Kopacz, Mucha, Grabarczyk, Grupiński... Tusk w PO zadowolił wszystkich

Redakcja
Nowa kadencja parlamentu i nowe w nim twarze Platformy. Na plan pierwszy wysuwa się Ewa Kopacz, pierwsza w historii Polski kobieta marszałek Sejmu, do niedawna minister zdrowia w rządzie Donalda Tuska. Jednym z jej zastępców został Cezary Grabarczyk, były już minister infrastruktury. Nowe otwarcie Platformy to także Rafał Grupiński w roli szefa klubu parlamentarnego PO i Joanna Mucha, jak głosi plotka, nowa rzeczniczka klubu. Dorota Kowalska

O Ewie Kopacz powstały już dziesiątki materiałów, bo też jako minister zdrowia budziła sporo kontrowersji. Także podczas pierwszego posiedzenia Sejmu, na którym wybierano marszałków i wicemarszałków, nie obyło się bez zgrzytów. Posłowie PiS, jeden po drugim, wchodzili na sejmową mównicę i bombardowali kandydatkę na marszałka pytaniami o katastrofę prezydenckiego tupolewa. Ale prawda jest taka, że po powrocie Ewy Kopacz z Rosji, mówiło się, iż lepiej sprawdza się jako człowiek i lekarz niż jako minister zdrowia. W Moskwie zjawiła się dzień po lotniczej katastrofie pod Smoleńskiem i jak rasowy medyk rzuciła się na ratunek innym. Doskonale dogadywała się z rosyjskim ministrem zdrowia, też kobietą. Identyfikowała zwłoki, walczyła o przyśpieszenie procedur, pocieszała rodziny ofiar. - Jako człowiek ma w sobie dobre człowieczeństwo, a to na nim buduje się wszystko inne - mówił nam wtedy ks. Henryk Błaszczyk, który razem z Kopacz poleciał do Rosji.

Czytaj też:Ewa Kopacz marszałkiem Sejmu. Wybór poprzedziły pytania o... Smoleńsk

I opowiada, że wniosła wiele do wiarygodności identyfikacji, niektóre z osób zidentyfikowała zresztą osobiście, zdejmując ten dramatyczny obowiązek z najbliższych. Stawała przy każdej z trumien i razem z nim odmawiała modlitwę. Ratownicy, którzy polecieli na miejsce katastrofy, opowiadali, że była z nimi od rana do wieczora. Mówili o niej: "Strasznie wrażliwa, empatyczna, a przy tym bardzo mocna". Nic więc dziwnego, że w obronie Ewy Kopacz stanął Sławomir Nowak. - Proszę was, nie żerujcie więcej na tej tragedii, pozwólcie odejść zmarłym i pozwólcie żyć żywym - z sejmowej mównicy zaapelował do posłów PiS. Wielu polityków, w tym były premier Tadeusz Mazowiecki, zarzuty wobec Ewy Kopacz określili mianem nikczemnych.

Jako minister zdrowia Kopacz zbierała różne recenzje. Jej przeciwnicy zarzucają jej, że wprowadzała do dyskusji ton agresji, że brak jej skuteczności i punktują jej wpadki: gdy została ministrem zdrowia, ogłosiła, że cały pakiet ustaw reformujących służbę zdrowia jest gotowy. Okazało się, że niezupełnie. Jej pomysł, aby przekształcić szpitale w spółki prawa handlowego, które będą działały na zasadach rynkowych, nie spodobał się ani związkom zawodowym, ani opozycji. Zresztą kolegom lekarzom narażała się często, np. stwierdzeniem, że są szpitale, których pacjenci nic nie zyskali na tym, że w ostatnich latach do kasy NFZ wpływa o wiele więcej pieniędzy. Bo nadwyżki idą na podniesienie pensji. Opozycja zarzucała jej, że forsując własne poprawki, nie liczyła się z argumentami politycznych przeciwników i udowodniła, iż reformy służby zdrowia nie powinien przeprowadzać lekarz, ale sprawny menedżer. Ci, którzy trzymali za nią kciuki, krytykę przypisują zazdrości, bo mówią, że robiła to, czego jej poprzednikom zrobić się nie udało.

Czytaj też:Ewa Kopacz: Kobieta z pazurem, twardy gracz na miarę Schetyny

Dzisiaj przed Ewą Kopacz nowe zadania. I pomyśleć, że pierwsza w historii Polski kobieta marszałek w polityce znalazła się właściwe przez byłego już męża, któremu chciała udowodnić, że będzie skuteczniejsza niż on. Marek Kopacz w 1997 r. wystartował do Sejmu z radomskiej listy Unii Wolności i przepadł. Wtedy sama zapisała się do Unii Wolności. Po wygranych wyborach do sejmiku została radną, ale gdy powstała Platforma Obywatelska, przeszła do niej bez wahania. W 2001 r. startowała do Sejmu z listy PO i wywalczyła mandat. Od początku odgrywała w Platformie rolę klubowego lekarza. To do niej chodzili posłowie z poobijanymi po piłkarskich meczach kostkami, leczyli bóle głowy, ale też poważniejsze dolegliwości. Kopacz próbowała uczyć kolegów zdrowych nawyków żywieniowych i tłumaczyła, że zamiast ciastek jako przekąska między posiłkami znacznie zdrowsze są jabłko czy świeża marchewka. Zaufanie premiera zdobyła ponoć, doradzając w leczeniu jego matki. Ale też zanim trafiła do polityki, ukończyła w 1981 r. studia na Wydziale Lekarskim Akademii Medycznej w Lublinie. Wady nowego marszałka Sejmu? Mówi się, że Ewa Kopacz często ulega emocjom i choć nie przystoi to lekarzowi, a tym bardziej ministrowi zdrowia - pali jak smok.
Zostając przy kobietach - twarzą Platformy Obywatelskiej może zostać Joanna Mucha, już cztery lata temu okrzyknięta cudem Donalda Tuska. Mucha, jak mówi się w sejmowych kuluarach, miałaby zostać rzeczniczką klubu Platformy i chyba nie byłby to zły wybór . Pani poseł świetnie bowiem wypada w mediach, wypowiada się w sposób składny i logiczny i co tu dużo mówić, dobrze się prezentuje. Mucha pojawiła się w Sejmie w 2007 r. i od razu wzbudziła zachwyt: młoda, wykształcona, z doktoratem, specjalistka od ekonomiki służby zdrowia. - Uroda, odpowiedni wizerunek otwierają pierwsze drzwi, ale szybko zamykają drugie, te, za którymi podejmuje się decyzje - powiedziała mi kiedyś posłanka.

Czytaj też:Joanna Mucha: wizyta u lekarza to rozrywka dla starszych

I rzeczywiście Mucha miała kilka trudnych momentów w swojej politycznej karierze. Największe gromy posypały się na jej głowę po wywiadzie, którego udzieliła partyjnej gazetce "POgłos". PiS domaga się nawet ukarania posłanki Muchy przez sejmową Komisję Etyki za słowa o starszych ludziach, którzy "są przyzwyczajeni do traktowania wizyt u lekarza co dwa tygodnie jako rozrywki" oraz za podanie w wątpliwość sensu wykonywania operacji biodra u 85-latka. Mucha tłumaczyła się potem, że nieporządnie autoryzowała wywiad, a autorka rozmowy źle ją zrozumiała, ale niesmak pozostał. Za karę dostała dwóję na lubelskiej liście Platformy, ale głosów zebrała i tak więcej od pierwszej Magdaleny Gąsior-Marek. Klubowi koledzy zarzucają jej też, że nie znalazła sobie w pracy parlamentarnej działki, w której mogłaby zostać uznana za eksperta. Nie błysnęła ani w Komisji Zdrowia, ani w Komisji Finansów. W każdym razie o Musze politycy Platformy mówią dużo, niekoniecznie dobrze, bo posłanka z Lublina nie cieszy się w PO szczególną sympatią, zwłaszcza pań.

Joanna Mucha ostatnio nie bywała w mediach, ale to była jej własna decyzja, którą podjęła po katastrofie smoleńskiej. Jeśli zostanie rzecznikiem klubu Platformy, wróci do telewizyjnego studia

Tabloidy za to Muchę pokochały i od lat nie dają jej spokoju. Szeroko rozpisywały się na temat jej romansu ze znanym medialnym ekonomistą. Ostatnio podały, że Mucha rozstała się z mężem, zostawiała mu dzieci, a sama przeniosła się do Warszawy. I może te perypetie w życiu prywatnym sprawiły, że pani poseł w mediach, tych poważniejszych, ostatnio właściwie nie było, w każdym razie pojawiała się w nich dużo rzadziej niż wtedy, gdy okrzyknięto ją sejmowym objawieniem. Ona sama tłumaczyła nam kiedyś, że sama podjęła decyzję o zejściu na drugi plan i stało się to zaraz po katastrofie smoleńskiej. - Gdy wchodziłam do polityki, miałam nadzieję, że będę zajmować się merytorycznymi rzeczami. Tymczasem zapraszano mnie do debat, gdzie tematem była albo katastrofa smoleńska, albo krzyż. A dla mnie to trudna sprawa, nie potrafię o tym mówić, co nie znaczy jednak, że krytykuję tych, którzy w tej dyskusji biorą udział - tłumaczyła nam kiedyś posłanka Mucha.

Czytaj też:Piękne, seksowne i dobrze ubrane - takie są polskie posłanki [ZDJĘCIA]

Jeśli jednak Joanna Mucha zostanie rzeczniczką Platformy, będzie musiała zmienić taktykę, a właściwie zrobi to za nią sejmowa rzeczywistość. Już dziś widać bowiem, że nowa funkcja to często nowe wyzwania i częstsza obecność w mediach. Przekonał się o tym Rafał Grupiński, nowy szef klubu parlamentarnego Platformy, do tej pory jakby schowany za plecami kolegów, chociaż ceniony i, co podkreślają partyjni koledzy, niezwykle kompetentny. - Zrównoważony, odpowiedzialnym, spokojny. Ale potrafi być niesłychanie waleczny i konsekwentny - charakteryzuje Grupińskiego Małgorzata Kidawa-Błońska. - Ma umiejętność rozmawiania z ludźmi, potrafi wysłuchać, co mają do powiedzenia. I co najważniejsze: nie stawia na swoim za wszelką cenę, ale szuka wspólnych rozwiązań - dodaje posłanka Platformy.
Oboje mają artystyczne dusze, zresztą o Rafale Grupińskim mówią w Sejmie: poeta, ale też poseł Grupiński wydał cztery tomy wierszy, na Wiejskiej uchodzi więc za intelektualistę. Życiorys ma zresztą niezwykle bogaty: jest nauczycielem akademickim, wykładowcą historii kultury i estetyki na Wydziale Edukacji Artystycznej Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu, pracował w "Tygodniku Literackim", był redaktorem naczelnym tygodnika kulturalnego TVP "Pegaz", prezesem zarządu Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych i wydawnictwa Prószyński i S-ka. I można by tak właściwie wymieniać bez końca. - Pod względem zainteresowań zupełnie różnią się ze Schetyną, ale połączyła ich polityka - mówi nam jeden z polityków Platformy, tłumacząc, dlaczego Rafał Grupiński uchodzi za człowieka Schetyny. - Znają się od lat 90. i obaj mieli dość podobne poglądy. Zarówno Grzesiek, jak i Rafał jawili się jako konserwatyści, mocno antykomunistyczni, bo Schetyna zaczął się liberalizować dopiero pod wpływem Tuska - dodaje nasz rozmówca.

Czytaj też:Rafał Grupiński wybrany nowym szefem klubu PO
Rafał Grupiński uchodzi za człowieka z zasadami. Zamknięty w sobie, jakby wycofany, jest mistrzem analizy i doskonałym strategiem. Wymarzony szef klubu na nadchodzące ciężkie czasy
Schetyna współpracował z Grupińskim w Kongresie Liberalno-Demokratycznym, ale Grupiński nie chciał iść do Unii Wolności, uważał, że to zdrada. Przez pewien czas był związany ze środowiskiem młodych działaczy i dziennikarzy katolickich, nazywanych pampersami, to w czasie, kiedy prezesem TVP był Wiesław Walendziak, Grupiński został dyrektorem Telewizji Edukacyjnej Jedynki. W 2004 r. Grupiński wstąpił do Platformy Obywatelskiej i jak mówi jeden z naszych rozmówców, znalazł się w gronie osób, które kombinowały, jak tu osłabić Tuska, a wzmocnić Schetynę. - To byli ludzie, którzy przekonani są, że nie można Donaldowi ufać. Tyle że wszystko zmieniło się po tych wyborach. Oni wszyscy przechodzą na stronę silniejszego - opowiada jeden z polityków Platformy. I dodaje, że zagranie Tuska z Rafałem Grupińskim jako szefem klubu było mistrzowskie. - Grupiński to człowiek z zasadami, jak raz wejdzie w rolę obrońcy Tuska, to z niej nie wyjdzie. Więc Donald ma go na uwięzi - podsumowuje poseł PO. A Grupiński to cenny współpracownik. Zamknięty w sobie, nieco autystyczny - jak mówią politycy Platformy - ma skłonności do dłuższej analizy. Nie jest typem fajtera, politykiem pierwszej linii, ale doskonałym strategiem. Nic więc dziwnego, że został szefem klubu, bo przed Platformą ciężkie czasy i trudne, nowe wyzwania.

Czytaj też:Rafał Grupiński i Justyna Lachor: Panie premierze, wiemy jak żyć

Może dlatego, że człowiek Schetyny, jak utarło się mówić o Grupińskim, został doceniony, dla równowagi - stanowisko wicemarszałka przypadło Cezaremu Grabarczykowi dowodzącemu kolejną frakcją w Platformie. O tym, że Grabarczyk pożegna się z teką ministra infrastruktury, wiadomo było na długo przed wyborami. Inna rzecz, że Grabarczyk uważany przez wielu za fachowca nie miał dobrej prasy. Zamieszanie na kolei i przy budowie autostrady A2 spowodowały, że opozycja raz po raz składała wnioski o odwołanie go ze stanowiska ministra infrastruktury. Jak podawał tygodnik "Wprost", na jednym z posiedzeń zarządu Platformy tuż przed końcem układania list wyborczych Donald Tusk miał nawet zrugać Grabarczyka za psucie wyników Platformy. Ponoć premier powoływał się na specjalne badania, które zamówiła partia przed wyborami. Sondaże odpowiadały na pytanie, jak szefowie poszczególnych resortów wpływają na notowania całej Platformy Obywatelskiej. Wyniki były dla Grabarczyka druzgocące. To właśnie on okazał się najbardziej szkodzącym wizerunkowi rządzącej partii ministrem. To, co można było przeczuwać po tąpnięciu sondaży zaraz po głosowaniu wotum nieufności dla Grabarczyka, teraz zyskało twarde potwierdzenie w wewnątrzpartyjnych badaniach. Może dlatego Grabarczyka na czas kampanii schowano. Ale powraca w niezłym stylu. I to w niego, Kopacz, Muchę i Grupińskiego, wycelowane będą kamery.

Czytaj też:**

**

Dorota Kowalska
Współpraca: Anita Czupryn

Cały tekst przeczytasz w weekendowym wydaniu "Polski" lub na stronie prasa24.pl.

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

W
Widukind

Czyli MAK w pełnej krasie. Chcieliście to macie, matoły.

W
Widukind

Czyli MAK w pełnej krasie. Chcieliście to macie, matoły.

a
akuku

W dyplomacji i w rzadzie istnieje cos takiego jak kod ubioru.Wszyscy panowie maja za dlugie rekawy marynarek, jedynie Tusk wie o co chodzi.Rekawy koszuli powinny wystawac ok. 1,5cm. Spodnie tez za dlugie.A panie to disco-polo zwlaszcza ta pani w bialej marynarce i czarnych baletkach. Ach te lampasy i obszywki jak z serialu "Mamuski"no i Pitera w spodnicy z cieplego koca.Zawsze jest na co popatrzec.

r
ryszard

mam nadzieje,ze ta koltunka nie dostanie zadnego stanowiska w rzadzie.

i
i tyle

w swoim naturalnym środowisku.

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Kopacz, Mucha, Grabarczyk, Grupiński... Tusk w PO zadowolił wszystkich

z
z

Jeszcze tak się nazywa?

Dodaj ogłoszenie