Konrad Ciesiołkiewicz: Jak rozbroić tykającą w Polsce bombę?

Konrad Ciesiołkiewicz, przewodniczący Komitetu Dialogu Społecznego KIG
Mat. własne autora/Jacenty Dędek
Kondycja psychospołeczna Polaków od lat jest w bardzo złym stanie. Trwająca obecnie pandemia Covid-19 uwypuklając wiele problemów, przeobraziła ją w tykającą bombę. Czy uda się nam ją rozbroić? Co trzeba zrobić, by zapobiec wybuchowi?

O tym, jak źle było jeszcze przed Covid-19, widać dokładnie na statystykach z ubiegłych lat. Indeks zaufania CBOS z 2018 roku w naszych warunkach, niestety okazał się indeksem braku zaufania, bo aż 68 proc. Polek i Polaków wykazało nieufność i ostrożność wobec innych osób oraz instytucji publicznych. Niewielka część Polaków angażowała się w działalność społeczną, bo było to 13,4 proc. społeczeństwa, a jedynie 6 proc. pełniło w niej funkcje kierownicze uznawane za miernik zdobywania obywatelskich kompetencji (dane z „Diagnozy społecznej 2015”). Z kolei z badań uniwersytetów w Lejdzie i Rotterdamie wiemy, że aż 2 miliony obywateli naszego kraju uważało swoją pracę za całkowicie pozbawioną sensu. W ostatnich latach także mieliśmy do czynienia z bardzo dużym wzrostem zwolnień lekarskich

z powodu zaburzeń i dysfunkcji psychicznych. Oczywiście podobnych zjawisk wymieniać można bez liku: rosnąca polaryzacja społeczna i polityczna, wzrost nastrojów radykalnych, wulgaryzacja języka i słabnące więzi społeczne. Z czasów sprzed pandemii nie można lekceważyć także widocznego niskiego statusu społecznego przypisywanego zawodom publicznym, w tym pracownikom medycznym (ratownikom, pielęgniarkom, lekarzom, personelowi pomocniczemu), urzędnikom, czy nauczycielom, na których chcę zwrócić szczególną uwagę w dalszej części tego artykułu.

Trauma

Z takim bagażem wkroczyliśmy w dramatyczny czas pandemii Covid-19, która wywołała cały szereg kryzysów – zdrowotny, ekonomiczny, psychologiczny czy polityczny. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że te trudności muszą doprowadzić do traumy milionów Polek i Polaków. Ma ona zawsze związek z doświadczeniami granicznymi, strachem przed śmiercią, nagłym zerwaniem więzi, nieoczekiwanej zmiany reguł i wartości cenionych
w społeczeństwie. Nie możemy pomijać czynników prowadzących wprost do traumatyzacji poszczególnych osób, takich jak społeczna izolacja, rosnąca skala przemocy domowej i innych. Wiemy też, choćby z opisów prof. Marii Orwid i Piotra Sztompke, że trauma społeczna wcześniej czy później będzie się objawiała m.in. poprzez:
- rosnący syndrom nieufności
- apatię obywatelską i polityczną
- pesymistyczną wizję przyszłości
- nostalgiczny obraz przeszłości
- szukanie „kozłów ofiarnych”, chęć zemsty i rewanżu, rosnącą skalę konfliktów i przemocy

Porównując pierwsze miesiące pandemii Covid-19 do ubiegłego roku, zauważmy 50 proc. wzrost wystawianych zwolnieniach lekarskich z powodu zaburzeń psychicznych (dane ZUS). Aż 65 proc. nauczycielek i nauczycieli twierdzi, że w czasie pandemii czuje się dużo gorzej psychicznie. Tak samo uważa 54 proc. rodziców i 48 proc. uczniów (badania „Edukacja zdalna: co stało się z uczniami, ich rodzicami i nauczycielami? J. Pyżalski, G. Ptaszek, G. Stunża, M. Dębski, M. Bigaj).

Trudno nie widzieć związku pomiędzy masowymi strajkami w ostatnich tygodniach na ulicach polskich miast a lockdownem i zaostrzaniem działań politycznych. Dzieje się to dokładanie wbrew wszelkim zaleceniom środowisk psychologów i psychiatrów, zwracających uwagę na to, że w czasach największych kryzysów odpowiedzialnością liderów życia publicznego jest tonowanie skrajności i niepodejmowanie decyzji mogących być odbieranymi jako negatywnie ingerujące w życie obywateli. Ponadto od lat słyszymy o zagrożeniu związanym z agresywnym i wulgarnym językiem używanym w przestrzeni publicznej, prowadzącym do eskalacji emocji i grożącym wzrostem przemocy. Wszystkie te zjawiska stanowią prawdziwą psychospołeczną bombę, która nie jest wyłącznie teoretyczną opowieścią. Ma swoje realne konsekwencje – wpływ na życie i zdrowie milionów z nas. Dzisiaj i w najbliższych dziesięcioleciach.

Nauczyciele w kryzysie

Co możemy w takim razie robić? Wydaje się, że przede wszystkim powinniśmy postawić
na zabezpieczenie społecznej infrastruktury, która przy odpowiednim zarządzaniu kryzysem i wychodzeniu z niego odgrywa kluczową rolę. Brak inwestowania w społeczeństwo jest niczym innym jak skracaniem lontu od bomby, na której siedzimy. W ramach niezbędnych działań fundamentalnie ważne jest zadbanie o zawody publiczne oraz zdrowie psychiczne dzieci, młodzieży i dorosłych. W pierwszej kolejności, co nie podlega wątpliwościom, myślę o zawodach medycznych, choć do realnego wsparcia dla nich droga wciąż daleka. Drugą grupą zawodową, która znalazła się na pierwszej linii frontu pandemicznego są nauczyciele
i cała społeczność szkolna. To potężna część społeczeństwa, licząca prawie 600 tysięcy osób (a wraz z rodzinami kilka milionów osób). Niestety, w ostatnim okresie została poturbowana radykalną reformą oświaty oraz doświadczeniami ze strajków. To także grupa, która była traktowana przez wielu, w pierwszych miesiącach kryzysu, ale także obecnie, jako „kozioł ofiarny”. Jeśli nie zatroszczymy się o nauczycielki i nauczycieli, to nie ma szans

na optymistyczne myślenie o faktycznym, zrównoważonym rozwoju społeczno-ekonomicznym w przyszłości. Kryzys obnażając słabości, pokazał również jak na dłoni, wielość kluczowych ról pełnionych przez szkołę, wychowawców i nauczycieli. Nie chodzi mi tylko o nauczanie, ale o tworzenie podstaw dla systemu zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży. Dostęp do psychologów, rozwój polityki socjalnej i walki z niedożywieniem, przemocą, a także z dyskryminacją, to tylko niektóre elementy bazowe potrzebne do tej zmiany. Krótko mówiąc, chodzi o funkcję społecznego „kleju”, bez którego nie istnieje wspólnota i jej przyszłość.

Ratowanie infrastruktury społecznej
Scenariuszy na przyszłość można pisać wiele. Bazując na doświadczeniach środowiskowych
i zaangażowaniu w inicjatywy społeczne w dziedzinach wymienionych wyżej, początkowe kroki powinny być następujące:
Po pierwsze, postawienie w centrum uwagi potrzeby nauczycieli i wsparcia w zakresie kompetencji nauczania zdalnego, w tym także umiejętności psychologicznych oraz grup wsparcia dla tej grupy zawodowej. Kwestie społecznego prestiżu, etosu zawodowego, świadomości ról kluczowych dla naszej przyszłości, docenienia ich pracy i poświęcenia również nie powinny być dłużej lekceważone. Rozwój zawodowy i wynagrodzenie za pracę nauczycieli powinny stać się elementem nowej umowy społecznej po kryzysie.
Po drugie, potrzebny jest radykalny wzrost nakładu środków przeznaczanych na politykę zdrowia psychicznego. Jego bazą powinno być jak najszybsze zbudowanie systemu Centrów Zdrowia Psychicznego w każdym powiecie. Dziś na psychiatrię przeznaczamy 3,4 proc. z wszystkich środków finansowana ochrony zdrowia. A powinno to być co najmniej 5 procent. Z obliczeń WHO sprzed pandemii wiemy, że około 25 proc. z nas doświadczy w swoim życiu zaburzeń oraz znaczących trudności psychicznych. Jednak pieniądze na psychiatrię to nie wszystko. Kluczowym czynnikiem jest niedoceniany do tej pory aspekt zdrowia psychicznego
w miejscu pracy. Obciążenie psychiczne ludzi, z jakim mamy do czynienia w ostatnich miesiącach, można porównać wyłącznie do tego z okresu wojny.

Po trzecie, niezbędne jest nowe podejście do wielu zawodów, dających nam nadzieję na przeżycie i wyjście z kryzysu. Należy patrzeć na nie jak na zawody walczące na pierwszej linii frontu. Mam tu na myśli właśnie pracowników medycznych, socjalnych, nauczycieli, strażników miejskich, strażaków, policjantów i wielu innych. Chcąc podjąć działanie, wraz z kilkoma środowiskami społecznymi i gospodarczymi przygotowaliśmy założenia oraz projekt ustawy „My, Solidarni”, pisanej na wzór ustawy o weteranach, która umożliwiałaby docenienie tych, którzy ze szczególnym zaangażowaniem ratują życie i zdrowie ludzi.

Z doświadczeń SARS 1 wiemy, że to właśnie te osoby i ich rodziny stanowią pierwsze ofiary wirusa. W wielu przypadkach oznaczało to utratę zdrowia wraz z komplikacjami fizycznymi i psychicznymi nieodwracalnymi do końca życia lub nawet śmierć. To z tej grupy najwięcej osób doświadczać będzie syndromu stresu pourazowego (PTSD) jeszcze przez lata po ustaniu pandemii.
Jako wyraz wdzięczności chcemy umożliwić wsparcie dla tych osób i ich rodzin zapewniając terapię, pomoc socjalną, dostęp na preferencyjnych warunkach do dobór kultury, nauki, czy transportu miejskiego oraz innych usług. Jeśli nie zadbamy o solidarność teraz, to w przyszłości możemy nie spotkać chętnych do ratowania naszego życia i zdrowia.

Teleporada w jeden dzień?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie