Wyszukiwarka wyborcza

Wybory Parlamentarne

Sprawdź, gdzie możesz zagłosować

Koniec marzeń: Radwańska znów rozbiła się o chiński mur

Hubert Zdankiewicz
Nie będzie pierwszego w karierze półfinału w Melbourne. Wróciły stare demony, a Agnieszka Radwańska znów nie zdołała pokonać Chinki Na Li. W nocy z wtorku na środę (naszego czasu) Polka przegrała swój pierwszy mecz w 2013 roku (5:7, 3:6) i odpadła z turnieju Australian Open. Pozostał ogromny niedosyt, bo przecież radziła sobie do tej pory znakomicie.

Choć tak naprawdę trudno mieć do Radwańskiej jakieś szczególnie wielkie pretensje. Wszyscy zachwycali się jej niesamowitą serią zwycięstw, wygranymi w Auckland i Sydney. Dość powiedzieć, że była to nie tylko jej pierwsza porażka, ale w ogóle pierwsze stracone w tym sezonie sety. Balon kibicowskich oczekiwań nadmuchany został do niebotycznych wręcz rozmiarów, a niektórzy już zastanawiali się, z kim Polka zagra w finale: z Wiktorią Azarenką czy Sereną Williams.

Tylko nieliczni przestrzegali, że do wtorku Radwańska (z całym szacunkiem dla tych, które pokonała) nie miała okazji zagrać z zawodniczką z najwyższej światowej półki. Wiadomo było również, że Na Li jest dla niej znacznie groźniejszą rywalką, niż by to wskazywał jej ranking (jest szósta na świecie, a Polka czwarta). Chinka lubi i potrafi grać w Melbourne. Wystarczy przypomnieć, że dwa lata temu dotarła tu do finału.

Przede wszystkim jednak lubi i potrafi grać z Radwańską, zwłaszcza na kortach twardych. Przegrała wprawdzie z Agnieszką w półfinale poprzedzającego Australian Open turnieju w Sydney. Wcześniej jednak pokonała ją trzy razy z rzędu (w Montrealu, Cincinnati i Pekinie). Po zwycięstwie Polki w 1/8 finału nad Serbką Aną Ivanović ekspert amerykańskiego magazynu "Tennis" Steve Tignor napisał, że jest sprytna jak pies myśliwski. Trzymając się tej stylistyki, trzeba by teraz napisać, że Na Li jak mało która rywalka potrafi wprowadzić w czyn znane w naszym kraju powiedzenie: Dajcie mi psa, a już kij zawsze na niego się znajdzie.

- W tym wypadku kijem jest styl gry Chinki, którą można by określić mianem "cierpliwej atakującej". Chodzi o to, że jest agresywna, ale nie podpala się i nie gra na jeden strzał, tylko spokojnie punktuje rywalki szybką grą. Jest regularniejsza niż Ivanović czy Szarapowa - tłumaczy Paweł Ostrowski, były (i obecny) trener Marty Domachowskiej, którą w 2008 roku doprowadził do 1/8 finału w Melbourne (co ciekawe, jego podopieczna pokonała wówczas w trzeciej rundzie... Na Li). Agnieszka nie lubi grać z takimi zawodniczkami, bo one najskuteczniej niwelują jej atuty - dodaje Ostrowski.

I nie wypada się nie zgodzić. Można jeszcze dodać, że Radwańska chyba nie wytrzymała presji. W pierwszym secie dotrzymywała jeszcze kroku świetnie dysponowanej rywalce. Przy stanie 4:4 udało jej się nawet wykorzystać chwilę słabości Chinki i wygrać (do zera!) gema przy jej serwisie. Po chwili jednak sama dała się przełamać "na sucho" i wyraźnie straciła ochotę do walki.

Zdołała jeszcze wyjść na prowadzenie 2:0 w drugim secie, ale - jak się okazało - był to jej łabędzi śpiew. Później grała coraz bardziej pasywnie, jakby nie wierzyła, że jest w stanie odwrócić jeszcze losy tego meczu.

- Dopóki nie poda się ręki, zawsze można odwrócić losy meczu. Walczyłam do końca. Szkoda momentu, w którym serwowałam, aby wygrać pierwszego seta. Jeśli nie wykorzystuje się szans z czołowymi tenisistkami, trzeba za to płacić - przyznała Radwańska po trwającym godzinę i 42 minuty pojedynku. - Myślę, że nie grałam źle. To ona prezentowała się dziś dużo lepiej niż poprzednio w Sydney. Grała naprawdę dobry i solidny tenis, od samego początku meczu. Cały czas odgrywała długie piłki na końcową linię i świetnie serwowała. Były takie gemy, że nie mogłam praktycznie nic zrobić. Na Li jest trudną rywalką, bo cały czas gra na tym samym poziomie, nie zdarzają jej się dołki, jak większości dziewczyn" - dodała nasza tenisistka.

Bilans ich spotkań wynosi teraz 6-4 dla Li, w tym na kortach twardych aż 5-1. Można spekulować, jak duży wpływ na obecną formę Chinki ma to, że od sierpnia jej trenerem jest Argentyńczyk Carlos Rodriguez, który stał za największymi sukcesami Belgijki Justine Henin. - Trudno mi ocenić, co specjalnego Carlos wniósł do jej tenisa i taktyki. Grałyśmy ze sobą już kilka razy w ciągu ostatnich lat i wydaje mi się, że w każdym meczu prezentowała się podobnie. Zawsze były długie gemy, długie wymiany... - stwierdziła Radwańska, którą czeka teraz mecz Fed Cup (6-9 lutego, w Grupie I Strefy Euroafrykańskiej) w izraelskim Ejlacie. Później pojedzie do Dauhy i Dubaju (w tym drugim mieście będzie bronić tytułu).

W czwartkowym półfinale rywalką Li będzie Rosjanka Maria Szarapowa. Wiceliderka rankingu WTA wciąż nie straciła seta w Melbourne. We wtorek pokonała 6:2, 6:2 swoją rodaczkę Jekaterinę Makarową. W rywalizacji panów do półfinałów awansowali Serb Novak Djoković i Hiszpan David Ferrer.

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone ze względu na ciszę wyborczą i zostanie włączone po jej zakończeniu.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie