Kogo wysadziła w powietrze "Rzeczpospolita"?

Witold Głowacki
Być może nigdy nie dowiemy się tego, jakie były kulisy powstania słynnego tekstu w "Rzeczpospolitej", który we wtorek rano zatrząsł polską opinią publiczną i polityką. A już po południu okazał się humbugiem.

- Polacy, którzy badali wrak (prezydenckiego tupolewa - przyp. red. ), odkryli na nim ślady materiałów wybuchowych - napisała "Rzeczpospolita". Gazeta podała też, że chodzi o trotyl i nitroglicerynę. Ślady tych substancji miały zostać odkryte w szczególnie dużej ilości w miejscu łączenia kadłuba ze skrzydłem. Według gazety prokurator generalny Andrzej Seremet miał o tym powiadomić premiera Donalda Tuska. To także Seremet pojawiał się w tekście jako jedyne wymienione z nazwiska - ale bardzo poważnej rangi - źródło.

Czołówkowemu materiałowi towarzyszył w wersji papierowej komentarz redaktora naczelnego Tomasza Wróblewskiego, w internecie zaś dodatkowo komentarz wideo zastępcy naczelnego gazety Andrzeja Talagi. Wróblewski podkreślał, że samo znalezienie śladów trotylu nie potwierdza tezy o zamachu. Talaga mówił o "szerokich konsekwencjach" odkrycia biegłych. Wszystko razem wyglądało wiarygodnie, a przynajmniej tak, jakby redakcja była absolutnie pewna wiarygodności swych informacji.

Prokuratura wojskowa już we wtorek rano zapowiedziała ustosunkowanie się do tekstu w "Rz". Zanim to nastąpiło, ustosunkował się do niego lider PiS. Jarosław Kaczyński uznał publikację za dowód "niesłychanej zbrodni" polegającej na "brutalnym zamordowaniu 96 osób". Temperatura emocji sięgała zenitu - materiał "Rz" zdawał się wskazywać jeśli nie na wersję o zamachu, to albo na gigantyczne luki w dotychczasowym śledztwie, albo na prowokację.

Wczesnym popołudniem jednak prokuratorzy wojskowi na konferencji prasowej zdementowali informacje "Rz". Ogłosili, że badanie wraku wprawdzie niedawno się odbyło, jednak na podstawie obecnych danych nie da się stwierdzić, czy odkryte zostały ślady jakichkolwiek materiałów wybuchowych. Wskazania urządzeń pomiarowych mogą zaś odnosić się równie dobrze do śladów trotylu, jak na przykład do tworzyw sztucznych lub kosmetyków. Śledczy stwierdzili też, że by ostatecznie stwierdzić, co wykryto na wraku, potrzebne będzie jeszcze sześć miesięcy.

Po południu odbyła się jeszcze jedna konferencja - Donalda Tuska. Premier nawet nie ukrywał schadenfreude z powodu pomyłki "Rz" i przedwczesnej reakcji Kaczyńskiego. - Nie do zaakceptowania jest formułowanie drastycznych i degradujących polskie życie publiczne oskarżeń pod adresem państwa polskiego - mówił Tusk.

Redakcja "Rz" po tych wystąpieniach nie przedstawiła jakichkolwiek dowodów na poparcie swoich tez. Paradoksalnie najbardziej zrozumiałe wydaje się to w przypadku autora tekstu. Cezary Gmyz ma obowiązek chronić swoich informatorów. Mógłby ujawnić ich tożsamość tylko wtedy, gdyby miał pewność, że został z premedytacją wprowadzony w błąd.

Dziwnie zachowywało się natomiast kierownictwo redakcji - w świat szły szybko zmieniające się, niespójne komunikaty.

Niedługo po konferencji prokuratury a jeszcze przed wystąpieniem Tuska na stronie "Rz" pojawiło się oświadczenie podpisane "redakcja". "Pomyliliśmy się, pisząc dziś o trotylu i nitroglicerynie. To mogły być te składniki, ale nie musiały" stwierdził autor oświadczenia. Brzmiało to jak żart. Później - na prośbę Cezarego Gmyza - z oświadczenia usunięto słowa "pomyliliśmy się". W środę wieczorem do dyspozycji rady nadzorczej wydającej "Rz" Presspubliki oddał się Tomasz Wróblewski. Jest teraz na urlopie, do momentu podjęcia decyzji, jego obowiązki będzie pełnił Andrzej Talaga.

"Rzeczpospolita" przegrała więc na całej linii. Zawiodły tam najpierw proste procedury redakcyjne. Później zabrakło pomysłu na reagowanie kryzysowe. Rykoszetem dostaje się też innym mediom. Do tej pory wręcz niemożliwością wydawało się, że poważna, renomowana gazeta może podać informację takiej rangi i w tak poważnej sprawie bez należytych dowodów. Po blamażu "Rz" można było usłyszeć wręcz głosy o końcu dziennikarstwa czy o upadku prasy.

Zyskał niewątpliwie Donald Tusk, który mógł przejść do kontrofensywy na trudnym ostatnio dla rządu polu Smoleńska. Przegrał PiS, który we wtorek przekreślił mozolnie budowany od dwóch miesięcy wizerunek merytorycznej opozycji.

Największym wygranym tej publikacji okazała się natomiast Naczelna Prokuratura Wojskowa. Zamiast tłumaczyć się z opieszałości śledztwa i mętnie wyjaśniać, dlaczego właściwie dopiero po prawie 2,5 roku od katastrofy polscy śledczy zdecydowali się na samodzielne badanie wraku, płk Szeląg mógł triumfująco rozprawiać się z "Rzeczpospolitą". Nikt też nie pyta, jakim cudem prokuratorzy i pracujący dla nich biegli potrzebują aż pół roku, by ostatecznie stwierdzić, co właściwie wykrył detektor.

Niejasna także zdaje się rola Andrzeja Seremeta w powstawaniu materiału w "Rz". Spotkał się on z naczelnym gazety przed publikacją. - Prokurator generalny sądzi, że został źle zrozumiany - mówił później jego rzecznik. Ciekawe więc, co tak naprawdę Andrzej Seremet miał na myśli.

Wideo

Komentarze 28

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Polik
Ale tak wytrawny gracz jak prezes zamiast przeczekać dać sobie kilka dni niech by publicyści sie wypowiedzieli wtedy zwołać konferencje.ta konferencja zepsuł wszystko co tak mozolnie budował ten kto mu to podpowiedzial powinien wylecieć
......
Dziękuję Wam, za rewolucyjną czujność.
Oficer Dyżurny PO
J
Jared Sass
Dotychczas myślałem, że nitroglicerynę kładzie się pod język przy kołataniu serduszka. Teraz się dowiaduję, że można nią wysadzić w powietrze /nomen omen/ samolot. A tak na marginesie: Czy ci faceci na zdjęciu nie potrzebują specjalistycznej i całodobowej opieki psychiatrycznej? Na wszelki wypadek robię zapasy suchego prowiantu... Nigdy nic nie wiadomo...
A
Alek
@ miro
to nie byl "prawie zamach stanu", to byl ZAMACH STANU.
(na szczescie sie nie udal)
A
AMBER GOLD
Rosjanie dostali wymarzone narzędzie do destabilizacji sytuacji politycznej w Polsce. Są jedynym dysponentem pełnej palety dowodów: bezpośrednich i pierwotnych. I co najistotniejsze – nieodtwarzalnych.

Moskwa może precyzyjnie sterować przekazem na temat katastrofy smoleńskiej, w zależności od potrzeb wzmacniając obóz władzy lub ośrodek opozycyjny.

Diagnoza jest arcyprosta. Praźródła tego stanu rzeczy należy upatrywać w niewyobrażalnej niemocy, niechęci, patologicznej niezdolności koalicyjnego rządu PO – PSL do zapewnienia organom państwa optymalnego instrumentarium prawnego do wszechstronnego i wyczerpującego badania tragedii.

10 kwietnia 2010 r. państwo polskie, nie wiedzieć czemu, abdykowało od tego obowiązku, redukując swoją aktywność do roli firmy pogrzebowej, która przewiozła przez granicę państwową ciała 96 ofiar i wyprawiła im pogrzeby. Ale to w żadnej mierze nie wyczerpało i nie wyczerpuje katalogu obowiązków, jakie na funkcjonariuszy publicznych nakładają przepisy kodeksu postępowania karnego i Konstytucji.

Postulat przeprowadzenia rzetelnego dochodzenia, wszczętego w rygorze kodeksu karnego w sprawie związanej z podejrzeniem o spowodowanie katastrofy w ruchu powietrznym, nie jest żadnym przywilejem rodzin ofiar czy fanaberią opozycyjnych polityków. To elementarny obowiązek państwa i probierz efektywności funkcjonowania jego struktur. A te 10 kwietnia nie dawały minimalnych oznak istnienia.

Efekt tego paraliżu to atrofia polskiego śledztwa uwarunkowanego od czynności podjętych lub nie przez stronę rosyjską. Nie byłoby spekulacji i domniemań, gdyby Prokuratura Generalna, wspierana instrumentami dyplomatycznymi, wypracowała jeszcze 10 kwietnia 2010 r. adekwatną do powagi sytuacji formułę prawną.

A taką optymalną formułą mogło być i powinno powołanie wspólnego zespołu śledczego z organami Federacji Rosyjskiej. Polskiej doktrynie prawnej jak najbardziej znana jest zasada, w której zakres regulacji kodeksowych nie sprowadza się wyłącznie do współpracy państw członkowskich UE.

Wspólne zespoły śledcze (art. 589b par. 1 kpk) mogą powstawać również z państwami spoza UE. Choćby w formie – nawet ustnej – umowy międzynarodowej.

Historia dyplomacji zna takie skuteczne precedensy, wystarczy wspomnieć sprawę z 1957 r,. kiedy Egipt w formie ustnej zobowiązał się wobec wszystkich państw w przedmiocie wolności żeglugi przez Kanał Sueski. Niestety, 10 kwietnia 2010 r. ani Andrzej Seremet, ani minister Radosław Sikorski, ani premier Donald Tusk takiej wiążącej oferty stronie rosyjskiej nie złożyli, być może grzebiąc na zawsze szanse na konkluzywne rozstrzygnięcia w śledztwie, które na naszych oczach staje się skuteczną kartą przetargową w polityce rosyjskiego imperium.
l
leon
Nie dość że jesteś zwykłym kundlem rudego to jeszcze boisz się komentarzy.
T
Teresa
Kto wykonał i kto się pod tym podpisał ? To jak z włoską torebką kupioną na bazarze.
M
Maciaszczyk
Nowaczyk podobno sam wykonał badania za pomocą Małego Chemika, do kupienia w sklepie za 200 dolców.
m
miro
Platformie wzrosło, zgodnie zresztą z oczekiwaniami. Ludzie znowu się wystraszyli Kaczyńskiego.
f
fux
albo nich się wytłumaczy z rozmowy z dziennikarzami Rzepy a także z "prywatnej" rozmowy z Kaczyńskim, po jego słowach o morderstwie. Panie Seremet czy każdego pan tak podejmuje od ręki na prywatnej rozmowie i dlaczego pan nie reaguje na takie ciężkie oskarżenia bez umocowania dowodowego ? Czy polecił pan już przesłuchanie osób, które twierdzą, że mają dowody na zamach? Co pan tam właściwie robi i w co gra ?
A
AMBER GOLD
ja chce międzynarodowej komisji śledczej z udziałem Rosjan i Plaków - bo inaczej to za h ...ja nie dojdziemy gdzie śmierdzi a gdzie nie -- i u ruskich i u nas za wiele osób umoczonych pośrednio i bezpośrednio w to co się stało -- bedą kłamać i mataczyć i wciskać kit o pijanych generałach do zasranej śmierci !!!
P
POwiec prawde
Gdyby dochowano procedur przewidzianych polskim prawem nie byloby tego zametu.

Czy POLSKA nie ma prawa do samodzielnego pobierania i badania próbek???

Tak bylo w komisji Millera i teraz probki znowu czekaja w Moskwie na zgode PUTINA na badanie.
a
ant34
Nie wiem kto dokonał zamachu. Wiem, że rząd Tuska jest odpowiedzialny za mataczenie w śledztwie.
p
polo
Za takie zachowanie stawiam półgłówkom PO czerwone jedynki.
O
Of.P.PO
Kaczystowski wróg nie śpi, nie zasypiaj i TY !!
Nasze Biuro do Walki z Kontrrewolucją i Sabotażem czynne 24h.
Platforma Obywatelska III RP
ul. Wiejska 12a, piętro IV 00-490 Warszawa
tel. (22) 635-78-79, (22) 831-55-07,
Dzwoń! Podaj nazwiska, adresy, a my sie już k***a tymi kaczystami zajmiemy!!!

Dziękujemy wszystkim młodym towarzyszom,
za Waszą dotychczasową rewolucyjną czujność.
Oficer POlityczny PO
Dodaj ogłoszenie