Kogo bardziej bolą nogi, czyli alfabet polskiego kolarstwa

Arlena Sokalska
Arlena Sokalska
To był świetny rok polskiego sportu. Ale to, co działo się w kolarstwie, przeszło wszelkie oczekiwania. Wszystko wskazuje na to, że czeka nas co najmniej dekada rozważań, kto jest lepszy: Rafał Majka czy Michał Kwiatkowski. W poprzednim sezonie obaj byli wielcy. I nie tylko oni.

A jak aston martin
Taki właśnie samochód obiecał Rafałowi Majce po jego pierwszym zwycięstwie na Tour de France właściciel teamu kolarskiego Tinkoff-Saxo, Oleg Tińkow, jeśli Polak powtórzy sukces. Majka zrobił mu psikusa, bo tego dokonał już cztery dni później. Ale samochodu nie dostał. "To były tylko takie żarty w autobusie, nikt tego nie brał na poważnie" - opowiadał Majka. Ale Tińkow i tak zadbał o Polaka. Tuż po Tour de France najlepszy góral wyścigu podpisał nowy kontrakt, choć jeszcze przez rok obowiązywał go stary. Oby tylko kryzys walutowy w Rosji nie osłabił w Tińkowie pasji, z jaką wydaje gigantyczne sumy na kolarstwo.

B jak białe drogi
Czyli Strade Bianche. Trudny klasyk rozgrywany wczesną wiosną na szutrowych włoskich drogach był zapowiedzią tego, co zdarzy się później. Peter Sagan i Michał Kwiatkowski, rówieśnicy i odwieczni rywale jeszcze z czasów juniorskich, pokazali tam starszym, gdzie raki zimują. Najpierw wyrwał Sagan, szybko dołączył do niego Kwiatkowski. Alejandro Valverde i cała reszta kolarskich gamoni rozpoczęła pościg, gdy ci prawie dojeżdżali już do mety. A przed finiszem, na ostatnim podjeździe, Polak wytrzymał atak Słowaka i jeszcze poprawił. "Goodbye, Peter" - krzyczał angielski komentator Eurosportu, gdy Kwiatkowski wjeżdżał samotnie z uniesionymi do góry rękami na słynny rynek Piazza del Campo w Sienie.

C jak Copernicus
Akademia kolarska, którą założył Michał Kwiatkowski, ma dopiero rok, ale jesienią przeżyła prawdziwe oblężenie. Obecnie trenuje w niej 120 dzieciaków. Bywa, że mają okazję podpatrywać mistrza świata, bo poza sezonem i podczas przerw Kwiatkowski korzysta z tej samej sali do ćwiczeń, siłowni itp. "Muszę dawać wtedy z siebie wszystko, nie ma żadnego obijania, w końcu jestem przykładem" - śmieje się mistrz. Podobną szkółkę założył kilka lat temu słynny Alberto Contador. Ostatnio jego pierwsi wychowankowie zaczęli trafiać do zawodowych teamów. Zawsze to lepiej samemu wychować sobie następców.

D jak dwa
Zwycięstwa. Popisowy numer Rafała Majki. Tak bardzo nie chciał jechać na Tour de France, że aż za marudzenie na Facebooku miał kłopoty z szefostwem teamu. Ale pojechał. Na dziesiątym etapie jego lider Alberto Contador musiał się wycofać z powodu kontuzji, a Majce nie pozostało nic innego, niż wygrać etap. A potem drugi. A potem zdobyć koszulkę najlepszego górala na najważniejszym wyścigu świata. A jeszcze później był w tak wyśmienitej dyspozycji psychicznej i fizycznej, że przyjechał na Tour de Pologne i znów wygrał dwa etapy. I cały wyścig. "Tam na Rissoul zrozumiałem, że jak mnie nogi bolą, to tych z tyłu jeszcze bardziej" - mówił Majka. I niech go bolą mniej również i w tym sezonie.

E jak Etna
To właśnie na tym wulkanie wiosną ubiegłego roku trenował Rafał Majka. Codziennie kilka godzin na rowerze, a na deser 20-km podjazd znany przede wszystkim kibicom Giro d'Italia z poprzednich lat. W 2011 r. właśnie na Etnie Alberto Contador zmiótł rywali na popiół, który czasami wciąż się wydobywa z tego największego aktywnego wulkanu w Europie. Etna pewnie wróci na trasę Giro, zapamiętajmy więc dobrze, że mało kto zna ten podjazd tak dobrze jak Majka.

F jak franki
A konkretnie 50 franków szwajcarskich, czyli mniej niż 200 zł. Taką karę otrzymał Rafał Majka za odepchnięcie się od motocykla na etapie z Saint-Gaudens do Saint-Lary-Soulan (Pla d'Adet). Strasznie to wkurzyło walczącego z nim o koszulkę najlepszego górala Joaquima "Purito" Rodrigueza, który wymachiwał rękami, zamiast jechać. Ale bądźmy szczerzy, Katalończykowi nie pomogłoby, nawet gdyby odpychał się od motocykla co sto metrów. Po prostu był słabszy. Sam Majka trochę się przestraszył, bo groziło mu nawet usunięcie z wyścigu, gdyby sędziowie byli bardzo surowi. "Ale przeprosiłem, tłumaczyłem, że to emocje, no i rozeszło się po kościach" - opowiadał kolarz z Zegartowic. A kolegom z redakcji telewizyjnych, którzy dali się wkręcić w kolarski dowcip, jakoby karę "za pchanie Majki" dostali polscy komentatorzy Eurosportu, podpowiadamy na przyszłość: sędziowie kolarscy czepiają się tylko zawodników.

G jak gadżety
Ulubione hobby Michała Kwiatkowskiego. Od kiedy przyznał się w rozmowie z "Przeglądem Sportowym", że bardzo lubi smartfony, laptopy i tablety, wszyscy o to dopytują. Michał Gołaś twierdzi nawet, że cała drużyna Omega Pharma-Quick Step (od 2015 Etixx - Quick-Step), gdy tylko ma elektroniczne kłopoty, wali do mistrza świata jak w dym. "Ale nie jest tak, że nie śpię po nocach, bo naprawiam laptopy kolegów" - tłumaczy Kwiatkowski. My zdradzamy, że w wolnych chwilach kolarz lubi też pograć na konsoli. Sam ujawnił, co zajmuje mu najwięcej czasu: "Battlefield" i "FIFA". Ostatnio mistrz świata ujawnił na Twitterze swoją kolejną elektroniczną słabość - teraz na tapecie są drony.

H jak horrory
Ulubiony gatunek filmowy Rafała Majki. Podczas wyścigów wieczorami bardzo lubi je oglądać, bo go to odstresowuje i odpręża. Michał Kwiatkowski z kolei woli filmy sensacyjne. Gdyby te upodobania miały się przekładać na sukcesy, należy życzyć sensacyjnych zwycięstw i tego, by rywale zawsze się bali naszych kolarzy.

I jak Italia
Oczywiście Giro d'Italia. Do niedawna ulubiony wyścig Rafała Majki. No bo jak nie miał być ulubiony: w 2013 r. (a miał wtedy 23 lata) pojechał do Włoch jako lider swojego teamu i walczył w generalce o jak najwyższą pozycję. Zajął siódme miejsce (szósty był Przemysław Niemiec - patrz Niemiec) i to były najwyższe lokaty Polaków w historii włoskiego touru. W tym roku był blisko podium, pewnie gdyby nie choroba w ostatnim tygodniu, byłby trzeci, może czwarty. Ale skończyło się na szóstej lokacie, a sam Majka... przeprosił kibiców, że mu się nie udało. Sześć tygodni później Majka woził po Pirenejach koszulkę najlepszego górala Tour de France i zakochał się w Wielkiej Pętli. Chyba z wzajemnością. I w końcu było mu ciepło. Majka jest wybitnie ciepłolubny, a gdzież kolarzowi może być cieplej jak nie w lipcu we Francji. Alternatywą jest sierpień w Hiszpanii i dlatego w tym roku Majki na Giro nie zobaczymy.

J jak Jaskuła
Oczywiście Zenon. Chyba najcierpliwszy człowiek w Polsce. 21 lat czekał, by polski kolarz powtórzył jego wyczyn i wygrał etap na Tour de France. - Czy oglądałem? Cały czas to oglądam - krzyknął poproszony o komentarz do sukcesów Majki. Taśma mu się nie zedrze, bo po sezonie 2014 r. Zenon Jaskuła ma wiele zwycięstw do wyboru.

K jak komentatorzy
Jak powszechnie wiadomo - ci od kolarstwa są najlepsi. Swoje wielkie chwile mieli w tym roku i Dariusz Baranowski, i Adam Probosz z Eurosportu. Dariusz Baranowski, Marcin Lepa i Cezary Zamana ze swoją emocjonalną relacją z Ponferradzy w Polsat Sport trafili nawet na zagraniczne portale kolarskie. Ale zbiorową wyobraźnią zawładnęli kultowi od lat Krzysztof Wyrzykowski i Tomasz Jaroński. Adamowi Małyszowi całymi latami kibice dmuchali pod narty. Od lipca wiadomo, że kolarzy się pcha. Nie należy tego robić na żywo, bo można im tylko zaszkodzić. Ale przed telewizorem - proszę bardzo. Redaktorzy Jaroński i Wyrzykowski zapowiedzieli, że na razie pchać nie będą, bo nie ma po co. Nasi kolarze świetnie sobie radzą sami.
L jak Lang
Oczywiście Czesław Lang, twórca największej imprezy sportowej w Polsce - Tour de Pologne. Całe lata powtarzał, że stworzył teatr, teraz potrzebni są tylko polscy aktorzy. No i w tym roku pojawił się aktor pierwszoplanowy. Początkowo wszyscy myśleli, że to będzie tylko triumfalny objazd po kraju Rafała Majki. Tłumy kibiców przed busem Tinkoff-Saxo, transparenty w czerwone grochy i tym podobne oznaki uwielbienia dla najlepszego górala Tour de France były spektakularne i zaskakiwały nawet członków ekipy. Ale wprawne oko kibica już na karkołomnych rundach w Bydgoszczy dostrzegło, co się święci. Cały team Tinkoff-Saxo obstawił Majkę z każdej strony i wiózł go bezpiecznie na czele peletonu, z dala od kraks i kłopotów. Tak pracują kolarze na lidera, który ma wygrać. A w górach stało się całkowicie jasne, kto tu rządzi. A przy okazji Majka, wygrywając Tour de Pologne, był pierwszym polskim kolarzem, który zwyciężył w wyścigu wieloetapowym w kategorii World Tour. Miło, że w Polsce.

M jak jak Michały
Michał Gołaś i Michał Kwiatkowski. Od kilku lat jeżdżą w jednej ekipie i w wyścigach są praktycznie nierozłączni. Starszy Gołaś traktuje Kwiatkowskiego trochę jak młodszego brata. Pilnuje, czy zjadł, czy się zbytnio nie wychładza. Na jednym z etapów tegorocznego Tour de France, gdy Kwiatkowski - jak mówią kolarze - strzelił, czyli całkowicie opadł z sił, został z nim właśnie Gołaś. To dzięki niemu strata przyszłego mistrza świata nie była gigantyczna. Gołaś nie tylko go holował, ale też podtrzymywał na duchu. To do niego w Ponferradzie podjechał selekcjoner reprezentacji Polski, Piotr Wadecki i krzyknął przez okno: "Goły, mistrza świata mamy". Gołaś jechał na metę i płakał z radości.

N jak Niemiec
Polski Niemiec. Przemysław Niemiec. Jedyny polski kolarz, który wygrał etap na Vuelta Espana. I to nie byle jaki etap. Lagos de Covadonga to zawsze jeden z najtrudniejszych podjazdów na hiszpańskim tourze i zwyciężają tam najlepsi górale. Zapytany, czy to zwycięstwo pomogło mu w podpisaniu kolejnego kontraktu z Lampre Merida, tylko się uśmiechnął: To była pieczątka na tej umowie.

O jak oczko
Czyli 21. Właśnie tyle lat czekaliśmy na zwycięstwo etapowe Polaka w Tour de France. I podobno właśnie dlatego Rafał Majka mrugał oczkiem, podjeżdżając pod Pla d'Adet. Ale niektórym zagranicznym kibicom ta nonszalancja Polaka bardzo się nie podobała. Że niby za łatwo mu szło i dlatego mrugał. Z wiadomych przyczyn. - W tym roku miałem ponad 30 kontroli dopingowych i mogę mieć jeszcze raz tyle. Niech kontrolują jeszcze więcej - ucina Majka.

P jak "Patera"
"Patera", czyli Maciej Paterski, najlepszy góral tegorocznego Tour de Pologne, zawodnik CCC Sprandi Polkowice (w ubiegłym sezonie CCC Polsat Polkowice). Ale Paterski jest z innej bajki (nic nie ujmując "Pomarańczowym"), tej worldtourowej i - jak sam mówi - chciałby jeszcze kiedyś wystartować w Tour de France. Na razie prowadzi się jak zawodnik world touru. I to widać. Na mistrzostwach świata cały czas pracował dla Kwiatkowskiego, na koniec próbował jeszcze psuć szyki pogoni, a i tak dojechał na metę jako siedemnasty zawodnik. To się zdarza tylko najlepszym.

R jak reprezentacja Polski
Czyli jak to ogłosił "Przegląd Sportowy" po wyścigu o mistrzostwo świata - "jazda polska". Kiedy ośmiu Polaków wiozło Michała Kwiatkowskiego "w kołach" przez 150 km na czele peletonu, niektórzy pukali się w czoło. Zwłaszcza gdy kilkadziesiąt kilometrów przed końcem wyścigu Polacy całkowicie "ujechani" prawie zbiorowo się wycofali. Tylko już na mecie były mistrz świata Philippe Gilbert przyznał: "Myślałem, że zwariowali. Ale potem spojrzałem na Kwiatkowskiego - dzięki kolegom wyglądał tak, jakby przejechał 50 km, a nie 200". Nic dziwnego, że nowy właściciel tęczowej koszulki dziękował i cały czas dziękuje swoim kolegom: - Kolarstwo to powinien być sport drużynowy. Złoty medal powinien wisieć na piersiach wszystkich kolegów z reprezentacji Polski w Ponferradzie - powtarza Kwiatkowski.

S jak Staruszka
Lub jak kto woli - Doyenne, czyli monument Liege-Bastogne-Liege, najstarszy kolarski wyścig świata. Jeden z najważniejszych wiosennych klasyków. W ubiegłym roku Michał Kwiatkowski wywalczył w nim trzecie miejsce. Monumentów jest pięć: Mediolan-San Remo, Ronde van Vlaanderen, Paryż-Roubaix i Giro di Lombardia. Wcześniej tylko dwóch polskich zawodników zdobywało podium w tych klasykach: Zbigniew Spruch w Mediolan-San Remo (3. w 1999 r.) i Rafał Majka, w Il Lombardia (3. w 2013 r.). W tym roku wszyscy będą oczekiwali od Kwiatkowskiego czegoś więcej. Ale jest jedna przeszkoda. Klątwa (patrz T jak tęcza).

T jak tęcza
Mistrzowska Tęcza, która będzie zdobić koszulkę Michała Kwiatkowskiego przez cały sezon, a tęczowe wyłogi na rękawkach będzie miał do końca kariery. Rzecz jasna nie można wykluczyć, że "Kwiatek" znów kiedyś wywalczy złoty. Ale teraz przez cały sezon będzie się zmagał z "klątwą tęczowej koszulki", która sprawia, że mistrz świata... nie wygrywa. No dobrze, nawet jeśli w 2015 r. klątwa go dopadnie, to pocieszające jest jedno. Igrzyska olimpijskie w Rio są dopiero rok później.

U jak upadek
Najgorsze, co może się zdarzyć kolarzowi. Nie pomoże nawet wielka forma, gdy ciało jest poobijane. W gigantycznej kraksie pod Monte Cassino ucierpieli Majka, Niemiec i dwudziestu innych kolarzy. Niektórzy musieli się nawet wycofać, tak byli poobijani. Ale bywają też upadki, od których wszystko się zaczyna. Gdyby Alberto Contador nie sięgał brawurowo po batonik na zjeździe, gdyby koło nie wpadło w dziurę, gdyby nie złamał kości piszczelowej, pewnie zobaczylibyśmy Majkę, jak robi na Tour de France twardą selekcję dla Hiszpana. Ale najlepszy kolarz ubiegłego sezonu musiał się z Wielkiej Petli wycofać, a wtedy do akcji wkroczył Majka. Co było dalej - patrz litera D.

W jak wysokogórski
Obóz. Może trudno w to uwierzyć, ale Michał Kwiatkowski w sierpniu ubiegłego roku był pierwszy raz w karierze na obozie wysokogórskim. Po co zawodnikom takie zgrupowania? By zmusić organizm do wysiłku w rozrzedzonym górskim powietrzu. Potem na nizinach wszystko wydaje się łatwiejsze. Z jaką mocą Michał Kwiatkowski jechał potem po mistrzostwo świata, wszyscy widzieli. A dlaczego obóz wysokogórski dopiero teraz? Tajemnicą poliszynela jest to, że nasz mistrz świata ma specjalny program rozwoju. Ma być kolarzem absolutnie wszechstronnym i pomykać w górach niczym kozica, a przy okazji nie stracić mocy w jeździe na czas i w sprincie z małej grupy. Jeśli tak faktycznie się stanie, to Eddy Merckx już może się zacząć obawiać o swoje liczne rekordy.

Z jak zjazd
Oby nie formy. Ale zjazd z góry to jedna z najtrudniejszych rzeczy w kolarstwie. Bo jak normalny człowiek bez lęku ma się rozpędzić na rowerze do 110-115 km na godzinę i jeszcze wchodzić w zakręty? A jednak. A Michał Kwiatkowski, gdy tylko przyjechał do Ponferrady, zaczął namiętnie trenować wszystkie zjazdy na trasie mistrzostw. Nic dziwnego, że kibicom cierpła skóra na karku, gdy podczas wyścigu jeszcze na tych zjazdach "dokręcał". Cóż, precyzja i doskonałość. I złoty medal.

Boniek z kolejnym wyzwaniem

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie