Kleiber: Potrzebujemy twórczej specjalizacji

Redakcja
Michał Kleiber
Michał Kleiber
Przyszłości nie da się dokładnie przewidzieć - to wiemy wszyscy. Z drugiej strony każdego z nas przyszłość ciekawi, mamy bowiem oczywistą potrzebę świadomego kierowania własnym losem i losem swych najbliższych, interesujemy się rozwojem poszczególnych dziedzin życia, wielu z nas martwi się przyszłością swego kraju, dzisiaj nierozerwalnie związaną z wydarzeniami w skali globalnej.

Jak więc rozmawiać o Polsce przyszłości? Zacząć należy od stwierdzenia, że z pewnością nie należy się dać ponieść nieracjonalnym, wizjonerskim zgadywankom. Dla nikogo nie jest dzisiaj odkryciem stwierdzenie, że zbiorową mądrość zdobywa się w toku debaty publicznej, a debata na temat kluczowych dla naszej przyszłości, strategicznych problemów rozwoju jest w Polsce niezwykle słaba.
Przy nadmiarze rozmów na często zupełnie błahe problemy zapominamy o prawdziwie dla nas ważnych tematach. Tematach o wymiarze prawdziwie fundamentalnym, rozpatrywanych w kontekście wyraźnych kształtujących się megatrendów rozwoju cywilizacyjnego, takich jak korupcja mechanizmów rynkowych (nadużywanie asymetrii informacyjnej, erozja etycznych standardów rynku), rosnące nierówności społeczne, korporacyjne zawłaszczanie wiedzy mającej charakter dobra publicznego, etyczne problemy biomedycyny czy kierunki ewolucji społeczeństwa informacyjnego. Do wspomnianych megatrendów zaliczyć należy postępującą konwergencję cyfrową (wszechogarniająca, jednolita technologicznie digitalizacja dziedzictwa kulturowego ludzkości i współczesnych mediów), dematerializację pracy, powiększające się rozwarstwienie społeczne w wymiarze krajowym i międzynarodowym, postępy - i dynamiczny wzrost kosztów - współczesnej medycyny czy niezwykłe wyzwania intelektualne wynikające z dynamiki i złożoności społeczeństwa globalnego.

Przyszłość kształtować będą z jednej strony stabilne i nadające się do analizy długofalowe trendy rozwojowe, z drugiej zaś wydarzenia o charakterze przełomowym, zaburzające ów "normalny" bieg spraw. Do tej pierwszej grupy zaliczyć możemy np. przemiany demograficzne, procesy globalizacyjne, dostępność surowców naturalnych czy rosnące znaczenie wiedzy i ludzkich umiejętności. Do drugiej - niespodziewane wynalazki i nowe technologie, wojny i rewolucje społeczne czy naturalne katastrofy w wielkiej skali. Z oczywistych powodów myślenie o przyszłości bazować musi na analizie zjawisk długofalowych, choć uwzględnienie możliwości wystąpienia zjawisk o charakterze przełomowym także powinno być brane pod uwagę.

Minęły czasy narodowych czempionów, Polska nie powinna marzyć o swojej Nokii. Zamiast tego trzeba szukać własnego miejsca na styku świata przemysłu i nauki

Szacunki demograficzne do roku 2050 wykazują, iż ludność świata powiększy się w tym okresie o ponad 2 mld, czyli o 1/3 stanu dzisiejszego. Przy czym ludność Afryki wzrośnie dwukrotnie, populacja Azji zwiększy się o ponad miliard, a Europejczyków będzie o 70 mln mniej z istotną częścią tego ubytku, rzędu 6 mln, będącą udziałem Polski! Brytyjski International Alert stwierdza, że 102 kraje są podatne na gwałtowne konflikty polityczno-społeczne o nieprzewidywalnie poważnych konsekwencjach, często daleko wykraczających poza granice tych krajów. Amerykański Center for Naval Analyses ocenia, że 46 krajów zamieszkanych przez 2,7 mld ludzi stoi na progu zbrojnego konfliktu z sąsiadami, a dalszych 56 krajów zamieszkanych przez 1,2 mld ludzi zapewne nie uniknie gwałtownych wewnętrznych konfliktów politycznych. Tylko np. w pierwszej połowie roku 2008 mieliśmy na świecie 14 wojen - o jedną mniej niż w całym roku 2007.

FAO ocenia, że 37 krajów stoi w obliczu dramatycznego kryzysu żywnościowego, spowodowanego nałożeniem się na siebie bardzo różnorodnych czynników takich jak szybki przyrost ludności, wysokie ceny nawozów, wykorzystywanie roślin jadalnych do produkcji biopaliw czy powszechne dzisiaj spekulacje na rynkach. Biorąc pod uwagę, że dochód prawie jednej trzeciej ludności świata nie przekracza 2 dolarów dziennie na osobę, możemy być niestety pewni błyskawicznie narastających długotrwałych konfliktów społecznych o globalnym zasięgu. Listę poważnych zagrożeń można bez trudu wydłużyć, ale do stworzenia uczciwego międzynarodowego kontekstu potrzeba raczej czegoś innego - charakterystyki globalnego marnotrawstwa, którego ograniczenie mogłoby zasadniczo wspomóc zmaganie się z zagrożeniami.
Przy wszystkich możliwych zagrożeniach mądra polityka na poziomie globalnym miałaby wszelkie szanse na sprostanie wyzwaniom - choćby dlatego, że populacja świata zwiększa się w tempie około 1,2 proc. rocznie, a gospodarka światowa przyrasta w tempie ponad 4 proc. rocznie (dane sprzed obecnego kryzysu), czy dlatego, że dostęp do internetu będzie mieć już niebawem 1/3 ludności świata. W świetle powyższych uwag jedno nie powinno budzić wątpliwości - traktowanie Polski jako elementu systemu globalnego musi być z pewnością istotnym składnikiem każdego sposobu myślenia strategicznego.

Druga grupa spraw dotyczy konsekwentnego doprowadzania państwa do zupełnie innego niż dzisiaj poziomu funkcjonalności i stabilności. Państwa gwarantującego bezpieczeństwo, bazującego na skutecznym i nieprzeregulowanym prawie, nowoczesnej infrastrukturze i dyscyplinie finansowej zapewniającej trwałość rozwoju. Państwa tworzącego przepisy i regulacje proceduralne wyłącznie na bazie jasno zarysowanych, długofalowych celów rozwojowych. Pozwoliłoby to odejść od fatalnych zaniedbań widocznych dzisiaj gołym okiem - słabość infrastruktury we wszystkich obszarach, utrudnienia w funkcjonowaniu małych i średnich przedsiębiorstw, chaos pojęciowy i decyzyjny w sprawach systemu emerytalnego, opłakany stan środowiska naturalnego czy niedofinansowanie rozwoju kapitału ludzkiego. Przy czym przynajmniej niektóre z niezbędnych, a dotychczas niewprowadzonych zmian, wydają się rezultatem politycznych zaniedbań, a nie rzeczywistych trudności - dla przykładu, przeznaczenie znacznej części nieuzasadnionych kosztów KRUS na cywilizacyjny rozwój obszarów wiejskich powinno przecież znaleźć szerokie poparcie społeczne!
Zupełnie inaczej będzie musiała funkcjonować nasza administracja publiczna, dzisiaj niesprawna, zbiurokratyzowana i nietworząca spójnego sytemu. W małym stopniu wydaje się to winą czynnika ludzkiego, głównym powodem jest brak wizji dotyczącej nowoczesnej roli administracji i zupełnie niedostosowane do wymogów dzisiejszego świata procedury i zwyczaje. A kształt i sposoby funkcjonowania instytucji państwa to podstawowy element modernizacji dzisiaj i z pewnością istotny element całości funkcjonowania państwa w przyszłości.

Żadna modernizacyjna reforma wprowadzona w jednym tylko sektorze życia publicznego, bez osadzenia jej w szerokim kontekście polityki całego państwa, nie przyniesie oczekiwanych rezultatów. Proponowane przez poszczególne urzędy i organizacje reformy są z reguły odbierane jako nieprzekonujące i wywołują gwałtowne, często nieracjonalne sprzeciwy. Powodem jest oczywiście brak wiarygodnego "politycznego" wskazania na miejsce danego sektora w strategii rozwoju kraju. Skuteczna koordynacja działań reformatorskich musi się w przyszłości stać codziennością pracy parlamentu i rządu. Potrzebne do tego będzie szerokie wsparcie eksperckie wszystkich poczynań władzy - czym wcześniej pomyślimy o stworzeniu choćby wirtualnego, politycznie niezależnego think tanku badań strategicznych, tym lepiej dla naszej przyszłości.

Michał Kleiber

Więcej przeczytasz w weekendowym wydaniu dziennika "Polska" lub w serwisie prasa24.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie