Koalicja się sypie, a PiS stara się być gotowy na każdą opcję [ANALIZA]

Witold Głowacki
Witold Głowacki
12.04.2021 katowice premier mateusz morawiecki otwarcie rondo piotrowice fot. karina trojok / dziennik zachodni / polska press
12.04.2021 katowice premier mateusz morawiecki otwarcie rondo piotrowice fot. karina trojok / dziennik zachodni / polska press brak
Wcześniejsze wybory nie są już niemożliwością. To także dlatego PiS i rząd działają w tej chwili dokładnie tak, jakby szykowane były pozycje startowe do ewentualnego uruchomienia kampanii wyborczej

Tuż za szczytem trzeciej fali pandemii zaczęła się bardzo jednoznacznie widoczna ofensywa Prawa i Sprawiedliwości. Premier i jego ministrowie ruszyli w Polskę - a już nieco wcześniej zmobilizowane zostały struktury PiS w regionach. Mateusz Morawiecki podczas kolejnych wystąpień publicznych zajmuje się albo Narodowym Programem Szczepień, albo gospodarką (ze szczególnym uwzględnieniem dobrych wiadomości), albo otwieraniem mniejszych i większych inwestycji. Akcja rządzącej partii i otoczenia premiera wyraźnie natomiast nie obejmuje koalicjantów PiS. Co to wszystko oznacza - zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę sondażową zadyszkę PiS i narastające problemy w koalicji?

Może to przygotowanie artyleryjskie przed szykowanym przez otoczenie premiera od początku roku - i kilkakrotnie już odkładanym - ogłoszeniem programu Nowy Ład. Przedstawienie go jest w kierownictwie PiS postrzegane jako droga do symbolicznego wyjścia z pandemii - i spowodowanych przez nią politycznych problemów rządu, rządzącej partii i koalicji. Czy byłoby coś niezwykłego w tym, gdyby główni rozgrywający w PiS wręcz przebierali nogami, by doczekać tego momentu?

Może to próba potrząśnięcia cuglami i odzyskania inicjatywy przez PiS - zarówno względem opozycji, jak i coraz bardziej narowistych koalicjantów. Udany powrót PiS na pozycję względnie jednoznacznego hegemona narzucającego główne tematy polskiej polityki sprowadziłby Zbigniewa Ziobrę i Jarosława Gowina wraz z ich partiami do roli, którą od początku wspólnych rządów narzucał im Jarosław Kaczyński.

A może wreszcie to jeszcze coś innego - związanego bezpośrednio z coraz intensywniej nasilającymi się pogłoskami o wcześniejszych wyborach. Może to przygrywka do kampanii, przejście kierownictwa PiS i samej partii w „tryb wyborczy”? Tak, by po ewentualnym zerwaniu koalicji i decyzji o politycznym resecie móc rozpocząć kampanię wyborczą niemal dosłownie jednym naciśnięciem guzika?

Otóż te trzy możliwości wcale nie muszą się nawzajem wykluczać. Plan A - czyli szykowanie gruntu pod ogłoszenie programu Nowy Ład połączone z temperowaniem koalicjantów może mieć w sobie i element wyborczego już planu B - gdyby jednak okazało się, że pierwsze to dla wyborców ciut za mało, a drugie nie działa.

Polityk PiS: - Trzeba być realistą. Jeżeli siły dążące do rozbicia Zjednoczonej Prawicy okażą się wystarczająco zdeterminowane, to ani Jarosław Kaczyński ani nikt w kierownictwie partii nie zatrzyma przecież posłów w koalicji siłą.

Premier ruszył w Polskę

Kwietniowa aktywność PiS ze szczególnym uwzględnieniem Mateusza Morawieckiego dość mocno rzuca się w oczy. Premier, który już w drugiej fali pandemii zaczął być przez współpracowników „oszczędzany”, by nie „spalić się” w roli posłańca złych wiadomości podającego kolejne liczby zgonów i wprowadzającego kolejne coraz bardziej irytujące Polaków obostrzenia, teraz niemal codziennie staje gdzieś w Polsce przed kamerami.

Zaczęło się jednak znacznie wcześniej - jeszcze w marcu, od serii konferencji prasowych PiS w regionach. Było to tuż po tym, jak premier Mateusz Morawiecki zarzucił opozycji, że „śmieje się” ze szpitali tymczasowych. W miastach wojewódzkich (i w części byłych miast wojewódzkich) pod szpitalami tymczasowymi natychmiast odbyły się konferencje prasowe działaczy PiS przeprowadzone według niemal identycznego klucza. Brali w nich udział posłowie Prawa i Sprawiedliwości z regionu oraz ludzie z urzędu wojewódzkiego - czasem wojewoda, czasem zaś jego zastępcy.

- Trzeba było nacisnąć guzik, żeby pokazać naszą obecność i gotowość do obrony służby zdrowia przed opozycyjnym hejtem - mówi nam polityk PiS. I wtedy zresztą ludzie PiS zarzekali się, że to nie żaden tryb wyborczy, tylko raczej mobilizacja pod hasłem „wszystkie ręce na pokład”, by wesprzeć rząd w zwarciu z opozycją. Jak zwał, tak zwał. Efektem tej mobilizacji jest jednak to, że struktury w regionach pozostają w stanie gotowości.

W ostatnim czasie - mniej więcej od poświątecznego tygodnia - ruszył zaś w Polskę premier Mateusz Morawiecki. Szef rządu skupia się na trzech obszarach. Albo otwiera inwestycje infrastrukturalne, albo odwiedza punkty szczepień, albo wreszcie mówi o gospodarce.

Szczepienia i drogi, czyli "będzie dobrze"

Jak to dokładnie wygląda? Na przykład tak. W ostatni wtorek szef rządu odbył całe tournée po Dolnym Śląsku. Na jego zakończenie wizytował punkt szczepień drive thru na Stadionie Miejskim we Wrocławiu. A podczas towarzyszącej temu konferencji prasowej namawiał Polaków do korzystania z program szczepień, jednocześnie dość jednoznacznie sugerując im nadejście lepszego, popandemicznego jutra. - Będziemy czekali na nasz dzień, w którym zostaniemy zaszczepieni. Bo to jest ta jedyna i najlepsza metoda, żeby pozbyć się tej fatalnej epidemii, która nas dotknęła. (…) Nie wynaleziono lepszego remedium na tę fatalną chorobę, tę epidemię, która nie pozwala wrócić do normalności. - mówił Morawiecki, który najwyraźniej wnikliwie zapomniał się z przeprowadzonymi przez IBRiS wynikami badań pandemicznych emocji Polaków, o których pisaliśmy już szerzej na naszych łamach.
Posłuchaj podcastu Forum IBRiS na temat emocji Polaków w pandemii omawiającego zacytowane tu badania:

Z badań tych wynika jednoznacznie, że Polacy są już krańcowo zmęczeni sytuacją pandemiczną i towarzyszącymi jej obostrzeniami, jednocześnie zaś ich dominujące emocje oscylują wokół uczuć takich jak „bezsilność”, „lęk” i „znużenie”. To z kolei kształtuje również emocje o bardziej politycznym charakterze, sprawiając między innymi, że wszystko co w społecznej siatce skojarzeniowej wiąże się z epidemią, obostrzeniami czy tym, co w pisowsko-rządowym żargonie zwane jest „zarządzaniem pandemią” obarczone zostaje ciężkim bagażem, który może być trudno zrzucić.

PiS najwyraźniej szuka na to odpowiedzi, sięgając przy tym bez zbytniego krygowania się do repertuaru swoich nieźle już sprawdzonych metod i tropów. To, co względnie nowe, to program Nowy Ład oraz to że premier w sensie wizerunkowym już nie „zarządza pandemią” tylko „nadzoruje akcję szczepień” prowadzącą wszak do wyjścia z pandemii. To, co stare i sprawdzone, to kampanijny w stylu objazd po kraju, serie dość podobnych konferencji w różnych lokalizacji, ogłoszenie programu budowy 100 obwodnic i ogólny powrót do retoryki „chcemy, aby” - czyli formułowania różnego rodzaju obietnic o mniej lub bardziej jednoznacznie wyborczym charakterze.

Wszystko razem ma dawać Polakom nadzieję na lepsze życie, gdy tylko skończy się pandemia - i zarazem wiązać ją z obietnicami składanymi przez PiS. Jeśli mówimy o planie „A” - chodzi o odbudowę społecznego poparcia i odwrócenie niekorzystnych dla PiS i rządu sondażowych trendów. A jeśli chodzi o plan „B”, to Nowy Ład po pandemii może łatwo stać się Nowym Ładem... po wyborach.

Zatrzymajmy się jeszcze na moment przy wtorkowej wizycie na Dolnym Śląsku, bo jej mocno naładowany program dość wyraźnie obrazuje drogę wybraną przez szefa rządu. Morawiecki w jedno przedpołudnie objechał Legnicę, Lubin, Bolesławiec i Wrocław. W każdym z tych miast było wystąpienie przed kamerami. To już gęstość wizyt odpowiadająca wymogom kampanii wyborczej, w zasadzie tylko w tych warunkach napina się programy wizyt oficjeli do tego stopnia.

Tego samego dnia rzecznik rządu Piotr Müller robił coś podobnego na drugim końcu Polski. Müller otworzył w Redzikowie pod Słupskiem pilotażowy punkt szczepień, który ma być czynny przez 7 dni w tygodniu i szczepić 500 osób dziennie.

Kilka dni wcześniej premier Mateusz Morawiecki otwierał punkt szczepień w Gliwicach. 16 kwietnia - w Gdańsku. 8 kwietnia w Skierniewicach. Czy wszędzie tam szef rządu był rzeczywiście niezbędny, by rozpocząć bardziej intensywny etap akcji szczepień? Z pewnością nie. Za to szefowi rządu ta obecność była bardzo potrzebna, by wzmocnić i uwiarygodnić opowieść o Narodowym Programie Szczepień jako drodze do wyjścia z pandemii.

Ale oprócz opowieści o szczepieniach jest też druga - ta o mniejszych i większych budowach i inwestycjach.

Jeszcze kilka dni wcześniej, w Katowicach szef rządu oficjalnie otworzył rondo i tunel. Niespecjalnie przeszkadzało mu ani to, że kierowcy jeżdżą już nimi od grudnia, ani to, że ze 100 milionów złotych potrzebnych na tę budowę prawie 72 miliony wyłożyła Unia Europejska, a resztę miasto Katowice. - Przeznaczyliśmy ponad 30 mld zł na Fundusz Dróg Lokalnych na następne kilka lat. To pozwoli wielu gminom i powiatom stworzyć nowe rozwiązania komunikacyjne i przyciągać inwestorów - mówił w Katowicach Morawiecki, choć było to skierowane niekoniecznie do samych mieszkańców Katowic, a znacznie prędzej do beneficjentów Funduszu Dróg Lokalnych w mniejszych ośrodkach.

16 kwietnia z kolei Morawiecki uczestniczył w Milwinie na Pomorzu w uroczystości podpisania umowy na budowę Obwodnicy Metropolii Trójmiejskiej. Czemu akurat samo podpisanie umowy stało się pretekstem do organizacji konferencji? Bo 3 dni wcześniej rząd przyjął plan budowy 100 obwodnic do 2030 roku.

To już są wysokie obroty, jeśli chodzi o poziom aktywności politycznej premiera. Z nich łatwo przejść do ewentualnego trybu wyborczego. A myśl o tym wcale nie jest tak ekstrawagancka, jeśli spojrzy się na obecną sytuację w koalicji.

Koalicja praktycznie w strzępach
Wciąż nie zostały rozstrzygnięte losy ratyfikacji unijnego funduszu odbudowy. Ziobryści nadal twardo zapowiadają głosowanie przeciw, co oprócz straty ponad 250 miliardów złotych przez nasz karaj, oznaczałoby że cała Europa dostałaby dowód czarno na białym, że rządząca Polską koalicja właśnie przestała być sterowna. To z kolei skłania PiS do gry na czas (w czym znacząco pomagają kłopoty z ratyfikacją funduszu także przez inne kraje) i do rozważania wariantu tzw „małej ratyfikacji” czyli podpisania umowy o funduszu przez prezydenta bez głosowania w Sejmie.

Teraz jednak ziobryści znaleźli nowy projekt do zablokowania, zupełnie tak, jakby nie zamierzali czekać na ruchy PiS w sprawie ratyfikacji. Tym razem chodzi o projekt firmowany osobiście przez premiera i jednego z jego najbliższych współpracowników - szefa Polskiego Funduszu Rozwoju Pawła Borysa - a mający przypieczętować likwidację Otwartych Funduszy Emerytalnych. Pieniądze z nich miałyby trafić do ZUS lub na Indywidualne Konta Emerytalne. W tym drugim wypadku państwo pobrałoby 15 procent tak zwanej opłaty przekształceniowej, co w sumie miałoby dać około 10 miliardów złotych wpływów do państwowej kasy. Częścią pochodzących z OFE pieniędzy miałby zaś według rządowego projektu zarządzać PFR.

Projekt miał być głosowany w Sejmie na bieżącym posiedzeniu. Co zaś zrobili ziobryści? Zawiadomili PiS i premiera, że nie poprą projektu. A dlaczego? Z naszych informacji wynika, że chodzi wyłącznie o kwestie personalne - ściśle mówiąc o Borysa. Szef PFR jest od dawna na celowniku ziobrystów, którzy z jednej strony przedstawiają go jako bezideowego przybysza ze świata wielkiego biznesu i przypominają jego karierę w państwowym banku za czasów Platformy, a z drugiej używają tego do bicia w Mateusza Morawieckiego. Niedawno udało im się osiągnąć nawet to, że atak na Borysa przeprowadziła, ku zdumieniu i oburzeniu premiera i części ważnych polityków PiS, telewizja publiczna. Teraz zaś ziobryści niemal publicznie żądają głowy szefa PFR, szantażując PiS że nie zagłosują za projektem w sprawie OFE.

W PiS można usłyszeć o rzucaniu „kłód pod nogi” przez ziobrystów i o „paraliżu” współpracy w koalicji. Ziobryści z kolei żalą się, ze projekty nie są z nimi konsultowane i że nie mieli niemal żadnego dostępu do założeń programu „Nowy Ład”. To co jednak uderzające, to dość widoczny po obu stronach brak woli do dalszych negocjacji i - co naprawdę wymowne - chyba nawet wiary, że mogłyby coś one zmienić. To, czy PiS rzeczywiście myśli o nowych wyborach w terminie kilku miesięcy pozostaje pytaniem otwartym. Ale jeśli koalicja miałaby trwać do konstytucyjnego terminu końca kadencji, to może to stać się mentalną męczarnią dla wszystkich jej uczestników.

Zwierzęta też potrafią się śmiać

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Sypie się tzw Koalicja Obywatelska , a w rzeczywistości przestępcza organizacja (czyt. PO ) z budką na czele !

Dodaj ogłoszenie