Konrad Ciesiołkiewicz: W korporacji jest miejsce na prawdziwą przyjaźń

Anita Czupryn
Konrad Ciesiołkiewicz - dyrektor PR i Sponsoringu Orange Polska, certyfikowany coach, były rzecznik prasowy rządu
Konrad Ciesiołkiewicz - dyrektor PR i Sponsoringu Orange Polska, certyfikowany coach, były rzecznik prasowy rządu archiwum prywatne
W korporacji definiuje się cele, ale już dojście do tych celów jest zadaniem pracownika. Oczywiście, można spotkać i takich pracowników, którzy niespecjalnie chcą się wychylać. Tylko że takie sytuacje mogą mieć miejsce także w osiedlowym sklepie spożywczym - mówi Konrad Ciesiołkiewicz, specjalista ds. komunikacji i coach, w rozmowie z Anitą Czupryn

Instruktor harcerstwa, szef biura prasowego, potem rzecznik rządu trafia następnie do korporacji. Jak się Pan w niej odnalazł?
Nie narzekam. Bardzo sobie cenię pracę w korporacji. Ale rozumiem, do czego pani zmierza tym pytaniem, bo rzeczywiście w niejednym tytule prasowym i na portalach internetowych czytam ostatnio artykuły i zażarte dyskusje na temat całego zła korporacji…

… i patologii, jaką ona niesie.
Tak jest w dużej mierze widziana przez autorów tych wypowiedzi. Każdy ma prawo do własnych opinii. Ja się z tym obrazem nie zgadzam. Myślę, że obraz każdej organizacji - czy małej, czy dużej, czy jest fundacją, czy korporacją - jest bardzo zróżnicowany. Mam to szczęście, że jestem ze swojej pracy bardzo zadowolony i spotykam dobrych ludzi na swojej drodze. Choć jak w każdym miejscu - ludzie są różni. Jednych chce pani spotykać ciągle, a innych nigdy. To nie zależy od miejsca pracy, tylko od ludzi, od nas samych.

Do korporacji trafiają ludzie dwóch kategorii: tacy, którzy rozpoczynają swoją ścieżkę kariery, zdobywają doświadczenie i odchodzą na swoje, oraz tacy, którzy już to doświadczenie gdzieś zdobyli: dziennikarze, specjaliści PR, politycy, osoby publiczne. Pan należy do tej drugiej grupy.

Zaczynałem w agencji PR, pracowałem w życiu publicznym, potem przeszedłem do jednej z firm telekomunikacyjnych, następnie do Orange, gdzie pracuję już spory czas. Nasza firma zatrudnia ponad 20 tys. osób i tych kategorii, o których pani mówi, jest multum. Sprowadzanie tego do dwóch modeli jest nadmiernym uproszczeniem. Podobnie jak mówienie o tym, że korporacja to patologia. Korporacje wytwarzają pokaźną część produktu krajowego brutto, dzięki ciężkiej pracy w niej ludzie utrzymują swoje rodziny, angażują się w mnóstwo dodatkowych inicjatyw. Zauważam wręcz pęd do wolontariatu. Korporacja jest miejscem pracy dobrym, jak każde inne, a z moich osobistych doświadczeń wynika, że nawet lepszym.

Dla pewnej części ludzi korporacja jest czymś wygodnym - wszystko organizuje, a przychodzący do niej człowiek wypełnia etat.
Nie znam wszystkich korporacji, ale prowadzę dużo wspólnych inicjatyw z PKN Orlen, PZU, BZ WBK, grupą TVN czy PKO BP i współpracuję tam ze świetnymi, mądrymi ludźmi, nie wypełniaczami etatów. Wszystko zależy od nas. Przecież korporacja składa się z ludzi. Nie widziałem, żeby każdemu organizowano wszystko odgórnie. Wymóg relacyjnego przywództwa polega na tym, że daje się ludziom pewną podmiotowość. Definiuje się cele, ale już dojście do tych celów jest moim zadaniem. Oczywiście, że można spotkać i takich pracowników, którzy niespecjalnie chcą się wychylać. Tylko że takie sytuacje mogą mieć miejsce także w osiedlowym sklepie spożywczym. Natomiast jeśli pani ma na myśli rozproszenie odpowiedzialności, bo tak zrozumiałem to pytanie, to wydaje mi się, że to jest specyfika zachowań dużych grup ludzi. Przykład z psychologii znany od lat 70.: widzimy poszkodowaną kobietę na ulicy i mamy dwie sytuacje porównawcze - świadkiem jest jedna osoba albo świadkami jest 15 osób. Kto pierwszy udzieli pomocy? Naukowo udowodnione jest, że te 15 osób nie udzieli pomocy albo nie udzieli jej tak szybko, jak ten jeden świadek. Dlaczego? Bo te 15 osób ma wrażenie, że inni mogą to zrobić.

Odpowiedzialność rozproszona nie jest więc jakąś winą korporacji. Jest po prostu specyfiką dużych grup. Duże zespoły są jednak siłą takich firm. Nie mogą się one opierać na historii i geniuszu jednej osoby. To nie jest show jednego człowieka. To setki czy tysiące ludzi, którzy muszą pracować razem.
Zostańmy na chwilę przy tej rozproszonej odpowiedzialności, bo ona chyba jest źródłem patologii, do której zaliczam, mówiąc eufemistycznie, korporacyjne "tyłkochrony". Wszystko trzeba mieć na piśmie, ludzie porozumiewają się ze sobą przez mejle, nawet do kolegów, z którymi siedzą biurko w biurko.
Ludzie w korporacji otrzymują niezwykle dużą liczbę zadań do realizacji. Każde z nich bardzo często uruchamia odrębny i długi ciąg działań. Żeby zaangażować w nie dziesiątki innych osób, musi istnieć ścieżka elektroniczna, bo nie da się tłumaczyć wszystkiego telefonicznie lub bezpośrednio ciągle od początku. Zapewniam, że nie jest to jedyna droga. Korporacje to miejsca, gdzie wymaga się spotkań, dyskutowania i konsultowania, co nie zawsze jest komfortowe. Szczególnie jeśli uważam, że mam najlepsze pomysły. (śmiech) To się może podobać bardziej lub mniej, ale to jest droga dochodzenia do konsensusu i pomniejszania ryzyk związanych z tym, że ktoś po prostu ma na coś ochotę. Nie pracuję we własnej firmie, tylko w firmie, która ma znaną markę na rynku, ma swoich właścicieli i ma skupiać się na klientach.

Zauważył Pan u siebie, że nasiąknął już zachowaniami korporacyjnymi w życiu prywatnym, tym korporacyjnym żargonem, tymi wszystkimi briefingami, brunchami, mityngami czy conference call, i używa go poza pracą?
Niestety, łapię się na tym. Żałuję. Pod tym względem następuje pewna dewaluacja języka, choć nie tak silna, jak się wydaje. Zgadzam się, że to nie jest najfajniejsze zjawisko. Tyle że ono jest związane nie tyle z firmą, co z szybkimi komunikatorami, mejlami, mediami i występuje w każdym miejscu - od szkoły począwszy, na miejscu pracy skończywszy. Spotykam w pracy wielu ludzi, którzy nie stosują takich nazw, to element nonkonformistyczny, który szanuję i cenię.

W korporacji jest miejsce na prawdziwą przyjaźń?
Jeżeli w życiu jest miejsce na prawdziwą przyjaźń, to w korporacji też. Choć dla mnie relacje są na pierwszym miejscu, to przyjaźń widzę w trochę innych kategoriach. Bez wątpienia przy podejmowaniu bardzo ważnych decyzji bliskie relacje, przyjacielskie, niekoniecznie pomagają. No, ale jeśli pracuje się ze sobą 15 lat, to trudno nie wejść w relacje pozazawodowe.

Są tacy, którzy pracują tam aż tak długo? Pokutuje opinia, że korporacja jest tworem, który wyławia takich, którzy do niej pasują, po to, żeby ich użyć, a potem wymienić.
To może się zdarzyć wszędzie, gdzie maksymalizuje się oczekiwania wobec pracowników, a oni nie są w stanie ich spełnić. Pracuję w Orange od prawie sześciu lat i jestem osobą, która ma jeden z krótszych staży w zespole. Wielu pracuje tu 10 lat, są tacy, co pracują po 17. Rotacje zdarzają się, to oczywiste i naturalne. Niektórzy lubią zmiany i odchodzą. Nie każdy się sprawdza, nie każdy dostał to, czego potrzebuje i nie ma to związku z korporacją, ale w ogóle z relacją pracownik - pracodawca. W każdym miejscu na świecie, jeżeli pracodawca dojdzie do wniosku, że pracownik nie spełnia jego oczekiwań, może mu podziękować. Podobnie pracownik - może podziękować za pracę, jeśli uzna, że to nie jego miejsce. Ja się z opisanym przez panią mechanizmem za bardzo nie spotykam. Wręcz przeciwnie, wymaga się od nas ludzkiego podejścia, silnie rozbudowana jest kultura pracy. HR, czyli zasoby ludzkie, uczy nas, jak udzielać informacji zwrotnej pracownikowi. Jeśli ktoś nie spełnia oczekiwań, to udziela się informacji, daje szansę. Zwolnienie jest ostatecznością.

Wszyscy się kochają, uśmiechają się do siebie, czują się dopieszczeni, mają dawać z siebie wszystko, a jeśli się rozstają, to kulturalnie. Pewnie stąd wzięła się opinia, że korporacja jest czymś na kształt sekty.
Pewnie zależy od sekty. (śmiech) To, o czym mówię, to element wartości korporacyjnych. Każda korporacja ma swoje wartości. Pytanie, jak się je traktuje. Jeśli ktoś podchodzi do nich jak do "nowej religii", czegoś, co ma na wskroś przenikać każdą aktywność naszego życia, wtedy staje się to niezbyt zdrową ideologią. Jeśli jednak ktoś traktuje wartości jako narzędzie podkreślające charakter kultury danej firmy, to ja nazywam to podejściem zdroworozsądkowym, które może sporo pomóc w rozwoju własnym i zespołu.

I można przetrwać bez podlizywania się szefowi?
Tak jak powiedziałem. Wszystko opiera się na ludziach. Zdaję sobie sprawę, że w różnych miejscach pracy są sytuacje trudne ze względu na przełożonych. Te relacje stają się często powodem frustracji i wypalenia. Podlizywanie się nie jest metodą skuteczną dla organizacji w dłuższym okresie i niesie ze sobą ryzyko poniżania człowieka. Miałem i mam szczęście pracować z szefami, którzy cenią sobie raczej lojalność, szczerość i ciężką pracę.
Skąd zatem wzięła się kolejna negatywna opinia - że w korporacji świetnie odnajdują się ci, co kablowali w szkole czy na studiach?
To mit związany pewnie z tym, że tacy ludzie też znajdują się w korporacjach. Są konformiści, ale też tacy, którzy są nonkonformistami - i każdy z nich w tej organizacji się odnajduje. Najczęściej większość z nas oscyluje gdzieś pomiędzy. Myślę, że te stereotypy biorą się z tego, że w jednym miejscu jest zgromadzona wielka liczba ludzi i widać tu wiele zjawisk, do których dochodzą klasyczne zjawiska grupowe, takie jak uskrajnianie własnych opinii, by zgadzać się z innymi, uproszczone wydawanie sądów, mówienie tego, co przełożony chce usłyszeć, i wiele innych. A że przykładamy większą uwagę do zjawisk negatywnych niż pozytywnych, to takie rzeczy wybijają się na pierwszy plan. Mity nie są prawdą, skoro tak dużo ludzi chce dla korporacji pracować. Bo są to najlepsi pracodawcy - tak wynika ze wszystkich rankingów.

Kolejna negatywna opinia - w korporacji siedzi się długo i wykonuje mnóstwo nikomu niepotrzebnej roboty. Nie miał Pan nigdy poczucia, że siedzi w tej robocie wiele godzin, a życie ucieka między palcami?

Miewam poczucie, że życie ucieka, bo kiedy ma się rodzinę, angażującą pracę i jeszcze robi się inne rzeczy, to chyba naturalne, że bywa się zmęczonym i wtedy przychodzą takie myśli. Ale nie mam tego poczucia ze względu na pracę w korporacji. Nie mam też przekonania, że w korporacji ludzie pracują do nie wiadomo jak późnych godzin. Przez to, że ta praca jest ułożona, niekoniecznie liczą się odsiedziane godziny. Jeżeli są wielkie projekty, takie jak rebranding, gdy przechodziliśmy na markę Orange czy Euro 2012, gdzie byliśmy partnerem technologicznym, to są szczególne momenty w każdej organizacji i rzeczywiście wtedy pracuje się bardzo intensywnie przez długie miesiące.

Co Pan wniósł ze swoich wcześniejszych doświadczeń do korporacji?
Mam wrażenie, że bardzo wiele… wynoszę. Na pewno wniosłem umiejętność pracy z ludźmi. Korporacja nie jest bytem z robotami w środku. Trzeba mieć niezwykle silnie rozbudowane umiejętności społeczne. Korporacja też tych kompetencji uczy i bardzo je rozwija. Na pewno niemałe doświadczenie PR, z jakim przyszedłem, przekuwam tutaj na nasze sukcesiki i sukcesy. A mamy ich z zespołem sporo. Jako przykład powiem, że wprowadziliśmy pierwszą w Polsce platformę blogową do komunikacji korporacyjnej, czyli poważne tematy podane przystępnie w formie pisanej i wideo zarówno dla klientów, jak i mediów. Za tworzenie nowych mediów dostaliśmy sporo nagród.

Pana zadaniem jest motywowanie ludzi, dawanie im kopa, co złośliwi nazywają robieniem Amwayu?

Każdy menedżer otrzymuje listę kompetencji, pod kątem których ma prowadzić zespół. Motywowanie jest elementem tego pakietu. Jestem regularnie oceniany przez wszystkich współpracowników: ludzi, którzy mi podlegają, moich szefów, którym podlegam, oraz przez innych współpracowników, menedżerów, z którymi wykonujemy wspólne projekty. Nazywa się to oceną 360 stopni. Powstaje z tego kilkudziesięciostronicowy raport, który mogę przeczytać, dowiedzieć się, w jakim miejscu jestem, jakie zrobiłem postępy, jak jestem odbierany, mogę to skonfrontować z tym, co sam na ten temat myślę. Dwa razy w roku mamy też badania dotyczące oceny satysfakcji, motywacji, stosunku do firmy i własnego zespołu. Nasze premie uzależnione są od wyników tych ocen. Z tego punktu widzenia uważam, że mówienie o zrobotyzowanym, bezdusznym systemie w korporacji nie jest prawdziwe. Wymaga się ode mnie nastawienia na komunikację, wymianę informacji, na dzielenie się wiedzą z innymi. To kluczowy element mojej pracy.
Czuje Pan, że korporacja Pana zmieniła?
To pytanie egzystencjalne. Zmieniamy się cały czas. Z pewnością wszystkie nasze doświadczenia, także praca, wpływają na nas. Mam poczucie rozwoju. Choć zdaję sobie sprawę, że nie każdy pracownik je ma i odbiera te słowa gorzej. To korporacja zwróciła moją uwagę na umiejętności komunikowania się z ludźmi i metodyczne zarządzanie zespołem. Wydawało mi się, że miałem je zawsze rozbudowane, niemniej to właśnie korporacja dała mi nowe możliwości. Dzięki temu zostałem coachem - osobą, która towarzyszy w rozwoju innych, wspiera ich zarówno w korporacji, jak i poza nią. Okazuje się, że ludzie, którzy rozwijają się w korporacji, w których korporacja inwestuje, dają z siebie wiele również poza nią. Od trzech lat organizujemy z przyjaciółmi warsztaty i szkolenia dla młodych osób wchodzących na rynek pracy z zakresu funkcjonowania w zespole, umiejętności komunikacji, przywództwa, radzenia sobie ze stresem, kreatywnego myślenia, rozwoju osobistego. Wsparliśmy już w ten sposób prawie 200 osób. Bardzo to lubię i nie widzę powodu, żeby mówić, że to wszystko jest do bani.

I byłby Pan w stanie pracować w każdej korporacji?
Nie wiem, czy byłbym w stanie. Na pewno nie chciałbym w każdej, bo w grę wchodzi również mój system wartości.

Konrad Ciesiołkiewicz - dyrektor PR i Sponsoringu Orange Polska, certyfikowany coach, były rzecznik prasowy rządu **

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

b
byr
Nie dość,że dyrektor PR, to jeszcze koleś, który dostał fuchę po politycznych koneksjach (bo przecież Orange ma 'zwykłego" rzecznika do roboty..
777
SHMALEC i BESwZGLENDNY WYŚĆIG F1 szczuRORaTów.
777
SHMALEC i BESwZGLENDNY WYŚĆIG F1 szczuRORaTów.
Dodaj ogłoszenie