Klimek: Piskorski nas zwyczajnie oszukał

    Klimek: Piskorski nas zwyczajnie oszukał

    rozmawia Beata Sypuła

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Z prof. Janem Klimkiem, prezesem Izby Rzemieślniczej w Katowicach i wiceprzewodniczącym Stronnictwa Demokratycznego, rozmawia Beata Sypuła
    Co konkretnie zarzucacie Pawłowi Piskorskiemu?
    Paradoksalnie zarzuty dotyczą dokładnie tego samego, co zarzucał on Donaldowi Tuskowi jako liderowi Platformy: że prowadzi partię w sposób wodzowski, brutalnie rozprawiając się z oponentami, niedemokratycznie podejmując decyzje w wąskim kręgu zaufanych ludzi. Był tak pewny siebie, że wierzył w możliwość siłowego przeprowadzenia swoich planów. One są jednak na tyle kontrowersyjne, że - o czym mało kto wiedział - z funkcji skarbnika zrezygnował mec. Robert Smoktunowicz, będący jednocześnie członkiem zarządu. Straciliśmy do Piskorskiego zaufanie i sobotnia decyzja kolegów była tylko kwestią czasu.


    Piskorski zarzucił Wam, że sobotnie zamieszanie wynika z dążenia starych działaczy do utrzymania władzy w SD za wszelką cenę.
    Bogdan Lis nazwał nas wprost "betonem". Czy fakt, że chce się zmienić przewodniczącego, może prowadzić aż do tak ostrych sądów i niesprawiedliwych konkluzji? Ja przez 25 lat byłem członkiem SD, byłem też przewodniczącym. Wielokrotnie padały wnioski o odwołanie mnie, bywało, że wnioskodawcy wycofywali się z tego i przepraszali. Piskorski natomiast wychodzi z obrad, podważa kompetencje Rady Naczelnej, rzekomo zebranej bez wymaganego kworum, obraża ludzi.

    Dziś twierdzi, że tworzycie martwą partię posiadającą tylko majątek.

    Kiedy przychodził do nas, nie przeszkadzał mu "beton". Przyjęliśmy go z wiarą w jego czyste intencje polityczne. Ci, którzy na moje wezwanie mu zaufali, to działacze Stronnictwa nawet z 50-letnim stażem. Chcieli w nim zmian, więc nawet ci nieprzekonani uwierzyli, że wybór Piskorskiego może być istotną i korzystną zmianą jakościową w Stronnictwie. Mieliśmy sygnały z różnych środowisk, że deklarują chęć związania się z SD, ponieważ żadne z istniejących ugrupowań politycznych nie spełnia ich oczekiwań. Takim środowiskiem jest na przykład środowisko rzemieślników oraz małych i średnich przedsiębiorców. Powierzyli funkcję lidera Piskorskiemu, bo wierzyli, że pod jego przywództwem Stronnictwo Demokratyczne osiągnie ważne dla tych środowisk cele. Ja także wierzyłem w jego intencje.

    Co Was otrzeźwiło?
    Metody, w tym stosowane przez niego sposoby powoływania prezesów zarządów regionalnych i rozwiązywanie struktur terenowych. Próby sprzedaży mienia bez konsultacji z działaczami. Brutalny styl przywództwa. Jego ambicje i przekonanie o własnej wielkości nie pozwalały mu jednak dostrzec niezadowolenia ludzi. Patrzył w chmury, a nie na ziemię.

    Jednak część planów zrealizował: jest o Was głośno, pozyskaliście do Stronnictwa posłów w Sejmie.
    Namawiając kolegów do powierzenia Piskorskiemu funkcji przewodniczącego, mówiłem, że jest człowiekiem sprawnym, potrafi poprowadzić partię w dobrym kierunku. W końcu dobrze się znaliśmy, byliśmy w klubie Unii Wolności. Jednak ostatecznie Piskorski nas oszukał. Przekroczył granice przyzwoitości. Twierdził na przykład, że nie ciągną się za nim żadne ciemne sprawy z przeszłości. A jednak wyszło szydło z worka.

    Pan go rekomendował i Pan musiał teraz zgłosić wniosek o jego zawieszenie, a także o zwołanie nadzwyczajnego kongresu, by go odwołać z funkcji przewodniczącego. Jak się Pan z tym czuje?
    Trochę głupio. I nie wiem, jak to się teraz skończy. Wiem już, że Piskorski będzie próbował podważyć decyzję Rady Naczelnej. Spróbuje na swoją stronę przeciągnąć nieprzekonanych. Jego linia obrony własnego stanowiska jest jednak cienka. Takie ruchy sprawią jednak, że dzisiejsza trudna sytuacja w SD jeszcze bardziej się skomplikuje.

    Co Was teraz czeka? Niektórzy mówią, że Piskorski stał się już na tyle silny, że pozbędzie się Was, a nie wy jego.
    To będzie dla SD na pewno gorący okres. Jednak koledzy, którzy chcieli natychmiastowego wyrzucenia Piskorskiego, są mocno zdeterminowani. Stoi za nami 70 lat tradycji, ale to wcale nie oznacza, że z racji wieku i doświadczeń jest się "betonem". Mnie osobiście jest przykro, że byłem aż tak naiwny i wierzyłem w jego dobre intencje. Życie pokazało, jak bardzo się pomyliłem.

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo