadzili już 42:26. Nawet komentujący mecz w stacji TNT eksperci nie dawali wtedy Lakersom większych szans.

Po raz kolejny w tym sezonie może to zabrzmieć jak banał, ale na całe szczęście dla ekipy z LA w ich szeregach występuje Kobe Bryant. Najbardziej wartościowy koszykarz sezonu regularnego udowodnił, że przyznanie nagrody na pewno nie było wyróżnieniem na wyrost. W czwartek zdobył 39 punktów w tym aż 17 w ostatniej kwarcie. Przed kończącymi spotkanie 12 minutami gospodarze prowadzili tylko punktem. Kobe punktował jednak w tej części jak natchniony. Trzeba oddać też część zasługi jego kolegom, a w szczególności Hiszpanowi Pau Gasolowi. 28-letni center 1 lutego trafił do Jeziorowców z Memphis Grizzlies. Od pierwszego występu od razu było widać, że z nim Lakers mają szanse w tym sezonie dokonać rzeczy wielkich.

W czwartek Gasol świetnie grał pod obiema tablicami. Zebrał rekordową w play-off liczbę 19 piłek i dołożył do dorobku 12 punktów.

Po raz ostatni Jeziorowcy zagrali w finale ligi NBA przed czterema laty. Przegrali wtedy 1:4. Teraz ponownie mogą zmierzyć się z Tłokami podobny wynik im już raczej nie grozi.

- Gdy marzenia się spełniają, to najwspanialsza chwila dla każdego sportowca. Mam świetnych kolegów i to dla mnie wielka przyjemność z nimi występować - mówił Kobe.

Lakersi wystąpią w wielkim finale już po raz 23. od czasu przeniesienia zespołu z Minneapolis do Los Angeles w 1961 roku. W tym czasie udało im się wznieść mistrzowski puchar dziewięć razy. Ostatnio w roku 2002.

A San Antonio? Jeden z najmniej lubianych zespołów w NBA miał już spore problemy w dwóch pierwszych rundach. Słabiej niż zwykle grał ich lider Tim Duncan.

Lakersi odebrali mu i jego drużynie możliwość wywalczenia drugiego z rzędu, a piątego w ostatnich dziewięciu latach, mistrzostwa.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie