Koronawirus w Polsce: Szkoły i przedszkola zamknięte do Wielkanocy. Jak sprawdza się nauka zdalna?

Justyna Dopierała
Justyna Dopierała
Od środy, 25 marca szkoły prowadzą naukę zdalną. Nauczyciele realizują program nauczania i mają prawo oceniać uczniów za pracę online. Jakie są wrażenia rodziców i nauczycieli po pierwszym dniu nauki z domu? Radosław Pać
Od środy, 25 marca w związku z zawieszeniem zajęć, szkoły mają obowiązek prowadzenia nauki zdalnej. Nauczyciele mają realizować z uczniami podstawę programową i oceniać ich. Według rozporządzenia Ministerstwa Edukacji Narodowej, organizacja nauki zdalnej określana jest przez dyrektora placówki. Jak naukę na odległość oceniają rodzice i nauczyciele? Zdania na temat funkcjonowania nauki online są podzielone.

Wszystkie szkoły, przedszkola i uczelnie wyższe w Polsce od 12 marca są zamknięte. Zajęcia zawieszone miały być przez dwa tygodnie jednak ze względu na to, że koronawirus wciąż się rozprzestrzenia, lekcje w szkołach nie będą odbywały się aż do Wielkanocy.

Czytaj także: Szkoły zamknięte do Wielkanocy przez koronawirusa. Premier Morawiecki podjął decyzję. Lekcje tylko w domach

Ministerstwo Edukacji Narodowej wydało rozporządzenie zobowiązujące szkoły do realizowania nauki zdalnej. Zasady prowadzenia nauki na odległość mają określać dyrektorzy szkół.

Szkoły zamknięte: Jak sprawdza się nauka zdalna?

Naukę zdalną uczniowie rozpoczęli w środę, 25 marca. Dla rodziców uczniów szkół podstawowych to spore wyzwanie. Jakie są ich wrażenia po pierwszym dniu lekcji w domu? Zdania są podzielone.

- Staramy się jak najlepiej ogarnąć tę nową dla nas sytuację. Nastawiałem się, że będzie to naprawdę trudne do zorganizowania, ale jak do tej pory funkcjonuje to sprawnie. Największym problemem okazał się sprzęt. Nie mieliśmy w domu wystarczającej liczby komputerów dla wszystkich dzieci. To udało się jednak załatwić dzięki pomocy hufca ZHP Jeżyce, który wypożyczył nam sprzęt - mówi Radosław Pać.

Tata czwórki dzieci przyznaje, że choć dom zamienił się teraz w szkołę, to zdalna nauka jak dotąd zdaje egzamin.

- Dzieci uczą się według nowego planu lekcji. Syn w siódmej klasie ma cztery lub pięć lekcji dziennie, a młodszy – w piątej klasie - trzy lekcje. Łączą się z całą klasą i lekcje odbywają się głosowo. Działa to sprawnie i moje odczucia jak na razie są optymistyczne, chociaż cały dom zamienił się w szkołę - przyznaje Radosław Pać.

Nie wszyscy rodzice są jednak do nauki online nastawieni pozytywnie.

- Funkcjonuje to fatalnie. Jesteśmy zarzucani ogromem materiałów i zadań, mimo próśb o rozsądne przydzielanie zadań uczniom. Moje dziecko nie ma własnego maila czy konta na facebooku. Nie potrafi samodzielnie odebrać wiadomości i odesłać zadań do nauczyciela. Spada to wszystko na rodziców, którzy przecież mają też własną pracę i często więcej niż jedno dziecko – mówi Izabela Płotka, mama 7-letniego ucznia z Poznania.

Dla nauczycieli to także nowa i trudna sytuacja. Do tej pory zdalnie skupiali się na powtórkach i utrwalaniu wiedzy. Od środy są zobowiązani wprowadzać nowe zagadnienia.

- Przez te pierwsze dwa tygodnie zarówno ja, jak i moi uczniowie zapoznawaliśmy się i oswajaliśmy z tą nową sytuacją. Próbowałam stworzyć dla nas przestrzeń z minimum poczucia bezpieczeństwa. Od dzisiaj jesteśmy zmuszeni realizować naukę zdalną obowiązkowo i realizować podstawy programowe. O dziwo, w pierwszy dzień poszło nam całkiem sprawnie. Co prawda były przeciążenia w sieci i problemy z zalogowaniem się do dziennika, ale ja np. pracuję z uczniami na Facebooku. To zamknięte, bezpieczne grupy, przyporządkowane do strony matematycznej. W grupach dostęp mamy tylko ja i uczniowie. Sprawdza się to naprawdę dobrze. Łączę się z klasami i przeprowadzam lekcje. Mogę używać też narzędzi do wideospotkań - tłumaczy mówi Anna Schmidt-Fic, nauczycielka matematyki w Liceum Mistrzostwa Sportowego w Poznaniu.

Problemem odbywania nauki zdalnej może okazać się ocenianie uczniów za ich pracę online. Nie ma w tej kwestii wyznaczonych wytycznych. Forma sprawdzania umiejętności uczniów i wystawiana ocen będzie zależała od dyrektorów i nauczycieli.

- Martwi mnie konieczność oceniania uczniów. Na razie nie zostało to u nas w szkole określone, a nie może być krzywdzące dla dzieci. Nie mogę stawiać im przecież niedostatecznych ocen za brak połączenia z serwerem. Jest wiele czynników wpływających na możliwość wykonania lub nie zadania - mówi Anna Schmidt-Fic.

Zobacz też: Nauka w dobie koronawirusa. Jak radzą sobie wielkopolscy nauczyciele?

Nauka zdalna: Serwery przeciążone

Pojawiły się jednak problemy techniczne. Już pierwszego dnia nauki online serwery zostały przeciążone, a nauczyciele i rodzice nie mogli zalogować się do Librusa czy Wulkana.

- Od rana nie mogłam zalogować się do Wulkana. Najlepiej daje radę chyba Librus, ale to zbyt duże przeciążenie, by mogło to normalnie funkcjonować - mówi Anna Schmidt-Fic, nauczycielka matematyki w Liceum Mistrzostwa Sportowego w Poznaniu.

Rodzice także zauważyli, że nie można było połączyć się z elektronicznymi dziennikami ze względu na zbyt duże obciążenie w sieci.

- Od rana nie mogliśmy zalogować się do Librusa. Podobnie jest na platformach elerningowych, które też są obciążone. Klasa mojego syna razem z nauczycielką kontaktują się na messengerze i to się na razie sprawdza - tłumaczy tata 11-latka z Murowanej Gośliny.

- Pojawia się problem z przeciążeniem na Librusie, ale to są chwilowe komplikacje ze względu na duży ruch w sieci, a ta platforma nie jest przystosowana do takich funkcji. Starsze dzieci pracują na Teamsie i to się sprawdza dobrze - dodaje Radosław Pać.

Polska szkoła nie jest przystosowana do nauki zdalnej?

Choć pierwsze odczucia nauczycieli są pozytywne, to przyznają, że polska szkołą nie jest przystosowana do nauczania zdalnego.

- Organizacja nauczania na odległość jest zrzucona na barki nauczycieli i dyrektorów. Nie korzystamy ze sprzętu szkolnego, bo byłoby trzeba przychodzić do szkoły, a przecież to ani niezgodne z zasadami sanitarnymi na dziś, nie w każdej szkole też jest taki sprzęt dostępny dla każdego. Niemal wszyscy nauczyciele działają na prywatnych urządzeniach. Choć po pierwszych lekcjach jestem nastawiona optymistycznie, to jestem w ogromnym stresie, czasem narażona na opór rodziców, a cała sytuacja pokazuje, że polska szkoła nie jest w ogóle przystosowana do edukowania zdalnego - dodaje Anna Schmidt-Fic

ZOBACZ TEŻ:

Biedronka walczy z koronawirusem. Duże zmiany dla klientów i...

Mity na temat koronawirusa. Nie powinieneś w to wierzyć!

Koronawirus: Co kupić? Jakie produkty medyczne i spożywcze ...

Koronawirus w Poznaniu - wyludnione centrum miasta

Sprawdź też:

Koronawirus w Polsce - mapa na żywo:

🔔🔔🔔

Pobierz bezpłatną aplikację Głosu Wielkopolskiego i bądź na bieżąco!
Oprócz standardowych kategorii, z powodu panującej epidemii, wprowadziliśmy do niej zakładkę, w której znajdziesz wszystkie aktualne informacje związane z epidemią koronawirusa.

Aplikacja jest bezpłatna i nie wymaga logowania.

Najnowsze oferty na Black Friday

Materiały promocyjne partnera

Wideo

Materiał oryginalny: Koronawirus w Polsce: Szkoły i przedszkola zamknięte do Wielkanocy. Jak sprawdza się nauka zdalna? - Głos Wielkopolski

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

A co z uczniami, którzy nie mają w domu komputera i internetu? Nie można zakładać, że każdy ma dostęp do tego sprzętu. Czy Ci uczniowie zostali pozostawieni sami sobie?

w
wspieram nauczycieli

"Librus" właśnie się wysypał...

A wystarczyło nie kraść :-) Byłoby na infrastrukturę informatyczną i internetową, pisiorki.

P
Polak

Polityka państwa PiS

wobec lekarzy: "A niech wyjeżdżają!"

wobec nauczycieli: "Mogli pójść na kasę do Biedronki, jak za mało zarabiają!"

W sumie co stoi na przeszkodzie, żeby elektorat PiS sam się leczył i sam uczył swoje dzieci?

B
Belfer

Polska infrastruktura cyfrowa państwowa (publiczna) nie istnieje. Tyle lat, tyle miliardów i nic. Pozostaje korzystać z Google i Facebook. Nam Polakom pozostaje jedynie gadanie tych mądrali z Warszawy... I niczym nie podparte teorie, że 90% szkół jest na coś gotowe.