18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Korzeniowski: W 5 lat nie dogonimy Niemców. Oni sobie wyobrażali, że wszystko zrobi Harry Potter?

Redakcja
Robert Korzeniowski
Robert Korzeniowski FOT. TOMASZ BOüT
- Ci więksi i bogatsi też mieli problemy z organizacją takich imprez jak Euro. Najwięcej do powiedzenia mają ci, którzy te imprezy widzieli tylko w telewizji. Nie wiem, co oni sobie wyobrażali - że przyjdzie jakiś Harry Potter, wypowie zaklęcie i nagle wszystko samo się zbuduje, i to pół roku przed terminem? - mówi Robert Korzeniowski, mistrz olimpijski i doradca UEFA ws. PR i marketingu, w rozmowie z Hubertem Zdankiewiczem.

Pamięta Pan swoje pierwsze święta po zakończeniu kariery? Pytam, bo to musiała być pamiętna chwila. Wreszcie można było jeść wszystko i do woli…
(śmiech) Nawet będąc czynnym sportowcem, jadłem w święta to, czego nie było można. W Wigilię zawsze ciężko trenowałem, później też nie musiałem nigdzie się śpieszyć, bo nie było żadnych zawodów. Mogłem więc sobie pofolgować. Paradoksalnie to teraz muszę bardziej uważać na to, co jem. Przez pierwsze kilka lat po zakończeniu kariery nie miałem też zbyt wiele czasu, by w pełni nacieszyć się świętami, bo byłem szefem redakcji sportowej TVP i przed sylwestrem wracałem do redakcji. Tyle było pracy w związku z corocznym plebiscytem "Przeglądu Sportowego".

W 2012 roku listę nominowanych w tym plebiscycie zdominują zapewne bohaterowie dwóch wielkich imprez - Euro 2012 i igrzysk w Londynie.
Chciałbym, aby tych bohaterów było jak najwięcej. I choć lekkoatletyka jest mi ze zrozumiałych względów bardzo bliska, chciałbym, aby można było z czystym sumieniem oddać głos na Roberta Lewandowskiego. Albo na naszą piłkarską reprezentację.

Pana zdaniem są na to szanse?
Gdyby wyszła z grupy, to jak najbardziej. Z tym że konkurencję będzie miała silną, bo do igrzysk już zakwalifikowali się nasi siatkarze i moim zdaniem mają realną szansę na medal. Podczas Euro musiałoby się wydarzyć coś naprawdę wielkiego. Cóż, może orzeł im pomoże, całe szczęście, że wrócił na koszulki. (śmiech) A poważnie, to uważam, że 2012 rok może być dla polskiej piłki punktem zwrotnym, bo tym razem niczego nie da się zrobić na niby. Zamieść pod dywan. Euro będzie żelazną cezurą, zarówno dla piłkarzy, jak i PZPN.

Dla organizatorów chyba też.
Akurat o to jestem spokojny i nie mówię tak tylko dlatego, że pracuję obecnie dla UEFA.

Optymista z Pana. Dwa stadiony otwarto z opóźnieniem, nie dokończono budowy dróg…
My, Polacy, mamy naturę malkontentów. Zawsze chętniej mówimy, że coś jest do połowy puste, a nie pełne. Poza tym uwielbiamy porównania z większymi, bogatszymi. A przecież ci więksi i bogatsi też mieli problemy z organizacją takich imprez. Najwięcej do powiedzenia mają ci, którzy te imprezy widzieli tylko w telewizji. Nie wiem, co oni sobie wyobrażali - że przyjdzie jakiś Harry Potter, wypowie zaklęcie i nagle wszystko samo się zbuduje, i to pół roku przed terminem?

Ludzie martwią się z powodu opóźnień.
Nie słyszałem jeszcze o wielkiej imprezie, przy której nie było opóźnień. Mniejsze lub większe, ale były. Euro nie jest zagrożone. Na trzech stadionach odbyły się już mecze, czwarty dostał pozwolenia na użytkowanie. Ze spółki PL.2012 płyną sygnały, że kibice będą mieli gdzie spać. Może nie dla wszystkich starczy miejsc w hotelach, ale są inne rozwiązania. Transport też będzie OK. Nie dojedziemy może pod każdy stadion z prędkością 120 km na godzinę, ale jednak dojedziemy.

Czyli prowizorki jednak nie unikniemy.
Czy pan myśli, że na autostradach w Niemczech czy w Austrii nie było podczas mundialu i Euro ani kilometra robót drogowych?

Czytaj także:
* Lato nie dotrwa do jesieni? Rewolucja w PZPN możliwa przed Euro 2012
* Boniek: Służę radą, ale doradcą minister Muchy nie będę

U nas będzie ich więcej.
Pamiętajmy, że mamy gigantyczne opóźnienia cywilizacyjne, tego się nie nadrobi w pięć lat. I nikt tego od nas nie oczekuje. Ma być sprawnie przeprowadzony turniej i jestem pewien, że damy radę. Fakt, że większość uczestników Euro wybrało na bazy pobytowe Polskę, to dowód, że jesteśmy atrakcyjniejsi niż Ukraina. Ludzie chcą do nas przyjechać, dobrze się bawić i robić biznes.

Po losowaniu grup pojawiły się opinie, że biznesowo nie było ono dla nas najlepsze. Zespoły, za którymi przyjedzie najwięcej kibiców, Holandia, Anglia i Niemcy, zagrają na Ukrainie.
Ale zamieszkają w Polsce, na pewno więc część ich kibiców przyjedzie również do nas. A dla biznesu, którym się zajmuję, było to fantastyczne losowanie. My sprzedajemy dobra luksusowe, a nikt nie wydaje tyle na luksus co Rosjanie. Od razu wzrósł popyt na loże najwyższej kategorii w Warszawie i Wrocławiu.

Tyle że zyski z ich sprzedaży zgarnie UEFA.
Spokojnie, nie tylko UEFA zyska na przyjeździe Rosjan. Greków również. Oni są co prawda w kryzysie, ale naród tak kochający piłkę nożną też na pewno nie odpuści takiej imprezy. Czesi rozegrają wszystkie mecze grupowe w bliskim sobie Wrocławiu. Dalej mamy fenomenalne ulokowanie Hiszpanów w Gdańsku. Mistrz świata i Europy rozegra tam wszystkie mecze. Pierwszy przeciwko Włochom, którzy zagrają również w Poznaniu. Tam będą z kolei Irlandczycy, którzy lubią piłkę nożną i dobrą zabawę. Mamy fantastyczne otwarcie Euro. Nacje kochające futbol i do tego bardzo otwarte. Grekowi łatwiej będzie zaakceptować u nas roboty drogowe albo spotkanie z polskim barem na wsi. Nie będzie oczekiwał wszędzie standardów pięciogwiazdkowych, a tam, gdzie będzie, też je dostanie. Biznesowo możemy na Euro tylko wygrać.

A sportowo?
Nie znam stanu mentalnego zespołu Franciszka Smudy, ale rozmawiałem parę miesięcy temu z Tomkiem Frankowskim, który mu pomaga. Mówił, że ci chłopcy jeszcze się nie widzą w turnieju. Nie identyfikują tego, co robią, z samym Euro. Oby nie skończyło się to tak jak na mundialu w Niemczech. Pamiętam tych wyluzowanych piłkarzy przed meczem z Ekwadorem. Były uśmiechy, kamerki. Wyszli jak po swoje, bo przecież pół roku wcześniej pokonali ten sam Ekwador w meczu towarzyskim 3:0. A potem 40 tysięcy polskich kibiców ryknęło, a ich dosłownie sparaliżowało. Uważam, że selekcjoner popełnił błąd, rezygnując z takich piłkarzy jak Michał Żewłakow czy Artur Boruc.

Boruc nie dał mu wyboru, nazywając Dyzmą.
To prawda, niemniej tacy doświadczeni piłkarze są potrzebni. Nawet jeśli obaj mieliby być tylko rezerwowymi - popatrzmy, jak pozytywnie wpływa na młodszych kolegów Marcin Wasilewski. Za mało jest w obecnej kadrze takich stabilizatorów. No ale selekcjoner ma swój autorski projekt i najlepsze, co możemy zrobić, to dać mu teraz spokój.

Wróćmy do igrzysk w Londynie. Skąd u Pana optymizm?
Po pierwsze dlatego, że nie odbędą się w odległym Pekinie ani w piekielnie gorących Atenach. Zawodnicy nie będą musieli zmieniać strefy klimatycznej ani czasowej, bo jedna godzina to żadna zmiana. Do tego na Wyspach Brytyjskich mieszka dużo Polaków, więc będą mogli liczyć na wsparcie kibiców. Krótko mówiąc, poczują się prawie jak w domu.

Czytaj także:
* Lato nie dotrwa do jesieni? Rewolucja w PZPN możliwa przed Euro 2012
* Boniek: Służę radą, ale doradcą minister Muchy nie będę

Z taką formą jak na ostatnich lekkoatletycznych mistrzostwach świata trudno będzie naszym mistrzom o medale.
W Daegu dopadł ich kryzys mentalny. Oni sami to potwierdzają. Po prostu uwierzyli, że mogą seryjnie wygrywać. Są tacy mocni, że to im się należy. Tymczasem nikomu - nawet mistrzowi olimpijskiemu czy świata - nic się nie należy tylko dlatego, że wychodzi na zawody. Paradoksalnie to może im jednak wyjść na dobre, szczególnie Piotrowi Małachowskiemu i Tomaszowi Majewskiemu. Mówię to na podstawie własnych doświadczeń. Mało kto pamięta, że ja po trzech złotych medalach - olimpijskim w Atlancie, mistrzostw świata w Atenach i Europy w Budapeszcie - zaliczyłem wpadkę w Sewilli i wyleciałem z trasy na kolejnych mistrzostwach świata. Z własnej winy, bo podszedłem do startu arogancko, byłem zdekoncentrowany. Wydawało mi się, że już z tym medalem wracam. Najlepiej złotym. No i na rok przed igrzyskami w Sydney, na których zdobyłem dwa złote medale, zawaliłem na całej linii. Patrzę teraz na moich młodszych kolegów i mam deja vu. Wierzę jednak, że oni również wyciągną z tego konsekwencje.

A co z innymi?
Nie wiem, czy Paweł Wojciechowski zdobędzie złoty medal, ale wierzę głęboko, że będzie na podium. Mamy kapitalny potencjał wśród naszych średniodystansowców. Waleczną siedmioboistkę Karolinę Tymińską. Wierzę też w szanse innych dyscyplin. O siatkarzach już wspominałem. Mamy też Maję Włoszczowską, Marka Twardowskiego [kajakarz - red.], Agnieszkę Radwańską czy Adriana Zielińskiego. Naprawdę są powody do optymizmu.

Polski sport opiera się na pojedynczych bohaterach. Brakuje systemu, powtarzalności. Nie ma drugiego Roberta Korzeniowskiego czy Otylii Jędrzejczak…
Jest Konrad Czerniak, to kolejna medalowa nadzieja. Niemniej problem faktycznie istnieje. Od lat mamy do czynienia z takim powtarzalnym scenariuszem, że przygotowania do igrzysk zaczynają się za późno. W grudniu ubiegłego roku ruszył Klub Polska Londyn 2012 - program finansowany przez Ministerstwo Sportu. Tyle że on powinien ruszyć jeszcze przed igrzyskami w Pekinie. Już teraz powinien działać Klub Rio de Janeiro 2016, skupiający się na ludziach, którzy są dziś na zapleczu Majewskiego czy Włoszczowskiej. Jeśli chcemy medali, to nie możemy zmarnować tych talentów. Tymczasem na razie jest tak, że ci młodzi sportowcy mogą liczyć na pomoc dopiero na ostatniej prostej. Trudno w tej sytuacji o powtarzalność.

Ten klub to zły pomysł?
Jest dobrym modelem dla dużych indywidualności, które potrafią utworzyć wokół siebie sztab współpracowników. Sprawdza się również w sportach o niskich wpływach komercyjnych. Pomysł ogólnie jest dobry, tyle że to powinien być końcowy etap w przygotowaniu kadr olimpijskich, a u nas jest tylko ten. No to kto ma szkolić młodych sportowców? Kluby nam się rozleciały, bo nie ma pieniędzy, więc kto nie jest w kadrze, ten de facto nie jest szkolony. To trochę tak jakby powiedzieć komuś: Nie wejdziesz do wody, zanim nie nauczysz się pływać.

Czytaj także:
* Lato nie dotrwa do jesieni? Rewolucja w PZPN możliwa przed Euro 2012
* Boniek: Służę radą, ale doradcą minister Muchy nie będę

Tylko skąd wziąć pieniądze na takie gigantyczne przygotowania?
Każda federacja dostaje pieniądze od państwa, które mogą być w różny sposób wykorzystane. Można pozyskać sponsorów. Zauważmy, jak działają duże korporacje. Wszystkie mają działy marketingu, ale i tak korzystają z zewnętrznych agencji, które przygotowują im plany działania. Tymczasem my w naszych federacjach wszystko chcemy zrobić sami. Ktoś ma np. sklep z odzieżą, to zostaje szefem marketingu i ktoś taki ma stworzyć jakiś program. Teoretycznie może mu się udać. Praktyka pokazuje jednak, że niemal cały polski sport drepcze w miejscu, bo nie potrafi stworzyć oferty dla biznesu. Kolejna kwestia to wsparcie spółek Skarbu Państwa. Zatrudnianie sportowców na etatach w wojsku, policji czy w firmach energetycznych. Przyznam, że nie rozumiem, dlaczego budzi to w Polsce tyle kontrowersji.

Bo to relikt minionej epoki.
Przecież taki system z powodzeniem funkcjonuje w krajach, które mają większy od nas dorobek olimpijski. Nikt w Niemczech, Francji czy Włoszech nie pozwoliłby sobie na to, żeby oddzielić sport albo od służb mundurowych, albo od państwowych spółek.

Tyle że te kraje są bogatsze od naszego.
Przecież my tu mówimy o kadrze składającej się w najlepszym wypadku z dwustu osób. Zresztą niech to będzie nawet czterysta. W skali państwa to żaden wydatek. Tamte kraje po prostu nie mogą sobie pozwolić na takie marnotrawstwo, jeżeli inwestują w kogoś jako juniora, a potem obiecującego zawodnika. Co więcej, ci ludzie mogą wracać do tych firm po zakończeniu kariery. Nadal się w nich inwestuje. Z pożytkiem dla firmy, bo znany sportowiec staje się jej wizytówką. A u nas można co najwyżej dostać rentę olimpijską, która często zniechęca do wszelkiej aktywności. Dlatego właśnie uważam, że rok 2012 będzie dla polskiego sportu przełomowy. Zobaczymy wielkie widowisko w Polsce, z całą jego biznesową otoczką. A potem, niemal na wyciągnięcie ręki, będzie kolejne. Grzechem będzie nie wyciągnąć z tego wniosków. Jeśli tego nie zrobimy, to medali olimpijskich będzie coraz mniej, a za sukces będzie traktowane to, że nasi piłkarze prawie wygrali towarzyski mecz z Niemcami. A przecież my nie musimy prawie wygrywać.

Czytaj także:
* Lato nie dotrwa do jesieni? Rewolucja w PZPN możliwa przed Euro 2012
* Boniek: Służę radą, ale doradcą minister Muchy nie będę

Wideo

Komentarze 15

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

D
Drogowiec
Panie Spotrtsmen, drogi można było zbudować, tyle że z inżynierami, a nie z Grabarczykiem, Witeckim i całą resztą bardzo marnych prawników i bandą niedouczonych z GDDKiA. To oni wzięli na siłę Chińczyków, to oni kupili dokumentacje projektowe niemożliwe do zrealizowania bardzo opóźniające budowy. Są beznadziejni - jeżeli drogi na euro będą to tylko z powodu pogody w zimie 2011/12. Dla mnie Pan Sportsmen nie jest autorytetem - opowiada, co usłyszał od fajnych kolegów z PO.
s
spokojny
A niby dlaczego euro miałoby upaść? Bo parę milionów Greków jest zadłużonych? Grecjakraj mały to i problemy małe. A zadłużony jest niemal każdy kraj, łącznie z USA i Japonią więc w czym problem? I kto ma „kryzys”? Ten co ma euro czy ten co nie ma euro? Grecja ma problemy, bo ma euro, Austria nie ma problemów bo ma euro, Dania nie ma problemów, bo nie ma euro a Islandia ma problemy, bo nie ma euro. Nie widzę związku.
b
buzek
w 5 lat ich nie dogonimy ale możemy ich zrujnować
c
cezar
Europejczycy nie do końca zdają sobie sprawę, że już nigdy nie będzie tak jak w 2005 roku. W porównaniu z tym, jaką pozycję miała Unia jeszcze kilka lat temu, widzimy ogromny spadek jej siły politycznej. Gdyby pięć lat temu ktoś zasugerował upadek euro, byłby uznany za wariata (...). Dysharmonia UE nie jest problemem tylko politycznym, ale też strukturalnym. Kryzys zadłużenia nie powstał dlatego, że ktoś okłamał niemieckich bankierów, ale dlatego że Europa skonstruowana jest na wielkiej nierównowadze handlowej. Problem Unii jest prosty. UE to strefa wolnego handlu, w której jedno państwo - Niemcy - jest drugim największym eksporterem na świecie, przez co zalewa pozostałe kraje swoimi produktami. To oznacza, że państwa wokół Niemiec nie mogą rozwijać się normalnie, bo zawsze będą miały negatywny bilans handlowy z nimi. Ta współzależność jest niemożliwa do powstrzymania. Strategią Niemców przez ostatnie dekady było zalanie Europy kredytem i pożyczkami, aby inne kraje mogły kupować niemieckie dobra. (...) Niektóre państwa są kredytodawcami, inne dłużnikami, ale wszystkie mają tę samą walutę. Powstaje więc problem polityczny, bo elity polityczne, mocno przywiązane do idei euro, desperacko poszukują rozwiązania, które umożliwiłoby uratowanie szlachetnego projektu. Ale cena, jaką trzeba by zapłacić za utrzymanie wspólnej waluty, jest nie do przyjęcia przez społeczeństwa.
_JaC.
Aby im wszystkim żyło się lepiej.
l
lolo
Przecież to POpapraniec obiecywał skleroza czy co
s
spokojny
Jasne, po co lotniska, autostrady, hotele i pociągi „na wysoki połysk” skoro „sensem wielkiej sportowej imprezy są emocje i zabawa”. Fakt, wystarczą dwa kamienie jako słupki od bramki, puszka zamiast piłki i już jest „zabawa” a i „emocji” nie brakuje. Tylko, że to jest dziecinada na podwórku a nie profesjonalna organizacja. Oj będzie zabawa jak ten kibic z zachodu bądzie chciał sobie np. dojechać samochodem z Warszawy do Lwowa. Spojrzy na mapę, odległość nieduża, w parę godzin się dojedzie a tu nagle stoimy w korkach wiele godzin co emocje na pewno zagwarantuje. A ile będzie zabawy w pociągu, który wlecze się poniżej setki na godzinę, na mecz się już nie zdąży, emocje zapewnione. A wokół pełny profesjonalizm obsługi, na każde pytanie cudzoziemca pełna zabawy i emocji odpowiedź „moja dont sprechen italiański jazyku”.
K
KONFESION
Don Alda-To ON...z FERAJNA...zaklinal sie,ze bedzie LUX!!!Teraz jak nadchodzi chwila PRAWDY-bedziesz PLAKAL???POdaj sie do dymissji,albo POchlastaj-oszczedz WSTYDU sobie i rodzinie!!!
W
Widukind
Sprzedał się Pan jak tirówka , tyle że za większe pieniądze. Ale zasada ta sama tyle że inny alfons.
W
Widukind
Sprzedał się Pan jak tirówka , tyle że za większe pieniądze. Ale zasada ta sama tyle że inny alfons.
W
Widukind
Sprzedał się Pan jak tirówka , tyle że za większe pieniądze. Ale zasada ta sama tyle że inny alfons.
W
Widukind
Jako stary parowoziarz protestuję przeciw mieszaniu tych pięknych maszyn w kontekście POkracznych bękartów traktatu magdalenkowego. Pozdrawiam serdecznie. Widukind.
W
Widukind
Jako stary parowoziarz protestuję przeciw mieszaniu tych pięknych maszyn w kontekście POkracznych bękartów traktatu magdalenkowego. Pozdrawiam serdecznie. Widukind.
p
polo
Donald Franciszek Cudotwórca powiedział że będzie sukces…. to będzie !
I żeby skały srały …. będzie !!!
Nawet parowozów ostatnio zbudowano więcej.
Przed terminem - ma się rozumieć.
k
kinsky
Przecież każdy, tzn. znajdujący się na zwyczajowym poziomie IQ, wie już od dnia zapadnięcia decyzji EURO 2012 o tym, że jest to miliardowy interes tylko dla tych wszystkich, którzy pośredniczą w biznesie, którzy lobbują, którzy będą budować. Każdy wiedział też i o tym, że z tego lekkomyślnego i nietrafionego przedsięwzięcia będą dziesiątki miliardów strat, że będzie całkowity kollaps organizacyjny, że będą niebotyczne kłopoty policji i służb, że itp. Więc chodziarzu sportowcu, co chce pan teraz nam wmówić... i którą linię obcej niefrasobliwości i naiwności nam zaflancować? Wybraliście sobie panowie EURO, więc teraz za swoją porażkę, notabene na 100% pewną, bierzcie sami odpowiedzialność. Jednak szkoda w tym wszystkim, że konsekwencje nie będą dla was na poziomie materialnym, finansowym!
Dodaj ogłoszenie