Kim Clijsters znów chce wszystkim pokazać, że niemożliwe nie istnieje. Nie tylko jej udał się taki powrót do sportu

Hubert Zdankiewicz
Hubert Zdankiewicz
imago sportfotodienst/EAST NEWS
Wracają z różnych powodów. Jedni „z miłości do ukochanej dyscypliny sportu”, innych zmuszają do tego problemy finansowe. Jeszcze inni po prostu nie bardzo wiedzą, co chcą dalej robić w życiu. Nie wszystkim się udaje, ale wygląda na to, że Kim Clijsters może znaleźć się w gronie tych szczęśliwych.

– Ważne jest, by wiedzieć, czy praca włożona w ten powrót daje efekty. Jeszcze nie jestem tam, gdzie chciałabym być, ale czuję, że zmierzam we właściwym kierunku – mówiła Kim Clijsters po swoim pierwszym od prawie ośmiu lat meczu w cyklu WTA Tour. Gdy pod koniec ubiegłego roku Belgijka ogłaszała, że planuje wrócić do zawodowego grania sceptyków nie brakowało. Niektórzy wręcz pukali się w czoło. No bo jak? 36 lat, mąż, trójka dzieci, poukładane życie i żadnych długów. Odchodziła w dodatku na emeryturę jako całkowicie spełniony sportowiec. - Po co jej to wszystko – pytali fachowcy i kibice.

Clijsters najwyraźniej postanowiła po raz kolejny udowodnić wszystkim niedowiarkom, że niemożliwe nie istnieje. W Dubaju, gdzie zagrała dzięki otrzymanej od organizatorów dzikiej karcie, już na dzień dobry wsiadła na bardzo wysokiego konia, bo jej rywalką była Hiszpanka Garbine Muguruza. Byłą numer jeden na świecie i tegoroczna finalistka Australian Open (w przeszłości również mistrzyni Roland Garros i Wimbledonu). I zdała ten trudny egzamin. Meczu co prawda nie wygrała, a w pierwszym secie (przegranym 2:6) zaliczyła falstart. W drugim (rozstrzygniętym dopiero w tie-breaku) potrafiła się jednak postawić dziesięć lat młodszej rywalce i chwilami przypominała dawną siebie.

Wraca po raz drugi, bo na sportową emeryturę po raz pierwszy udała się w 2007 roku. Zszokowała tym wszystkich, bo miała zaledwie 24 lata. Tłumaczyła w wywiadach, że ma dość zmagań z kontuzjami (faktycznie, było ich niemało). W międzyczasie okazało się jednak, że jest w ciąży. Swój ostatni mecz rozegrała w Warszawie, w nie istniejącym już turnieju J&S Cup, który notabene rok wcześniej wygrała.

Wróciła dwa lata później. Jak sama przyznała, tenis miał być dla niej rodzajem terapii zajęciowej, która pomoże jej uporać się z żałobą po śmierci ojca. Leo Clijsters, były piłkarz (reprezentant Belgii, z którą zajął w 1986 roku czwarte miejsce na mundialu w Meksyku), zmarł w styczniu 2009 roku na raka. Mówiła, że wraca i chce po prostu dobrze się bawić, tymczasem już w trzecim starcie wygrała US Open! - Tego naprawdę nie było w planach - śmiała się po ostatniej piłce zwycięskiego finału z Dunką Caroline Wozniacki.

Nie był to jednorazowy sukces, bo rok później Clijsters znów była bezkonkurencyjna w Nowym Jorku. W 2011 roku wygrała również Australian Open. Karierę, po raz drugi, zakończyła we wrześniu 2012 roku. Wydawało się, że na dobre, tymczasem…

- Niektórzy byli przekonani, że Clijsters zostanie w Dubaju zmieciona z kortu, a między nią i Muguruzą nie było tak naprawdę żadnej różnicy. Co więcej, w drugim secie Hiszpanka zrobiła się na jej tle bardzo sztywna, niemal drewniana Kim długimi fragmentami dominowała – podsumował jej pierwszy mecz po powrocie Wojciech Fibak, którego zdaniem nic nie stoi na przeszkodzie, by nawet po tak długiej przerwie i w tym wieku Belgijka nadal była znaczącą postacią w damskim tenisie.

- Nie ma żadnej różnicy pomiędzy tenisem z poprzedniej dekady a tym, który oglądamy dziś. Oczywiście trochę inaczej wygląda przygotowanie fizyczne, ale nadal w cenie są technika, taktyka i talent. Federera też wiele razy skreślali i wysyłali na emeryturę, a Roger wciąż, mimo prawie 40 lat, jest w stanie rywalizować z najlepszymi. Czemu więc nie Kim? Ma ku temu wystarczająco dużo atutów. Na tle rywalek, które na korcie tylko jęczą i wzdychają, może się w przyszłości okazać zaskakująco skuteczna. Mam również nadzieję, że historia Clijsters zainspiruje naszą Agnieszkę Radwańską i ona również, po urodzeniu dziecka, kiedyś zatęskni za tenisem i wróci na kort – mówi finalista Masters z 1976 roku.

Czas pokaże, jak zakończy się ta historia. W przeszłości nie brakowało jednak przypadków, gdy taki powrót po latach kończył się sukcesem. Udało się (przynajmniej za pierwszym razem) Michaelowi Jordanowi, który po dwóch latach przerwy (próbował w tym czasie swoich sił w bejsbolu) wrócił na parkiety NBA i zdobył trzy mistrzowskie tytuły z Chicago Bulls. Udany powrót na ring zaliczył Muhammad Ali, który stracił na trzy lata licencję profesjonalnego boksera za odmowę wyjazdu na wojnę do Wietnamu. Odzyskał jednak tytuł mistrza świata, pokonując w 1974 roku George'a Foremana. Ten ostatni z kolei dwukrotnie wracał do boksu. Po raz drugi w 1987 r., w wieku 38 lat. Siedem lat później został najstarszym mistrzem świata wagi ciężkiej.

Nieudanych powrotów też oczywiście nie brakowało, że wymienimy tylko Björna Borga, którego na korty przygnało po latach widmo bankructwa. Co do Clijsters Fibak może mieć jednak rację.

Były tenisista Boris Becker diagnozuje: Presja jest znacznie większa na młodych zawodnikach niż na tenisistach ze światowego topu

Wideo

Materiał oryginalny: Kim Clijsters znów chce wszystkim pokazać, że niemożliwe nie istnieje. Nie tylko jej udał się taki powrót do sportu - Sportowy24

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie