Konkurs "Twoje Finanse": Oto Laureaci i nagrodzone prace!

Redakcja
Znamy zwycięzców konkursu "Twoje Finanse", realizowanego we współpracy z Narodowym Bankiem Polskim w ramach programu edukacji ekonomicznej. Wszystkim Czytelnikom dziękujemy za zainteresowanie cyklem "Twoje Finanse" i za udział w konkursie, a Laureatom serdecznie gratulujemy!

Redakcyjne jury nie miało łatwego zadania: trzy zwycięskie prace musiało wybrać spośród kilkuset nadesłanych tekstów. Wielu uczestników konkursu pisało nam, jak przez całe życie uczyli się zarządzać domowym budżetem. Za wszystkie te interesujące prace bardzo dziękujemy!

Nagrodę przyznaliśmy autorom historii, które doskonale uzupełniają tematykę dwudziestu odcinków drugiej edycji cyklu "Twoje Finanse". Prace te pokazują, że rady zawarte w naszych artykułach naprawdę mogą przydać się w codziennym życiu. I właśnie te zwycięskie historie mogą być przestrogą dla czytelników.

Poniżej publikujemy zwycięskie prace. Ich Autorom serdecznie gratulujemy wygranej!

CZYTAJ ZANIM PODPISZESZ

Autor: Adam P.

Na białej, czystej kartce pani Magda zamaszystą kreską, zdecydowanym ruchem rysuje. Więc jest wykres, oś czasu. Na wykresie rośnie. No rewelacja! Tutaj jakaś suma, tutaj jeszcze jedna linia, trend wznoszący pręży się i napina w górę. Siedzę z żoną na spotkaniu u doradcy finansowego. Parę dni wcześniej, w rozmowie telefonicznej, zostaliśmy skuszeni obietnicą skorzystania z lokaty na bardzo wysoki procent. Więc oto jesteśmy. Szybko okazało się, że lokatę możemy założyć, ale tylko w połączeniu z innym produktem. Otóż jest rozwiązanie idealne dla nas - długoletni plan oszczędnościowy.

Pani Magda przedstawia ideę produktu. Zastosowany mechanizm jest unikalny, sprawia, że oszczędzanie jest łatwe, lekkie i przyjemne. Tutaj harmonogram, to jest składka, tu inny wariant, a to jest dźwignia finansowa. Zgrabne, lekkie zdania przemykają nad biurkiem. Rysunek szybko się zapełnia. Tu w rogu jeszcze duża strzałka (może to ta dźwignia?).

Opowieść zdaje się nie mieć końca. Ale szczęśliwie jest i moment, aby zadać parę pytań. "Regulamin? Ale ostrzegam, że to jest kilkanaście stron, naprawdę chce pan przeczytać?" Półuśmiech na twarzy, głos spokojny, lewa brew jakby nieco się uniosła. Nieśmiało przytakuję, że chciałbym chociaż spróbować. Ze spotkania wychodzimy po około 40 minutach. W firmowej teczce trzymam kartkę z odręcznymi rysunkami pani Magdy. Umówiliśmy się, że potrzebujemy czasu, że nie możemy podjąć takiej decyzji od razu. Wymogłem też obietnicę, że dostanę na adres mailowy treść nieszczęsnego regulaminu.

Następnego dnia w poczcie elektronicznej znajduję maila. Podsumowanie spotkania, propozycja innych wariantów tego samego produktu, podziękowanie za poświęcony czas i regulamin w załączniku. Zasiadam przed komputerem. Po kilkudziesięciu minutach jestem mądrzejszy. W tle posiłkowałem się arkuszem kalkulacyjnym. Dość szybko okazało się, że kalkulator nie wystarczy. Gdy się dokładnie przyjrzeć, to dokument jest w miarę spójny i logiczny, ale niestety podany w absurdalnie nieprzystępnej formie. Poukładanie wszystkich elementów wymagało sporej dozy cierpliwości i uporu.

Najważniejsze wnioski? Na wstępie naszej rozmowy dość stanowczo zaznaczyłem, że naprawdę nie jesteśmy zainteresowani propozycją lokowania środków w fundusze inwestycyjne. Pani Magda przytaknęła ze zrozumieniem, obiecała dopasować się do tego warunku i gładko przystąpiła do prezentacji produktu. Jednak analiza zapisów w regulaminie wskazuje, że mamy do czynienia właśnie z funduszem inwestycyjnym. Dla lepszego efektu marketingowego całość została sprytnie uzupełniona o pewne dodatkowe elementy i nazwana ubezpieczeniem. Przeczytanie regulaminu uświadamia ponad wszelką wątpliwość, że istotą rzeczy jest tu fundusz inwestycyjny a nie ubezpieczenie.

Prezentowane symulacje przyrostu oszczędności wyglądały kusząco. Po kilkunastu latach w tabelce pojawiały się sumy rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych. To wszystko jednak oparte jest na danych historycznych, bez żadnej gwarancji powtarzalności. A więc ryzyko po stronie klienta. Jednocześnie wycofanie się z programu w pierwszych latach powoduje utratę zdecydowanej części środków (nawet 80-90% wpłat!). Zawarcie umowy oznacza zatem konieczność ponoszenia comiesięcznych wydatków przez długie lata. Wyjść na przysłowiowe "zero" można dopiero po 6-7 latach (choć i tak nie do końca, gdyż pominięty został chociażby wpływ inflacji).

Pobierana od każdej miesięcznej składki prowizja jest horrendalnie wysoka. Na spotkaniu usłyszeliśmy, że jej wysokość to nieco poniżej 2%. Odnalazłem tę wartość w regulaminie. Nie została ona podana wprost, a została dość przebiegle ukryta we wzorach (regulamin odsyła co prawda do tabeli opłat, ale takiego załącznika już od pani Magdy nie otrzymałem). Karkołomne przekształcanie wzorów doprowadziło do bardzo ważnego odkrycia. Owszem prowizja wynosi poniżej 2%, ale naliczana jest nie od bieżącej składki a od pewnej teoretycznej kwoty. Przeprowadziłem własne obliczenia. Faktyczna wysokość prowizji w odniesieniu do miesięcznej składki to ponad 25% (sic!).

Przekaz informacyjny serwowany przez doradcę sprawiał wrażenie naturalnego i spontanicznego. Tak naprawdę był w istocie rzeczy perfekcyjnie przygotowany i nieprzypadkowy na każdym poziomie, również składni, gramatyki języka polskiego. Zasadniczo wszystko, co zostało powiedziane, było prawdą. Za wiele rzeczy jednak zostało przemilczanych i niedopowiedzianych. A pani doradca? W tym dniu na pewno była przede wszystkim sprzedawcą, a nie doradcą.

Podsumowując, produkt jest drogi, obarczony wysokim ryzykiem, absolutnie niedopasowany do potrzeb i oczekiwań klienta.

Jak się ustrzec przed błędną decyzją? Czytajmy regulaminy i umowy. Mnie pomogła też na pewno determinacja w rozszyfrowaniu zaserwowanych wzorów i podstawowa wiedza z zakresu arytmetyki finansowej. Nie śpieszmy się. Podpisywanie dokumentów zostawmy sobie przynajmniej na następny dzień. I najważniejsze: nie kupujemy niczego, czego nie rozumiemy.

NIE MA WYSOKIEGO ZYSKU BEZ RYZYKA

Autorka: Wiesława S.

Historia moich finansów w wymiarze "moich" jest krótka, bo trzyletnia. Niemal trzy lata temu owdowiałam. Do śmierci męża wszelkimi sprawami finansowymi za moją całkowitą aprobatą zajmował się mąż.

Rzeczywistość finansowo-bankowa po jego śmierci mnie zaskoczyła i niemal zmiażdżyła. Mąż zmarł niespodziewanie a ja jak przysłowiowe dziecko we mgle zostałam sama w finansowej rzeczywistości, w której bardzo długo nie byłam w stanie się odnaleźć. Mieliśmy wspólny rachunek, ale lokaty mąż pozakładał w różnych bankach, nie zostawiając żadnej notatki na te tematy. Mozolnie przekopywałam się przez dokumentację, którą znalazłam w naszym mieszkaniu. A rzeczywistość była zbiurokratyzowana do granic absurdu. Powoli z pomocą syna zaczynałam się odnajdywać w tej rzeczywistości. Jak wspomniałam - miałam pozostawione lokaty. Część z nich po uregulowaniu spraw spadowych spieniężyłam. Nie skonsultowałam się z synem, utraciłam odsetki. Nie to jednak było największym błędem. Moja koleżanka, która wiedziała, że mam spieniężone lokaty namówiła mnie na wykupienie jednostek uczestnictwa w osławionym "AMBER GOLD".

Byłam zupełnie nieświadoma tego, że nie jest to bank. Wpłacając pieniądze otrzymałam całe mnóstwo dokumentów, certyfikatów itp. niektóre były opatrzone suchą piec zęcią co mnie - laika finansowego utwierdzało w trafności wyboru instytucji, która miała pomnażać mój kapitał - dokumenty te wydawały się takie wiarygodne.

Na szczęście pewnego dnia niespodzianie odwiedził mnie syn, który potrzebował swojego aktu urodzenia i kiedy zaczęłam szukać dokumentów dla niego z szafki wyjęłam teczkę z dokumentami z AMBERGOLD. Syn jak zobaczył te certyfikaty to natychmiast ze mną pojechał i dopilnował abym całą lokatę zerwała. Nie kazał mi się przejmować tym, że przez to stracę część moich pieniędzy. Udało mi się szczęśliwie odzyskać większość kwot ulokowanych w "AMBER GOLD". Jedynie dzięki postawie syna i jego wiadomościom o finansach nie straciłam niemal wszystkich oszczędności.

Od tamtego czasu staram się jak najwięcej czytać o finansach, ściągam informacje z Internetu, który jest bardzo pomocny także w tej tematyce. Oczywiście kiedy słuchałam informacji o tym para banku po tym jak on upadł to aż mnie ciarki przechodziły. Czytam wszelkie porady - także te drukowane w różnych rubrykach w prasie. Jestem ostrożniejsza w dysponowaniu moimi pieniędzmi, a lokaty od tamtego czasu mam w bankach - i kupiłam niedużą działkę gruntu jako najbezpieczniejszą lokatę.

Nadal uczę się jak korzystać z tzw. produktów bankowych, uważnie czytam umowy zanim się na nich podpiszę, zasięgam rady u syna i sukcesywnie pogłębiam swoją wiedzę na temat tzw. "szeroko pojętych finansów".

Gdybym mogła cofnąć czas to nigdy bym nie pozwoliła aby jedynie mąż decydował o naszych finansach, to był błąd z mojej strony i wygodnictwo, które niemal przypłaciłam bezmyślną utratą naszych oszczędności, które miały być zabezpieczeniem mojej starości.

BĄDŹ OSTOŻNY W ŚWIECIE E-FINANSÓW

Autor: Dariusz S.

Planując wakacje w zeszłym roku nigdy nie pomyślałem, że może mi się przytrafić coś takiego. Czasem czytałem o takich przypadkach w gazetach lub internecie. Ale mnie, taka sytuacja - to nie możliwe! A jednak.

Nic nie świadomy tego co nastąpi później zarezerwowałem sobie miejsce na dziesięciodniowej wycieczce, mieliśmy wspólnie ze znajomymi jeździć na rowerach. To był idealny pomysł, zakończyć sezon rowerowy zanim spadnie pierwszy śnieg. Wystarczyło jeszcze opłacić wszystko i czekać na wyjazd. Coś mnie tamtego dnia podkusiło aby otworzyć emaila z pocztą adresowaną z mojego banku. Zwykle bez czytania usuwałem ją do kosza ale wtedy rzuciła mi się w tytule oferta atrakcyjnej lokaty. Otwarłem więc emaila , rzeczywiście lokata była dobrze oprocentowana. Krótki termin bardzo mi odpowiadał bo pomyślałem sobie, że akurat jak mnie nie będzie to moje oszczędności będą sobie pracować i przybędzie trochę odsetek w sam raz na drobne wydatki. Zdecydowałem się założyć lokatę. Musiałem kliknąć znajdujący się w emailu link kierujący na stronę banku. Otwarła się główna strona banku. Następnie w oknie logowania wpisałem swoje dane i hasło. Chwila oczekiwania i przeniosło mnie do innej strony, gdzie należało wpisać kwotę deklarowaną do lokaty. Po jej wpisaniu pojawił się komunikat, że wszystko powiodło się prawidłowo. Jednak gdy chciałem sprawdzić potem stan mojego konta to odnośnik kierował ciągle na stronę gdzie zakładało się lokatę.

Tak samo działały inne linki. Zacząłem się denerwować, że coś nie działa. Zamknąłem okno przeglądarki i otworzyłem stronę mojego banku z zakładki ulubionych. Po zalogowaniu prawie dostałem zawału. W miejscu gdzie powinien widnieć stan mojego konta widniało tylko '0’ !!! Zero - to niemożliwe ! - wykrzyczałem sam do siebie. Zacząłem wszystko sprawdzać. Może się pomyliłem zakładając lokatę na wszystkie oszczędności ale w lokatach również było 'zero’. Może to jakiś błąd systemu - pomyślałem i zaraz wszystko wyświetli się jak powinno. Zanim zdążyłem usiąść i ochłonąć - sms z banku informujący o aktualnie wykonanych przelewach. Wszystkie moje oszczędności zostały przelane na jakieś konto! Prawie dostałem drugiego zawału, znów logowanie, sprawdzanie i nie mam nic! To już nie były żarty ani błąd systemu. Zadzwoniłem do banku. Poprosiłem aby to sprawdzili i sprawdzili - wyszło na to, że wysłałem całe moje oszczędności do Indii. Zaczęła się prawdziwa jazda i stres. Godziny wyjaśniania z bankiem, potem na policji, znów z bankiem i znów na policji. Okazało się że strona na którą się zalogowałem wchodząc poprzez link w emailu nie była stroną banku. Ta strona tylko podszywała się pod bank aby wyłudzić ode mnie dostęp do konta. Gdy to się udało moje konto zostało dosłownie ogołocone z pieniędzy. Bank obiecał wyjaśnić sprawę ale nie powiedział ile to może trwać ani czy uda się coś odzyskać. Policja wszczęła postępowanie, oni również nie potrafili mi powiedzieć jak to się skończy. Tymczasem zostałem na lodzie - bez żadnych oszczędności. Minął miesiąc, bank wciąż wyjaśniał sprawę. Zbliżał się termin moich wakacji, które już wcześniej stanęły pod znakiem zapytania a na myśl których tak bardzo się niedawno cieszyłem. Biuro podróży ponaglało o wpłatę za zarezerwowaną wycieczkę. Na szczęście oni zrozumieli moją ciężką sytuację i zobowiązali się poczekać. Jednak czynsz i rachunki nie mogły czekać i musiałem pożyczyć od rodziny. Oświadczyłem znajomym, że prawdopodobnie nie pojadę z nimi na wycieczkę. Chciałem nawet opisać mój przypadek w gazecie, ale żadna nie była zainteresowana. Ponoć temat był mało interesujący. Trochę zdziwił mnie fakt, że nikt nie chce opisać takich przypadków, które przecież wydarzyły się w dużym polskim banku. Minął kolejny miesiąc a ja już prawie pogodziłem się z faktem, że nigdy nie odzyskam moich oszczędności i będę musiał je odkładać od nowa. Na szczęście dostałem wypłatę więc już nie miałem problemów z opłacaniem bieżących rachunków. Na tydzień przed moim planowanym wyjazdem dostałem telefon z banku, że moje pieniądze wróciły na konto! To był szok. Odetchnąłem z ulgą. Byłem przeszczęśliwy. Jeszcze tego samego dnia założyłem konto w innym banku i przelałem tam część pieniędzy. Od tamtej pory nie trzymam całych oszczędności w jednym miejscu. W ostatniej chwili zapłaciłem też za wycieczkę a kilka dni później wypoczywałem na słonecznej plaży zapominając o całej tej sprawie z pieniędzmi.

Tym razem wszystko skończyło się szczęśliwie ale teraz już wiem jak bardzo trzeba być ostrożnym w sprawach własnych finansów.

W czerwcu zapłaciliśmy w sklepach mniej niż w maju

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie