Koronawirus zabija sklepiki szkolne. Ich właściciele ponieśli ogromne straty

Ula Sobol
Ula Sobol
Sklepik szkolny w Szkole Podstawowej nr 25 w Rzeszowie .
Sklepik szkolny w Szkole Podstawowej nr 25 w Rzeszowie . Ula Sobol
Sklepiki szkolne bardzo ucierpiały przez pandemię koronawirusa. Niektóre są już zamknięte od marca, a ich właściciele są zrozpaczeni. Zostali nie tylko z zalegającym towarem, ale także bez środków do życia. – Wielu z nas nie podniesie się już z tego kryzysu – ubolewają.

Karolina Stypa prowadzi sklepik w Szkole Podstawowej nr 25 w Rzeszowie. Zainwestowała w niego duże pieniądze kupując towar za kilka tysięcy złotych. Sklepik był bardzo dobrze wyposażony. Były w nim artykuły spożywcze m.in. kanapki, drożdżówki, soki, woda, batoniki, gumy do żucia, chrupki, świeże i suszone owoce oraz różnego rodzaju przybory szkolne. Jednak od początku wybuchu pandemii koronawirusa właścicielka sklepiku nie uzyskała żadnego dochodu.

– Sklepik jest już zamknięty od marca i nie wiem, kiedy będzie on ponowie otwarty. Mam nadzieję, że będzie to jak najszybciej, ponieważ prowadzę tylko sklepik w jednej szkole i na chwilę obecną straciłam jedyne moje źródło dochodu. Zostałam nie tylko bez środków do życia, ale także z towarem, którego nie mogłam zwrócić

– opowiada.

Pani Karolina podkreśla, że każda przerwa w handlu powoduje ogromne straty.

– Cały towar spożywczy musiałam wziąć do domu. Część zjedliśmy sami, a resztę porozdawałam rodzinie i znajomym. Niektóre produkty musiałam wyrzucić, bo straciły termin ważności. W sklepiku zostawiłam jedynie przybory szkolne – dodaje pani Karolina. – To były bardzo duże straty, których nie da się już nadrobić. Wielu z nas nie podniesie się już z tego kryzysu.

Pani Karolina oczywiście skorzystała z pomocy rządu.

– To były tylko trzy miesiące, gdzie nie płaciłam składek ZUS i dostawałam po 1200 złotych miesięcznie. Jednak od maja nie mam już żadnej pomocy. W czerwcu musiałam zawiesić działalność, bo tak naprawdę nie wiedziałam, jaka będzie sytuacja. Do czerwca płaciłam czynsz i ZUS. I mam nadzieję, że wrócę do pracy na wiosnę

– ubolewa pani Karolina.

Ogromne stary poniósł również Janusz Tuleja z Rzeszowa, właściciel sklepiku w Szkole Podstawowej nr 16 w Rzeszowie.

- Sklepiki szkolne prowadzę od ponad 25 lat. Mam pięć na terenie Rzeszowa i jeden w Ropczycach. Po pierwszej fali pandemii popłynąłem kilkanaście tysięcy złotych, a jak teraz będzie to jeszcze nie wiadomo – mówi Janusz Tuleja. – Niektórym właścicielom będzie bardzo ciężko podnieść się, bo ponieśli już ogromne straty. Na wiosnę, mogliśmy jeszcze liczyć na pomoc rządu m.in. zwrot ZUS -u, ale każdy tez musiał płacić czynsze od 20 do 50 procent, mimo że szkoły nie działały. Wszyscy narobiliśmy sobie długów, szczególnie w pierwszym etapie pandemii. Nie wszyscy mogliśmy skorzystać z tarcz antykryzysowych, ponieważ jesteśmy m.in. uzależnieni od dyrektorów szkoły, którzy podpisują z nami umowy najmu. Ponieśliśmy ogromne straty, których nie da się nadrobić.


ZOBACZ TEŻ: Rodzice mają dość zdalnego nauczania

Wideo

Materiał oryginalny: Koronawirus zabija sklepiki szkolne. Ich właściciele ponieśli ogromne straty - Nowiny

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

E
Ezechiel

I bardzo dobrze. Janusze biznesu kapustę klepali na dzieciakach, sprzedawali syf nie do jedzenia bez skrupułów, oby jak najwięcej sprzedać. A wszystko ma cukier, barwniki, konserwanty, sól etc. Kiedyś w sklepiku można było kupić ograniczony asortyment i był otwarty na pierwszej długiej przerwie. I tak powinno być.

G
Gość

Witam

Tak na chwilę obecną rząd zapomniał o osobach prowadzących działalność gospodarczą w szkołach. Sklepiki szkolne zostały zamknie z dnia na dzień ( nauka zdalna), a ich prowadzący zostali sami. Koszty utrzymania i pracownicze zostały naszym problemem, nie wspominając o tym, że nie mamy dochodów czyli środków do życia, a jest to jedyny nasz dochód. Rząd wspiera ponoć wszystkich, którzy zostali dotknięci pandemią. Hmm jak mam to rozumieć skoro dziś nie mamy wsparcia, zostaliśmy pozostawieni sami sobie. Ponosimy duże straty, gdyż towar ulega przeterminowaniu i co mamy zrobić. Tak rozdajemy znajomym, pewnie fajnie powiedzą inni. Ale my go kupiliśmy nam go nikt nie dał. Jeżeli rząd nie zauważa naszego problemu to niech chociaż otworzy szkoły i pozwóli nam pracować. Dziękuję za artykuł.

Dodaj ogłoszenie