Kolejna porażka Cracovii

Jacek ŻukowskiZaktualizowano 
Był 1 kwietnia, ale to nie jest primaaprilisowy żart. Cracovia przegrała wiosną piąty mecz i szybko dryfuje w stronę w I ligi. Porażka z Jagiellonią zabolała tym mocniej, że wczoraj gra piłkarzy "Pasów" znowu wołała o pomstę do nieba. Prezes Janusz Filipiak musi teraz rozstrzygnąć dylemat, czyja to wina.

Trenera Orest Lenczyk, któremu zespół rozleciał się w rękach (taktyka, przygotowanie - wszystko szwankuje), czy zawodników, którzy nie oddali nawet jednego celnego strzału na bramkę rywala.
- Przepraszam - tak szkoleniowiec zakończył konferencję prasową. Potem życzył jeszcze wszystkim wesołych i spokojnych świąt. Wczoraj wieczorem krakowskim kibicom trudno było sobie jednak takie święta wyobrazić.

Jeśli ktoś dzień wcześniej oglądał ćwierćfinał Ligi Mistrzów Arsenal - Barcelona, to wczoraj na Suchych Stawach zszedł na ziemię. Jeśli bowiem w środę obejrzał mecz piłki nożnej - i to za darmo, bo w telewizji - to wczoraj kupił bilet (cena od 20 złotych) na wyrób futbolopodobny. To była polska liga w pełnej krasie. Dużo walki, błędów i przypadku, niewiele atrakcji. Przez 90 minut obie ekipy przeprowadziły tyle groźnych akcji, ile Barcelona przez pierwszych dziesięć minut spotkania w Londynie.

Wystarczy wspomnieć, że w I połowie jednym z najciekawszych wydarzeń była sytuacja z 3 minuty, gdy Wojciech Łuczak uderzył łokciem w twarz Marcina Burkhardta. Pomocnik Jagiellonii zszedł z boiska z wacikami w nosie i już nie wrócił do gry. Wszedł za niego Kamil Grosicki.

Lenczyk znowu zaskoczył składem. Zdziwienie budziła zwłaszcza obecność w podstawowej jedenastce Łuczaka, który do tej pory w ekstraklasie zaliczył jedynie krótki epizod. Trudno oceniać trafność tej decyzji, bo 21-letni piłkarz grał ambitnie - czasem, jak pokazuje przykład z początku meczu aż za bardzo - i nie odstawał poziomem od partnerów.

Inna sprawa, że poziom ten nie był zbyt wysoki. Krakowianie nie prezentowali się bowiem o wiele lepiej niż podczas ostatniego meczu z Ruchem Chorzów, który skończył się ich sromotną klęską 1:4.

Jeszcze w pierwszym kwadransie wydawało się, że w grze "Pasów" coś drgnęło - kilka razy szarpnął Radosław Matusiak - ale przyzwoite wrażenie umknęło wraz z atakami rozkręcających się gości. Białostoczanie z minuty na minutę czuli się na stadionie Hutnika coraz pewniej i zaczynali siać zamęt w trzeszczącej defensywie Cracovii.

Wiatru było więcej niż szkód, ale gospodarzy ratował Łukasz Mierzejewski, który dwukrotnie wybijał piłkę z linii bramkowej po strzałach rywali. Podopieczni Lenczyka zaczynali przypominać czekających na wyrok, ale z odrętwienia wyrwał ich gwizdek na przerwę.
Początek drugiej połowy znowu mieli obiecujący. Ożywiły ich zwłaszcza odważne szarże Aleksandru Suworowa, który nie boi się gry jeden na jeden i potrafi precyzyjnie, mocno uderzyć z dystansu. Jedna z takich prób o mało nie zakończyła się golem (48 min).

Znowu jednak były to ledwie minuty, drobne przebłyski lepszej gry. Z czasem goście znowu opanowali sytuację. Nie stwarzali wielu okazji, ale skutecznie blokowali gospodarzy w środku pola. W 67 min udało im się również zneutralizować obronę. Na bramkę strzelił Grosicki, Marcin Cabaj odbił piłkę prosto pod nogi Remigiusza Jezierskiego. Pomocnik "Jagi" wykorzystał prezent - 0:1.

Dla publiczności to był zbyt wiele, zresztą dla piłkarzy też. Widzowie w niewybrednych słowach zachęcali zawodników do ambitniejszej gry, ale adresaci uwag stali jak sparaliżowani. Nie byli w stanie przeprowadzić jednej składnej akcji.

Lenczyk próbował reagować. Na boisko wpuścił Bartosza Ślusarskiego, dla którego był to pierwszy występ w ekstraklasie po spowodowanej kontuzją kolana siedmiomiesięcznej przerwie. Wysoki napastnik wiele jednak nie był w stanie zmienić.

Walczył, rozpychał się, ale samą siłą bramek się nie zdobywa. Brakowało podań, dośrodkowań, dokładnego rozegrania piłki; brakowało wszystkiego. Schodzących do budynku krakowskich piłkarzy żegnały przeraźliwe gwizdy. Fani doskonale wiedzą, że tak rozpaczliwym stylem gry Cracovia nie uratuje ekstraklasy.

Prezes Filpiak nie chciał na gorąco komentować sytuacji drużyny. - Teraz mamy święta. W sobotę zapraszam wszystkich na Cracovię na święcenie pokarmów. Zmiany? To wszystko co mam do powiedzenia - stwierdził.

Najnowsze informacje piłkarskie znajdziesz naEkstraklasa.net

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie