Koc: Senat zwiększa pomoc dla Polonii i Polaków za granicą

Michał SzczygielskiZaktualizowano 
W tej kadencji Kartę Polaka nowelizowaliśmy dwukrotnie – mówi Maria Koc, Wicemarszałek Senatu RP.

Misją Senatu jest m.in. niesienie pomocy Polakom rozsianym po świecie. Jak ona wygląda w przypadku Polaków na Wschodzie?
Zacznę od twardych danych. Ze 100 mln zł, które Senat rocznie przeznacza na wsparcie organizacji polonijnych i polskich organizacji za granicą, do lipca tego roku 23 mln zł trafiło do polskich organizacji na Ukrainie, około 13 mln zł do organizacji na Litwie, a około 8 mln do organizacji na Białorusi. Są przeznaczone m.in. na naukę języka polskiego, polonijne media, działalność kulturalną, wzmacnianie organizacji polonijnych. Decyzję o podziale tych środków podejmują Komisja ds. Emigracji i Łączności z Polakami i Prezydium Senatu. Już choćby po tym widać, że Senat przywiązują dużą wagę do udzielania pomocy rodakom żyjącym za wschodnią granicą. Jednak pomoc płynie w różnych kierunkach, w tym roku udzieliliśmy jej Polakom w 62 krajach.

Dodam, że gdy ministrem był pan Radosław Sikorski, te środki zostały skierowane z Senatu do resortu spraw zagranicznych. Wróciły do Senatu w obecnej kadencji. Rodacy żyjący za granicą wielokrotnie mi mówili, że nie były one przez resort dobrze rozdysponowywane oraz że Senat tworzy z nimi lepsze więzi.

Co zmieniły nowelizacje Karty Polaka?
Kartę Polaka nowelizowaliśmy w tej kadencji dwukrotnie. Pierwsza rozszerzyła listę uprawnień przysługujących Polakom na Wschodzie, druga uprawniła do korzystania z niej Polakom na całym świecie, bo po licznych konsultacjach stwierdziliśmy, że rodacy żyjący w innych częściach globu także chcieliby skorzystać z jej dobrodziejstwa.

Karta gwarantuje m.in. możliwość otrzymania bez opłat wizy krajowej uprawniającej do wielokrotnego przekraczania granicy, podejmowanie legalnej pracy, prowadzenia działalności gospodarczej na takich samych zasadach jak polscy obywatele, podejmowania edukacji na wszystkich poziomach przy wsparciu finansowym państwa, korzystania z ulgi na przejazdy koleją czy darmowego zwiedzania muzeów.

Do korzystania z Karty Polaka niezbędna jest podstawowa znajomość języka polskiego, jednak wiele dzieci z polskich rodzin, np. w Kazachstanie, nie mówi po polsku. One są „stracone”?
Nie. W Kazachstanie też są możliwości nauki języka polskiego, choćby przy przygotowaniach do repatriacji. A tylko w zeszłym roku 650 rodaków z tego kraju skorzystało z repatriacji. Miejmy też jednak świadomość, że nie wszyscy Polacy zesłani w czasie wojny i ich potomkowie chcą wracać, niektórzy z nich, tak jak w Kazachstanie, zaliczają się do dobrze pojętej elity.

Jak wygląda w praktyce repatriacja?
Od osób chcących z niej skorzystać oczekujemy też m.in. podstawowej znajomości polskiej tradycji i obyczajów oraz możliwości udokumentowania polskich korzeni, ewentualnie przedstawienia zaświadczenia upoważnionej organizacji polskiej lub polonijnej w kraju zamieszkania potwierdzającego aktywność w działalności na rzecz języka i kultury polskiej lub polskiej mniejszości narodowej.

Dzięki przeprowadzonym za naszych rządów nowelizacjom ustawy repatriacyjnej utworzyliśmy ośrodki adaptacyjne w Pułtusku i w Środzie Wielkopolskiej. W nich przez 90 dni – z możliwością przedłużenia pobytu w nich o kolejne 90 – polskie rodziny mogą szlifować znajomość polskiego języka i się zaaklimatyzować. Państwo udziela też pomocy na zakup mieszkania w wysokości 25 tys. zł na członka rodziny, plus 25 tys. zł na całą rodzinę. Przy czteroosobowej rodzinie 125 tys. zł oczywiście nie wystarcza na zakup większego mieszkania, są też jednak inne formy wsparcia, ponadto repatrianci często dysponują własnymi pieniędzmi.

Drugą ścieżką repatriacji są zaproszenia od samorządów, zapewniających mieszkania, pomoc w znalezieniu pracy czy odpowiedniej szkoły. Samorządy też mogą przy tym liczyć na wsparcie państwa. Niezwykle ważna też jest życzliwość, jaką otaczani są nasi rodacy oraz inicjatywy prywatnych osób. Na teren mojego powiatu, do Łochowa, udało się sprowadzić siedmioosobowe, osierocone polskie rodzeństwo Jacyniak spod Żółkwi na Ukrainie. Rodzina otrzymała mieszkanie od pana Władysława Grochowskiego, właściciela firmy Arche, który wspólnie z żoną Leną sprowadził do Polski już 20 rodzin repatriantów.

A jak repatrianci zapatrują się na polskie spory polityczne?
Zapewne mają swoje poglądy, jednak nie rozmawiam z nimi o polityce. Za to chętnie wyrażają zadowolenie, że wrócili do ojczyzny, że Polska jest krajem nowoczesnym i otwartym.

Przy okazji – czym wytłumaczyć brak burzliwych starć w Senacie, których nie brakuje w Sejmie?
Myślę, że w Senacie dominują ludzie bardziej doświadczeni, którzy sami pilnują, żeby nie przekroczyć pewnej granicy emocji, bo u nas czasami dyskusje też bywają gorące. Chcemy się wyróżniać merytorycznym debatowaniem.

Są opinie, że Senat od dawna jest maszynką do głosowania, więc nie ma sensu ostro się w nim spierać.
To fałszywe przekonanie. Obradujemy nad projektami ustaw, zgłaszamy do nich poprawki, czasem też te pochodzące od senatorów opozycji. Sejm zgodnie ze swymi procedurami raz je przyjmuje, innym razem odrzuca. Nie jesteśmy więc „maszynką do głosowania”, tylko wykonujemy taką pracę, do jakiej zobowiązali nas wyborcy.

Dowiedz się więcej

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie