Klaudia z Boguszowic: "Mamie zaczęło się pogarszać... Mogłabym być dawcą osocza lecz nie chcą tego zrekompensować"

Aleksander Król
Aleksander Król
Klaudia z Boguszowic: "Mamie zaczęło się pogarszać... Mogłabym być dawcą osocza lecz nie chcą tego zrekompensować"
Klaudia z Boguszowic: "Mamie zaczęło się pogarszać... Mogłabym być dawcą osocza lecz nie chcą tego zrekompensować" pixabay
Historie rodzin objętych kwarantanną w Rybniku są naprawdę dramatyczne. Kolejne proszą naszą redakcję o pomoc. Historię swojej rodziny opowiedziała nam Klaudia Gerc z Boguszowic Starych.

Klaudia Gerc z Boguszowic Starych opowiedziała nam historię swojej rodziny:

"Nasz dramat zaczął się od 25 kwietnia bieżącego roku - opowiada Klaudia Gerc.
Mój ojczym pracuje na kopalni Jankowice. Okazało się że pracował z kolegą który był zarażony koronawirusem. Znajomy ten leżał w szpitalu w Tychach z potwierdzonym wynikiem i wszystkich ze zmiany którzy mieli z nim kontakt oraz ich rodziny poddano obowiązkowej kwarantannie.

Pierwsze objawy u ojczyma pojawiły się 26 kwietnia w niedzielę. Było to drapanie w gardle, katar, kaszel ogólne osłabienie. 27 kwietnia ojczym skonsultował się telefonicznie z przychodnią, przepisano mu leki. 28 kwietnia przyjechał do nas wymazobus i pobrał wymaz wyłącznie od ojczyma tłumacząc iż tylko jego mają na liście i jeśli jemu wyjdzie wynik dodatni to dopiero wymażą resztę rodziny, czyli mnie, mamę i brata.

29 kwietnia przyszła kolej na mnie. 37,7 temperatura, ból mięśni, osłabienie. Kolejny dzień 30 kwietnia objawów dostała mama. Mnie również się pogorszyło doszły objawy takie jak duszności, uczucie ciężaru na klatce piersiowej, kaszel, ból głowy, uszu, gardła, uczucie "wrzątku" w płucach, pulsowanie w klatce piersiowej, to były jakby ataki.

Ja I mama byłyśmy tak słabe że nawet dłuższe prowadzenie rozmowy było uporczywe, tak samo spożycie posiłku.

Codziennie dzwoniliśmy do sanepidu by poznać wynik co graniczyło z cudem i w końcu po czterech dniach udało się dowiedzieć że wynik jest pozytywny.

Mamie zaczęło się pogarszać była coraz bardziej słaba i miała mocne duszności. Ojczym stracił węch i smak.
4 maja rano mamę wywiozła karetka do szpitala w Rybniku. Poddano ją testom na obecność koronawirusa, zrobili jej badania, w tym EKG. Wynik wyszedł pozytywny i zapadła decyzja o transporcie mamy na Oddział zakaźny do szpitala w Raciborzu.

W szpitalu wykonano pomiar ciśnienia. Poinformowano mamę że nastąpi utylizacja wszystkich rzeczy osobistych. Na oddziale pobrano mamie krew do badań, natomiast żadnych leków oprócz od niej na nadciśnienie jej nie podano, zaproponowali jedynie tlen.

Lekarze oraz pielęgniarki na oddziale były na telefon ze względu na ryzyko zakażenia. Kobieta leżąca obok mamy spadła z łóżka i nikt nie mógł jej pomóc, czas oczekiwania na personel medyczny ok. 15 min ze względu na przebranie się i przejście przez śluzy. Tak samo w przypadku zatrzymania się respiratora.

Szpitale nie są wyposażone odpowiednio by móc się opiekować chorymi, co nie jest winą personelu tylko państwa.

Kontynuując ze względu na chorych u nas na kwarantannie 6 maja udało się wydostać mamę do domu. Obie straciłyśmy węch i smak. Natomiast ojczym odzyskał węch i smak i poczuł się lepiej jedynie co miał kaszel.

7 maja poczułam się gorzej, dostałam ataku drgawek ale wiedząc co się dzieję w szpitalu jakoś to przetrzymałam.

Przyjechał w końcu do nas wymazobus i pobrali mnie i bratu wymaz. W między czasie oczywiście wydzwanialiśmy po nocach do sanepidu by się doprosić o wymaz i zapisywani byliśmy z 5 razy.

Mama nadal czuła się źle i skontaktowała się z poradnią i udało się otrzymać leki na Covid19 a mianowicie azycyna i arechin i tamiflu. Arechin wszędzie zarezerwowany dla szpitali i praktycznie niedostępny. Udało się go dostać dzięki bliskiej znajomej z Lombardii która miała znajomą w aptece w Tychach.

Mamie coś się po prostu stało z sercem, plus spadł poniżej 40. Widoczne też było jak serce się zatrzymywało podczas pomiaru ciśnienia na aparacie. Spróbowałam je mamie rozmasować i wróciło do pracy.

Leki zaczęły mamie pomagać pod kątem serca faktycznie puls udało się wrócić do 50-58.

Natomiast mnie zaczęło się poprawiać i 10 maja odzyskałyśmy obie węch i smak. Niestety mama nie mogła spać w nocy i budziła się na bezdechu więc skonsultowała się z przychodnią ponownie i przepisano jej inhalacje lekiem berodual, zakupiliśmy inhalator i mama rozpoczęła inhalacje które przyniosły oczekiwane rezultaty.

Czytaj także

Po 3 tygodniach od wymazu i telefonie do sanepidu otrzymałam informację iż brat ma wynik negatywny a mój wynik został zagubiony. Po kolejnych telefonach i pytaniach czy wykonają mi test na przeciwciała by być uznaną za osobę która przebyła chorobę otrzymałam odpowiedź iż jest to płatne.

W tym momencie jestem odjęta ze statystyk, mogłabym być dawcą osocza lecz sanepid przez swój błąd zagubienia wyniku nie chce mi tego zrekompensować.

Rodzice drugi wymaz mieli robiony dopiero 26 maja, a mieli ich już wymazywać od 12-16. Cały czas przedłużają nam kwarantanne a mama potrzebuje też konsultacji z purmologiem i kardiologiem.

Jeśli chodzi o nas objawowych mamy choroby współistniejace.
Ja układu hormonalnego, neurologicznego, ojczym niedoczynność tarczycy a mama cukrzyca i nadciśnienie tętnicze.

30 lub 31 maj miał przyjechać wymazobus, ale nikt się nie pojawił, nie dzwonił a telefon sanepidu jest ciągle zajęty.
Sprawą zainteresowała się również "Uwaga" - mówi nam Klaudia Gerc z Boguszowic.

Przypomnijmy, Sanepid w Rybniku jest przytłoczony koronawirusem - garstka pracowników tej stacji zajmuje się tysiącami przypadków.

Obejrzyj dokładnie

Zobacz koniecznie

Bądź na bieżąco i obserwuj

Najwięksi truciciele w UE. W zestawieniu jest Polska

Wideo

Materiał oryginalny: Klaudia z Boguszowic: "Mamie zaczęło się pogarszać... Mogłabym być dawcą osocza lecz nie chcą tego zrekompensować" - Dziennik Zachodni

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Szanowni Państwo, wirus jak wirus jest groźny, u jednych bardziej u innych mniej, chciałem jednak zwrócić uwagę na jedną rzecz - lekarze przez telefon przepisują leki, dawkowanie bez zwrócenia uwagi na wagę pacjenta, na inne leki które pacjent bierze i inne choroby współistniejące. Pacjentak (mama Klaudi) dostała 3 leki - AZYCYNA ARECHIN TAMIFLU, jeden na malarie, jeden na wirusa grypy?!, jeden na bakterie, antybiotyk. Interkacje między lekami są takie - Przyjmujesz leki zawierające w swoim składzie CHLOROCHINĘ oraz AZYTROMYCYNĘ. Stosowanie obu leków równocześnie zwiększa ryzyko wystąpienia groźnych zaburzeń rytmu serca. Jeżeli leki zostały przepisane przez różnych lekarzy, wskazana jest konsultacja w celu ustalenia, czy leki te mogą być jednocześnie stosowane, a jeśli tak, to czy nie zachodzi potrzeba zmiany zaleceń odnośnie sposobu ich podawania. W przypadku, gdy leki zaordynował ten sam lekarz przestrzegaj schematu dawkowania. O wszelkich niepokojących objawach informuj lekarza. W razie wystąpienia bólu w okolicy serca, nieregularnego rytmu serca, duszności, omdleń - konieczna jest szybka pomoc lekarza. Dlatego połowa objawów COVID-19 to nie jest wina wirusa, tylko mieszanki leków które lekarze tak hojnie przepisują pacjentom z innymi chorobami. Spadek pulsu na 40 to jest tego skutek. Tyle w temacie..... Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia, im mniej leków tym lepiej!

Dodaj ogłoszenie