Konkurs na reportaż: Otwieramy wam drogę do kariery!

Redakcja
Maciej Szumowski: reportażysta, były naczelny "Gazety Krakowskiej"
Maciej Szumowski: reportażysta, były naczelny "Gazety Krakowskiej" Polskapresse / Archiwum
Trwa konkurs im. Maćka Szumowskiego na reportaż. Może spróbujecie? Dlaczego nie warto pisać tylko do szuflady - przekonuje Dariusz Szafruga

Byli studentami, pracowali w różnych zawodach. Nie wszyscy robili to, o czym marzyli. Ale chcieli coś zmienić w swoim życiu i mieli odwagę spróbować! Te cechy są wspólne dla laureatów naszego konkursu dla młodych autorów na reportaż im. Macieja Szumowskiego. Kilkoro z nich zapytaliśmy, jak potoczyły się ich losy...

Grażyna Zawada (laureatka z 2010 r.):
Konkurs potraktowałam jako szansę, żeby się sprawdzić. Napisać coś znaczącego i większego niż krótkie informacje, które tworzyłam, współpracując z "Gazetą Wyborczą" i "Krakow Post". Ostatecznie, by spróbować, przekonała mnie niesamowita historia, na jaką trafiłam. Nie mogłam wsadzić jej do szuflady, odłożyć na później. Opisałam losy dziecka urodzonego podczas wojny, którego matka była Żydówką, a ojciec Polakiem. Odkrywałam wspólnie z nim koleje dzieciństwa i młodości, które starał się odtworzyć w wieku dojrzałym.
Nagroda w konkursie podbudowała mnie, przekonała, że to, co robię, ma sens, że moje pisanie na coś się przydaje, mimo że w oczach niektórych osób widziałam zdziwienie, nieme pytanie: "Jak to możliwe, że jej się udało wygrać?". Teraz to nie tylko ja szukam historii, losów ludzi, ale one także same mnie znajdują. Łatwiej jest mi też znaleźć odbiorców na moje teksty. Nagrodę przeznaczyłam na urządzenie mieszkania. Wreszcie wszystkie sprzęty domowe, jakie kupiliśmy na kredyt, stały się moją własnością. Co dalej? Pisać, pisać i jeszcze raz pisać.

Tomasz Słomczyński (laureat z 2008 r.):
Pracowałem w firmie konsultingowej i miałem nudną pracę. Konkurs potraktowałem jako szansę na zmianę zajęcia.
Nagrodę potraktowałem jako stypendium. Miałem z czego żyć, zwolniłem się z pracy i zabrałem do pisania kolejnych reportaży. Musiałem udowodnić, że nagroda w konkursie to nie był przypadek. Dostałem etat w "Dzienniku Bałtyckim" i robię to, co najbardziej lubię - piszę. W ubiegły roku wydałem książkę będącą dalszym ciągiem reportażu nadesłanego na konkurs, czyli afrykańskiej miłości jego bohatera Wróbla - "Zapytaj jeża i inne historie. 13 reportaży".
Co dalej? Nadal pracować w zawodzie i wydać kolejną książkę z reportażami. Co nastąpi, tak przynajmniej planuję, w przyszłym roku.

Wojciech Harpula (laureat z 2007 r.):
W konkursie wystartowałem, bo rok wcześniej jako dziennikarz "Gazety Krakowskiej" obsługiwałem galę, podczas której nagrody otrzymali laureaci I edycji konkursu. Pomyślałem wtedy, że spróbuję swoich sił w kolejnej edycji. To była naturalna decyzja, gdyż forma reportażu zawsze była mi bliska. Pisałem wcześniej reportaże do gazety, zbierały dobre opinie, ale nie liczyłem na wygraną. Dużo czasu poświęciłem na szukanie bohatera, bo bez niego nie ma reportażu. Gdy już go znalazłem, długo musiałem przekonywać go, żebym mógł opisać jego losy. W końcu udało się i udało mi się także wygrać konkurs. Nagrodę przeznaczyłem na wyprawkę dla moich bliźniaków, które urodziły się cztery miesiące później. W moim zawodowym życiu od czasu zwycięstwa w konkursie zaszły zmiany - i tylko na lepsze. Jestem teraz zastępcą redaktora naczelnego, zajmuję się serwisami informacyjnymi Polskapresse w Małopolsce. I aż wstyd się przyznać: jeśli piszę coś większego, to tylko do szuflady.

Iga Maliszewska (wyróżnienie - 2010 r.):

Mój tato znalazł ogłoszenie o konkursie i rzucił od niechcenia, że mogłabym wziąć w nim udział. A że na drugim roku studiów dziennikarskich mieliśmy reportaż, pomyślałam: czemu nie? Zabrzmi to paskudnie, ale wierzyłam, że moja praca zostanie zauważona. Historia miłości Szkotki i zbiegłego z Wehrmachtu Ślązaka jest tak niesamowita, iż mimo że nie napisałam jej tak, jak na to zasługuje, wiedziałam, że się obroni. Po ogłoszeniu wyników stwierdziłam, że grzechem byłoby na tym poprzestać. Bezczelnie spytałam redaktora naczelnego, czy nie potrzebują kogoś młodego do "Gazety Krakowskiej". Usłyszałam wtedy: "Wygrałaś Szumowskiego, ale taryfy ulgowej nie będzie".
Zwycięstwo w konkursie otworzyło mi drzwi, ale na ocenę musiałam zapracować. Co najwyżej koleżanki mi mogły zazdrościć nagrody. Teraz jestem na trzecim roku studiów i piszę do "Gazety Krakowskiej". Co dalej? Skończyć studia i zdobywać doświadczenie w "Gazecie Krakowskiej". Bo zyskałam niesamowitą okazję, by ćwiczyć warsztat, uczyć się dziennikarstwa od strony praktycznej.

Temat VI edycji konkursu im. Maćka Szumowskiego brzmi: "Start w dorosłe życie. Co warto oddać za marzenia?". Na prace czekamy do końca grudnia. Do wygrania 60 tys. zł. Szczegółowe informacje: www.szumowski.eu

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie