Kogo cieszy klęska "Rzeczpospolitej"

Witold Głowacki
Porażka "Rzeczpospolitej" jest paliwem dla dziwnego sojuszu polityków i mediów elektronicznych. I jedni, i drudzy z lubością dowodzą, że to koniec prasy i prasowego dziennikarstwa. Politycy dlatego, że to prasa pozostaje dziś jedynym medium, które nie poprzestaje na podtykaniu im mikrofonu pod usta albo na przeklejaniu ich notek z blogów czy tweetów. Media elektroniczne - przez samobójczą zawiść.

Zapewne każdy z czytelników gazet ma już wyrobione zdanie na temat ubiegłotygodniowej trotylowej publikacji z "Rzeczpospolitej". Czytelnicy gazet są bowiem na ogół ludźmi myślącymi na znacznie wyższych obrotach niż ogół społeczeństwa poprzestający w najlepszym razie na przemielonej papce z portali. A akurat w tej sprawie wciąż - z braku przekonujących informacji o tym, jak doszło do blamażu - pozostaje nam wszystkim poprzestać na myśleniu.

Zapowiadane przez wydawcę "Rz" "wewnętrzne śledztwo" zakończyło się w poniedziałek wieczorem horrendalną czystką - wyrzucono autora tekstu, redaktora naczelnego i jego zastępcę (ale bynajmniej nie tego, który nagrał komentarz wideo do trotylowego materiału, w którym mówił o prawdopodobieństwie zamachu), na dobitkę zaś szefa działu krajowego. Czystce towarzyszyły dwa kolejne kuriozalne oświadczenia - tym razem właściciela gazety i rady nadzorczej wydawnictwa. Kuriozalne, bo wynika z nich pokrótce, że i właściciel, i rada nadzorcza uważają publikację za skandaliczny wybryk i odcinają się od niej. Brzmi to trochę tak jakby druk jedynkowego tekstu "Trotyl na wraku tupolewa" miał miejsce kompletnie poza nadzorem rady nadzorczej i własnością właściciela, jakby była szaleńczym wybrykiem samozwańczego redaktora naczelnego i kilku innych uzurpatorów. Chyba mało kto - spośród czytelników prasy oczywiście, bo reszty to zapewne kompletnie nie obchodzi - przyjmie takie wyjaśnienie z dobrodziejstwem inwentarza. Ale innych wyjaśnień wciąż nie ma - chyba że zamierzamy opierać się na radosnej poniedziałkowej publikacji "Newsweeka", w której wiecznie zamyślony redaktor naczelny "Rz" "chodzi poplamiony zupą", a decyzja o publikacji zostaje powzięta m.in. na podstawie widoku limuzyn zajeżdżających pod siedzibę Prokuratora Generalnego.

Z zupą na rękawie czy bez, redakcja "Rzeczpospolitej z pewnością popełniła gigantyczny błąd. W dodatku mając tak naprawdę za sprawą Cezarego Gmyza autentycznego, dużego i godnego gratulacji od kolegów newsa o pierwszym badaniu wraku pod kątem pirotechnicznym przez polskich prokuratorów, które odbywa się prawie 2,5 roku po katastrofie. Wraz z podaną informacją, że odkryto przy tym ślady, które mogą wskazywać na wszystko - nawet na materiały wybuchowe (choć badania trwają i jeszcze długo potrwają), stanowiłoby to naprawdę wystarczający materiał na ważną czołówkę dotyczącą Smoleńska.

Ciekawie byłoby oglądać konferencję prasową płk. Szeląga z cenionej powszechnie za tempo i jakość pracy nad smoleńskim śledztwem Naczelnej Prokuratury Wojskowej po takiej publikacji.

Redakcja "Rz" - w trybie, o którym nadal niewiele wiadomo - zdecydowała się jednak na publikację "na twardo". W tytule na pierwszej stronie wyeksponowano trotyl, napisano o nitroglicerynie i o szczególnej ilości śladów w miejscu łączenia skrzydła z kadłubem - brzmiało to tak, jakby informacja była w pełni potwierdzona i wiarygodna. Nabrał się na to zresztą nie tylko Jarosław Kaczyński - sam napisałem na tych łamach komentarz, w którym pytałem, jak to możliwe, że dowiadujemy się takich rzeczy o Smoleńsku po 2,5 roku i to nie z ust premiera lub prokuratora generalnego, lecz z gazety.

Po konferencji płk. Szeląga komentarz musieliśmy oczywiście zdjąć. Rzecz jasna krótkotrwały żywot tego tekstu na polskatimes.pl to tylko komiczny odprysk rzeczywistej katastrofy, która czekała samą "Rzeczpospolitą". Wystarczyło, że prokurator wojskowy "na miękko" zdementował "twardy" materiał "Rz", by publikacja o trotylu była rzeczywiście nie do obrony a wiarygodność słynnej, ważnej dotąd gazety została podważona.
Kogo to ucieszyło? Mnie - choć pracuję w gazecie konkurencyjnej, a "Rz" pod obecnym i poprzednim kierownictwem bynajmniej nie była z mojej bajki - absolutnie nie. Schadenfreude można było jednak słyszeć w wypowiedziach wielu dziennikarzy - także prasowych. Jeszcze bardziej cieszyli się jednak i cieszą z klęski "Rz" politycy. Z jaką lubością opowiadali o "podpalaniu Polski" przez gazetę. Z jaką rozkoszą o tym, że "w gazecie to sobie można wszystko napisać".

Pewnie. Wszystko. Tak jak "Rzeczpospolita" o skandalach w MSZ w PIT-ami dla białoruskich opozycjonistów i z wyciekiem ich danych. Jak "Gazeta Wyborcza" i "Polska" o nepotyzmie Platformy i PSL. Jak "Dziennik Gazeta Prawna" o infoaferze w MSWiA. Jak "Wprost" o Amber Gold. To tylko przykłady z ostatnich miesięcy.

Trochę się to rzeczywiście różni od tego, czego politycy oczekiwaliby od mediów. Czyli tego, że Jacek Kurski siądzie sobie z Ryszardem Kaliszem i Adamem Hofmanem w jakimś ładnym studio i wsiądą sobie wspólnie na Stefana Niesiołowskiego, by w połowie programu zmienić front i pokrzyczeć sobie na Andrzeja Rozenka. A potem na odwrót. Rolą zaś dziennikarza jest wystąpienie w roli kogoś, kto jest trochę sędzia na ringu wrestlingu (nie, nie boksu) a trochę opiekunką przedszkolną. Kogoś, kto policzy czas, da sygnał, że teraz kolej, by to drugi zawodnik wskoczył na pierwszego, ewentualnie uspokoi najbardziej rozkołysane emocje. Bo przecież media według standardowego polskiego polityka nie mają służyć kontroli władzy i świata polityki, tylko jego pokazywaniu.

Właśnie tutaj zaś interesy klasy politycznej spotykają się z logiką mediów elektronicznych. Słyszałem wypowiedzi i czytałem tweety kilkorga znanych dziennikarzy telewizyjnych. Powtarzali dokładnie to samo, co politycy, że w "gazecie to można wszystko", a oni muszą mieć dowód materialny - czyli nagranie. Jeszcze lepszy był Tomasz Machała, naczelny natemat.pl, który obwieścił, że wraz z blamażem "Rz" nadszedł koniec tradycyjnego dziennikarstwa i od tej pory blogerzy z jego serwisu są równie wiarygodnym źródłem informacji i opinii, co dziennikarze prasowi.

Czyli co, od dziś przestajemy chodzić do kiosku albo abonować Piano i cyfrową" Politykę" czy choćby zaglądać na strony internetowe gazet? Kasujemy z tabletów aplikacje tygodników? Proszę bardzo. Przecież "w gazecie to sobie można wszystko napisać".

Pozostaje jeszcze tylko pytanie, o czym wówczas będą gawędzić Hofman z Kaliszem w telewizyjnym studio? Czym zajmą się blogerzy? Co będą przeklejać portale? Ciekawe pytanie.

Kolegia w mediach elektronicznych nadal są jednym wielkim przeglądem prasy. Portale przez cały dzień zwykły mielić to, co można było przeczytać w ukazujących się rano (albo nawet poprzedniego dnia po południu w wersji cyfrowej) gazetach i tygodnikach. Podobnie jak telewizje informacyjne. W wieczornych wiadomościach oglądamy zaś zwykle nic innego niż zbiorcze podsumowanie tego, co udało się wymielić przez cały dzień. Oczywiście na podstawie porannej prasy oraz doniesień PAP z dnia. Poza kilkoma - dosłownie kilkoma, jak działalność kilku dziennikarzy Onetu, czy ekipa śledczej tvn24.pl - wyjątkami, niemal nic, co byłoby "tematem dnia", nie powstaje poza prasą. Chyba, że tak kochany przez polskich polityków infotaintment. Nawet tu jednak to tabloidy są znacznie bardziej kreatywne niż media elektroniczne.

Prawda jest taka, że koniec dziennikarstwa prasowego, którego tak pragną panowie z rządu i sejmu oznaczałby zarazem koniec mediów rozumianych inaczej niż scena występów ludzi o ciętych językach ewentualnie prezentacji biustów gwiazd polskich seriali. I jeszcze długo tak będzie.

Dlatego właśnie warto myśleć o przyczynach i konsekwencjach klęski "Rzeczpospolitej". Ale naprawdę nie warto w tym wypadku słuchać uradowanych polityków, internetowych spamerów i zadowolonych z siebie stojaków na mikrofon.

Kliknij, aby czytać pozostałe teksty Witolda Głowackiego

Wideo

Komentarze 17

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

t
ted
Szanowny Panie, z pewnymi danymi zgadzam się ale nie mogę zaakceptować tezy, że wszystko idzie w złym kierunku. Nie odkrywam Ameryki, bo ona została już dawno odkryta ale wiem doskonale, że w rodzinie (wielodzietnej ) czasami, a może zawsze trudno utrzymać ład, porzadek a przede wszystkim każdemu z członków tej rodziny dogodzić pod każdym względem. Dlaczego - proste ponieważ każdy ma inną osobowość. I tak samo jest z wielką rodziną, której na imie "POLSKA". Nie ma i nigdy nie będzie takiego rządu i żadnego ugrupowania politycznego aby wszystkich zadowolić. Dzisiejszy przykład - każda kobieta będzie mogła wykorzystać roczny urlop na bycie z dzieckiem - oczywiście przez 6 miesięcy uposażenie 100%, a póżniej w zależności jaką opcję kobieta wybierze. Już są ze stron kobiet (i nie tylko) wypowiedzi, że ta decyzja jest decyzją chybioną. Na te tematy i inne można pisać i pisać ale nie w tym jest problem. Nie potrafimy cieszyć się tymi rzeczami, które są dobre i należy te sprawy, bez względu na zapatrywanie polityczne "ciągnąć i rozwijać" ku bardziej lepszemu, doskonalszemu itp. Reasumując od dłuższego czasu, a nawiasem mówiąc zawsze mieliśmy i mamy opozycję, która z niczego nie była zadowolona - bo nie może być zadowlona ponieważ jest opozycją, która bacznie przygląda sie na ręce ludzi rządzących. I tak mijają dni miesiące, a ludzie Ci "najmniejsi" wiążą ledwo, ledwo koniec z konicem. Wierząc, że inni dokonają "cudu". Doczekają się ale czego ... ?!!!
t
ted
Szanowny Panie, z pewnymi danymi zgadzam się ale nie mogę zaakceptować tezy, że wszystko idzie w złym kierunku. Nie odkrywam Ameryki, bo ona została już dawno odkryta ale wiem doskonale, że w rodzinie (wielodzietnej ) czasami, a może zawsze trudno utrzymać ład, porzadek a przede wszystkim każdemu z członków tej rodziny dogodzić pod każdym względem. Dlaczego - proste ponieważ każdy ma inną osobowość. I tak samo jest z wielką rodziną, której na imie "POLSKA". Nie ma i nigdy nie będzie takiego rządu i żadnego ugrupowania politycznego aby wszystkich zadowolić. Dzisiejszy przykład - każda kobieta będzie mogła wykorzystać roczny urlop na bycie z dzieckiem - oczywiście przez 6 miesięcy uposażenie 100%, a póżniej w zależności jaką opcję kobieta wybierze. Już są ze stron kobiet (i nie tylko) wypowiedzi, że ta decyzja jest decyzją chybioną. Na te tematy i inne można pisać i pisać ale nie w tym jest problem. Nie potrafimy cieszyć się tymi rzeczami, które są dobre i należy te sprawy, bez względu na zapatrywanie polityczne "ciągnąć i rozwijać" ku bardziej lepszemu, doskonalszemu itp. Reasumując od dłuższego czasu, a nawiasem mówiąc zawsze mieliśmy i mamy opozycję, która z niczego nie była zadowolona - bo nie może być zadowlona ponieważ jest opozycją, która bacznie przygląda sie na ręce ludzi rządzących. I tak mijają dni miesiące, a ludzie Ci "najmniejsi" wiążą ledwo, ledwo koniec z konicem. Wierząc, że inni dokonają "cudu". Doczekają się ale czego ... ?!!!
k
kapiszon
Stwierdzam, że ty właśnie uległeś temu zakażeniu ...poprzez bezkrytyczne powtarzanie modnego ostatnio słowa ..."leming".
A
Antoni Jazgarz Butrykowski
POeta!
Tylko głowa nie ta.
I szyja ...
kto wie... czyja?
c
cezar
Ludzie zrozumieli, że nie ma najmniejszego powodu, by ufać słowom wielokrotnych kłamców, zapewniających o przekopaniu ziemi, zgodnej współpracy z Rosjanami, pełnej identyfikacji ciał, o przeprowadzonych sekcjach i testach... Można się pomylić w jednym przypadku, ale w czterech? To wygląda na metodę.

Jednak najbardziej groteskowo brzmią zapewnienia o zabezpieczeniu próbek do badań na obecność środków pirotechnicznych. W Rosji. To jakby przechowywać dowody zbrodni w domu potencjalnego podejrzanego.
G
Gość
mozna sie nią zarazić oglądając TVNy, czytajac organ z czerskiej lub inne gadzinówki. Przykład - powyżej.

Gmyz nie wydał swoich informatorów, bo:
1. mógłby wkroczyć do akcji seryjny samobójca (zawsze piątek - sobota wieczorem trwa usuwanie niewygodnych)
2. można by było delikwentów aresztować wydobywczo i trzymać w więzieniu, póki nie złożą samokrytyki (patrz Staruch)
3. wywałka z pracy, z wilczym biletem GWARANTOWANA.

taka jest ta III RP czyli II PRL.
R
Ryszard Muliński
Śledcza dziennikarska elita, gdzie się da nos wtyka,
jak coś znajdzie zaraz informuje,by zdołować polityka.
Elita sensacji wszędzie szuka,źródeł swoich nie zdradza,
zasłania się tajemnicą zawodową i czuje się jak władza.
Rzetelność i etyka dziennikarska zawsze obowiązuje,
a piszący artykuły niech wyłącznie prawdą się posługuje.
Gdy się tego nie umie,to należy prawnie uderzyć po rozumie.
Ogólnie patrzę na tę sprawę i w śledczego się nie bawię
i mam nadzieję,że prawda wyjdzie na sądowej rozprawie,
a gdy nie dojdzie,to znów wiele domysłów i pomówień będzie.
k
kssen
Pan prokurator na konferencji prasowej kłamał, licząc na niezorientowanie słuchających go ludzi. Ci pogardzani przez Pana blogerzy znaleźli w następnych dniach dane z których wynikało, że niemożliwa jest pomylenie trotylu z namiotem polietylenowym [polietylen na pewno nie jest materiałem wysokoenergetycznym], czy kremem do golenia, a detektor identyfikuje bezpośrednio substancję wybuchową. I co? Nikt z Panów Dziennikarzy nie zada wprost pytania jakie były naprawdę odczyty z pobranych próbek? Tak się strasznie boicie?
s
sceptyk
Proszę poczytać stosowny artykuł w tej samej gazecie.
Pozdrawiam Pana.
G
Gość
Że coś na wraku znaleziono to pewne. Gdyby nic tam nie było, Seremet nie biegłby, jeszcze na początku października do Donalda Tuska, meldować o ustaleniach ekspertów, którzy wrócili ze Smoleńska, bo raczej szef rządu nie musiałby wiedzieć, że nic tam nie znaleziono.
Rzecznik Graś nie zachowywałby się na konferencji jak rozhisteryzowana pannica i nie pohukiwałby na dziennikarzy wezwaniami: "tu ziemia". Wreszcie nie powiedziałby w "Faktach po faktach", że mieliśmy do czynienia z "wyciekiem informacji". Mówiłby raczej o wierutnym kłamstwie "pisowskich dziennikarzy". A jednak Seremet pobiegł, Graś histeryzował, a sam premier właściwie zwiał z tamtej konferencji.

Teraz przerażone wizją rozpętania przez Kaczyńskiego polsko-rosyjskiej wojny mainstreamowe media są bliskie tego, żeby ogłosić, iż Tu 154 M po rozpyleniu pestycydów nad gruszkami rosnącymi na wierzbach, zawadził o brzozę, która rosła na trotylu z II wojny światowej, dzięki temu nabrała nadprzyrodzonych właściwości i stała się pancerna niczym czołg z tego samego okresu.wPolityce.pl

Jednak co będzie jeśli Rosjanie nie podmienią próbek, a eksperci potwierdzą obecność w nich materiałów wybuchowych? Jedno jest pewne: nie napisze o tym "Rzeczpospolita". Tam wszyscy są tak zastraszeni, że jak się do nich zgłosi jakiś wiarygodny informator, zwieją z krzykiem.
s
sceptyk
(dane Unii), sądownictwo i prokuratura osiągnęły poziom Nigerii albo Burkiny Faso - są albo skorumpowane albo ich degrengolada sięgnęła poziomu piwnicy.Merdia głoszą wzorem Goebbelsa kłamstwa szemranej ferajny, na naszych oczach niszczy się ostatnie przyczółki wolnej prasy. I Pan twierdzi, że Polska nie staje się Państwem policyjnym?Polska już jest państwem policyjnym - patrz bezkarne ataki zezwierzęconych policjantów na demonstrantów 11.11.2011 w Warszawie, patrz w jaki szemrany sposób pan Hajdarowicz kupił udziały w państwowej spółce bez przetargu, patrz w jaki sposób rozdzielono kanały multipleksu, patrz sprawy Olewników, Kluski, JTT. Patrz bezkarność prokuratorów i adwokatów stojących na usługach mafii. I Pan twierdzisz, że Polska ma Rosję daleko za sobą?Po kilkudziesięciu niewyjaśnionych "samobójstwach" najwyższych urzędników państwowych?Po prowadzeniu śledztwa w sprawie śmierci 96 najwżższych urzędników tego państwa w spoóśb kóry urąga wszelkim standardom i który sam W. Cimoszewicz przyrównał do śledztwa w sprawie włamania do garażu na Pradze.Po zamordowaniu generała policji i nie wykryciu sprawców przez 14 lat?
c
cezar
Strach ma wielki oczy. Dzisiejszy dzień potwierdza tylko to przysłowie. Gmyz – zwolniony, Wróblewski – zwolniony. To objaw paniki. Wiedzą, że prawdy, o tym co się stało w Smoleńsku nie zatrzymają, nie ukryją pod korcem. Są jak gad, któremu nadepnął ktoś na łeb, a ten jeszcze próbuje kąsać, jeszcze syczy.
Rano, w drodze do pracy, z „Trójki” pada news o zwolnieniu redaktorów, którzy ujawnili wyniki badań specjalistów z Polski. Jak zawsze potem przekrycie tego informacją o wyrodnej matce maleńkiej Madzi, że się ukrywa i że prokuratura jej poszukuje... Potem oczywiście Radio Erewań z cenami gazu i jak to dobrze nam Gazprom robi, bo zmniejsza ceny gazu. I tylko mimochodem, a może przez przepadek, pada informacje, że to w zamian i pod warunkiem wycofania sprawy z Trybunału Arbitrażowego. Jacy ci Putinowcy kochani... A jak świetnie poinformowany jest nasz nieoceniony MSZ, tow. Sikorski..
t
ted
Ma Pan rację - komentarz godny uwagi i przeczytania. Jeżeli chodzi o porównania wypowiedzi prokuratorów z 2010 i 2012r., to w każdej dziedzinie i sprawie (żeby ona nie wiem jak była ważna) z zawsze odbiegają od prawdy i rzeczywistości. Śledztwo "Smoleńskie" jest szczególnym śledztwem, na wyniki społeczeństwo będzie musiało jeszcze poczekać długo albo jeszcze dłużej. Jest to poważna sprawa i nie można do żadnego problemu (postawionej hipotezy) podchodzić w taki sposób jak to zrobiła "Rz". Lub jak sie wypowiedział szanowny Pan Prezes "... popełniono morderstwo na 96 osobach ...". Gdyby takiej wypowiedzi udzielił "zwykły" obywatel naszego kraju, prawdopodobnie jeszcze tego lub następnego dnia byłby osądzony, a wyrok , tak myślę byłby srogi , nie w imię wypowiedzianej "prawdy" ale w imię ostudzenia zapędu innym obywatelom mający to co w głowie to i na języku. Jeżeli chodzi o Polskę, uważam, że nasz kraj nie zbliża się do państwa policyjnego, a co do Rosji, uważam, że mamy ją daleko za sobą. Pozdrawiam
s
sceptyk
Dobry komentarz Panie Readktorze.
Brakuje mi jedynie porównania wypowiedzi prokuratorów z NPW poczynionych w 2010 i 2012 roku. A te wypowiedzi są ze sobą sprzeczne. Na dodatek występujący po cywilu prokurator Szeląg sam sobie zaprzeczał - każdy uniwersytet w Polsce zrobi taką analizę w 48 godzin.
Podsumuję: Polska szybkim krokiem zbliża się do państwa policyjnego typu Birma lub Chiny.
Rosją już jest.
e
ee
Może to był celowy zabieg właściciela gazety, wszak wiadomo, że "Rz" balansuje na granicy opłacalności, a taki news to szybki zastrzyk finansowy poprzez rekordową sprzedaż gazety, a przy okazji niewygodny redaktor naczelny wraz z dziennikarzami którzy wdepnęli na tę "minę", zostali równie szybko wysadzeni ze stołków , bez szukania "haków". Być może teraz "przewietrzona" gazeta obsadzona nowym personelem zmieni swój kierunek.
Dodaj ogłoszenie