Kopacz: Opozycja traktuje nas jak trędowatych. Mijają mnie w Sejmie i udają, że nie dostrzegają

Joanna Miziołek, Witold Głowacki
Ewa Kopacz
Ewa Kopacz Bartek Syta/Polskapresse
Boję się, że już dosłownie za chwilę, kiedy minie ten świąteczny nastrój, wrócimy do naszej normalności, czyli do koncentrowania się na różnicach i potępianiu odmienności - mówi Joannie Miziołek i Witoldowi Głowackiemu marszałek Sejmu Ewa Kopacz.

Tuż przed świętami wypadałoby - i Pani, i nam - spróbować przemówić ludzkim głosem. Powie nam Pani, co dziś Panią boli?
Najbardziej chyba to, że nawet w sprawach najważniejszych dla Polski już nie potrafimy współpracować, wznieść się ponad podziały. Dominuje myślenie kategoriami: my i oni. Ten podział na rządzących i opozycję jest tak trwały, że politycy, którzy chcieliby rozmawiać nad szukaniem wspólnych rozwiązań, z taką propozycją nie występują. Byłoby to odczytane jak zdrada, oddanie wrogowi sztandaru swojej ojczyzny, jaką dla wielu jest partia. Nie umiemy już wspólnie określać priorytetów, a przecież one istnieją. Dlatego jest mi przykro.

Dziś, teraz, tutaj?
Tak. Teraz. W okresie przedświątecznym. Niemalże wszyscy składają sobie życzenia, nierzadko obejmując się i całując. Zbyt często w tych słowach i gestach brakuje zwyczajnej szczerości. I dlatego obawiam się, że już za chwilę, kiedy nastrój świąteczny minie, wrócimy do naszej normalności, czyli do koncentrowania się na różnicach i potępianiu odmienności.

A tak na międzyludzkiej płaszczyźnie - to się chyba zmienia? W tych posmoleńskich latach widzimy potworne napięcie między obozami. Ale kuchnia polityki wyglądała jednak dotąd tak, że z mównicy mówiło się najgorsze rzeczy, a potem wspólnie żartowało w kuluarach.
Tak bywa nadal, ale to przecież nie standard, jak niektórzy myślą. Jestem w parlamencie od ponad jedenastu lat. Przez większość tego czasu nie doświadczyłam sytuacji, w której poseł opozycji nie mówi posłowi koalicji "dzień dobry". A dziś staje się to normą.

Kiedy my dziś rozmawiamy z politykami, obu zresztą stron, łatwo nam usłyszeć tony, które jeszcze parę lat temu słyszeliśmy tylko w wyjątkowych sytuacjach. Słychać bardzo mocne emocje, osobistą niechęć.
Czasami bardzo silną. Niestety. Nad zwykłą niechęcią powinna jednak dominować kultura osobista, a ta nakazuje kłaniać się komuś, kogo się zna, i odpowiadać na słowa "dzień dobry" nawet komuś, kogo się nie zna. Dobrego wychowania nie wymyślono przecież po to, by łamać charaktery, ale po to, by budować stosunki międzyludzkie, pozytywne relacje. Ich podstawą jest szacunek dla drugiego człowieka. Powinniśmy go okazywać niezależnie od tego, czy kogoś lubimy lub czy się z nim zgadzamy. Tymczasem zdarza się, że ktoś, kogo mijam w korytarzu sejmowym lub hotelowym, niezwykle wąskim, udaje, że mnie nie widzi. Mówienia "dzień dobry" jednak mnie nie oduczy.

Nie przewiduję w Platformie rozłamu ze Schetyną w roli głównej

Takie doświadczenia, stale, na co dzień, to chyba jednak novum w polskiej kulturze politycznej.
To prawda. I zaczynają dotykać obszarów, które do tej pory łączyły, a nie dzieliły. Od lat posłowie spotykają się w Sejmie na opłatku. W tym roku podczas tej uroczystości posłów opozycji było niewielu. Czego się obawiali? Że trzeba będzie koledze z tzw. innej opcji chociaż skinąć głową? Przecież to nie "trędowaty". Jak widać, tego "znaku pokoju" ciągle musimy się uczyć. Długa droga przed nami.

Czuje Pani, że traktują was jak trędowatych?
Tak. W znaczeniu oczywiście tych gorszych i niegodnych. Zastanawiam się nad tym, dlaczego na szczeblu samorządowym można usiąść do rozmowy, a w Sejmie już nie. Może dlatego, że kamera telewizyjna by takie "zbliżenie" nagrała. Jak potem wytłumaczyć " bliskie spotkanie z wrogiem"? Tak więc takie zachowanie wymagałoby nie tylko dobrej woli, ale też odwagi. A ta, w ostatnich latach, bardzo podrożała.
Jest jakaś osoba w polityce, którą chciałaby Pani prosić o wybaczenie?
Wszyscy bez wyjątku popełniamy błędy. To ludzkie. Ważne, czy świadomie wyrządzamy krzywdę drugiemu człowiekowi, w dodatku znajdując w tym satysfakcję, czy dzieje się tak mimo braku złej woli z naszej strony. Bywa też, że po pewnym czasie inaczej patrzymy na swoje czyny. To, co nie było problemem, zamienia się w poczucie winy. Nie znajduję w swoim życiu podobnej sytuacji. Nigdy nie pozwoliłam na to, by moje działanie było podporządkowane złym emocjom. Nigdy nikomu nie życzyłam źle. Na pewno jednak kogoś, choć niecelowo, zraniłam. Tych ludzi chciałabym prosić o wybaczenie.

A chciałaby Pani - też w polityce - komuś wybaczyć?
Najtrudniej wybaczyć samemu sobie - własną słabość, złą decyzję lub zawód, jaki sprawiliśmy drugiemu człowiekowi. Okres przedświąteczny to dobry moment na refleksję. Dla wszystkich.

Nie czuje się dzisiaj Pani, po tym ostatnim roku, trochę jak w szklanej wieży? Marszałkowanie nie oddzieliło Pani od zaplecza Platformy?
Między innymi dlatego późno kończę pracę, by mieć czas na posiedzenia klubu Platformy i dla posłów. Znajduję go zawsze, gdy pojawia się takie oczekiwanie. Uczestniczę też w kolegiach naszego klubu. Spotykam się nie tylko z posłami Platformy Obywatelskiej. Drzwi mojego gabinetu są otwarte dla wszystkich. Niektóre rozmowy dotyczą spraw osobistych. Posłowie wiedzą, że mogą je poruszać. Nigdy nie nadużyłam zaufania, którym mnie obdarzono.

To niech nam Pani chociaż opowie, jakie są dzisiaj Pani relacje z premierem?
Wyglądały oczywiście inaczej, kiedy pracowałam w rządzie. Teraz spotykamy się na posiedzeniach klubu i zarządu Platformy. Jesteśmy ciągle w tej samej partii, ale reprezentujemy już nie jedną, ale dwie władze: ustawodawczą i wykonawczą.

Nadal jest Pani w najbliższym otoczeniu Donalda Tuska? Ograniczenie kontaktu wpłynęło na wasze stosunki?
Łączyło nas i łączy to samo. Polityka. Jesteśmy w tej samej drużynie, a więc gramy do jednej bramki, choć teraz na innych pozycjach. Poza tym dobry kontakt nie zależy od tego, jak często z kimś się spotykamy, ale na jakich zasadach. Mam dobry kontakt z tymi, którzy nikogo nie udają i przed którymi ja nie muszę nikogo udawać.

To chyba jednak nie w naszym Sejmie.
Polityka czasami jest wielkim udawaniem. Nie wydaje mi się, by tego oczekiwali wyborcy. Kiedy spotykam kogoś, kto na mnie głosował, i słyszę: "Tak zdecydowałem, mimo że…", to jestem wdzięczna za te słowa. Ten człowiek jest ze mną szczery. Czy my, politycy, odwdzięczamy się tym samym? Wielu z nich ma wiele twarzy. I kulturę osobistą na pokaz.

A w Platformie to wszyscy się sobie nawzajem grzecznie kłaniają i elegancko mówią "dzień dobry"?
Mówią sobie, a przecież nie wszyscy się kochają.

Do tego nas Pani nie musi przekonywać, to akurat wiemy.
Nie zawsze jesteśmy dla siebie jednakowo mili i serdeczni, ale obowiązują zasady dobrego wychowania. Słów takich jak "przepraszam", "dziękuję" używamy nie tylko przy okazji świąt.
Rozmawialiśmy o Sejmie, o rządzie, ale jest jeszcze partia. Zawsze w Pani - chyba słusznie - się upatrywało kogoś, na kim w różnych platformerskich sporach mógł się oprzeć premier i vice versa oczywiście. Jak Pani ocenia sytuację Platformy w tej kadencji? Bo chyba te frakcyjne podziały z końca poprzedniej kadencji zmieniły się w coś zupełnie innego?
Ja myślę, że musimy oddzielić Platformę od klubu parlamentarnego. W tzw. terenie podziałów nie widać. Nie ma frakcji, nie ma spółdzielni. To, że nie zawsze, nie w każdej sytuacji jesteśmy jednomyślni, to dobrze. Bo gdybyśmy tacy byli, to byłoby niezdrowe. Umiemy się ze sobą spierać, ale nie przekraczamy pewnych granic. Kiedy rano budzę się, nie muszę umierać ze strachu, że zapomniałam treść komunikatu, który został ustalony przez szefa partii. Mogę wygłaszać własne opinie. Nikt mnie za to z Platformy nie wyrzuci. Nie muszę w ten sposób punktować u jej lidera.

A umiałaby Pani zakreślić jakąś krańcową granicę rozpiętości poglądów w Platformie? Za którą to już jednak nie jest do końca Platforma?
Nie jest żadną tajemnicą, że w Platformie są ludzie, którzy są bardziej konserwatywni w swoich poglądach, zresztą mieli okazję nieraz je wygłaszać i nikt im z tego powodu głowy nie ściął.

A oni wszyscy na pewno grają na partię?
Tak. Na tyle, na ile znam moich kolegów z Platformy Obywatelskiej, którzy mają mniej liberalne poglądy, to są to osoby, które mają na tyle honoru, że gdyby uwierało ich funkcjonowanie w PO, gdyby czuli się zniewoleni, to by odeszli. Tymczasem są z nami od lat, znamy ich od lat, wiemy, jakie są ich poglądy, ale łączy nas program Platformy. To on jest naszym spoiwem.

Za to tzw. kwestie światopoglądowe potrafią znakomicie dzielić.
Dyskusja na temat ustawy antyaborcyjnej, in vitro czy kary śmierci sprawiła, że było słychać różne głosy ze strony Platformy Obywatelskiej. Ich autorzy są jednak wciąż w PO. To taka partia.

Nie boi się Pani, że ktoś może w końcu właśnie tę cechę Platformy wykorzystać do budowy własnego politycznego projektu?
Źli ludzie zawsze się znajdą.

My nie wiemy, czy źli. Raczej pragmatyczni. Póki są w Platformie, mogą korzystać z jej dobrodziejstw, a przy okazji budować polityczny plan na przyszłość.
W polityce bardziej opłacalna jest przyzwoitość i lojalność.

Kiedy słyszy Pani opinię Jadwigi Staniszkis, że Grzegorz Schetyna oraz Jarosław Gowin razem z Romanem Giertychem zaczynają się dogadywać na płaszczyźnie politycznej, tworzą zaczątek nowego ugrupowania, to co sobie Pani myśli?
Rozumiem, że przychodzi nastrój świąteczny i opowiadanie ciekawych historii może się podobać. My jednak w polityce twardo stąpamy po ziemi i te opowieści można włożyć między bajki o żelaznym wilku. Tak to traktuję.

Nie przewiduje Pani również z Grzegorzem Schetyną w jednej z ról głównych?
Nie przewiduję.
W jakich nastrojach będzie świętować Platforma za rok?
Chciałabym, żebyśmy przez ten ciężki rok 2013 przeszli razem, nie jako ci, którzy są w Platformie, czy w innej partii, ale jako 38-milionowy naród. Obowiązkiem władzy będzie to, by pomóc Polakom, zrobić wszystko, by czas kryzysu był dla nich jak najmniej bolesny.

W tym momencie nie szkoda Pani, że nie jest Pani na froncie - w rządzie, tylko w bardziej żyrandolowych okolicach gabinetu marszałka?
Tu nie ma żadnego żyrandola! (śmiech) Czy nie żałuję? Życie składa się z różnych etapów. Jest czas, kiedy się walczy na froncie. Jeszcze nie tak dawno byłam ministrem zdrowia. Dzisiaj jestem pierwszym marszałkiem kobietą. Co też nie jest łatwe. Bo marszałek w świadomości większości polityków to jednak mężczyzna.

Swoją drogą dawno nie było w Polsce premiera kobiety... Od czasów Hanny Suchockiej minęło już prawie 20 lat.
Gdybyście państwo zrobili analizę, to wynikałoby z niej, że jesteśmy partią, która bardzo promuje kobiety. To my wprowadziliśmy zasadę, aby w pierwszej piątce na liście wyborczej to one zajmowały dwa miejsca. Teraz panie, które są w parlamentarnej grupie kobiet, chcą wnieść projekt ustawy suwakowej. Notabene premier obiecał to na kongresie kobiet, czyli w imieniu partii powiedział, że się pod tym podpisujemy. Promujemy obecność kobiet w polityce.

Platforma ma dobry szyld, który się sprawdził w trudnych czasach. I jest nim Donald Tusk

Doceniamy. Ale potencjalna kandydatka na kobietę premiera w PO jawi się tylko jedna. Byłaby Pani gotowa sprostać wyzwaniu?
W Platformie i nie tylko w niej jest wiele kobiet, które sprostałby temu zadaniu. Mogą działać i działają w wielu obszarach.

A kierować partią?
Tego tematu nie ma. Donald Tusk będzie kandydował na sto procent.

Skąd ta pewność?
Zmusimy go do tego.

A jak? Siłą?
Perswazją. Będzie wiele głosów, które już w tej chwili pobrzmiewają bardzo głośno, że złożona obietnica nie znaczy wcale, że osoba, która ją składała, nie będzie brać pod uwagę opinii większości swojego ugrupowania. Zatem liczę, że z tej zapowiedzi premier się wycofa.
A gdyby to sam Donald Tusk jednak bardzo, bardzo Panią prosił?
Ja bym bardzo chciała, żebyśmy szczęśliwie i w zdrowiu dożyli do momentu, kiedy będziemy musieli o tym decydować. Dzisiaj Platforma ma dobry szyld, który się sprawdził w trudnych czasach, i jest nim Donald Tusk. Dzisiaj nawet ci, którzy nie są jego fanami i mówią o tym publicznie, gdzieś w głębi serca wiedzą, że niełatwo będzie mu dorównać. To nazwisko to najwyższa marka w polityce.

Takim nazwiskiem też jest Pani, druga osoba w państwie. Pytanie co dalej?
Przede mną święta z moim czteromiesięcznym wnukiem. Moje plany nie wybiegają ponad to, co będzie się działo podczas następnego posiedzenia Sejmu, do którego muszę się solidnie przygotować. Nie będę tracić siły na spekulacje.

Jak się Pani czuje w tym męskim świecie polityki?
Okazuje się, że kobiety są równie twarde jak mężczyźni. Nikt mnie nie zmuszał do tego, bym weszła do świata polityki. To był mój świadomy wybór. Wiedziałam, że czasem dostanę po głowie i że trzeba będzie ciosy znieść z godnością.

A jak zniosła Pani ostatnią smoleńską falę krytyki?
Znalazłam się w Moskwie w niewyobrażalnej, nawet dla lekarza sądowego, sytuacji. Skutki katastrofy przekraczały granice ludzkiej wrażliwości. Na tyle, na ile umiałam, starałam się sprostać zadaniu, silna prośbami osób, które na mnie liczyły. To, co spotkało mnie później, też trudno zrozumieć i zaakceptować. Zwłaszcza że często osądzali mnie ci, których tam nie było. Pod wpływem tej krytyki nie zmienię jednak swoich priorytetów.

A może zmieniłaby dziś Pani, gdyby mogła, jakieś swoje słowa czy czyny.
Nie. Gdybym miała jeszcze raz podejmować decyzję, zrobiłabym dokładnie to samo.

Pamięta Pani entuzjazm z Hali Oliwy z 2001 roku? Teraz osłabł. Zastanawia się Pani, patrząc dziś na Platformę, nad pytaniem, co się stało z naszą klasą?
To jest szmat czasu w polityce. Proszę mi wierzyć, że ci, którzy byli wtedy w hali, którzy zakładali Platformę, ci, którzy czuli powiew tej świeżości, czegoś nowego, wierzyli, że są na tyle silni, że mogą coś zmienić i wierzyli w zwycięstwo, gdyby dziś zwątpili, nie byłoby Platformy.

Ale, nie ukrywajmy, powietrze trochę z was uszło.
Może po pięciu latach rządzenia trudniej dostrzec nasz entuzjazm, ale przecież to on nadal jest motorem naszych działań.

Wideo

Komentarze 67

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

g
gnieźnianin57
Panie Marszałek,jest Pani jedną z nielicznych osób na odpowiednim stanowisku.
Gratuluję Pani wytrwałości i konsekwencji w sprawowaniu funkcji Marszałka Sejmu.
p.s.
a tym wszystkim ujadającym pisomatołom na tym forum radziłbym wziąć coś na wstrzymanie.
j
jan.op
Wspaniala wiadomosc dla Pana Krzysztofa Wyszkowskiego,oraz ludzi,ktorzy bardzo szanuja Jego determinacje w walce z oszustem,agentem,kanalia!Wielkie brawa i uznanie,oraz wyrazy szacunku dla Pana Krzyszofa Wyszkowskiego!
w
wop
to zwykła prostaczka, tyle, że podła ponad wszelkie wyobrażenie. szkoda o takim kimś (czymś?) mówić w czasie przedswiatecznym. niech jej Pan Bóg wybaczy całe zło jakie czyni. na rozkaz ruski? czy jednak, niestety, tuski?
l
lo34
swojej roli w Smoleńsku i na temat tego co się tam działo, a teraz ma tupet wytykać innym posługiwanie się Smoleńskiem? Jeżeli ktoś grał Smoleńskiem, to właśnie ona, aby fałszywie zbudować swój medialny obraz. Jednak smutna prawda szybko wylazła na wierz. Nawet trudno to komentować, bo to wszystko jest po prostu przykre.
o
opa
Marszałka RP po to żeby szydzić z tych, którzy kochają Polskę. Osoba na tym stanowisku powinna prezentować majestat RP a tutaj marszałkiem ustanowiono zwykłą szmatę.
K
Krytyk
tupetu. W sprawie smoleńskiej: "zrobiłabym dokładnie to samo" - czyli kłamałabym na temat "przekopywania ziemi na metr", starannych sekcji i identyfikacji zwłok itd. Wcześniej służbę zdrowia doprowadziła do beznadziejnego stanu, następnie awansowała na ciepły stołeczek jakim jest marszałkowanie sejmowi. Po tych "dokonaniach" oczekuje, żeby wszyscy się jej w pas kłaniali!
K
KRI
W USA czy we Francji za taką postawę Pani Kopacz byłaby dawno wyautowana. Niestety w POlandzie wystarczy, że znasz Dona Alda i to wszystko załatwia.
A
Amber Gold
NIEMAM TAKICH PROBLEMÓW BO CZUJE CAŁY CZAS BÓL
p
paw
Pani Marszałek zapomniała o jednej ważnej sprawie ,na szacunek pracuje się latami i bardzo łatwo go stracić .Przed wojną z takimi osobami nie utrzymywało się kontaktów i nigdzie się nie zapraszało.Pani funkcja nie upoważnia jeszcze Pani do żądania szacunku dla osoby na korytarzu,na sali obrad mówi się z grzeczności Pani Marszałek ale na korytarzu jest pani osobą cywilną.
ż
żenada
to policzek dla Polski, że taki ktoś jest marszałkiem sejmu
k
kto to jest Kopacz?
panie doktorze, wszyscy mnie ignorują.
Następny, prosze
s
smutny
CZy ta Pani rznie przysłowiowego głupa cz też jest tak cwana. Przecież zapracowała na tą negatywną opinię jako ministra zdrowia ( chamskie ataki na prof. Religę,na personel medyczny itd),jako polityk atakujący swoich adwersarzy w sposób arogancki wręcz chamski, szczyty obłudy i zakłamania pokazała w temacie katastrofy smolenskiej mijajac sie z faktami i idąc w zaparte. Jezeli oczekuje szacunku od innych niech odwzajemnia się tym samym. Ale dla ludzi jej pokroju jest to raczej niemozliwe.
P
POdode
stanowi. "Biło" mocno w poprzednich latach, zwłaszcza w kierunku Pana prof. Religi. Teraz "bicie jest pozornie stonowane, ale tylko POzornie.
L
Lolo
a tak na marginesie nie przesadzacie z fotoshopem
G
Gabriel
Nie musisz dawać przykładów, bo wiadomo co Ty możesz reprezentować.
Dodaj ogłoszenie