reklama

Koniec operacji tureckiej w Syrii. Kurdowie się wycofują, Władimir Putin wielkim wygranym

Kazimierz Sikorski
Kazimierz Sikorski
Zaktualizowano 
BAKR ALKASEM/AFP/East News
Zdradzeni przez Amerykanów Kurdowie uciekli przez siłami tureckimi. Ale to Putin najbardziej wygrał na konflikcie w północnej Syrii.

Turcja i Rosja uzgodniły coś, co nazwali „historycznym” porozumieniem, które ma utrzymać siły kurdyjskie z dala od granicy Syrii z Turcją.

Władimir Putin po mistrzowsku rozegrał sprawę, w miejsce wycofujących się żołnierzy amerykańskich z Syrii weszły rosyjskie oddziały. Niedawny przyjaciel prezydenta Turcji będzie teraz z jego wrogiem, prezydentem Syrii nadzorował spokój w rejonie, który zajęły tureckie oddziały.

Prezydent Rosji zmienia sojuszników jak rękawiczki, dogaduje się z każdym, byle tylko zyskała na tym Rosja. Niedawny parias w tej części świata, bo za takiego uznawano Putina, stał się teraz głównym rozgrywającym.

Turecko-rosyjskie porozumienie oznacza dla Ankary zachowanie kontroli nad obszarami zdobytymi kosztem Kurdów, Rosja zaś i jej siły wraz z Syrią będą nadzorować resztę granicy. Kilka godzin po ogłoszeniu porozumienia Turcja stwierdziła, że ​​nie ma już potrzeby wznowienia ofensywy, którą wstrzymano na prośbę Amerykanów, po zawieszeniu broni, gdy kurdyjscy bojownicy wycofali się z tureckiej „bezpiecznej strefy”.

Turcja zajęła pas ziemi o długości 120 km między Ras al-Ain i Tal Abyad, co jest próbą stworzenia „bezpiecznej strefy”, do której Ankara zamierza przesiedlić dwa, może nawet trzy miliony uchodźców syryjskich przebywających obecnie na terenie Turcji.

W środę rozpoczęły się wspólne patrole rosyjskie i syryjskie na obszarach, na których siły tureckie nie działają. Rosja będzie przeprowadzać też wspólne patrole z Turcją w części północnej Syrii, aby zapewnić, by siły kurdyjskie nie wróciły na obszary w pobliżu granicy Syrii z Turcją.

Zawarcie porozumienia ogłoszono po rozmowach prezydenta Rosji Władimira Putina i prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana. Jak ogłosił Kreml syryjski prezydent też podziękował za nie Władimirowi Putinowi i „wyraził pełne poparcie dla wyników pracy, a także gotowość syryjskiej straży granicznej wraz z rosyjską żandarmerią wojskową do patrolowania granicy syryjsko-tureckiej”.

Wszyscy wydają się być zadowoleni z takiego obrotu sprawy. Prezydent Turcji, bo swoje wewnętrzne problemy przykrył uderzeniem w terrorystów, czyli w Kurdów. Bo choć oficjalnym powodem tureckiej inwazji na północy Syrii było wyczyszczenie z terrorystów korytarza wzdłuż granicy turecko-syryjskiej, to jednak prawdziwym powodem było wypędzenie z tej części Syrii oddziałów kurdyjskich, które jeszcze nie tak dawno były chwalone przez Zachód za zwalczanie Państwa Islamskiego.

Ameryka jednak zdradziła Kurdów. Najpierw ich dozbroiła, a kiedy zakończyli walkę z dżihadystami ISIS prezydent Donald Trump postanowił wycofać amerykańskich żołnierzy z północnej Syrii. Choć Waszyngton zaprzeczał, by dał zielone światło Ankarze do uderzenia na na północne rejony Syrii , to nikt nie miał wątpliwości, że turecka operacja miała przyzwolenie USA.

Zadowolony jest też syryjski dyktator Baszar Assad. Dzięki rosyjskiemu wsparciu nie tylko utrzymał się przy władzy, ale kreuje się teraz na jednego z pogromców Państwa Islamskiego. I wreszcie wspomniany Władimir Putin, który krok po kroku budował rosyjskie wpływy.

POLECAMY W SERWISIE POLSKATIMES.PL:

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie