Kiedy dochodzi do zamachu stanu? Jak go powstrzymać? [EDWARD LUTTWAK ZAMACH STANU]

Edward N. LuttwakZaktualizowano 
Reżim prezydenta Baszara al-Asada posiadał pięć odrębnych i współzawodniczących ze sobą urzędów wywiadowczych AP/FOTOLINK
Sposobem zapobiegania zamachom stanów są służby. Ale nawet posiadanie kilku różnych agencji nie daje żadnych gwarancji - pisze Edward N. Luttwak, znany amerykański specjalista od geopolityki.

Przez lata - aż do ostatniego zamachu w 2015 roku - sedno zamachu stanu pozostawało niezmienne: jest to wyjątkowa forma działania politycznego, w której do wspierania siły przekonywania niezbędne są karabiny. Te zamachy jednak, w których karabinów używa się dużo, rzadko bywają skuteczne i kończą się zupełną porażką, jeśli sytuacja przerodzi się w wojnę domową, będącą kompletnym przeciwieństwem szybkiego i bezkrwawego coup d’etat.

Jeśli w kraju jest korupcja, to ci, którzy przejmą władzę, mogą się bajecznie wzbogacić, niekiedy po prostu pobierając z banku centralnego i jego rezerw dewizowych, ile tylko chcą, albo też - bardziej dyskretnie - domagając się działki ze wszystkich państwowych inwestycji, wyciągając łapówki od wszystkich, którzy potrzebują czegoś od rządu, biorąc pożyczki z państwowych banków, których nigdy nie spłacają, albo też tworząc firmy zarządzane przez swoich krewnych. Doprawdy nie brakuje sposobów na przekucie władzy państwowej w osobiste bogactwo. Skorumpowani włodarze nawet najmniejszych i najbiedniejszych krajów mogą w krótkim czasie zostać miliarderami. Dlatego też korupcja faktycznie powoduje zamachy stanu, ponieważ udany przewrót wiąże się z bardzo dużą nagrodą.

Zdecydowanie najważniejszym metod zapobiegania przewrotom jest utrzymywanie odrębnych, a w zasadzie kompletnie od siebie niezależnych rodzajów sił zbrojnych, ugrupowań paramilitarnych i innych służb bezpieczeństwa, żeby nikt nie miał monopolu na użycie siły. Z reguły istnieje gwardia „narodowa”, „prezydencka” albo „rewolucyjna”, mająca dość sprzętu, żeby stawić opor jednostkom regularnego wojska, a w niektórych przypadkach także milicje złożone z członków tej samej grupy etnicznej, co przywódca.

CZYTAJ TAKŻE: Luttwak: Wyrosną tylko nowe dyktatury muzułmańskie

Ponadto zawsze działa jakaś zaufana jednostka gwardii pałacowej, licząca od kilkuset do niekiedy kilku tysięcy żołnierzy, wyjątkowo dobrze wyszkolonych lub przynajmniej bardzo dobrze wyposażonych w porównaniu z innymi oddziałami. Oczywiście jej dowódcą musi być syn władcy albo jego siostrzeniec czy bratanek, korpus oficerski zaś powinien zrzeszać tak wielu jego krewnych - albo przynajmniej członków klanu - jak to tylko możliwe; nawet niższe stopnie powinny rekrutować się spomiędzy klanu lub chociaż grupy etnicznej przywódcy. Niekiedy takie oddziały otwarcie tytułuje się dywizją, brygadą lub pułkiem Gwardii Prezydenckiej, Królewskiej czy też Rewolucyjnej, ale tego typu przyboczne wojska mogą też nosić nazwy, które celowo dobrano tak, by nie przyciągały uwagi - choć każdy wie, że, powiedzmy, 12. Dywizja albo 27. Brygada, albo 355. Batalion to „ta” jednostka, która ma najnowszy sprzęt, ponadprzeciętne zakwaterowanie, wyższy żołd i krewnych władcy w sztabie.

Nawet kraje, w których demokracja nie jest zagrożona, mają takie rodzaje sił zbrojnych i służb bezpieczeństwa, które noszą rożne mundury, choć mają zbliżone funkcje. Różnica polega jednak na tym, że nieustannie wymaga się od tych grup komunikacji, koordynacji i współpracy, z reguły mają też jakieś łączone lub generalne szczeble dowodzenia, obsadzane przez przedstawicieli wszystkich tych grup, ktore mają zapewnić im jedność w działaniu.

Kiedy jednak takie zróżnicowanie służy obronie przed przewrotem, nie ma generalnego sztabu, a współpraca nie jest wymagana, w ogóle na wszelką komunikację pomiędzy rodzajami sił zbrojnych patrzy się niechętnie lub wręcz jej zabrania. Okazje nawet tak niewinne, jak przyjęcia urodzinowe, na których spotkają się oficerowie - powiedzmy - wojska, gwardii narodowej i żandarmerii, mogą ściągnąć na uczestników podejrzenia, a potem może przesłuchania. Taki politycznie wymuszony brak komunikacji i koordynacji był zresztą jedną z głównych przyczyn kompromitacji wojsk państw arabskich, którą zagraniczni obserwatorzy z reguły przypisują po prostu olbrzymiej niekompetencji.
Bardzo wymowny jest też przypadek Korei Południowej: pod naciskiem Stanów Zjednoczonych, które chciały, by kraj lepiej koordynował swoje reakcje na zagrożenie ze strony ataków północnokoreańskich komandosów, Koreańczycy połączyli Dowództwo Bezpieczeństwa Armii, Jednostkę Bezpieczeństwa Marynarki i Urząd Dochodzeń Specjalnych Sił Powietrznych w jedną organizację. W październiku 1977 roku nastąpiło uroczyste uruchomienie nowego, w pełni zintegrowanego Dowództwa Bezpieczeństwa Obrony. Dwa lata później jego szef, sodzang1 Czon Du Hwan, wykorzystał ten jednolity system dowodzenia, dający mu monopol na wykorzystanie siły w momencie kryzysu, żeby przejąć władzę, gdy prezydent Pak Dzhonghyi zginął w zamachu. Gdy Czon prowadził dochodzenia, wydawał wyroki i skazywał najwyższych generałów w państwie, a potem przeskoczył wszystkich starszych od siebie stopniem dowódców i uczynił się nowym prezydentem, nie było nikogo, kto mógłby go powstrzymać. Nie mogłoby do tego dojść, gdyby nadal istniały trzy konkurujące ze sobą urzędy bezpieczeństwa, a nie monopol.

Kolejnym sposobem zapobiegania zamachom stanu stosowanym w krajach na nie narażonych jest szczególny rodzaj wywiadu: wywiad ukierunkowany nie na zewnątrz, na obce państwa, ale do wewnątrz, na siły zbrojne i służby bezpieczeństwa swojego kraju - i to absolutnie wszystkie: od lotnictwa przez siły lądowe, a nawet marynarkę, aż po gwardię narodową, gwardię rewolucyjną i wreszcie przyboczne wojska broniące reżimu. Ponieważ te ostatnie działają najbliżej władcy, są też potencjalnie najbardziej niebezpieczne. Wywiad wewnętrzny jest najskuteczniejszym środkiem zapobiegania przewrotom, ponieważ zamach stanu nie może się odbyć nagle, z dnia na dzień, bez wcześniejszych uzgodnień między spiskowcami, te zaś wymagają prowadzenia wcześniej jakichś rozmów, potem szczegółowych negocjacji co do tego, kto co będzie robił podczas zamachu i co za to dostanie następnego dnia, gdy po przejęciu władzy będą dzielone płynące z niej profity w postaci awansów i stanowisk. To wszystko oznacza, że konieczna przed próbą przewrotu jest komunikacja, którą można podsłuchać albo nawet usłyszeć osobiście, jeśli reżimowi uda się umieścić wśród spiskowców agenta. Agent taki może też sam utworzyć prowokacyjny spisek, aby zidentyfikować potencjalnie niebezpieczne postacie, które lepiej usunąć, zanim będą miały szansę zacząć planować własny, prawdziwy zamach stanu.

Problem z wywiadem polega jednak na tym, że ci, którzy szpiegują spiskowców, są w najlepszej pozycji, żeby do nich dołączyć, by zyskać władzę i bogactwo w razie powodzenia przewrotu. Lekarstwem na to jest oczywiście posiadanie kilku oddzielnych agencji wywiadu wewnętrznego, co odpowiada na odwieczne pytanie, kto będzie pilnował strażników. Kiedy wiedza o istnieniu wielu agencji stanie się powszechna, potencjalna obecność innych agentów, którzy mogliby ich wydać, zniechęci szpiegów reżimu do dołączania do spiskujących. I tak w Syrii, jeszcze nim zaczęła się trwająca dziś wojna domowa, reżim prezydenta Baszara al-Asada posiadał pięć odrębnych i współzawodniczących ze sobą urzędów wywiadowczych.

CZYTAJ TAKŻE: Luttwak: Wyrosną tylko nowe dyktatury muzułmańskie

Nawet jednak tak mnogie agencje nie zaimponowałyby Jasirowi Arafatowi. Gdy rządził palestyńskim mikropaństwem powstałym w 1994 roku na mocy porozumień z Oslo, powołał około 12 oddzielnych organizacji wywiadowczych, które skupiały się na Palestyńczykach, a nie na Izraelu czy innych państwach arabskich; szczególnie przydały mu się w 1997 roku, kiedy to Rada Legislacyjna Autonomii Palestyńskiej, pełniąca funkcje parlamentu, oskarżyła Arafata o „nieprawidłowości finansowe” (wdowa po nim do dziś żyje bardzo elegancko w Paryżu), a on odmówił złożenia dymisji. Członkowie Rady bardzo szybko zostali zastraszeni i zamilkli.

Jako student London School of Economics nie miałem ochoty dołączać do grupki prawicowców, którzy samotnie opierali się przyspieszonemu demontażowi Imperium Brytyjskiego. Ale uważałem, że powszechnie głoszone poglądy o prawu narodów do samostanowienia były beznadziejnie pozbawione kontaktu z rzeczywistością. Moje wątpliwości co do dalszych losów nowych państw i pesymizm względem ich wkładu w życie społeczności międzynarodowej nie wzięły się z ich nędzy. Nędza nie musi być przeszkodą w rozwoju kultury czy nawet społeczeństwa, a w każdym wypadku niektóre spośród najmniej obiecujących nowych krajów wcale nie były biedne - cieszyły się olbrzymimi i niezasłużonymi dochodami z eksportu ropy naftowej. Brak odpowiednich struktur administracyjnych z pewnością nie musiał mieć fatalnych skutków, bo niewiele rzeczy rośnie równie szybko, co państwowe biurokracje. Nawet negatywne skutki poczucia biednych, że żyją o wiele gorzej od innych, karmionego konfrontacją z luksusem pokazywanym w mediach, wydawały mi się niezbyt poważne. Wygląda na to, że „rewolucja rosnących oczekiwań”, będąca kolejnym sloganem urobionym przez zachodnich intelektualistów na usprawiedliwienie mających wkrótce nastąpić rozbojów, nie stała się faktem.

Jeden brak był jednak - i jest - zabójczy i niechybnie prowadzi nowe państwa do powołania złych rządów w kraju: nie miały prawdziwej wspólnoty politycznej. Ciężko jest podać definicję takiej wspólnoty. Być może najlepiej jest zacząć od przywołania dobrze znanej koncepcji „narodu”, różniącej się od „państwa”. Nowe państwa powstały dlatego, że kolonialni rządcy przekazali władzę przywódcom politycznym, którzy agitowali za niepodległością. Mówiąc konkretniej, nowi władcy otrzymali kontrolę nad armią, policją, skarbówką i administracją, które pracowały dla władz kolonialnych.

Reżim prezydenta Baszara al-Asada posiadał pięć odrębnych i współzawodniczących ze sobą urzędów wywiadowczych AP/FOTOLINK

polecane: Flesz - Co piąta transakcja będzie wymagać użycia PIN-u

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3