Kim jest współczesny snob? "Od pieniędzy ważniejszy jest dobry pomysł"

Dorota Kowalska
Nie wystarczy mieć drogi samochód, by być snobem. Auto musi być też oryginalne
Nie wystarczy mieć drogi samochód, by być snobem. Auto musi być też oryginalne Dariusz Gdesz/Polskapresse
Trudno dostępna literatura, muzyka klasyczna, jeśli wycieczki, to na Sybir, a nie na Majorkę, no i internet, każdy snob zrobi wszystko, aby w nim zaistnieć. O dzisiejszym snobizmie pisze Dorota Kowalska.

Historycy obyczaju twierdzą, że największym snobizmem II Rzeczpospolitej było znaleźć się w kręgu przyjaciół pułkownika Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego, słynącego z alkoholowej fantazji adiunkta marszałka Józefa Piłsudskiego. Powód? Anegdota krążąca po Warszawie, jakoby Wieniawa-Długoszowski, będąc na dużym rauszu, wjechał konno do ekskluzywnej restauracji Adria. Inna sprawa, że w Adrii zbierała się śmietanka towarzyska stolicy, do której należeli wyłącznie wybrani.
Jak widać, pojęcie snobizmu i snoba jest obecne w naszej społecznej świadomości do wieków. Sam wyraz "snob" pochodzi od łacińskiego skrótu, który był stosowany w XVIII i XIX wieku na angielskich uniwersytetach dla odróżnienia studentów posiadających tytuł szlachecki od tych, którzy go nie posiadali: sine nobilitate, czyli bez szlachectwa (sine - bez, nobilitas - szlachectwo). Dzisiaj za snobizm uważa się postawę objawiającą się chęcią zaimponowania innym osobom oraz wykazania swojej wiedzy na dany temat.

Profesor Jacek Wódz, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego, mówi krótko: "Snobizm to chęć wyróżniania się zewnętrznymi formami zachowań. Chcemy też posiadać dobra rzadkie, ale pożądane przez innych". O zjawisku rozprawiali wielcy myśliciele, próbowali charakteryzować go pisarze, Stefan Żeromski pisał tak: "W życiu umysłowym części społeczeństwa, zwanej inteligencją, częstokroć przewija się pojęcie, a w potocznej rozmowie brzmią terminy snob i snobizm. Najogólniej rzecz biorąc, za pomocą wyrazu snob określa się i charakteryzuje osobnika, uprawiającego z zamiłowaniem pretensjonalny dandyzm, przestrzegającego kanonów mody z przesadą i nadmierną pieczołowitością. Snobizm w najpowszechniejszym mniemaniu jest to pozowanie na jakiś autorytet, na owładnięcie pełnią wiedzy o jakiejś dziedzinie życia, przestrzeganie aż do granic śmieszności umówionych, modnych przepisów dobrego tonu, praw czy przesądów, uznanych za najniewątpliwiej doskonałe i wykwintne przez osobistości miarodajne, stanowiące wzór obowiązujący, bezwzględnie godny naśladowania w danej sferze, czy w dziedzinie."

Co niesłychanie ważne, snobizm jest kategorią etyczną, intelektualną, w związku z tym ewoluuje, bo przecież to, co było uznawane za snobizm w XIX-wiecznej Anglii czy w PRL, dzisiaj snobizmem już nie jest. Ale wart podkreślenia jest także fakt, że sam snobizm jest nieśmiertelny, niezbędny, bo wypływa z naturalnej ludzkiej potrzeby odróżniania się od innych i poczucia wyższości. Obserwując, jak zmienia się to co snobistyczne, obserwujemy jednocześnie zmiany, jakim podlega społeczeństwo. - To zawsze skok ponad poprzeczkę, ale wybieramy taką, która jest do pokonania - zauważa prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny. I dodaje, że to sami ludzie wyznaczają sobie ową poprzeczkę, stąd trudno określić, co będzie snobizmem w XXII wieku, chociaż pewne przypuszczenia snuć można zawsze.

Warunek jest jeden: trzeba posiadać lub robić coś, czego nie ma lub nie potrafi robić bliźni. Dzisiaj w tej grze od pieniędzy ważniejszy jest dobry pomysł

W XIX-wiecznej Anglii snobizmem było nieodłączne cygaro, dobrze wybrany kapelusz, bywanie w modnych klubach, golf i pogawędki przy popołudniowej herbatce. Ale Anglicy czy Francuzi to specyficzne nacje. William Makepeace Thackeray utrzymuje w swej książce " The Book of Snobs", iż "całe społeczeństwo angielskie wyróżnia się od innych właśnie snobizmem, ponieważ na wszystkich stopniach drabiny społecznej Anglik kłania się przed wyższymi, a zadziera nosa wśród niższych". Właściwie mógłby tak powiedzieć każdy o swoim własnym narodzie, ale prawdą jest, że tak Anglicy, jak Francuzi zawsze byli głęboko przekonani o własnej wyjątkowości.
W Polsce snobizm, przynajmniej ten powojenny, był mocno związany z zawartością portfela, być może dlatego, że nie należeliśmy do europejskiej elity, a w ramach nagrody za dobre oceny w szkole rodzicie kupowali swoim dzieciom banany. W każdym razie snob w PRL jeździł na wczasy do Bułgarii (prof. Wódz wskazuje raczej na Jugosławię, ta była znacznie trudniej osiągalna), spijał przywiezione z niej koniaki, kupował zastawę lakową w sklepie "Chinka" w Alejach Jerozolimskich i nosił dżinsy Levi's za całe 19 dolarów podarowane przez ciotkę z Ameryki. - Potem snobizmem było mieszkać w dobrej dzielnicy, kupić sobie poloneza, pracować w MSZ albo ministerstwie gospodarki na placu Trzech Krzyży. Oczywiście były snobizmy mniejszej rangi: dobrze było na przykład pochwalić się na rodzinnym spotkaniu dyplomem Politechniki Warszawskiej, w ogóle inżynier to był bardzo snobistyczny zawód - opowiada Maria Kwiecińska, warszawianka z dziada pradziada. W każdym razie kiedy wyjeżdżała do rodziny na wieś ze swoim mężem inżynierem zbiegały się dzieci z całej okolicy, żeby Józka dotknąć, a przynajmniej na niego popatrzeć.

Lata transformacji to czas wielkich przemian, część Polaków szybko się bogaci, wielu wyjeżdża za granicę. - Snobizm ma charakter środowiskowy, i tak 10 lat temu w środowisku lekarzy snob wyjeżdżał na dalekie wycieczki, do Kenii czy na Malediwy - opowiada prof. Jacek Wódz. Wśród ludzi prostych od lat, także dzisiaj, snobizmem jest kupowanie drogich aut. - Ale wyłącznie w tej grupie społecznej. Jechałem kiedyś samochodem z szefem giełdy paryskiej, wóz był dobry, ale bez przepychu. Spojrzał na mnie, jakby wiedział, o czym myślę i powiedział z uśmiechem: "Jestem bogaty od pokoleń, nie muszę się tym chwalić" - opowiada prof. Wódz. Jeszcze na początku XX wieku snob bywał w modnych lokalach, nosił rzeczy znanych projektantów, uwielbiał markowe gadżety, gustował w kuchni śródziemnomorskiej, w domu miał piwniczkę z winami, uprawiał sporty ekstremalne i przywiązywał przesadną wagę do swojego wyglądu. Jedną piątą pensji był w stanie wydać na perfumy Diora, a na ciuch z "właściwą" metką oszczędzał całymi miesiącami. Cóż, w Polsce pieniądz długie lata był wyznacznikiem snobizmu. Jeszcze dwa lata temu z niepublikowanego badania przeprowadzonego przez PBS DGA dla marki Lipton wynikało, że dla 40 proc. Polaków otaczanie się drogimi gadżetami było głównym wyznacznik wyrafinowanego smaku. W dobrym guście znalazła się także elokwencja i wiedza nabyta w prestiżowej szkole, najlepiej zagranicznej, na które wskazało odpowiednio 29 i 22 proc. badanych. Specjaliści podkreślali wtedy, że utożsamianie ekskluzywności z wysoką ceną to typowa cecha społeczeństw z krajów byłego bloku wschodniego. Wystarczy spojrzeć na masowe gromadzenie drogich błyskotek przez tzw. nowych Ruskich czy bizantyjski przepych, którym próbuje olśnić zagranicznych gości prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko.

Ale z czasem także polski snobizm ewaluował. Zagraniczne wycieczki, bywanie w modnych klubach, markowe ciuchy i gadżety, wszystko to stało się zbyt powszechne, aby uchodzić za snobistyczne. - A ponieważ ktoś się snobuje, żeby wywołać zainteresowanie innych, trzeba było szukać gdzie indziej - tłumaczy prof. Wódz. Może dlatego polski snobizm poszedł w rzeczy niematerialne, bo dzisiaj bardziej liczy się pomysł niż kasa.

- Na pewno snobizmem jest szeroki dostęp do tego, co proponują media elektroniczne, ale korzystanie z ich dobrodziejstw w sposób twórczych - tłumaczy prof. Wódz. W grę wchodzi więc wytwarzanie filmów wideo, muzyki, krótko mówiąc - artystyczna, indywidualna produkcja. Skoro już jesteśmy przy mediach, zdaniem prof. Czapińskiego, snobizmem jest zaistnienie w internecie, gwiazdorstwo, chodzi o to, aby być rozpoznawalnym w osiedlowym sklepiku, w Polsce, a najlepiej w świecie.

Jeśli wycieczki, to nie tam, gdzie wszyscy, ale na Syberię, do Mongolii, gdzie dotrzeć trudno i to nie z powodu braku gotówki.
Snobizmem w pewnych środowiskach jest też czytanie, ale trudno dostępnej literatury, i, co tu dużo mówić, ciężkiej, choćby takiego James'a Joyce'a, Zygmunta Baumana, Waltera Benjamina czy Thomasa Berhnarda. Snob intelektualista słucha "Pasji wg. św. Jana" Bacha w wykonaniu Nikolausa Harnoncourta, "Stworzenia świata" Haydna w wykonaniu Berlin Radio Symphony Orchestra czy koncertów Feancisa Poulenca, ale tylko tych po 1939 roku, kiedy przeszedł na katolicyzm.

Pamiętajmy, że warunek jest jeden: trzeba posiadać lub robić coś, czego nie mają albo robić nie umieją bliźni.

Wśród młodzieży wciąż bardzo snobistyczne jest hipsterstwo. Dla tych, którzy nie wiedzą: hipster to według współczesnej definicji slangowe określenie używane do opisania młodych dorosłych i starszych nastolatków z klasy średniej, silnie manifestujących swoją niezależność, oryginalność i indywidualność. Hipsterzy chcą być nowatorscy w zachowaniu i modzie, eksponują swoją alternatywność, przez co sam termin "hipster" odnosi się często do ludzi interesujących się głównie muzyką rock i jej odmianami, a także filmem niezależnym, magazynami typu "Vice" i "Clash" i stronami internetowymi jak Pitchfork Media.

A z ciekawostek światowych: dzisiaj największym snobizmem wśród mieszkańców Nowego Jorku jest posiadanie własnego konia, którym można udać się na przejażdżkę po Central Parku. Wokół tej oazy spokoju mnożą się więc wypożyczalnie koni albo stajnie, w których można trzymać zwierzaka, bo trudno mieszkać z nim pod jednym dachem.

Co będzie snobizmem w XXII wieku? Tu nasi rozmówcy wzruszają przepraszająco ramionami. Można pogdybać, ale pewniaków nie ma.

Być może różne formy życia alternatywnego, życia poza systemem, niepoddane presji popytu i podaży, powrót do natury. Ten trend widać już u wspomnianej wyżej młodzieży, ucieczka z zatłoczonych blokowisk też nie jest czymś zupełnie nowym. To zjawisko może jednak przybierać na sile, charakteryzować się coraz bardziej skrajnymi formami. Dzień bez telewizora, telefonu komórkowego, komputera. W totalnej zgodzie z tym, co nas otacza. Abstrakcja? Być może, chociaż niektórzy żyją tak już dzisiaj. Ale gdyby dodać do tego własnoręczne zdobywanie pożywienia, szycie ubrań - byłoby coś nowego. To oczywiście czysta fantazja, odpowiedź na wszystkie pytania przyniesie życie.

Pamiętając jednak, czym jest snobizm, trzeba założyć, że po stu, dwustu latach, kiedy wszyscy wyjedziemy już z wielkich aglomeracji, będziemy pić wyłącznie mleko, jeść własnoręcznie upieczony chleb posmarowany miodem, znajdzie się ktoś, kto będzie chciał nas zaskoczyć, wyróżnić się i... wróci do opustoszałego miasta.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Plebs

Polska to same snoby

Dodaj ogłoszenie