Korowód limeryków

Bożydar Brakoniecki
Krzysztof Daukszewicz, oprócz śpiewania songów, pisze też rubaszne wierszyki
Krzysztof Daukszewicz, oprócz śpiewania songów, pisze też rubaszne wierszyki Wojciech Robakowski
Z limerykiem na ustach łatwiej wędrować przez ten żałosny padół łez - przekonuje satyryk Krzysztof Daukszewicz, prezentując tom "Meneliki, limeryki, epitafia, sponsoruje ruska mafia" (jutro w księgarniach).

Korzyść jest obopólna: autor popisuje się wyrafinowanym humorem, a my dostajemy do ręki kolejny dowód, że Polska limerykiem stoi.

Ponoć tekściki, które setkami znalazły się w tej książce, Daukszewicz gromadził latami. Najpierw bacznie przyglądał się światu i ludziom, aby potem nagłym ruchem zamknąć interesujące go zdarzenie w wycyzelowaną limeryczną formę i przyszpilić w zbiorze. Pewnie dlatego tak dużo tu bezcennych spostrzeżeń z dziedziny polityki i wiedzy o społeczeństwie, które pozwalają bezpiecznie poruszać się w nadwiślańskiej rzeczywistości.

Ale najwięcej miejsca zajmują w książce literackie formy poświęcone menelom. Okazuje się, że z trudnego menelskiego żywota da się wykroić wielce zabawną porcję poezji. Ostatecznie - przekonuje autor - coś jesteśmy winni tym pionierskim znawcom niezwykłych alkoholi i degustatorom nowo odkrywanych trunków. Atmosferę podziwu podtrzymują dołączone do książki trzy krążki CD, na których zebrano piosenkarską twórczość Daukszewicza. Bądźcie spokojni, nie zabraknie śpiewanych hitów, choćby "Easy Ridera", "Hotelu Grand" czy doskonale pasujących do nastroju "Wspomnień z izby otrzeźwień".

Ale na mapie limerycznych odkryć palmę pierwszeństwa dzierży Kraków. To tutaj ta forma lirycznej ekspresji doznała noblowskiego wywyższenia, gdy w 2003 r. Wisława Szymborska wydała drukiem "Rymowanki dla dużych dzieci". Wśród krakusów furorę zrobił szczególnie jeden, zwany lozańskim: "Pewien młody wikary w Lozannie lubił chodzić w rozpiętej sutannie. Lecz na widok kardynała gasła w nim fantazja cała i zapinał się starannie".

W ślady noblistki poszedł jej literacki sekretarz Michał Rusinek i trzy lata później olśnił świat swoimi "Limerykami". Znalazło się w nim miejsce także dla Wisławy Szymborskiej: "Kiedy Nobla dostała poetka z Krakowa, wiersze czytać zaczęła Polaków - z połowa. I tylko lud z okolic Płocka, sądził, że Nobla dostała... Wisłocka. Ot, typowa Freudowska czynność pomyłkowa".

Ale to jeszcze nie koniec limerykowego renesansu. Krakowski Teatr im. Słowackiego stał się w 2000 r. miejscem jedynego w historii literatury pojedynku na limeryki. W poetyckie szranki stanęli wtedy Wisława Szymborska i Bronisław Maj, któremu nie pomógł nawet autorytet wykładowcy Uniwersytetu Jagiellońskiego. Poległ, celnie trafiony limerykiem zwanym napoleońskim: "Napoleon, przed pobytem na Elbie, wyznał pani Walewskiej przy melbie: jesteś co prawda Polka, i do twarzy ci parasolka, ale już cię, Mańka nie wielbię".

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie