Klaps, czyli debata jałowa jak Sahara

Wiktor Świetlik publicysta
Przeciwnicy zakazu bicia dzieci to zwyrodniali zboczeńcy tęskniący za chowem w stylu szkoły kadetów, gdzie dyscyplina i karcer mają kształtować charakter, a zarazem dać upust wrodzonemu sadyzmowi wychowawców. Ci, którym pomysł zakazywania klapsów się podoba? To z kolei piewcy wyrwania dzieci rodzinie, miłośnicy chowania a la przedszkola urządzane niegdyś przez niemieckich lewaków, które małego człowieka miały ukształtować na dużego anarchistę.

Tak w przybliżeniu wygląda tocząca się od tygodnia dyskusja na ten temat. Jest ona najlepszym dowodem, że w Polsce niedługo już chyba nawet kibice meczów ligowych będą mieli ustalony punkt widzenia wedle podziałów partyjnych. Jedni będą za PiS, drudzy za PO.

W dyskusji na temat klapsów zwalczają się dwa stanowiska, z których oba na kilometr zalatują daleko idącą demagogią. Nic nowego. Za każdym razem, kiedy opinia publiczna była paraliżowana drastycznymi historiami katowania, zabijania, maltretowania dzieci przez zwyrodniałych rodziców, pojawiały się polityczne złote pomysły.

Uderz w stół, a PiS się odezwie. Po każdym głośnym przypadku znęcania się nad dzieckiem z tej strony pojawiały się głosy domagające się zaostrzenia kar. Dwa lata temu prezydent Kaczyński mówił o potrzebie wznowienia europejskiej debaty na temat kary śmierci. Rok temu ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro po brutalnym gwałcie i zabójstwie siedmioletniej Grażynki deklarował się jako zwolennik kary śmierci i tłumaczył, że pomogłaby ona zapobiegać takim przypadkom na przyszłość. Trzeba Ziobrze przyznać, że on przynajmniej już uczciwie zauważał, że przywrócenie kary śmierci w Polsce jest niemożliwe z przyczyn dyplomatycznych.

Ale co z argumentem o zaostrzaniu kar? Czy naprawdę można by się spodziewać, że leczący się psychiatrycznie alkoholik, którego mózg do tego stopnia jest uszkodzony, że niedawno zakatował swoją kilkumiesięczną córeczkę, przestraszyłby się tego, że grozi mu zamiast 25 lat bezwarunkowe dożywocie? Wątpliwe. W USA, choć prawo jest surowe, wskaźnik przemocy w rodzinie jest dużo wyższy niż w Europie.

Niestety, argumenty drugiej strony też nie przekonują. Nie chodzi oto, że walka z klapsem jest czymś strasznym, jak chcą tego niektórzy konserwatyści. Dziś większość psychologów dziecięcych krytykuje tę metodę wychowawczą, traktując ją - w najlepszym razie - jako przejaw niemocy rodziców.

Tyle że polscy rodzice zaczęli już się zmieniać. Z badań CBOS wynika, że o ile w 1998 roku 38 proc. z nich przyznawało się do bicia swoich dzieci, o tyle teraz przyznaje się do tego zaledwie 22 proc. Oczywiście niektórzy kręcą (pijemy i palimy też więcej, niż wychodzi w badaniach). Ale zmiana i tak jest ogromna. Zresztą w zmianie podejścia do wychowania zapewne większą rolę odgrywa telewizyjna "Superniania" niż wszystkie zakazy i nakazy razem wzięte.

Problem w tym, że Platformie przecież nie chodziło tylko o model wychowania. Politycy tej partii pomieszali dwie sprawy. Wychowanie i przeciwdziałanie patologiom. Wicepremier Schetyna mówił, że te wszystkie drastyczne przypadki, morderstwa i pobicia powodują, że potrzebujemy debaty o modelu polskiej rodziny. Debaty bywają pożyteczne, a bywają też jałowe jak pustynia. Jeśli to, co widzieliśmy przez ostatni tydzień, cała ta dyskusja na temat klapsa, ma być próbą walki z ojcami sadystycznymi mordercami, konkubentami katami dzieci swoich konkubin, pijanymi matkami, którym dzieci wypadają przez okno, to mamy do czynienia z publicystyczno-politycz-ną Saharą.

Dręczonym dzieciom nie pomoże dalsze bicie piany, a konkretne rozwiązania. Zakaz klapsa nie uratowałby życia ani półrocznego Oliviera, katowanego przez pół roku, dopóki nie zmarł, i dwuletniej Amandy, która cudem przeżyła. Ludzie, którzy znęcali się nad tymi dziećmi, nie stosowali błędnych metod wychowawczych. Po prostu byli psychopatami, którym dawno powinno się te dzieci odebrać, a ich leczyć albo przynajmniej izolować.

Rozwiązania leżą w zasięgu ręki. Jakiś czas temu Grzegorz Schetyna mówił na łamach "Polski" o tym, że chce zwiększyć współpracę policji z samorządem, który zarządza w końcu ośrodkami pomocy społecznej (OPS). Silniejsza współpraca tych instytucji mogłaby naprawdę poprawić sytuację. Maltretowanym dzieciom bardziej od zakazu klapsa czy zaostrzenia kodeksu karnego mógłby pomóc inny, drobniejszy zapis. Na razie sąsiedzi, pracownicy OPS i wszyscy inni mają obowiązek mówić policji czy prokuraturze o tym, że mają podejrzenie, iż ktoś bije dzieci. Problem w tym, że OPS-y nie mają nie tylko obowiązku, ale nawet możliwości monitorować takiego śledztwa. Już choćby zwiększenie udziału tych instytucji w dochodzeniu mogłoby pomóc.

Joanna Kluzik-Rostkowska z PiS proponowała także stworzenie centralnego systemu monitoringu dziecka. Lekarz widzący siniaki musiałby odnotowywać ten fakt w specjalnej bazie danych. Ten pomysł ma w sobie nutkę orwellowską, ale jeśli jest cokolwiek w zamian, za co możemy zrezygnować z części intymności, to nie ma nic bardziej wartościowego niż dzieci.

Kolejny problem to my sami. Sąsiedzka solidarność wciąż panująca w starych kamienicach, która niekiedy człowieka reagującego na zło traktuje jako szpicla. A z drugiej strony odwrotne zjawisko w nowych osiedlach. Totalna atomizacja. Każde mieszkanie bywa tam osobną galaktyką nieświadomą istnienia pozostałych.

Na łamach wczorajszej "Polski" Grzegorz Lindenberg narzekał na tabloidyzację mediów. A może nie ma ona wyłącznie wad? Według policyjnych statystyk liczba przypadków przemocy wobec dzieci poniżej 13. roku życia spadła ostatnio (z 2006 na 2007) o jedną czwartą. Więc nie dlatego, że takich morderstw przybywa, media o nich tyle mówią. Media coraz bardziej - przyznajmy - karmią się tymi tragediami. Ale równocześnie nagłaśniają problem. Owszem, grają dla zysku na emocjach, ale te emocje akurat bywają dobre. Zabijają obojętność.

I może tylko w tej sprawie debata na temat klapsa może pomóc w walce z dramatami katowanych przez rodziców dzieci. Pod warunkiem oczywiście, że za chwilę się ona obu stronom nie znudzi, bo utkwią w martwym punkcie albo znajdą inny temat: globalne ocieplenie, konkordat lub walkę z GMO. Bo wtedy małe ofiary dużych sadystów znowu zostaną same. Aż do następnych tragedii.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie