Klasycznie północne klasyki kolarskie

Tomasz Jaroński
Tomasz Jaroński
Tomasz Jaroński archiwum
Kolarstwo w odróżnieniu od wielu innych dyscyplin sportowych stara się nie uciekać od swoich korzeni. Najlepiej widać to wiosną, gdy dominującą rolę w światowym kalendarzu mają wyścigi jednodniowe. Każdy z nich ma historię, sięgającą czasami nawet XIX w., a już początków ubiegłego - obowiązkowo. Każdy z nich jest specyficzny, mający jakąś kulminację, która odróżnia go od pozostałych. Zasady ścigania, trudności na trasie niewiele zmieniły się od lat, choć sprzęt, ubiory, sposób przygotowań, są już inne, nowocześniejsze. Myślę jednak, że sztucznie postarzony filmik ze współczesnej Flandrii czy Roubaix tak dużo nie różniłby się od zapisu filmowego, powiedzmy, z lat 50.

Te jednodniówki nazywane są klasykami. To kolarskie pojęcie w Polsce ma inne znaczenie, bo jesteśmy wychowani na Wyścigu Pokoju i Tour de Pologne, a więc etapówkach. U nas klasykiem określa się wszystkie wyścigi jednodniowe, choć to określenie powinno dotyczyć wyścigów z tradycją, ot, choćby Ślężański Mnich w Sobótce, który otwiera kolarski sezon w Polsce, a charakteryzuje się… dziurawym asfaltem. Tak więc w światowej nomenklaturze klasyków kolarskich mamy niewiele i teraz jest ich czas. Północny czas, bo wszystkie rozgrywane są na północnych rubieżach Europy, w rozumieniu kolarskim, rzecz jasna.

Flandria, Roubaix, Walońska Strzała, Liege, Amstel. Bruki, kiepskie drogi, pagórki, no i dystans, obowiązkowo powyżej 200 km. Każda ingerencja w tradycyjną trasę, jakieś zmiany i nowości, traktowane są jako wydarzenie i dyskutowane w mediach. Ponadto przepiękne nazwy towarzyszące ściganiu się: Flandryjska Piękność, Dziekanka czy Staruszka, Piekło Północy, Ardeńskie Pagórki, odmieniane przez media, telewidzów i kibiców. W dodatku dochodzi pogoda, bo w kwietniu w Belgii, Holandii czy na północy Francji jest cieplej niż u nas, ale wcale nie gorąco.

Gorąco natomiast na trasie, to pewnik. Żaden z wyścigów nie jest podobny do drugiego, a o przebiegu każdego można napisać tomy. Na poboczach w kluczowych miejscach gromadzą się tysiące kibiców. Kolarska uczta odnosi się nie tylko do sportowych emocji, ale też do tego, co zobaczymy na turystycznych stołach przy trasie. Uciekinierzy, zwycięzcy urastają do roli bohaterów.

Wygranie takiego klasyka ma czasami większą wartość niż tęczowa koszulka mistrza świata. Nic więc dziwnego, że zawsze była grupa zawodników, dla których kolarska północna wiosna była najważniejszym celem w karierze. Dla nas, Polaków, te emocje są nieco obce, choć przed laty Czesław Lang pięknie uciekał przez Las w Arenbergu na trasie do Roubaix, a później Zbigniew Spruch zajmował dobre lokaty na mecie. Pozostaje nam przekaz TV. Zapraszam, bo warto!

Tomasz Jaroński

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Artur
Jaroński-Wyrzykowski obudził sie z zimowego letargu !! wczorajszy klasyk był super w waszym komentowaniu !! w przeciwieństwie do relacji z zimowych biathlonowych zawodów !!
Dodaj ogłoszenie