"Koniec PiS-u". Książkowa spowiedź Michała Kamińskiego [FRAGMENT]

Redakcja
Fot. Wydawnictwo Czerwone i Czarne
Wywiad rzeka, który przeprowadził Andrzej Morozowski z Michałem Kamińskim, będzie z pewnością wydarzeniem politycznym, bo europoseł ujawnia wiele szczegółów współpracy z Jarosławem Kaczyńskim i stosunków panujących w PiS. Publikujemy fragment książki pt. "Koniec PiS-u".

Czy PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele może jeszcze kiedyś wygrać wybory?
To była ostatnia kampania, w której wyborcy PiS-u jeszcze wierzyli w zwycięstwo. I właśnie erozja poparcia dla Kaczyńskiego nie zacznie się na poziomie partii czy klubu, bo nikt go nie obali, chroni go statut. Ta erozja rozpocznie się na poziomie elektoratu, który już uznał, że Kaczyński jest politykiem nieskutecznym.

A Kaczyński sam nigdy nie odejdzie?
Nigdy, bo on nie ma życia prywatnego. PiS będzie się powoli zwijał, zostanie z niewielkim, choć być może stabilnym poparciem. A Jarosław będzie trwał. W tego typu partii, jaką jest PiS, lider trwa niezależnie od kolejnych przegranych. Bo on jest liderem i prądu myślowego, i politycznych emocji. (...)

A jak wyglądają szanse Ziobry?

Kaczyński ma kompleks Tuska, że ten go tak mocno pokonał w debacie telewizyjnej. Odtąd panicznie się boi starcia z nim, unika jakiejkolwiek wspólnej dyskusji, boi się, że przegra, że się ośmieszy...

W polityce wiele jest możliwe, ale Ziobro ma większość wad Jarosława Kaczyńskiego, a nie ma żadnej z jego zalet. Co warto podkreślić, Jarosław Kaczyński zalet ma całkiem niemało, przypuszczam, że jedyną szansą Ziobry byłoby oskrzydlenie PiS-u jednocześnie ze strony prawej i z centrum. Powtórzenia w jakimś sensie tego manewru, który przeprowadził w latach 2001-2005 Jarosław Kaczyński. Tyle tylko że Jarosław Kaczyński to niesamowity intelekt i charyzma. On był w stanie to wszystko poukładać, dobrze porozstawiać różnych ludzi. Ziobro takich zdolności nie ma. Myślę, że Ziobro popełnił błąd, dając się wyrzucić z PiS-u. Nie musiał tego robić, mógł jeszcze poczekać. U Kurskiego i Ziobry bycie w europarlamencie to ogromny awans materialny, oni przez lata obsesyjnie zazdrościli zarobków europosłom. Wszystkie działania Ziobry po 2007 roku były podporządkowane chęci dostania się do Parlamentu Europejskiego. Piramidalne intrygi i ataki na wszystkich, których kandydowanie mogłoby im zagrozić. W tym oczywiście na mnie i na Adama Bielana. Europarlament stał się spełnieniem materialnych aspiracji Ziobry i Kurskiego, a potem oni się wystraszyli, że zostaną wycięci z następnych list. W jakimś sensie padli ofiarą nakręcanej przez samych siebie histerii na temat pensji europosłów. Jest faktem, że tak jak na tej podstawie oni budowali niechęć do nas, tak później prezes i otoczenie zaczęli budować niechęć do nich. W otoczeniu Kaczyńskiego mówi się jednak dzisiaj, że na pewno Ziobro, a prawdopodobnie i Kurski, dostaliby się do PE. Myślę, że histeria w obawie przed wypadnięciem z Parlamentu Europejskiego spowodowała błąd w kalkulacji. Z moich rozmów z nimi wynika zresztą, że oni za dobrą monetę przyjmowali niewątpliwą osobistą popularność Ziobry w elektoracie PiS-u. Nie zrozumieli jednak, że ta popularność nie była samoistna. To trochę tak, jak kibice piłkarscy potrafią momentalnie zrzucić z piedestału uwielbianego wcześniej piłkarza, jeśli zacznie grać we wrogiej drużynie.

Ksiądz Rydzyk nie poprze Ziobry?
Dla Rydzyka ta sytuacja jest wygodna, bo pozwala mieć w zanadrzu bat na Jarosława Kaczyńskiego. Oczywiście Rydzyk jest bardzo potrzebny PiS-owi, bo mobilizuje ważną część tego elektoratu. Przypuszczam, że Rydzyk powoli zaczyna sobie zdawać sprawę z dwóch niebezpiecznych dla niego rzeczy. Skoro PiS nigdy nie dojdzie do władzy, to on także żadnych profitów ze współpracy z PiS-em już dla siebie nie wyciągnie. Ale drugie niebezpieczeństwo z punktu widzenia Rydzyka jest jeszcze bardziej fundamentalne. Po katastrofie smoleńskiej twardy radiomaryjny elektorat jest dziś emocjonalnie związany personalnie z Kaczyńskim prawie tak samo mocno jak z Rydzykiem, a tego w historii politycznych faworytów toruńskiej rozgłośni jeszcze nie było. Każdy poprzedni bohater Radia Maryja wisiał na mikrofonie ojca dyrektora. Było coś nie halo, dyrektor przekręcał wajchę i gość znikał z anteny, a później ze świadomości wyborców. Z Kaczyńskim teraz tak nie jest i to z całą pewnością nie jest dla Rydzyka komfortowe.

CZYTAJ TEŻ:
* Kamiński: Gdyby Kaczyński nie był działaczem partyjnym, głosowałby na PO
* Kamiński: Kaczyński miał złożyć deklarację w TV Trwam. Chcą go wysadzić z siodła
* Bielan i Kamiński, czyli o przyjaźni silniejszej od politycznych ambicji. "Za dużo o sobie wiedzą..."
* Hofman: Kamiński ma plan powrotu do gry. Chce zrobić Sikorskiego szefem PO
* Hofman: Nie wiem, czy Kamiński chodził po burdelach. Chce zaszkodzić prezesowi

Jak pan by określił obecny stan ducha Kaczyńskiego?
Zaskoczę pana - to nie jest gniew, to nie jest radykalizm. Ale panika, która nie zaczęła się dziś ani w kwietniu 2010 roku, ale panuje w głowie Kaczyńskiego od wielu, wielu lat. Panika długoterminowa, panika uniwersalna, panika narastająca, która paraliżuje jego racjonalne myślenie i działanie. Na przykład to właśnie panika określa stan umysłu Kaczyńskiego sprzed wyborów parlamentarnych. Panika związana z jego obsesją wieku - przecież on ma w pamięci daty urodzin wszystkich urzędujących premierów, zdaje sobie sprawę, że podczas następnych wyborów prezydenckich będzie miał 68 lat. Dawniej mógł kalkulować w ten sposób, że pracuje dwie kadencje, aby władzę wziąć w trzeciej. Teraz już takiej perspektywy nie ma. Czas nie pracuje dla niego, ale przeciw niemu. Zabiera mu wszelką frajdę, spokój, komfort. I rodzi panikę. Ale nie tylko czas wprowadza go w ten stan ducha. U niego narasta poczucie winy, on wie, że się nie sprawdza, że popełnia kolejne błędy, że przez jego wpadki partia dołuje. I to dodatkowo nakręca tę jego panikę.

Kaczyński nie jest więc potworny, tylko zagubiony?

PiS będzie się powoli zwijał, zostanie z niewielkim, choć być może stabilnym poparciem. A Jarosław będzie trwał. W tego typu partii, jaką jest PiS, lider trwa niezależnie od kolejnych przegranych

Tylko że w tym zagubieniu jest w stanie robić rzeczy potworne z punktu widzenia swojej partii. Proszę zwrócić uwagę na mechanizm leżący u podstaw afery z Angelą Merkel. Tamtego poniedziałku wrócił wieczorem do domu, wiem to z opisu jego współpracowników, w poczuciu pełnego sukcesu, bo choć pojawiła się sprawa Merkel, wszyscy ją zbagatelizowali. I nagle dostał telefon od jednego ze swoich bliskich współpracowników, który dowiedział się, że to będzie wielki temat, że Platforma zrobi z tego ostry atak na niego. I on nagle zrozumiał, że popełnił wielki błąd. Jego problem polega na tym, że on do błędów sam przed sobą nie lubi się przyznawać, ale jeszcze trudniej przychodzi mu znieść świadomość, że jutro wszyscy jego współpracownicy będą wiedzieli, że popełnił błąd. I to go wprowadza w panikę, on już wie, że jutro będzie musiał spojrzeć w oczy tym ludziom, z którymi pracuje i którzy za niego harują w kampanii. Tymczasem gdy wreszcie sondaże niemal zrównały się z Platformą, on znowu coś palnął. Tej nocy śpi źle, rano wstaje zirytowany, jedzie do Wielkopolski samochodem na spotkanie z rolnikami, gdzie dziennikarz Jakub Sobieniowski zadaje mu pytanie o Angelę Merkel. I Jarosław Kaczyński wtedy psychicznie pęka. Ktoś bardzo mądrze wymyślił ten psychologiczny moment, bo wtedy już było wiadomo, że sprawa popłynie, że będzie dominować przez cały ostatni tydzień kampanii. Bo spanikowany Kaczyński nie myślał, tylko jak oszalały zaatakował Sobieniowskiego, pytając go, czy jest niemieckim dziennikarzem.

Czy to jest stały element w psychice Kaczyńskiego, czy też ta panika zaczęła się pojawiać dopiero po przegranej w debacie z Tuskiem?
Ten element zawsze istniał, przede wszystkim panikę budzili w nim rywale. Zarówno realni, jak też zupełnie wydumani. Jaka jest skala tej paniki, dobrze pokazuje historia z 2010 roku, kiedy Zbigniew Girzyński był w niełasce i obawiał się, że prezes w następnych wyborach może go wyciąć z list do Sejmu, więc sprytnie sobie wymyślił, że zgłosi się jako kandydat na prezesa. Robi to, bo zakłada, że jak on będzie kontrkandydatem prezesa, to Kaczyńskiemu będzie trudno go wyrzucić z listy wyborczej, bo będzie to bardzo małostkowe. Oczywiście każdy, łącznie z Girzyńskim, wiedział, że on nie ma szans, ale mimo to zostało zwołane nadzwyczajne posiedzenie współpracowników prezesa, zmieniono statut, zwiększono liczbę potrzebnych podpisów, żeby zgłosić kontrkandydata. W pierwszej chwili myślimy, że to są jaja, ale raptem widzimy, że Kaczyński jest autentycznie przestraszony. Oczywiście on nie bał się tego, że Girzyński wygra z nim na zjeździe. On się bał, że Girzyński zdobędzie 20 procent i pojawi się wrażenie, że on ma opozycję wewnątrz partii.

CZYTAJ TEŻ:
* Kamiński: Gdyby Kaczyński nie był działaczem partyjnym, głosowałby na PO
* Kamiński: Kaczyński miał złożyć deklarację w TV Trwam. Chcą go wysadzić z siodła
* Bielan i Kamiński, czyli o przyjaźni silniejszej od politycznych ambicji. "Za dużo o sobie wiedzą..."
* Hofman: Kamiński ma plan powrotu do gry. Chce zrobić Sikorskiego szefem PO
* Hofman: Nie wiem, czy Kamiński chodził po burdelach. Chce zaszkodzić prezesowi

To jest stały element w jego funkcjonowaniu, że najważniejszą kwestią jest jego przywództwo w partii?
Tak było zawsze. Zarówno w PC, jak też w PiS-ie.

Ale potrafił też zdobyć władzę?
Tylko że właśnie w panice o swoje przywództwo ją stracił. Bo w marcu 2006 roku, kiedy nie zdecydował się przeprowadzić przedterminowych wyborów parlamentarnych, kierował nim tylko strach, że zwyciężając w wyborach, uczyni liderem PiS-u rządzącego wtedy bardzo popularnego Marcinkiewicza. Przecież IV RP była na wyciągnięcie ręki, ale za cenę wzmocnienia Marcinkiewicza. To pokazuje panikę w głowie Kaczyńskiego, a także jej nieracjonalność. Przecież ryzyko było minimalne. Marcinkiewicz na pewno z tych wyborów wyszedłby silniejszy, ale był przecież prezydent Kaczyński, a partia naprawdę lojalna wobec Jarosława. Przecież gdy później Marcinkiewicz wyleciał z PiS-u, to nikt za nim nie poszedł. Jego lęki przed Marcinkiewiczem były zatem nieracjonalne, ale ktoś mądrze, nawet wiem kto, je w nim podsycił. Poszedł do Kaczyńskiego i mu powiedział: "Jak zrobisz teraz wybory, to Marcinkiewicz ci zabierze partię za pół roku". Wtedy na komitecie politycznym byłem załamany. Pamiętam, że Dorn był po naszej stronie, powiedziałem: "Panie prezesie, jeżeli teraz nie pójdziemy na wybory, to pójdziemy na nie i tak, ale każda kolejna data ewentualnych wyborów będzie gorsza dla PiS-u albo będziemy musieli zrobić koalicję z Samoobroną i z LPR-em". Na to prezes odpowiada - bo oczywiście nie może podać prawdziwego powodu odwołania wyborów - że "Kościół naciska i że dał mu gwarancje paktu stabilizacyjnego z LPR-em i z Samoobroną". Trudno wymyślić bardziej absurdalne uzasadnienie.

Czy lata współpracy i bliskich rozmów pozwalają panu powiedzieć, co on naprawdę myśli o Tusku?
Z całą pewnością obarcza go winą za katastrofę smoleńską, dodatkowo ma kompleks Tuska, że ten go tak mocno pokonał w debacie telewizyjnej. Odtąd panicznie się boi starcia z Tuskiem, unika jakiejkolwiek wspólnej dyskusji, boi się, że znowu przegra, że się ośmieszy… Ta panika, o której ciągle mówię, naprawdę jest stałym stanem jego umysłu. Inna rzecz, że boi się słusznie. Tusk i jego sztab mają świetnie rozpracowany jego psychologiczny wizerunek. I na jego słabościach wygrają każdą melodię, jaką zechcą.

A jak to się ma do tego, co widzieliśmy wielokrotnie, czyli wyjątkowej odporności psychicznej Kaczyńskiego. Nawet w Smoleńsku trzymał się imponująco dobrze.
Ale potem zniszczył partię, bo dostał kolejnego ataku paniki. Odejście PJN, a potem Ziobry to nie jest kolejna fala czystek. To polityczna śmierć PiS-u. I on to wie; wie, że popełnił dramatyczny błąd; wie, że wszyscy inni też to wiedzą, że wcześniej lub później powiedzą to głośno. I że w podręcznikach historii też to zostanie jasno powiedziane. Drugim powodem paniki jest to, co się dzieje z pamięcią o jego bracie. Gdy zginął i jego trumna przyleciała do Polski, kondukt witało 800 tysięcy ludzi. Rok później, gdy Jarosław zrobił zadymę pod Pałacem Prezydenckim, było tam siedem tysięcy ludzi, czyli tyle, ile na średniej wielkości meczu ligowym. To jest mój wielki zarzut do Jarosława: pamięć Lecha Kaczyńskiego dzisiaj mogłaby być czymś, co zawstydzałoby Platformę Obywatelską. Mogła się stać elementem narodowej legendy zamiast wąskiej grupy ludzi, często o zwichrowanych emocjach. Nie stała się tylko z powodu Jarosława, który uczynił z tej pamięci polityczną maczugę.

On to widzi?
Na pewno co jakiś czas to dostrzega. I na pewno z tego powodu cierpi. Ale powstrzymać się od używania tej maczugi nie potrafi.

"Koniec PiS-u" Michał Kamiński, Andrzej Morozowski, wyd. Czerwone i Czarne, Warszawa 2012

CZYTAJ TEŻ:
* Kamiński: Gdyby Kaczyński nie był działaczem partyjnym, głosowałby na PO
* Kamiński: Kaczyński miał złożyć deklarację w TV Trwam. Chcą go wysadzić z siodła
* Bielan i Kamiński, czyli o przyjaźni silniejszej od politycznych ambicji. "Za dużo o sobie wiedzą..."
* Hofman: Kamiński ma plan powrotu do gry. Chce zrobić Sikorskiego szefem PO
* Hofman: Nie wiem, czy Kamiński chodził po burdelach. Chce zaszkodzić prezesowi

Wideo

Komentarze 24

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

B
Bezstronny
Parę dni temu Kamiński przeszedł do PSL-u. On był już wszędzie i wszędzie się mylił, a PIS ciągle rządzi.
S
SmN
Właśnie dzisiaj wywalili Kamińskiego z PO! A PiS ma się bardzo dobrze.
w
w
w
W
Wincenty
ku upadkowi chyli się system emerytalno-rentowy, służba zdrowia znajduje się w zapaści, rośnie bezrobocie, poszerza się obszar biedy. Kumuluje się niezadowolenie społeczne. Jedynym środkiem, jakim dysponują rządzący, jest propaganda i manipulacja. Chodzi o to, żeby je intensyfikować, ażeby przekonać Polaków, że winna katastrofie państwa jest opozycja, a nie rząd. To jednak wymaga likwidacji wszelkich niezależnych mediów, a przede wszystkim tych, które będą mogły dotrzeć do milionów ludzi, dlatego w tak brutalny sposób władza rozprawia się z Telewizją Trwam.

Jak wynika z niezależnych badań, wyborcy Platformy Obywatelskiej to przeważnie ludzie nie potrafiący samodzielnie dokonywać analizy zdarzeń politycznych, łatwo ulegający propagandzie rozsiewanej cynicznie w obronie starego układu i nie orientujący się w zagadnieniach własnego kraju. Poza ogólnikami, nie umieją uzasadnić swego stanowiska wyborczego. Wmówili im, że jak zagłosują na PO, to są inteligentni i wykształceni i to im wystarczy.

W Polsce nagrodą za PO-pieranie PO jest praca do 67 lat, głodowe emerytury, rozwalona sałużba zdrowia , najwyższe w świecie ceny gazu z Rosji i podsłuchiwanie. Czemu jednak normalni Polacy muszą cierpieć przez takich którym wmówiono, że są inteligentni i wykształceni ? Dlaczego normalni w w swoim kraju muszą byc niewolnikami słabo opłacanymi na śmieciowych umowach ?

Fenomenem historii jest jak Tusk z pomocą reżimowych mediów potrafi ogłupić miliony ludzi, zadłużając kraj, podwyższając PO-datki zwiększając bezrobocie i ma jeszcze 2-3 miliony wyznawców.

Zauważyliście, że wszystkie ustawy autorstwa PO, to buble ?

A miało być tak pięknie, mieli się na wszystkim znać.

PO, to po prostu nieudolna partia władzy, która używa tylko samych prostackich technik , czyli propaganda sukcesu, wróg i konflikt.

Polska Tuska, to jeden wielki bałagan i zakłamanie.

Tusk, to notoryczny kłamca !

Chyba każdy widzi, że Tusk i PO, chcą kontrolować media, chcą pełnej cenzury aby nikt im nie mieszał w ich prywacie i korycie, które sami sobie przyznali. Panuje w Polsce całkowity brak odpowiedzialności decydentów za rządzenie krajem, i całkowita bezkarność za ich poczynania w parlamencie, za złodziejstwo, korupcje, przewały w armii, autostradach, budownictwie, sprzedaży majątku narodowego i gruntów, w instytucjach pomocy społecznej i innych złodziejskich praktykach.

Wmówili POlakom, że to PiS chce zrobić państwo policyjne. Straszyli POlaków Kaczorami, Zbiorą i ABW - wszystko po to, żeby dorwać się do władzy i samemu zrobić to czym naród straszyli.

Prawdą jest, że PO ma tak dobrą propagandę, że nawet z porażek potrafi zrobić sukcesy, a ciemny POlak to kupi.

Przypomnę że, rząd Tuska korzysta obecnie z funduszy strukturalnych i Funduszu Spójności w wysokości 67,3 mld euro na lata 2007 - 2013. które wywalczył w Unii PIS. Mimo to, Polska pod rządami PO zadłuża się w astronomicznym tempie.

Rząd idzie po najcieńszej linii oporu, nie przedstawia żadnych konkretnych ustaw, tylko przerzuca koszty zadłużenia na zwykłych obywateli podnosząc podatki i wprowadzając pseudo reformy.

Ciężko nas los doświadczył chwilowo rozum nam odbierając. I nie chodzi tu o głupotę rodaków głosujących na PO i p. Tuska, ale o akceptację jego kłamstw.

Jedno jest pewne, dopóki Polacy nie będą rozliczać polityków np.takich kłamców jak Tusk i PO z tego co obiecali, to nigdy nic się w Polsce nie zmieni, ponieważ przyjdą następni i będą robić to samo wiedząc, że nikt im nic za to nie zrobi i nie poniosą żadnej odpowiedzialności za to co mówili i robili.
e
elki
Szlag mnie trafia, niby bezstronny dziennikarz wywiad przeprowadza, a wszem i wobec wiadomo, że obaj to kumple a nawet powinowaci.... Morozowski jest kumem Kamińskiego..... sprytna trampolina dla obojga, byle więcej i gorzej o pisiorach.
s
spokojny
Popitoleni i Sfiksowani
Z
Zawstydzony
"o zwichrowanych emocjach" mówi Kamiński o innych, czy nie widzi, że to idealnie pasuje do niego?
c
cezar
Jak związany z "Gazetą Wyborczą" portal gazeta.pl zatytułował tekst o wyroku dożywocia dla byłego członka PO, który zamordował pracownika biura PiS? "Sąd w Łodzi utrzymał dożywocie dla mordercy z biura PiS". Trudno o większą podłość wobec śp. Marka Rosiaka - ofiary tej zbrodni.

Tytuł jednoznacznie wskazuje, że mordercą nie był człowiek opętany nienawiścią do PiS, tylko ktoś "z biura PiS". Wychodzi więc na to, że zbrodniarzem musiał być albo śp. Marek Rosiak, albo inny pracownik biura PiS Paweł Kowalski, który w wyniku ataku Cyby został ciężko ranny.

Oczywiście w tekście, który wyświetla się po kliknięciu w tytuł, nie ma ani słowa o tym, że morderca był przed swoim haniebnym czynem członkiem Platformy Obywatelskiej.
r
ryba
co by nie mówić o kamińskim ta książka kurduplowi popularności nie przysporzy. wyłania się z niej obraz nie partii a bandy przypadkowych rzezimieszków dązących usilnie do władzy bo władza to przede wszystkim łupy. obraz kaczyńskiego to taki mały nieudolny ali baba który przeczytał jakąś książkę o trzeciej rzeszy i myśli że w ten sam sposób zawojuje świat. żałosne.
w
waldi
nawiedzony i alkoholik
p
po kopie po chlopie
Po przeczytaniu tego,nawet najglupszemu pisiakowi powinno sie zrobic jasniej w glowie. Sam ten fragment wystarczy.
m
marcinescu
jak śpiewała Apteka
k
kot
ten wieprzek konkuruje ze świniakiem z naćpanej hołoty,ten za nim ,yle samo warty
G
Gość
Morozow - ski
ten sowiecki bohater na nartach znaczy sie?
G
Gabriel
Z dwoma tezami Kamińskiego sie zgadzam:
1/ " lider trwa niezależnie od kolejnych przegranych",
2/ dla Ziobry wejście do Parlamentu E. to olbrzymi sukces materialny, nie powiedział tylko Pan Kamiński, że dla wszystkich
eurodeputowanych to zasobny " żłób ".
Dodaj ogłoszenie